W poczekalni czekają co najmniej dwa tematy na notki, z którymi bym się chciała rozprawić, jest jakiś Hołownia, jest jakiś alkoholizm, ale zanim, to jednak, na świeżo, o Festiwalu Komiksu. Na festiwalu byłam drugi raz. Pierwszy, chyba z sześć lat temu, ograniczyłam w sumie do przejrzenia antykwariatu i poślinienia się do Rorków, które z całą pewnością sobie kiedyś odkupię. Tym razem wzięłam udział nieco intensywniej. Festiwal trwa, dziś niestety nie mogę zajrzeć, ufam, że nadal jest pyszna zabawa.
W trakcie festiwalu spotkałam znajomego o ślicznym nicku Latający Rosomak, który zapytał mnie, czy jestem komiksiarą. Nie, nie jestem. Jak wszyscy wychowałam się na Baranowskim, Jonkach, Kajkach i Tytusach; później jednak nastąpił trudny moment, w którym trzynastolatka przeczytała takie pyszoty jak Alinoe i chciała MOAR, ale okazało się, że rodzice nieszczególnie chcą jej kupować komiksy, bo a) komiksy są dla dzieci; b) komiksy są dla chłopców. Jakim cudem zgromadziłam kilka Fantastyk, Thorgali czy Rorków, które później gdzieś wywędrowały, sama nie wiem (to znaczy trochę wiem, w ramach barteru z kolegami z klasy, mam szalenie miłe wspomnienie z jakiegoś mroźnego popołudnia spędzonego na czytaniu Relaxów u kumpla). Na wejście mangi już się nie załapałam, oderwałam się od tego sposobu opowiadania historii na rzecz samych liter. Od polskiego komiksu lat 90. urwało mi całkowicie. Jedna z wielu smutnych rzeczy, jaką wówczas kultura robiła nieśmiałym i grzecznym dziewczynkom.
Więc trwa festiwal, siedzę z Fil, Kariną i MRW na przeraźliwie nudnej gali, o której za chwilę i nagle MRW mówi, że komiks jest najbardziej naturalnym opowiadaniem historii i uświadamiam sobie, że tak, tak! przecież w czasach przed płynnym łykaniem liter najbardziej lubiłam spędzać czas na gryzmoleniu kolejnych postaci i opowiadaniu sobie fabuł o nich; tak to właśnie wyglądało, 31. klatka w głowie i kawałeczek tekstu, by wątek się motał. Mam trochę żalu, że nie rozwijałam tego w sobie.
A co na samym festiwalu? Wbiłam się dość późno na spotkanie z Bisleyem, który był chyba już trochę pijany albo wczorajszy; generalnie miałam ubaw z polskiego spinu pośladów, w ramach panelu bowiem próbowano z nim przeprowadzić, nie wiem, poważny wywiad chyba? Jakaś zasadnicza dziewczyna z sali rzuciła w kierunku Simona ciężką pretensją, że he keeps chatting, tymczasem on miał znakomitą zabawę, zagłuszał podśpiewywaniem tłumacza, unikał pytań i snuł własne opowieści. Fun fun fun. Tak, moi drodzy, polscy fani nadal myślą, że jak ktoś maluje piękne mięśnie, to jest mądrzejszy i ma więcej do powiedzenia. Trochę nie.
Następnie w łeb dostałam polską komiksową myślą humorystyczną i ponieważ poczułam się tym skrzywdzona, chętnie skrzywdzę i was, sami zobaczcie:

To był jeden z komiksów nadesłanych na konkurs małych form humorystycznych. Komiks był częścią takiego oto projektu:
http://www.hell-hotel.com/2010/12/08/odpowiedzi-na-wasze-pytania-w-formie-komiksu-jea/ i trafił m.in. na wykop.
EDIT, bo docierają do mnie echa oburzu autora i jego znajomych:
Wiem, że to żart. Nie oskarżam Maćka o homofobię. Oglądałam jednak ten komiks w otoczeniu innych, np. tego i zastanawiałam się, na ilu poziomach odbieram go ja czy gros osób, które tu zaglądają (huh, gość drze łacha z homofobii, cool!), na ile środowisko komiksowe (zakładam, że podobnie), a na ile gimnazjaliści, ich rodzice czy prezesi firm sponsorujących festiwal (bo ci z kolei bez kontekstu mogą jednak nie łyknąć ironii). Naskórkowa homofobia (czy mizoginia, jak w przypadku tej drugiej planszy) jest na tyle powszechna i przezroczysta, że nawet tak wyraziste przerysowanie może nie być oczywiste. Ani wykopowiczów, ani stałych czytelników joemonster nie podejrzewam, niestety, o zdolność wychwycenia żartu. Przykładem może być nie sam pasek o islamskiej feministce, a część komentarzy pod nim: ile z nich to trolling, a ile szczere opinie o feministkach robiących awantury za przepuszczanie w drzwiach?
So, nie żebym dawała porady, ale używszy tego typu kliszowych karykatur licz się, dude, z tym, że będziesz musiał wyjaśniać, że żartowałeś. Jak już padło w komentarzach, Polska to nie jest kraj dla trolli, a ironia jest przereklamowana.
Krótka prelekcja o Jerzym Wróblewskim kazała mi pomyśleć, że z uwagi na jego wprowadzanie samego siebie do komiksów mieliśmy oto na polskiej scenie komiksowej prawdziwego Mariana Słoja i zamiast go jakoś przechować w gablotce trochę to przeoczyliśmy. Ale wszystko przed nami, gdyż jest plan biograficznego o nim komiksu.
Na Rewolucje w Szelkach niestety nie dojechał Jerzy Szyłak, czego bardzo żałuję, bo chciałam go spytać, po jaką cholerę właściwie stworzył najgorszy komiks, jaki dotychczas widziałam, czyli “Szminkę”; namalowaną w sposób brzydki i niechlujny (nie kumam brzydoty rysunku wynikającej z niedbałości), a do tego opowiadającą strasznie banalny i zupełnie zbędnie zbrutalizowany kryminał z dodanym dla śmichu wątkiem cross-dressowym jako wisienką na czubku parującej kupy. Zadano jednak z sali pytanie o to, czy Joanna Karpowicz po namalowaniu “Szminki” faktycznie przeżyła załamanie nerwowe. Wojtek Stefaniec odparł chłodno i beznamiętnie “mam teorię, że to dlatego, że jest ona kobietą”. Sala wydała z siebie nerwowe chichoty, a ja zaczęłam okładać swój łeb pięściami. Jakie jest polskie środowisko komiksowe, no powiedzcie mi, jakie.
Potem było coś, co miało być warsztatem z Grzegorzem Rosińskim i wyobrażałam sobie, że Rosiński powie “słuchajcie, mamy oto historię, że jest sobie, powiedzmy, mężczyzna, który idąc ulicą zauważa porzucony but na szpilce; pada deszcz – narysujcie mi to”, a potem podchodzi, nachyla się nad rysunkiem i mówi, co dobrze, a co źle. Tymczasem warsztaty polegały na tym, że Grzegorz “te wszystkie iPady” Rosiński opowiadał o tym, Jak Wygląda Życie Rysownika Komiksów i dlaczego digitalizacja rysunku to zło. Porywające i fascynujące, z tym, że wcale nie. Dodatkowy mindfuck robiła mi świadomość, że Rosiński jest ten sam rocznik jak mój tato. Niby wiedziałam o tym wcześniej, ale co innego wiedzieć, a co innego widzieć tego siedemdziesięciolatka na żywo. Wiecie, to trochę dolina niesamowitości, bo ten facet narysował Szninkla, śliczną G’wel, do której fapałam i ja, a on nawet z powierzchowności przypomina mojego ojca. Creepy!
(poza tym, tacy ludzie nie powinni się starzeć, tak jak Thorgal nie powinien wyłysieć, i o)
Nie mam tylu brzydkich słów, by opisać warunki, w jakich dowieziono nas z ŁDK do Wytwórni, gdzie miały odbyć się wręczenie nagród festiwalowych, wybory rysunkowej Miss Festiwalu + koncerty: Kind Off, Akira Yamaoka & Cool Kids Of Death. Sądząc z nazwisk, jakie zaproszono na festiwal, budżet był zaplanowany z dość dużym rozmachem, więc dlaczego nie podstawiono przynajmniej jeszcze jednego autobusu? Mam też żal do organizatorów, że nie rozpisali w programie tej gali jednak nieco bardziej: część oficjalna, cóż, można się domyślać, że interesowała wyłącznie sponsorów i nagrodzonych, a przeciągała się ponad miarę, Wybory rysunkowej Miss uświetnił Bisley, w pijackim amoku mażąc po rysunkach konkurentów, zaś sam koncert, na którego hype’a kręciłam od miesiąca zaczął się po północy. Tym samym spora część uczestników popadła w letargi, część wymiękła i zwinęła żagle; przyjezdni, którzy mieli nadzieję na np. zakończenie koncertu o 22:00 srogo się zawiedli. Człowiek by skoczył na Pietrynę, zjadł coś normalnego, dokonał lekkiego resetu i dopiero wbił na koncert, a tak to kisiliśmy się pod dachem Wytwórni, czyniąc sporadyczne wypady na papierosa, mając nadzieję, że koncert zacznie się już za chwilę.
…i gdy na scenę wreszcie wyszli CKOD, pomyślałam sennie, że już jestem tak zmęczona, że chyba nie mam siły się cieszyć koncertem, na który tak długo czekałam. Potem dostrzegłam brodę Krzyśka Ostrowskiego, która już naprawdę jest mocno siwa i zrobiło mi się smutno. A potem zaczęli grać “Nagle zapomnieć wszystko”, pobiegłam w tłum przed sceną, bo koncert trzeba w tłumie, w pocie, w tańcu, we wrzasku, w tej całej zbiorowej gorączce radości z muzyki, a zmęczenie i smutek przestały być ważne.
Eeej, ale ten komiks jest przecież śmieszny.
Nice… co mi przypomina, że mam w poczekalni teoretyczną (a co? w końcu jestem blogerem — znam się na wszystkim) notkę o komiksie pt. “Jazz”.
Cześćjacku, to może wytłumacz mi żart?
No właśnie, ja go odebralem jako podśmiechujki z homofobii.
@cześćjacek
No nie bardzo, obecnie w PL nie ma atmosfery do niby-ironicznego naśmiewania się z homoseksualizmu, bo takie żarty zbyt często są przykrywką do homofobii. Więc doszukiwanie się drugiego dna w komiksie, który wcale nie jest aż tak zabawny, jest chyba na wyrost.
Znaczy mnie to wygląda na “hurr durr, jestem niepoprawny politycznie”. Meh.
Ja tam nie wiem, może gdyby to miało jakiś kontekst, a nie wisiało wśród innych, dużo bardziej meh-niezabawnych komiksów? Mnie w każdym razie nie rozbawił, a właśnie napełnił obawą, że ktoś tu jednak trochę nienawidzi gejów.
Same here.
Ja skądś już ten komiks kojarzę no i na moje oko jest adabsurdumowym wyśmianiem homofobów; no ale po tej akcji z boli blogu czy skąd o feministkach zapładniających się in vitro tylko po to, żeby mieć aborcję, to faktycznie trudno powiedzieć.
No sam widzisz, Jacuniu, bez kontekstu nie jest zabawny.
A jak autorowi, ponorajmy.
Dla kalibracji musielibyście jeszcze zobaczyć odcinek o kobietach.
Ponorałam i podmieniłam obrazek na czytelniejszy przy okazji. Autorem jest Maciej Łazowski, a komiks był częścią takiego oto projektu:
http://www.hell-hotel.com/2010/12/08/odpowiedzi-na-wasze-pytania-w-formie-komiksu-jea/
(tutaj zaś dowiadujemy się, że komiks trafia na jm i wykop: http://kg.blog.pl/odpowiedzi-na-palce-pytania,15165427,n)
Edit, bo MRW wreszcie wstał:
http://static1.blip.pl/user_generated/update_pictures/2212283.jpg
Komiks o kobietach dla kalibracji.
“http://static1.blip.pl/user_generated/update_pictures/2212283.jpg”
Też postawiłabym na wyśmiewanie homofobii, choć jest takie małe niepokojące #samaniewiem w tym wszystkim.
@self
tego samego autora:
http://www.glosywmojejglowie.pl/
hmmm
@Też postawiłabym na wyśmiewanie homofobii, choć jest takie małe niepokojące #samaniewiem w tym wszystkim.
Zwyczajnie – Polska to nie jest kraj dla trolli.
Co ja widzam, branie Łazowskiego na poważnie. Smutłam.
Powiadasz, Sstefanio? Ja się chętnie dam przekonać, że nie, ale o, ten komiks to ja przecież znam:
http://www.glosywmojejglowie.pl/2011/04/11/islamska-feministka/
@Co ja widzam, branie Łazowskiego na poważnie. Smutłam.
Czasem nie są ważne intencje, ale efekt.
Albo nie lubi feministek http://www.glosywmojejglowie.pl/2011/09/01/konwent-feministek/
Również Cyganów i pand:
http://www.bugcity.nazwa.pl/index.php?strip_id=98#komiks
http://www.glosywmojejglowie.pl/2011/04/06/kwestia-pand-2/
A także papieża i typowych rodzin:
http://www.kultura.com.pl/index.php?s=plansze&img=127_04
Jeśli trolluje, to robi to na tyle źle, że trafia na wykop.
Dobry wieczór wszystkim.
O wow. Pierwszy raz widzę te komiksy i nie ogarniam, jak można nie widzieć w nich ironii. Nie wszystkie są udane (kongres feministek jest po prostu nudny), ale doszukiwać się u autora homofobii, seksizmu czy antyfeminizmu.
Ja mam kilka wątpliwości, ale mniej zasadniczych. Jedna z nich dotyczy ona komiksu o homoseksualizmie. Ja rozumiem, że autor wyśmiewa przekonanie, że homoseksualizm to choroba. Ale przy okazji powtarza kliszę, że homoseksualizm = myślenie tylko o seksie. Być może to też ironia, po prostu wczucie się w fantazje homofoba – przecież to o nich jest komiks. Nawet jeśli tak, przeciętny homofob nie zwróci na to uwagi, jak zobaczy ten komiks, bo dla niego postawa “gej myśli tylko o seksie” jest naturalna, przezroczysta, niezauważalna, oczywista. Wręcz utrwali mu się nieświadomie “Gej myśli tylko o kutasach, nawet taki lewak jak autor tego komiksu to widzi”. Tylko czy artysta powinien ograniczać się takimi względami, jak ewentualny wpływ jego dzieła na jeszcze większe zgłupienie głupców? Nie wiem. Czy piszę jasno? Staram się.
A w “muzułmańskich feministkach”, choć tytuł mógłby być lepszy, jest pewna brutalna prawda. Doceniam mimo zastrzeżeń.
No więc właśnie ja mam ten problem z ironią, że czerpie pełną garścią z głupich klisz, co ładnie widać w tym, jak łyknąłeś muzułmańskie feministki.
@:jak można nie widzieć w nich ironii.
Ironia jest przereklamowana.
Zostałam wspomniana w notce Szpro! Mam teraz plus 5 do celebrytyzmu!
Jako przyjezdnej ciężko mi wybaczyć kiepskie dostosowanie MFKiG dla przyjezdnych. Brak informacjo na stronie o tym jak dotrzeć z Kaliskiej, brak informacji o cenach…
Wyglądało to jakby organizatorzy nie dowierzali, że ktoś może przyjechać z daleka i nie będzie o 22 padał na twarz, a nie podziwiał entuzjastycznie wybory miss.
Fil, i u MRW też: http://mrw.blox.pl/2011/10/Polskie-srodowisko-komiksowe-jest-perwersyjne-i.html
masz +10, kochanie.
Kara.
Aj waj! Co tu się dzieje?
1. Komiks o Eltonie – jeśli troll trafia na wykop, to znaczy że jest dobrym trollem. Zareagowałaś jak tvn w aferze cweloholokaustowej. Wyguglaj.
2. Spotkanie ze Stefanem – siedziałem w pierwszym rzędzie i zadawałem pytania. Przy tekście o kobietach to między innymi mój nerwowy chichot słyszałaś :) Atmosfera była dość luźna. Mogłaś strolować Stefana. Bez problemu. Chętnie bym się dołączył, wsparł, wyzwał Stefana od debili itp. Wolisz płakać na blogu.
3. Szminka – brzydko malowane itp. O takich sprawach nie będziemy dyskutować bo to nie jest kwestia gustu, tylko problem braku gustu. Zresztą, właśnie ukazał się ciąg dalszy (rok temu spin-off SZŻM). Przeczytaj. Masz szerszy kontekst. Wal dalej, czy rysunki są brzydkie a fabuła bessęsu. Pociągnięto temat crossdressingu w sposób, że tak powiem – epicki.
4. Pan Akira z CKOD to była niezła ściema. Liczyłem na coś więcej niż dwa kawałki gdzie jechał Skawińskimi solówkami. Sam koncert CKOD był jak co roku fajny. Też aż się wybrałem pod scenę.
5. Bisley. Miałem go dla siebie na wyłączność w piątek gdy szliśmy na VIPparty. LOL. Stary gwiazdor otoczony gromadą gówniarzy – nic dziwnego, że się ekstremalnie rozbiesił. Rozpierdolił mnie sceną autografowania barmanki ale nie będę kontynuował tego tematu. Zaręczam, że zmieniłabyś optykę oceny spotkania z publicznością. Czyste zło.
6. Były dwa autobusy i brak info. W drugim jechały dwie osoby. Ponoć Klimowscy.
No ja pierniczę. Webkomiksy mają to do siebie, że mają być lekkie, łatwe i przyjemne. Przekaz ma być prosty i trafiający od razu do czytelnika, w końcu to nie papierowa wersja na kilkadziesiąt stron, żeby dokładnie analizować problem.
Akurat polski webkomiks jest przesiąknięty absurdalnym humorem i ironią. Hell-Hotel, KOPS czy Człowiek Szynszyla mogą służyć za przykłady. Ciężko tam znaleźć coś poważnego.
A jeżeli ktoś chce załamać ręce nad szowinizmem, to jednak polecam
http://boli.blog.pl/
Do boli.blog dodaj jeszcze Asu (ex-paski.org), który w tym tygodniu wylądował na okładce Przekroju. Facepalm.
Nie rozumiem, po co jechać na MFKiG, skoro sama piszesz, że żadne z Ciebie K., a odniesień do G. też nie znalazłam (nie wiem, może się mylę).
@Szminka – pociśnij lepiej nie jest żadnym argumentem, ale ‘pociśnij lepiej’. Widocznie w życiu widziałaś mało złych komiksów, really. Ok, Szyłak jest specyficznym scenarzystą, niektórym podchodzi, niektórym nie, ale warsztatowo robi dobre rzeczy. Karpowicz spisała się świetnie malując wszystkie kadry i jeżeli nie odpowiada Ci jej styl, w którym to pocisnęła, to nie spodobał Ci się STYL, a nie niedbałość.
@autobus – jesteś z Łodzi i nie mogłaś poturlać się tramwajem? Srlsy?
@mądrość Bisleya – trochę tak, ale trochę też nie. Prowadzący zaczął spotkanie od streszczenia początków jego kariery, a potem zapytał jak to się zaczęło, więc nic dziwnego, że z tego spotkania nie wyszło nic ciekawego, skoro nawet publiczność nie miała do niego szacunku. Poza tym, hej, ja bawiłam się świetnie słuchając o jego inspiracjach literackich, muzycznych, podkładaniu Strawińskiego pod Lobo i cynicznym pierdoleniu, że robi wszystko dla kasy, co jest oczywistym kłamstwem. Potem się mocno zajebał, ale to już wina organizatorów, bo nie znaleźli nikogo, kto by go ładnie ogarnął. On miał na to wyjebane, więc wuteva.
@Yamaoka – w następnym roku ma przyjechać z własnym zespołem. Fun fact – zagranicznym gwiazdom na polskich festiwalach komiksowych podoba się bardziej niż polskiej lewackiej blogosferze. Myślę, że festiwal spełnił swoją rolę.
Cześć MIrzka :*
@Szminka – brzydko malowane itp. O takich sprawach nie będziemy dyskutować bo to nie jest kwestia gustu, tylko problem braku gustu
Ja ogólnie nie lubię malowanych komiksów.
Ja, podobnie jak Grzegorz Rosiński nie lubię komiksów malowanych cyfrowo.
@Ja, podobnie jak Grzegorz Rosiński nie lubię komiksów malowanych cyfrowo.
I też uważasz, że komputer rysuje za człowieka? Bo nie o chodziło o to, co lubi, tylko o głupie uzasadnienie.
Panie, Mistrz Ros powiedział kiedyś, że manga to nie komiks. Komiks z USA, to też nie jest komiks.
Zerknij sobie do Thorgala – tak wygląda komiks!
Mówił to całkiem serio
choć zapewne był to jakiś maksiarski skrót myślowy, którego nie pojąłem.
W komiksowie funkcjonuje nawet mem “w Thorgalu tak nie było”, który w jakiś sposób nawiązuje do tych Rosowych rewelacji.
@Wolisz płakać na blogu.
Idzie nowe. Jak ktoś na spotkaniu deweloperów/komiksiarzy nie wstanie i nie walnie w ryj, ale potem napisze na blogu że coś było czerstwe ponad miarę – to należy się OPD za brak reakcji na miejscu.
(Ale żałuję że mnie nie było. Buu.)
Jaszek, Mirzka, ja rozumiem, że przyszliście Dać Świadectwo, jak festiwal wyglądał z waszej strony. To bardzo ciekawe opowieści, obfitujące w ważkie szczegóły. Ale z tekstami “płaczesz na blogu, bo nie strollowałaś Stefana” i “mogłaś pojechać tramwajem” troszeczkę, moi drodzy, spierdalajcie.
@Szminka – pociśnij lepiej nie jest żadnym argumentem, ale ‘pociśnij lepiej’. Widocznie w życiu widziałaś mało złych komiksów, really.
Są komiksy złe w sensie “bad”. Są też komiksy złe w sensie “evil”. Szminka jest evil.
@Szminka
Po doświadczeniach z polskim komiksem, o którym się mówiło gremialnie że “dobry”, boję się sprawdzać co jest między okładkami tego “złego”. Normalnie, boję się.
@szprota Nie czaję, z tym “dawaniem świadectwa”. Nie wiem jak Mirzka ale ja nie przylazłem na Twojego blogaska po linku, bo przeca czasem tu u Ciebie komciuję. Wyłącz syndrom oblężonej twierdzy. Na FB u mrw zaproponowałem, że w przyszłym roku chętnie zaplanuję Wam lepiej atrakcje festiwalu abyście nie szli casualowym tropem. Michał przychylił, więc trzymam za słowo, widzimy się za rok i będziemy się świetnie bawić.
I serio pisałem. Szkoda, że nie odezwałaś się na spotkaniu ze Stefanem.
A, to sorasy. Zabrzmiało mi to jak “zrobiłaś coś źle i się żalisz”, no to nie było do końca tak, nie żalę się, tylko trochę szydzę korzystając z pozycji outsidera. Generalnie przecież pysznie się bawiłam. A za rok – też trzymam za słowo.
A “Szminka” naprawdę wydała mi się zrobiona niedbale (widziałam inne rzeczy Karpowicz i wiem, że umie, to nie jest diss na nią ogólnie tylko na tę jedną pracę; a fabuła, jak wspomniał mrw, jest evil).
Luz, wiem że czasem masz tu naloty jakiś wykopowców więc Ci się z automatu podnosi garda.
Ale o czym to chciałem. O! Szminka.
Wydaje mi się, że może Twoja opinia o rysunach Karpowicz to wynik (choćby nieświadomej) traumy po recenzji w Przekroju, gdzie PDW fapował pod Szminkę porównując warstwę graficzną do BILALA?
Bo jeśli chodzi o to co walnął Stefan (Karpowicz była kobietą) to nie wiem czy kojarzycie/pamiętacie ale w tym roku co Szminka to ukazał się też komiks o tytule (nomen omen) ZŁO. Rysunki robiła tam Gabriela Becla. To było naprawdę evil! Jakieś 200-300 stron srogiego pierdolenia z szatanem. To była wtedy dość szeroko komentowana sytuacja, że właśnie kobiety narysowały najbardziej hardkorowe polskie albumy. Z racji, że dla mnie to są zaszłości (2003? 2004?), to na słowa Stefana sobie tylko mehnąłem.
@Wydaje mi się, że może Twoja opinia o rysunach Karpowicz to wynik (choćby nieświadomej) traumy po recenzji w Przekroju, gdzie PDW fapował pod Szminkę porównując warstwę graficzną do BILALA?
Nie, Szpro ma traumę po tym, jak przyjęła niedawno Szminkę na klatę bez żadnego przygotowania (za co ją serdecznie przepraszam, ale sama chciałaś).
Kurde, ale nie mów że zachęcałeś do lektury porównując rysunki do Bilala!
@Kurde, ale nie mów że zachęcałeś do lektury porównując rysunki do Bilala!
No skąd, to wyszło z rozmowy o Szyłaku; serio, żadnego uprzedzenia, co to jest i jak.
Jezus maria. Wybacz. Zacznę stawiać emoty.
@Nie, Szpro ma traumę po tym, jak przyjęła niedawno Szminkę na klatę bez żadnego przygotowania (za co ją serdecznie przepraszam, ale sama chciałaś).
No mogłeś dać jakieś małe wprowadzenie, ngl, czego się spodziewać, nie; zwłaszcza że tego samego dnia łyknęłam Piekarę na salonie24, a dzień wcześniej miałam megamigrenę i ogólnie byłam styrana.
Ale tak swoją drogą, to niesamowite że dyskusja o Szmince wraca po tylu latach! Tak się rodzi klasyka.
TY TROLLU
o komiksikach i callcenter – zawsze i wszędzie.
Jakoś tak ostatnio przypomniałem sobie, że anegdotkami o telemarketingu karmiłem Marcela i jego Panią wtedy gdy już ledwo kontaktowaliśmy (przynajmniej ja). Dopiero po miesiącach wróciło to do mnie!
No teraz chłopaki to mi się totalnie zachciało zebrać was trzech (z Marcelim) i posłuchać opowieści.
tl;dr, ale odpowiedź na palące pytanie bardzo mi przypadła.
@Dać świadectwo – czytam, bo lubię, ale do waszej blogowej strefy wzajemnej adoracji mam trochę taki stosunek jak Ty do MFK, tylko że dodatkowo często mnie to śmieszy. Nie komentuję, bo jestem leniwa, ale akurat siedziałam na wykładzie, so wybór pomiędzy socjologią kultury, a internetową spiną był oczywisty.
@tramwaj – darmowa/tania komunikacja nigdy się nie sprawdza. Gdyby podstawić milion autobusów i tak jakimś cudem wszystkie byłyby pełne. Poza tym zawsze działa syndrom pierwszego autobusu – ludzie za punkt honoru stawiają sobie jechanie właśnie nim, nawet za cenę gwałtownej śmierci spowodowanej urwaniem podłogi.
@Szminka – ok, zgadzam się, jest ‘evil’, nie jest ‘bad’. Polski jest czasem niepraktyczny semantycznie.
@dobrypolskikomiks – jest parę dobrych rzeczy, parę genialnych, ale generalnie ciężko jest polecić cokolwiek bez podstawowej wiedzy na temat odbiorcy. Ja tam łykam wszystko, ale rozumiem, że ktoś nie trafi cartoonu, mangi, grafiki komputerowej, malarstwa, etc., etc.
PS: Cześć Macieju. :*
Hehe, sorry za prywatę ale
@Mirzka – no, weź nie daj się prosić. Załóż konto na fejsie :) Olej twittera.
Spoko. Albo na gieplusie, mnie się dobrze korzysta z googleplus.
Aha, co do zbiorkomu, to jednak wyjaśnię: ja to nawet chciałam Fil, Karinę i MRW poprowadzić pieszo (i gdybym wiedziała, że gala się tak przeciągnie, wyciągnęłabym ich, jak sądzę, na spacer, może nawet pokazała Piwotekę czy coś), ale wiesz, to była decyzja chwili, stoję na fajorku, wtem autobus, no to co, wsiadamy. A jak wsiedliśmy, a za nami pół ŁDKu, to już nie bardzo było jak wysiąść. OTOH Michio nie porobiłby zdjęć Rosińskiego w autobusie, a to wszak kuriozalne zjawisko.
Szproto, a jak ja twoim zdaniem “łyknąłem muzułmańskie feministki”? Myślisz, że wydaje mi się, że islam nakazuje kobietom zasłaniać twarz? Albo że nie zdaję sobie sprawy, że w krajach muzułmańskich istnieją mądre kobiety, walczące o te same prawa, co zachodnie feministki? Pisząc, że jest w tym komiksie jakaś brutalna prawda, miałem na myśli pewną uniwersalną sytuację, kiedy to sami zainteresowani torpedują walkę o namiastkę swoich elementarnych praw. Niby im źle w dotychczasowym, ale go bronią. Często właśnie takimi słowami, jak te kobiety z obrazka.
Zabrakło mi tego dopowiedzenia w poprzednim komentarzu.
Miałem to wszystko na myśli, pisząc, że tytuł mógłby być lepszy. Właściwie, ten komiks broniłby się bez tytułu.
“śliczną G’wel, do której fapałam i ja,” – to kto jeszcze jeszcze fapał do tego pokręconego potworka?! A fuj. Do fapania to tam były lepsze okazy.
BTW ojciec mnie dorwał, gdy niosłem Szninkla świeżo po zakupie, gdzieś w 1988-89 roku, miałem pecha – akurat czytał o tym w jakiejś gazecie. Oczywiście zamieścili najlepsze obrazki… Ale luz, uwierzył, że nawet nie wiedziałem, że tam są takie sceny (bo naprawdę nie wiedziałem).
Och, mnóstwo ludzi, awatar z G’wel daje +5 do sympatii u niektórych onanistów ;]
Also this: http://esensja.pl/magazyn/2003/06/iso/10_30.html
“Zadano jednak z sali pytanie o to, czy Joanna Karpowicz po namalowaniu „Szminki” faktycznie przeżyła załamanie nerwowe. Wojtek Stefaniec odparł chłodno i beznamiętnie „mam teorię, że to dlatego, że jest ona kobietą”
„Teoria” przytoczona na tym blogu jest nie pełna. Wyjęła Pani tylko jedna zdanie z całej wypowiedzi, podciągając je pod swoje emocje, przez co zgubiła pani sens.
Powiedziałem dlaczego MOGŁA się załamać, nie dlaczego się załamała. Pytanie Karola Konwerskiego (bo to on pytał), czy podobnie jak Joanna, miałem depresję po skończeniu komiksu? odpowiedziałem, że ja nie miałem takiej ciężkiej historii jak ona, dlatego pewnie nie dotknęło mnie to tak bardzo. Wydaje mi się, że gdy kobieta realizuje takie historie, jak „Szmikna”, gdzie jest przemoc na tle seksualnym i bestialsko morduje się kobiety, akty przemocy są dokonywane na kobietach, mogło to źle wpłynąć na wrażliwego autora kobietę.
Nie odpowiedziałem chłodno, lecz spokojnie, dlatego, że słysząc wcześniej co spotkało Joanne Karpowicz, myślalem nad tym, więc byłem najzwyklej na świecie przygotowany na to pytanie.
Z poważaniem Wojciech Stefaniec.
@gdzie jest przemoc na tle seksualnym i bestialsko morduje się kobiety
I JEDNEGO FACETA!
Wojtku,
(pozwolisz, że na “ty”? jako gospodyni bloga chyba mogę to zaproponować)
Nie przedstawiłam żadnej teorii, tylko zacytowałam dokładnie twoje słowa i opisałam swój ich odbiór: tak mi zabrzmiały. Nie znam twojego sposobu mówienia, być może masz taki styl; no zrobiłeś, nie kryję, wrażenie, jakbyś chciał powiedzieć, że słaba kobieta się załamała, nie to co my, faceci. Oczywiście teraz, jak to wyjaśniłeś, rozumiem, czemu tak to brzmiało i jaki był ogólny kontekst tej wypowiedzi; dzięki za wyjaśnienie.
Pingback: Jak żyć? | Biram Ba
Pingback: Jak żyć? « Biram Ba
Hu, ha, pan Łazowski wreszcie pokazał także i swoje niepoprawne politycznie oblicze – i już huzia na Józia, nagoneczka jak się patrzy :D
Doprawdy, cudowny jest ten nasz kraj, że ze wszystkich żartować można, ino nie z gejów i feministek (bo już nawet Żydzi i filosemici trochę dystansu do siebie ostatnio nabrali) ;)
Wiesz co, jak ktoś się określa jako politycznie niepoprawny, oznacza to tylko tyle, że chce jechać po mniejszościach i nie dostać za to po łapach. Sorasy, to nie u mnie.