Kolejne z wielu miast

Nastąpił moment, w którym wyścig po Europejską Stolicę Kultury zaczął mi zwisać martwym węgorzem.

Kibicowałam Łodzi w staraniach. Nie, serio; daleka jestem od czucia się lepszą dlatego, że mieszkam w Łodzi. Miasto jak miasto, wrosłam w nie, niektóre jego fragmenty znam na pamięć. Niemniej zawsze się podnoszę, gdy ktoś twierdzi, że tu jest brzydko: „daj mi jeden dzień, a pokażę ci taką Łódź, że odszczekasz”. Generalnie, ma potencjał. I słabo mi na samą myśl, jak bardzo jest zaprzepaszczany oraz coraz bardziej kusi mnie, by stąd pospierdalać i obserwować tę katastrofę z bezpiecznej odległości.

(Nie dalej jak w piątek wieczorem zburzono zabytkową, blisko stuletnią willę  pomimo wpisania jej do rejestru zabytków. Może przestańcie się szczypać i po prostu znukujcie Łódź z orbity? Będzie szybciej, a społecznikowskie oszołomy nie zdążą zaprotestować i narobić wam syfu)

Zatem kiedy okazało się, że ŁESK to tylko mokry sen idealisty (inaczej zresztą być nie mogło) – zobojętniałam. Z wyścigu odpadli nasi, więc zrobiło się nudno. „Pewnie Wrocław”, pomyślałam, słabo zresztą znając zaplecze kulturalne tego miasta; ot, wpadło się kiedyś na weekend, obejrzało się jakąś starówkę czy inny ogród japoński. W sumie: żadnemu miastu nie żałuję.

Oczywiście bardziej zaangażowani mają inaczej i to jest ten kawałek kuwety, którego nie ogarniam: jakiś hejt na Wrocław, jakieś „jest jednak sprawiedliwość” w komentowaniu wypadku Zdrojewskiego, jakiś, generalnie, pieprzony miastyzm, że skoro mojemu miastu się nie udało, należy w czambuł zdyskredytować pracę i ambicje tych, którzy zaangażowali się w promocję innych miast, bo przecież nasze miasto jest najnajsze. Ojejku, nie jest. Jest kolejnym z wielu miast, ze swoją historią, magicznymi i syfiastymi miejscami i to, że w nim mieszkasz, nie sprawia, bucu, że jest lepsze. Ty również nie jesteś lepszy dzięki temu, że tam mieszkasz.

Wpisuje się w tę narrację mem o warszawskich słoikach – czyli tych, którzy są w Warszawie od niedawna i, haha, wracając z weekendu u rodziców wiozą z sobą na cały tydzień żarcie w słoikach, haha. Wiecie, nie wierzyłam w to trochę, tzn. znałam taga na blipie, kojarzyłam stronę, do której linkuję i tak sobie myślałam: no ok, jest takie zjawisko, w wielkich miastach osobliwie powszechne, że przyjeżdżają tu ludzie za studiami i pracą, nie są związani z miastem od pokoleń, to nawet zabawne, że ktoś to opisał jednym celnym słowem. A potem dopatrzyłam się, jaka ilość uprzedzeń i ksenofobii idzie za tym określeniem:

Nie znoszę słoików, którzy korzystają z naszej infrastruktury, zabierają pracę i nie płacą podatków.

(Ostatnio usłyszałam to na żywo i rany, czasem żałuję, że nie bardzo umiem flejmować IRL; wychodzi mi to tylko z jednym kumplem z pracy. Tutaj miałam świeżutko poznaną i bardzo fakabilną warszawiankę, więc ugryzłam się w język i odreagowuję tutaj. Tak, nie da się czasem oddzielić porno od ideolo)

Rasizm w wydaniu lokalnym, innymi słowy.

Czasem mi trudno określić, gdzie się on zaczyna, a kończy normalne przywiązanie do miejsca, w którym się mieszka od lat.

Reklamy

47 uwag do wpisu “Kolejne z wielu miast

  1. Ściślej: emo z poczucia przynależności – najgorszy sort, bo ni chu chu nie masz wpływu na to czy przyjdziesz na świat w Bolandzie, Bangladeszu, Warszawie czy Poznaniu.
    A podpisuję się pod nocią o tyle że mój Lublin po oczywistej przegranej zamienił się w Europejską Stolicę Butthurtu 2011 zamiast ogarnąć i kontynuować.

    Polubienie

  2. No właśnie myślę, na ile jest to emo z poczucia przynależności wynikające z „tutaj się urodziłam”; dość często mają je także ci, którzy w takiej np. Łodzi mieszkają od niedawna, a mimo to mają ten butthurt (tak, nasi łeskowicze też mieli cholerny ból dupska z Wrocławiem).

    Polubienie

  3. Co do słoików – podatki powinny być płacone od miejsca pracy, a nie miejsca zamieszkania. Wtedy jest sprawiedliwie.

    Co do Łodzi – namówiłaś mnie, chętnie odwiedzę. Znajomy Łodzianin zniechęcił mnie mówiąc, że tylko Piotrkowską warto.

    Co do Wrocławia i ESK – strasznie mi to obojętne. Prestiż, prestiż i jeszcze raz prestiż. Prestiżem II linii metra Warszawa sobie nie wyłoży.

    Polubienie

  4. @redandleft
    „Co do słoików – podatki powinny być płacone od miejsca pracy, a nie miejsca zamieszkania. Wtedy jest sprawiedliwie.”

    Ale to nawet na tej żenbastycznej słoikowej stronie było zauważone, że Warszawa dostaje gotowych pracowników, nie musiała ich żłobkować i takie tam inne przez 20 lat.

    Polubienie

  5. Toruń po tym jak przepadł w półfinale pojęczał trochę, ale miejscowe środowisko było zgodne w zasadzie co do zasadniczego faktu: jesteśmy za cienkie Bolki, jest nas za mało, mamy za mało pieniędzy i wiecznie się o nie biliśmy, bijemy i bić się będziemy, a to wyklucza jakąkolwiek sensowną współpracę. Bez której, prawda, się nie da, bo choćby Toruń piękniał i piękniał od samego ochania i achania nad jego pięknością, to trzeba działać, i nie przez dwa lata śmiesznej napinki, tylko przez szereg lat. Stale.
    Dostał Wrocław? I bardzo dobrze. Co prawda, byłem we Wrocławiu jeden raz w życiu (z fatalnie opuchniętą stopą, po tym jak przypadkiem nadepnąłem czeską pszczołę na czeskiej łące), ale mi się tam podobało. Wro ma wieloletnią tradycję autolansu, robią to dobrze i można do nich dojechać w miarę przyzwoitą drogą.
    W kwestii słoików: 3/4 torunian to przyjezdni i ich dzieci. Za PRL-u miasto 70 tysięczne urosło do 200 k. Część to ci, których przyciągnął przemysł w latach sześćdziesiątych, część to ci którzy zostali w Toruniu po studiach na UMK. Połowa moich znajomych zalicza się do tych drugich. Sam jestem torunianinem w drugim pokoleniu, moi rodzice pochodzą z małych miasteczek. Toruń jest miastem, którego 80% mieszkańców jest w pytę dumna z tego, że tu mieszkają i w tej liczbie jest chyba połowa przyjezdnych. Oni chcą tu być i nikt im z tego powodu nie wyciąga krewnych na wsi.
    Warszawiakom się w dupach przewraca, ot co.

    Polubienie

  6. Znam to z autopsji, niestety. :/ Nigdy na przykład nie zrozumiem wiecznej nienawiści, jaka jest pomiędzy Gdynią a Gdańskiem. Zazwyczaj się z tego śmieję, ale czasem przeraża mnie, jak bardzo niektórzy to traktują serio. Kiedy słyszę, jak Gdańszczanin jedzie na mieszkańca Gdyni, albo jak Gdynianin mówi, że Gdańszczanie śmierdzą, robi mi się tak jakoś… smutno. I nieswojo.

    Polubienie

  7. „daj mi jeden dzień, a pokażę ci taką Łódź, że odszczekasz”
    Czy mogę sobie zamówić taki dzień? Kiedyś? Cycki też nie zaszkodzą, naturalnie, choć domagać się nie będę :). Łódź znam bardzo słabo, byłam dwa razy, krótko, nie widziałam zbyt wiele. A myślę, że warto by było, tak jak piszesz – ma potencjał.
    Z tą willą to jakaś straszna szkoda. Nie znam się, ale imo budynek był uroczy. Koszmar, że takie ładne miejsca tak lekko się niszczy.
    A sama jestem ogromnie przywiązana do Warszawy, pewnie dlatego, że od paru lat tam nie mieszkam. Oczywiście jej wady także widzę, też zapewne tym ostrzej, im dłużej nie mam stałego kontaktu.

    Polubienie

  8. Ze #słoiki najsmutniejsze jest to, że zaczęły się jako mocno autoironiczny trolling (jako że każdy warszawiak jeśli sam nie jest słoikiem, to ma rodziców lub dziadków słoiki), a niestety został przechwycony przez buców którzy wzięli ten hejt na serio :/

    Polubienie

  9. @redandleft
    „Co do słoików – podatki powinny być płacone od miejsca pracy, a nie miejsca zamieszkania. Wtedy jest sprawiedliwie.”

    Pszesz przy umowie o pracę podatki przelewa pracodawca, czyli do US odpowiedniego dla miejsca zatrudnienia. Od kiedy mam spółkę cywilną z kolegą zameldowanym w Legnicy, VAT płacimy w miejscu właściwym dla miejsca wykonywania działalności (czyli znowu Warszawa). A że czasem dochodowy skapnie do miejsca pochodzenia? No tako rzeke mi wypłacz, ale za edukację #słoiki to raczej nie z warszawskiego budżetu szło.

    Polubienie

  10. @Redandleft, Sporothrix, Tomash: no przecie zapraszam i to najlepiej latem. Się towarzystwo zastanowi, kiedy kto chce przyjechać i możemy coś pomyśleć. Z tym, że jak się zwali większa grupa, będzie nam się ciężej wygrzebać na jakieś zwiedzanie (wiem z doświadczenia), więc jestem raczej za opcją po kolei.

    Polubienie

  11. @szprota
    „Plus: nie rozumiem tego kawałka flejma o drogach.”

    Bo to jest strasznie głupi lokalizm, zakładający że warszawiak porusza się wyłącznie po drogach w Warszawie i nigdy nosa nie wyściubia poza granice administracyjne miasta stołecznego.

    Polubienie

  12. @Bo to jest strasznie głupi lokalizm, zakładający że warszawiak porusza się wyłącznie po drogach w Warszawie i nigdy nosa nie wyściubia poza granice administracyjne miasta stołecznego.

    No to trochę fail.

    Polubienie

  13. Piękny #miastyzm był w którymś popołudniowym TokFM, jakieś kulturalne towarzystwo od książek, teatrów itp. komentowało decyzję. Któryś z panów pożalił się, że on za Warszawą, bo za zniszczenia wojenne to się by też należało itd. w tym tonie dziwnie odjeżdżał.
    Niestety nikt go zastopował informacją, że w Festung Breslau to walczono jeszcze po tym jak Berlin padł.

    Polubienie

  14. „Bo to jest strasznie głupi lokalizm, zakładający że warszawiak porusza się wyłącznie po drogach w Warszawie i nigdy nosa nie wyściubia poza granice administracyjne miasta stołecznego.”

    Porusza to się tylko czasem, a nie okupuje miejsc parkingowych. Jak pod blokiem na Warszawskiej Pradze stoją auta z białostocką i lubelską rejestracją to coś innego niż ja jak wpadnę na weekend do Kazimierza Dolnego

    Polubienie

  15. @należało się Warszawie: a, tak, to też usłyszałam – że w Wawie z tą kulturą wcale nie tak różowo. Ja tam się na teatrach nie za bardzo znam, ale byłam like WTF, zważywszy, że moja wizyta w stolicy była związana z ciągiem koncertów (a i tak nie udało mi się finansowo i logistycznie ogarnąć wszystkich).

    Polubienie

  16. Lodz jest boska z dobrym przewodnikiem.
    Mialam to szczescie, ze dwa razy przeprowadzil nas po roznych zakamarkach kolega mieszkajacy od lat na Dolach, historyk i do tego cudowny gawedziarz.
    Piotrkowska jest w sumie fajna, troszke klasycyzmu, troszke secesji, milo, latwo i przyjemnie, ale tyly i boczne uliczki z komentarzami kol. Gustaffa – genialna rzecz.
    Jedyne czego zaluje, to ze gdy bylismy samopas, bez niego to nie udalo nam sie znalezc skansenu na Milionowej.
    Co do sloicyzmu – absolutnie nie mam nic przeciw ludziom wybierajacym W-we na miejsce zycia, wolnosci i pursuitowania happinessa*. Witajcie droga przyjaciola.
    Oczekuje jednak, ze w 30 sekund po wyjsciu z busika/PKP nie beda ryczec „my warszawiacy”, zachowujac sie przy tym jak buce i nie beda margac, jaka to Warszawa jest beznadziejna w porownaniu z ich Kozia Wolka Mniejsza.
    Oczekuje rowniez elementarnej znajomosci historii miasta i sprzatania po sobie i swoim psie.

    * Kocham to sformulowanie z Deklaracji Niepodleglosci

    Polubienie

  17. @Shigella

    Mógłbym może sformułować jakiś ogólny sąd typu „lubię kulturalnych ludzi”, „lubię, jak ktoś się nie wydziera i sprząta po psie” ale podpinanie tego pod tożsamość mieszkańca wielkiego miasta mnie jednak przerasta. Naturalne jest odczuwanie więzi z najbliższą okolicą (zjawisko rzadkie w Polsce) ale warszawskość czy – w moim przypadku – wrocławskość, czy też łodziarstwo to są takie same żenaprotezy jak patriotyzm czy nacjonalizm.

    Polubienie

  18. Znaczy: ja mam trochę rage, jak mam do czynienia z kimś, kto np. postudiował w Łodzi, zdobył pierwsze doświadczenia zawodowe, a potem zwiał do W-wy i pluje na Łódź, że syf i pożoga: trochę jednak temu, że mieszkał w Łodzi wszak zawdzięcza.

    Polubienie

  19. W Wawie przyjezdni zawadzają. Nie bardzo rozumiem czemu, ale to chyba wynik starowarszawskiego kompleksu wyższości nad prowincją, który nie wiedzieć z jakich powodów część ludzisków kultywuje do dziś. Bo że mój warszawski pradziadek uważał się za lepszego od kogoś z Pułtuska – trochę rozumiem z racji przepaści cywilizacyjnej jaka dzieliła wieś i miasto na pocz. XX wieku. Ale dzisiaj? Gdzie przywiązana do miejsca jest raczej słabo płatna praca? Gdzie ludzie z mniejszych miejscowości często są bogatsi od zamieszkujących klitki na blokowiskach w stolicy? Flejmik antywrocławski mnie nieco rozbawił, bo tylko pokazuje jak to u nas jest. Nie potrafimy się cieszyć z wygranej sąsiada, jeszcze mu kury wytrujemy z zawiści. Ot polski grajdołek.

    Polubienie

  20. @Szprota
    Miastyzm jest zabawny… czasami. Wśród „słoików” jest też ciekawie, bo spora część z nich pluje na wawę jak tylko jest okazja, bo tam skąd są i gdzie na 100% wrócą jak tylko się dorobią, jest zieleńsza trawa i nie ma warszawskich buców. Mam tego próbkę codziennie, bo pracuję w warszawskiej filii wrocławskiej firmy i sporo pracowników jest z przesiedlenia (niekoniecznie z Wrocławia). Ja tylko słucham i nie odzywam się, bo w sumie jestem zewsząd i znikąd, więc kompleksów miejsca pochodzenia nie mam.
    Co do Łodzi, ostatnio mi się smutno zrobiło, wędrując Piotrkowską w stronę „Centralu” na autobus. Pamiętam jak ta ulica wyglądała kiedyś, zarówno za PRL, jak i potem, jak walnięto tam deptak. Teraz wyglądało to martwo i jakoś tak… zdewastowane. Może też czeka na kolejnego dewelopera który uzna że deptak nie nadaje się do zamieszkania i grozi zawaleniem na głowę, więc wyrwie „pomnik Łodzian tysiąclecia” i postawi kolejne grodzone osiedle? Jak zwykle przyznaję się do DPD, tak tym razem zaczęło mi ludzi brakować.

    Polubienie

  21. „Niemniej zawsze się podnoszę, gdy ktoś twierdzi, że tu jest brzydko: „daj mi jeden dzień, a pokażę ci taką Łódź, że odszczekasz” (i wyjątkowo nie mam na myśli swoich cycków tym razem).”

    Tylko jeśli włączasz widzenie tunelowe i wycinkowe. Bo jeśli ktoś się odwróci w drugą stronę stojąc przy pał. Poznańskiego, Białej Fabryce czy muz. wn. mieszcz. to od razu robi się nieprzyjemnie.

    Są w Łodzi ładne kawałki, ale śródmieście wygląda jakby toczyła się tam wojna. Also – klimatyczne i zapuszczone podwórka są ładne tylko dla przyjezdnych. Jak szukasz w nich mieszkania kumpla w sobotę wieczorem to robi się niefajnie.

    Polubienie

  22. „Oczekuje jednak, ze w 30 sekund po wyjsciu z busika/PKP nie beda ryczec „my warszawiacy”, zachowujac sie przy tym jak buce i nie beda margac, jaka to Warszawa jest beznadziejna w porownaniu z ich Kozia Wolka Mniejsza.”

    O ile słowo „oczekuje” jest moim zdaniem nienajlepsze, to – moim skromnym zdaniem – głównym przewinieniem przyjezdnych (tych, których się nie lubi), jest ich arogancki stosunek do nowego miejsca zamieszkania. I stąd te słoiki.
    Bo dla mnie nie ma znaczenia czy i skąd jesteś – sam jestem przyjezdnym (i zaliczyłem epic fail ze słoikami w niedzielny wieczór na Centralnym). Ale nie ma nic gorszego od kogoś, kto krytykuje, choć nie zna miasta. Kto krytykuje, dla samej krytyki, bo za ciasno, za dużo ludzi, nieprzyjemnie, chaotycznie, a u mnie ładniej, lepiej, przyjemniej.
    Bo nie każdy przyjezdny to słoik ;)

    A może ja jestem dziwny, bo polubiłem to miasto, ze wszystkimi wadami i zaletami, znam je lepiej niż niejeden urodzony tutaj (syndrom neofity ;) ) i – na razie – nie chcę się stąd wynosić?

    Polubienie

  23. @Ezechiel: no bo Śródmieście. Pewnie, wystarczy wyjść z Pietryny na Wschodnią i już się robi nieciekawie. Dobra, nie twierdzę, że w Łodzi nie ma brzydkich miejsc, twierdzę tylko, że jest cholernie dużo ładnych. I chętnie je pokazuję, bo jak widać, chuj wie, ile jeszcze będą istnieć.

    Polubienie

  24. @Ezechiel
    Kota w rzędzie temu, kto znajdzie polskie miasto piękne po całości. Chyba ogromna ich większość ma tak, że oprowadzając mówi się „a teraz zamknij oczy na dwa kilometry, potem obróć się na północny zachód i popatrz. Piękne, nie? No to znów zamknij oczy na półtora kilometra.”

    Polubienie

  25. @Szprota
    Nie mówię, że w Łodzi nie ma interesujących miejsc. Raczej smuci mnie, że ich ubywa. Może to kwestia podkolorowywania wspomnień z młodości i epizodycznego charakteru wizyt na starych śmieciach ostatnio, ale kiedyś w tym mieście trawa była zieleńsza… Można było się śmiać z tego, że kamienice na pietrynie są odpicowane od frontu, a w bramie wiadomo co, ale teraz w okolicach „Centralu” to nawet od frontu nie wygląda to dobrze… Zaś w moich rodzinnych okolicach… szkoda słów. Starczy, że tam gdzie były urocze chaszcze, teraz pierdyknięto biurowiec. Jeszcze, żeby miał on jakiś sens w tej okolicy, ale stoi jak zapałka wetknięta w…

    Polubienie

  26. @szprota
    Nie znam się na małych krzywych chujach, ale opis ma coś w sobie, ten potworek pasuje tam jak…
    chyba więc rozumiesz moje rozgoryczenie gdy odwiedzam stare śmieci i widzę to coś…

    Polubienie

  27. @Pigmejka:
    Tojes tak: Gdańszczanie mają kompleks „moglibyśmy być Warszawą, serio”, prze’sz takie stare miasto, tradycje Hanzy i w’ogle. I, niestety, często tę „warszawkę” naśladują.
    Gdynianie z kolei mają kompleks młodszego brata, w końcu miasto b. młode.
    Do tego flejmy pomiędzy Arką i Lechią.
    A ostatnio (co mnie osobiście wkurwiło do białości) ktoś se wymyślił, że na wjeździe do Gda postawi tablice „Gdańsk stolicą Kaszub”. Bo TERAZ tam mieszka najwięcej Kaszubów. Względy historyczno-terytorialne pominięto. Przepraszam za ten akapit nie na temat ale gdzieś ulać musiałem.
    Jajako Gdynianin i kibic widzę to tak: jedno i drugie miasto ma plusy dodatnie i plusy ujemne, mogę wskazać takie główne i w miarę obiektywne na żądanie. Mieszkałem w obu. Wolę Gdynię, więc tu mieszkam. MNIE się tu mieszka lżej. A chętnych mogę oprowadzić, koszt przewodnika to browar, cobym się od gadania nie odwodnił.

    Polubienie

  28. @ Adam

    Limit głupot, które można popełnić z miłości wykręciłem przeprowadzając się do Żony do Łodzi z Gdyni. Mieszkasz w cholernej Kalifornii, więc ten browar za oprowadzanie to Ci mogę na głowę wylać, w geście żalu za rajem utraconym ;-)

    Polubienie

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s