Amy

Z Amy jest tak, że jej właściwie nie znałam i mi wstyd. Tkwię w popkulturze, staję po jej stronie, gdy przychodzą do mnie snoby i mówią, że pff, tam, jakaś lekka literatura, jakieś filmy akcji, jakaś popowa muzyka, jak tak można. A ja sobie mówię: jest część mnie, która ogarnie tę poważniejszą literaturę, kantatę Bacha czy film powodujący orgazm P.T.Felisa, i co, tylko dlatego, że ona jest, mam nienawidzić tej, która uwielbia rozrywkę? NFW.  Więc tkwię, staram się jej łapać jak najwięcej, po czym okazuje się, że samej Amy nie słuchałam (a warto), pamiętałam o niej tyle, że zmagała się z uzależnieniem.

I znając dynamikę choroby, jaką jest uzależnienie, widząc, w jak bardzo chronicznej fazie była Amy, jak bardzo nie miała wsparcia od bliskich, można powiedzieć, że jednak – to było do przewidzenia.

Tylko, że nie. Nie można tak mówić.

Dlatego, że większość komcionautów nie używa tej frazy w takim znaczeniu. Stosuje ją pisząc jednym ciągiem „doigrała się”, „sama sobie zapracowała na wstąpienie do klubu 27” i „dobrze wiedziała, w co się pcha”. Czasem dodając, że przecież nikt jej narkotyków na siłę nie podawał, MIAŁA MOŻLIWOŚCI, A Z NICH NIE SKORZYSTAŁA.

Niewdzięczna bijacz.

No, nie, kurwa, nie mogła, bo była, jakby, uzależniona.

Podjęła terapię. Dla mnie, osoby, która stoi po obu stronach: terapeuty i uzależnionego, to najważniejsze. Podjęcie terapii oznacza „tak, jest już tak źle, że muszę to zmienić”. Oznacza, że prawdopodobnie chora uznała, że jest wobec swojego nałogu bezsilna i sama sobie z nim nie poradzi.

Ludzie, ludzie, to naprawdę nie tak, że ktoś sobie siada i myśli: „hej, a może by się tak uzależnić, będzie w dzidę”. To jest tak, że ktoś sobie siada i ma w sobie taką emocjonalność, takie sposoby radzenia sobie z nią i takie geny, że sięga po używkę i staje się: mamy combo o nazwie uzależnienie. Yes, it’s that easy. Nie ma winy chorego w tym, że zapada na chorobę, zapamiętajcie to.

[Mogła nie sięgać po narkotyki, srsly, ilu z was zapaliło papierosa, trawę czy piło alkohol]

Pokażę wam coś i tak, wiem, to będzie patetyczne:

Dopadało mnie przed drzwiami żonatego wykładowcy, na progu gardzącego mną artysty, w obojętnym, a jakże, tłumie klubowym. Nie zawsze na czas zdołano mnie wyprowadzić i czasem obdzielałam zażenowaniem zbyt hojnie.

Chwilę wcześniej wierzyłam w swoją potęgę, chwilę później inkasowałam pełne politowania spojrzenia, czasem życzliwie mocne ręce i usłużnie zmoczony ręcznik.

Tykało we mnie tęsknotą za szpitalem, umiłowaniem godzin w pustej wannie lub nagości przy telefonie.

Kiedyś zawirował sufit – tak, to ta noc trojga na jednym prześcieradle – to już był ten moment, gdy nie ma miejsca na strach ani rozliczenia. Byłam gotowa.

***

Patrząc w jej oczy widziałem wszystko to, o czym sobie kiedyś roiłem, wytęsknione przeze mnie szalone noce pełne świateł, ochrypły histeryczny śmiech, picie szampana na parapecie, na stojąco tyłem do okna. Znała to do imentu.

Wiedziałem, że gdy tylko wyciągnę dłoń, poczuję trupi chłód jej palców, których nigdy nie będę chciał puścić.

***

To dziwne: patrzył na mnie, jakby mu zależało dowiedzieć się, jak to jest płakać co noc albo budzić się popołudniami w zarzyganych betach. Jakby to było naprawdę stylowe mroczne życie, a nie dławiąca rozpacz niesmaku do siebie, zalewanie alkoholem oczu nie widzących stąd żadnego wyjścia.

Kiedy wyciągnął rękę, zrozumiałam: szukał w tym łatwego romantyzmu, taniej słowiańszczyzny, spełnienia mitu artysty.

Cofnęłam dłoń.

Nikt nie powinien wiedzieć, jak to wygląda naprawdę.

W przypadku Amy nikt nie cofnął ręki na czas.

 

[edit: zdjęcie nadesłane przez Croynace, dzięki!]

Reklamy

31 uwag do wpisu “Amy

  1. Wiesz, z tym „doigrała się” to też nie jest tak prosto. Generalnie Zwykli hejterzą Sławnych i jak tym Sławnym coś się stanie, to się niezdrowo podniecają. A jeśli Sławny #samsieprosil bo palił, ćpał, wstawić dowolny inny powód, to kopią jeszcze chętniej.
    Co do Winehouse, jedyne co mogę powiedzieć, to że jest to smutne. Bo w Jiimowym świecie chorego psychicznie mizantropa jest sporo ludzi, którzy rzeczywiście dostali na co sobie zapracowali. Ale akurat ona nie. Bo widać, że walczyła, że nie poszła po najmniejszej linii oporu. I przegrała. Niestety.
    Smutne, k*a, smutne. I tak ją podziwiam, że jej się chciało.

    Lubię to

  2. Z tym brakiem wsparcia od najbliższych to wielka prawda. Pamiętam mój wstrząs, kiedy przeczytałam gdzieś tam jakiś miesiąc temu, że „rodzina zauważyła, że po powrocie z odwyku Amy _znowu_ za dużo pije”.
    Znaczy – nie wiedzieli, nie rozumieli, że jak się wraca z odwyku, to nawet ćwierć kieliszka to jest „za dużo”? Nikt im tego nie powiedział? Że to już sygnał, że gówno ten odwyk, że to alarm?
    Zawsze miałam mnóstwo współczucia dla tej dziewczyny. I strasznie żal. Że ona, z takim cudownym głosem, że mogła mieć jeśli nie wspaniałe, to barwne i ciekawe życie.
    A teraz to już tylko zostały dwie płyty.

    Lubię to

  3. Mogli nie wiedzieć. Ja jednak nie chciałabym obwiniać bliskich (dlatego pisałam o odpowiednim podaniu ręki, nie – podaniu ręki w ogóle), bo różnie prowadzi się terapie; może być jednak tak, że leczy się tylko uzależnioną, a bliskich, którzy powinni wspierać ją w trzeźwieniu nijak się nie edukuje. Więc, kurde, skąd mieli wiedzieć, że nawet to ćwierć kieliszka to za dużo?

    Lubię to

  4. Co za pech, co za potworny pech.
    Ale IMHO powinni wiedzieć, zważywszy, jak się praca rozpisywała na temat nałogu ich córki. No i, ponoć lekarze ostrzegali.
    Ale daleka jestem od rzucania w nich kamieniami. Współczuję im, bardzo, bardzo im współczuję.

    Lubię to

  5. oh racja, bo przeciez jestesmy bezwolnymi, bezrozumnymi workami protein. tylko ze nie.

    dla mnie strasznie zalowe to jest. a ilu nie siega po narkotyki albo nie zachlewa paly.

    tak samo mozna wytlumaczyc tego debila z norwegii:
    „To jest tak, że ktoś sobie siada i ma w sobie taką emocjonalność, takie sposoby radzenia sobie z nią i takie geny, że sięga po broń i staje się: mamy combo o nazwie masakra. Yes, it’s that easy. Nie ma winy chorego w tym, że robi rozpierdol na 90pare zabitych, zapamiętajcie to.”

    Lubię to

  6. Typowe podejście kogoś, kto nie miał kontaktu z uzależnieniem jako chorobą.
    A słyszałeś o mechanizmach uzależnienia? O systemie iluzji i zaprzeczeń, o nałogowej regulacji uczuć, o mechanizmach racjonalizacyjnych (i innych)? Że już nie wspomnę o takim drobiazgu, jak głód substancji / zachowania, który nawet wyszkolonego uzależnionego może złamać?
    Poczytaj sobie kryteria diagnostyczne uzależnienia (grupa F 10-19 ICD-10), może coś zrozumiesz. „Kontynuacja picia / brania / grania pomimo rzeczywistej lub domniemanej świadomości strat i konsekwencji” to objaw. Jeden z najczęstszych i najbardziej dla uzależnionych dotkliwych, w jakiejś perspektywie, przynajmniej.

    Pozdrawiam,
    P.

    Lubię to

  7. @Tomasz – trzeba mieć nieźle po…ne w głowie, żeby w ogóle wpaść na takie porównanie. Seasoned buc.
    Prawda jest taka, że w środowiskach muzycznych/klubowych masa osób ćpa i chla, jest na to ogromne przyzwolenie, i ci odporniejsi na nałóg („co ci szkodzi, ja piję/palę i nic mi nie jest, przecież nie jestem uzależniony itp.”) uczą brania używek takie młode, podatne na uzależnienie egzemplarze, jak Amy. A kiedy nałóg już się stał, powrót jest niesłychanie trudny.
    Taki np. Keith Richards będzie chlał, ćpał, przechodził sto transfuzji i z tego wyjdzie, bo ma wygraną na loterii genetycznej. Ale nie wszyscy mają to szczęście, i czasem jest mnóstwo pomocy, a i tak się nie udaje.
    A o tym, co tworzy podatność na uzależnienie napisano już całe tomy mądrych rozpraw.
    To są i geny, i wzorce reagowania emocjonalnego wyniesione z domu, i reaktywność jako taka…

    Lubię to

  8. Sto procent racji pani redaktor.

    Czasem jest tak, że mimo wielkiego wysiłku uzależnionego, brania udziału w dziesiątkach różnych terapii, po prostu się nie udaje z tego bagna wygrzebać. Dla nie których oznacza to całe życie, leczenia a następnie nawrotów a dla innych, tak jak w przypadku AW, przedwczesny koniec.

    Ostrożny byłbym również w obwinianiu rodziny. Nie wiemy jakie miała relacje z najbliższymi. Może, nawet byli uświadomieni, że po leczeniu odwykowym ani grama gorzały brać do ust nie wolno, lecz na Amy za wielkiego wpływu nie mieli? To w końcu dorosła kobieta była.

    Lubię to

  9. oh joj, srodowisko, ojoj, no to orac to srodowisko na rowni ze srodowiskami politycznych ekstremistow i religijnych fundamentalistow.

    nie uronie ani lzy nad kims kto dzisiaj, przy takim poziomie wiedzy jaki mamy, umiera z powodu chlania/cpania/palenia. jak chcesz to banuj.

    Lubię to

  10. Ojapierdole, zastanawiam się jakie trzeba mieć pojęcie o życiu, żeby sobie ot tak bezrozumnie bablać o tym „zapiła się na śmierć, sama sobie winna”.
    No zapiła się i prawda – w jakimś sensie sama sobie winna, ale strasznie naiwne jest nie brać pod uwagę „etosu” muzyka jaki prawdopodobnie na nią wpływał (a który nota bene wywoływał taki zachwyt – nie tylko u fanów ale i prasy etc, nawet teraz, niby z przejęciem i grozą, ale przecie tak naprawdę niezdrowym podnieceniem i ekscytacją piszą wszyscy o Club27, właściwie jakby dołączenie do niego było jej największym osiągnięciem), o zwykłej presji, depresji etc nie mówiąc.
    Srsly, większość ludzi uważa takie lub inne używki za źródło takiej lub innej rozrywki więc jak bardzo pojebanym trzeba być, by nie widzieć że samo to stanowi rdzeń zagrożenia, gdyż niezależnie od umoralniajacego pierdololo o tym jak to dzisiaj wiemy, to wiemy a przecież palimy, pijemy i czasami bierzemy coś innego by był fun. I naprawdę, co za żal, żeby próbować teraz wmawiać innym, że przecież jak ktoś nie jest tak mądry by z góry wiedzieć, to znaczy sam chciał tak skończyć.
    Nie jest, nikt nie jest, nigdy nie myślę o marskości wątroby gdy pijam piwo ze znajomkami, a przecież powinienem bo jest związek przyczynowo skutkowy. Szczęśliwie, prawdopodobnie z marskością nie skończę, ale jakbym z jakiegoś powodu przekroczył granicę i skończył, to znaczyło, że chciałem? LOL

    Lubię to

  11. Mam mieszane uczucia czytając tę notkę. Niby wszystko prawda, ale nie wiem, czy to nie jest wpadanie w drugą skrajność – nałóg i już, nie ma się na nic żadnego wpływu, nie odpowiada się za swoje zachowanie itp. Może jestem przewrażliwiony – ja to znam z własnego doświadczenia, jako dda. Moja matka, po kilku odwykach, choć niby ostatnio nie pije, cały czas ma skrzywiony obraz świata, wszystkie racjonalizacje działają bardzo sprawnie. Jej picie to wina wszystkich dookoła, męża, matki, siostry, dzieci itp. Ona była największą ofiarą tej sytuacji, jej się należy tylko współczucie, bo padła ofiarą choroby. Jakoś po takich doświadczeniach mam mniej współczucia dla ofiar nałogów.

    Lubię to

  12. @kasztan
    To nie do końca tak. To, co opisujesz, to (tak na oko, bo przecież wiem tylko tyle, ile napisałeś) przykład kiepskiej identyfikacji i bardzo wybiórczego przepracowania strat w kierunku użalania się nad sobą i poczucia krzywdy. Niektórzy nie umieją inaczej, to nie ich wina. A przynajmniej nie wyłącznie ich.
    Natomiast wydaje mi się, że Szprotce bardziej chodziło o to, że większość w ogóle nie chce dostrzec faktu, że uzależnienie jest chorobą. Dodajmy: nieuleczalną, postępującą, śmiertelną. I nie chodzi o to, żeby samą Amy… usprawiedliwiać? wybielać? sam nie wiem, jak to nazwać, ale raczej, żeby pokazać ją jako ofiarę konkretnej choroby. Uzależniony ma wybór, to prawda. Ale powstrzymanie się przed piciem / braniem / graniem, kiedy dochodzi do silnego głodu – a ona miała uzależnienie krzyżowe i to wredne, alkoholowo-narkotykowe – wymaga naprawdę wiele samozaparcia. A do tego cały czas mówimy o dowolnej dawce substancji. Przykładowo, dla alkoholika nawet ciasto nasączone alkoholem może być niebezpieczne. Czy, powiedzmy, Pawełek, ten batonik. Amy nie ponosiła aż tak dotkliwych strat, żeby ją to ruszyło, na to przynajmniej wygląda. I, jak większość uzależnionych, którzy nie zatrzymali choroby, zapłaciła najwyższą cenę.

    Pozdrawiam,
    P.

    Lubię to

  13. Purpurat właściwie ujął, to co i ja mogłabym napisać. Chciałabym zaznaczyć, że nie chcę umniejszać krzywd, jakie mają DDA; jakie są udziałem współuzależnionych. Wyrażam tylko sprzeciw wobec narracji „sama się prosiła”, dlatego m.in. podkreślam, że podjęła terapię, chciała się leczyć. To, że chory nie jest winien zapadnięciu w chorobę nie oznacza, że nie krzywdzi innych.

    Lubię to

  14. „I nikt nie umiał odpowiednio podać ręki, gdy jeszcze nie było za późno.”

    The next two dates, festivals in Istanbul and Athens, were swiftly cancelled by her management who had reportedly been fighting to keep her clear of alcohol, searching her hotel rooms and giving strict instructions to staff that she was not to be served drink. Winehouse, who claimed last October that she had been free of hard drugs for three years, had checked out of London’s Priory clinic earlier that month, promising to continue alcohol addiction treatment as an outpatient.

    Sauce
    http://www.guardian.co.uk/music/2011/jul/23/amy-winehouse-singer-death-london

    Lubię to

  15. @Navaira
    Choroba dwubiegunowa afektywna jest do opanowania przy pomocy odpowiedniej farmakoterapii. Jeżeli jest poprawnie opanowana, to nie przeszkadza w leczeniu uzależnienia, które jest częstym powikłaniem. To raz. Dwa, że akurat we fragmencie wywiadu, który przytaczają na podanej przez Ciebie stronie widać działanie systemu iluzji i zaprzeczenia, poza tym nie widzę tam źródła diagnozy. Równie dobrze można założyć, że miała stany depresyjne, które leczyła alkoholem / narkotykami, ale to zmienia jednak nieco sytuację.
    Szczerze mówiąc, jeśli informacja o dwubiegunowej afektywnej u niej jest prawdziwa, to rozumiem ją trochę mniej. Znam ludzi z dwubiegunową, nie wyobrażam sobie chorego, który odpuściłby sobie leczenie.

    P.

    Lubię to

    • a, ty z tego punktu widzenia… znajomi moich rodziców doświadczyli, sześciolatek, białaczka, brak słów. mnie chodziło raczej o to, że trzezwienie rzadko ma szansę trwać, jeśli bliscy nie wiedzą, jak pomagać choremu (lub przynajmniej nie przeszkadzać w tym procesie).

      Lubię to

  16. Szprota, rodzice Amy bardzo ja wspierali i byla z nimi niezwykle zwiazana, zwlaszcza z ojcem, ktory praktycznie pilnowal jej non-stop kosztem wlasnego zycia. Niestety, w takich sytuacjach najmadrzejszy nie wie, co robic, i nigdy sie do konca osoby uzaleznionej nie upilnuje. Mitch Winehouse spedzil wiele miesiecy z Amy na wyspie St. Lucia, nawet nakrecili program (z ktorego potem powstala ksiazka) ‚Saving Amy’ – moze nie robil tego, co powinien (wg mnie Amy byla delegatem do terapii, dopoki miala problemy, jej rozwiedzeni rodzice tworzyli wspolny front), na pewno popelnil wiele bledow, ale robil tyle, ile mogl, i bardzo ja kochal. Amy zreszta zawsze miala dobre relacje z rodzicami i zawsze, czy podczas ciagow, czy odwykow, byla z nimi niezwykle blisko. Niestety, rodzice byli bezradni. Jak kontrolowac dorosla osobe w autodestrukcyjnym pedzie?

    Lubię to

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s