Zagiąć sprzedawcę

Jest taka kwestia, że żyjemy w świecie coraz bardziej nachalnych reklam. Gapią się na nas z billboardów, mrugają bannerami, wrzeszczą w trakcie słuchania plejlisty na jutubie lub podczas programu telewizyjnego. Pomimo adblocków czy niekorzystania z radia i telewizji stykamy się z nimi: ludzi rozdających ulotki mijamy obojętnie, śmieciówę ze skrzynki na listy wygarniamy od razu do śmietnika, a sprytne filtry w gmailu odsiewają nam spam. Jednym słowem, unikamy reklam jak możemy i dość często przegrywamy w tej walce.

Warto pamiętać, że zawierając umowę o świadczenie usług (z bankiem, z operatorem telekomunikacyjnym); wysyłając zgłoszenie w konkursie; zamawiając coś przez sklep internetowy czy zakładając kartę stałego klienta – wyrażamy zgodę na otrzymywanie elektronicznej informacji handlowej. Kanał komunikacji często zależy od profilu i branży usługodawcy, ale przeważnie oznacza to, że możemy otrzymywać rozkoszne mejle z bardzo złą poezją effuniaków, SMSy zachęcające do udziału w loterii o potworną ilość mercedesów lub telefony cierpliwych i troskliwych telemarketerów. Mejla można wywalić (po uprzednim obśmianiu), SMSa zignorować, co jednak zrobić z telemarketerem?

(w sumie to żyjemy w cudownych czasach; za parędziesiąt lat pojawią się nam interaktywne i obdarzone świadomością boty i co wtedy)

Zanim powiem, co zrobić z telemarketerem, przypomnę, że tak, jak wyrażamy zgodę na otrzymywanie spamu, tak możemy ją w każdej chwili wycofać. To nam gwarantuje prawo. Zatem, jeśli taki telemarketer nas nagabuje przez telefon, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ma na to naszą zgodę i, no cóż, jest takim nie do końca nieproszonym gościem.

Nic mnie tak nie wkurwia, jak gniewomirskie przechwałki, jak to się zagięło telemarketera!

[No dobrze, jest mnóstwo rzeczy, które wkurwiają mnie bardziej: durna Madzia Żuraw, która wmawia kobietom, że ich miejsce jest przy garach, a sama pcha się do sejmu; humorzaste małolaty wyżywające się na swoich przyjaciółkach w chwilach rozdrażnienia; pasywna agresja wrednych zdanek zakończonych uśmieszkami; gorące deklaracje o konieczności unikania opresyjnego języka stojące w jawnej sprzeczności z realnym zachowaniem; motobuce;  rowerobuce;  słabości zbiorkomu, pogoda tego lata; ludzie mówiący na nieprzeciętnie szczupłe kobiety per anorektyczki…]

…ale tłuczenie telemarketerów jest dość wysoko na liście. Dodam, że w mojej branży to trochę choroba zawodowa. Sama, znając dość dobrze ofertę telefonii, w której pracuję, miewałam te wredne momenty, gdy po wysłuchaniu oferty telemarketera pytałam, na ile moje konto zostało przeanalizowane, bo oferta nijak nie odpowiada moim potrzebom (srsly, dodatkowy pakiet minut dla osoby, która prawie w ogóle nie dzwoni, bo nie po to kupiła smartfona z klawiaturą querty, by dzwonić jak w XX wieku). Ale to było dawno i teraz się tego wstydzę.

(Trochę mniej się wstydzę drugiej choroby zawodowej czyli darcia łacha z klientów dnia, bo gdzieś po drodze zrozumiałam, że wprawdzie klient nie musi wiedzieć wszystkiego i chichot typu „haha PINu od PUKu nie odróżnia, co za cep” jest gimbusowy; niemniej nadal zdarza się, że bywam oszołomiona argumentacją naszych abonentów, sposobem budowania fraz i napięcia oraz ich wyobrażeniami na temat działania sieci GSM. Ale to tak na marginesie.)

No więc z tymi telemarketerami jest tak, że ich praca polega na sprzedaży, a ich prowizja zależy od skuteczności tej sprzedaży. Nie zawsze jest aż tak tragicznie jak w tym artykule, ale stawki są niskie, zaś presja na wynik tym samym wysoka. Dodatkowo: telesprzedawcy są szkoleni do tego, by rozmowy istotnie przeciągać. Muszą podjąć co najmniej dwie próby finalizacji sprzedaży, wydobyć obiekcje pytając „dlaczego nie jest pani zainteresowana” i umiejętnie je zbić. Rozmowy telemarketerów bywają monitorowane, a ich jakość może przekładać się na to, czy w ogóle otrzymają premię. Namolny rozmówca jest namolny nie dlatego, że kieruje nim małpia złośliwość, tylko dlatego, że od tego zależą jego, przeważnie bardzo niewielkie, pieniądze. To, co nas najbardziej w nich drażni nie wynika z ich złej woli, a z takich, a nie innych wymagań pracodawcy; następnie z takiego, a nie innego rynku pracy i takiego, a nie innego prawa, nadal średnio chroniącego konsumentów choćby w zakresie ich prywatności. Nawet nie doświadczywszy tej pracy można się zatem zdobyć na minimum uprzejmości i w przypadku niezainteresowania ofertą po prostu spokojnie, stanowczo odmówić (i, ewentualnie, dopytać sprzedawcę, skąd ma nasze dane, jeśli jesteśmy pewni, że nie zgadzaliśmy się na otrzymywanie reklam).

No, chyba że nie umiemy tego minimum uprzejmości, ale to w takim razie pretensje nie do telemarketera, tylko do rodziców, że nas źle wychowali.

Reklamy

84 uwagi do wpisu “Zagiąć sprzedawcę

  1. Ja sposób mam taki, że jak telemarketer do mnie dzwoni, to ma szansę powiedzieć mniej-więcej jedno zdanie a następnie słyszy: „Dziękuje nie jestem zainteresowany. Do widzenia” I się rozłączam bez słuchania odpowiedzi.

    Może to nie jest najgrzeczniejszy sposób zakończenia takiej konwersacji, lecz na nic więcej chyba mnie nie stać, Aczkolwiek mam dużo współczucia dla tych po drugiej stronie, bo robotę mają niefajną.

    Lubię to

  2. Z jednej strony racja.

    Z drugiej strony, teraz mnie to nie dotyczy; w Irlandii jakoś nie mam tego problemu.

    Z trzeciej strony, kilka powodów, dla których telemarketerowie w Polsce doprowadzali mnie do szału, niezależnie od świadomości, jak bardzo źle im się powodziło (w kolejności poziomu wygenerowanej agresji):
    – telemarketerzy regularnie dzwonili na numer telefonu, którego nie podawałem nigdzie,
    – dla telemarketera to praca, dla mnie to mój czas i moja osobista przestrzeń, a ja nie lubię ludzi, którzy naruszają moją osobistą przestrzeń,
    – bardzo często zdarzało się, że dzwonili kiedy (a) robiłem coś, co wymagało skupienia lub (b) czekałem na konkretny telefon,
    – zaczynali rozmowę od „czy rozmawiam z panem Imieniem Nazwisko“; ja rozumiem, że skrypt pisany przez mistrzów od marketingu, nie od polskiego, ja rozumiem, że są ludzie, którzy pienią się, jak ktoś odmieni ich nazwisko, ja to wszystko rozumiem; ale moje nazwisko się odmienia i jestem do tego bardzo przywiązany.

    Oczywiście starałem się nie okazywać irytacji i po prostu pytać, skąd mają numer telefonu.

    Kiedy jednak zadzwoniło coś, co zaczęło mnie namawiać na głosowanie na polityka X, po prostu odłożyłem słuchawkę na stół.

    Lubię to

  3. Z racji, że paniczem z callcenter przestałem być formalnie na początku lipca (faktycznie w biurze nie byłem przez ostatnie półtora roku urlopu wychowawczego) nadal mam troszkę empatii i znajomych z tej grupy zawodowej. Na BOK jak mam problem to piszę maila a nie dzwonię, bo wiem jaka jest rotacja na pierwszej linii. Formę mailową też promuję wśród znajomych. Choćby pierwsza odpowiedź przyszła z automatu to w końcu dobiję się do kogoś z większym skillem.

    Telemarketerów miło odprawiam, ale to może też dlatego że jakoś specjalnie nie trują mi dupy. Albo po prostu jestem dobrym człowiekiem.

    Lubię to

  4. Z trzeciej strony:
    – numer musiałeś gdzieś podać, tylko nie pamiętasz
    – jak nie masz czasu rozmawiać, to nie odbierasz
    – jeśli twoje nazwisko jest źle odmieniane, wystarczy poprawić rozmówcę, jak są wątpliwości, jak odmienić, lepiej nie odmienić niż zrobić to źle
    Niewiele zrozumiałeś z tej notki.

    Lubię to

  5. No więc jeśli chodzi o telemarketerów, to istnieją oni we wszystkich branżach. Od tego się zaczyna pozyskiwanie klienta, bo chociażby, żeby wysłać do niego ofertę, najpierw musimy mieć jego zgodę, a do tego potrzebna jest choćby krótka rozmowa. A więc, jeśli jesteś murarzem, spodziewaj się, że zadzwoni do Ciebie najbliższa hurtownia budowlana, jeśli pracujesz w hurtowni – producent cegieł, jeśli produkujesz cegły – dostawca gliny ,pieców do klinkieru czy chociażby producent ciężarówek. W tym nie ma nic złego i w większości przypadków dany potencjalny klient jest zainteresowany ofertą, bo przecież chciałby pracować lepszym sprzętem i kupować taniej materiały. Patrząc od tej strony nie powinno być nic złego w tym, że Twój bank troszczy się o Twój portfel i proponuje Ci dosć często szereg udogodnień – karty płatnicze, kredyty, ubezpieczenia itepe, a Twój operator – darmowe minuty, gigabajty danych czy SMSy. Zastanawiałem się co najbardziej mnie irytuje w takich telefonach, bo przecież sam nieraz dzwoniłem po klientach, żeby znaleźć nowych odbiorców na produkty firm, w których pracowałem. Zrobiłem sobie listę:
    1) Telemarketerzy dzwonią w godzinach pracy z ofertą spoza mojej branży – wybija mnie to z moich aktualnych czynności i przeszkadza w pracy.
    2) Telefony po pracy, lub w sobotę – podobny problem. Gdy bawię się z dzieckiem na placu zabaw, to chcę siezajmować tylko dizeckiem, a nie rozmową z obcą osobą oferującą coś, z czego nie skorzystam w danej chwili (chociaż kto wie, może w przyszłości).
    3) Istnieje chyba jeden szablon szkoleń, bo każdy mówi dokładnie to samo, podaje takie same argumenty i zadaje dokłądnie te same pytania.
    4) nikt (absolutnie NIKT) nie uzupełnia bazy danych – Jeśli mówię, że nigdy nie będę używał karty kredytowej podpiętej pod moje konto, ani w ogóle karty z banku, w którym mam konto, to chyba łatwo jest to zapisać? Kolejny telefon z ofertą karty za dwa tygodnie niczego nie zmieni. To samo dotyczy SMSów (nie używam) i tym podobnych.
    5) Jeśli podaję w banku swój numer kontaktowy, to gdy dzwoni do mnie ktoś z numeru zastrzeżonego („prywatnego”) i mówi, że ma dla mnie ważną wiadomość, tylko muszę mu podać datę urodzenia, nazwisko panieńskie matki, adres i pesel dla weryfikacji, czy się dobrze dodzwonił, to gdziecznie odmawiam, choc krew mnie zalewa, jak ktoś może być taki głupi, żeby po takim telefonie podać wszystkie dane niezbędne np. do zmiany hasła do konta w banku.
    Co zrobiłem, żeby trochę zminimalizować problem? Zablokowałem u operatora ( W Plusie można to zrobić on-line) rozmowy przychodzące z numerów „prywatnych”. Magia. Nikt nie dzwoni :)

    Lubię to

  6. @szprota
    „- numer musiałeś gdzieś podać, tylko nie pamiętasz”

    A co z wersją „numer został wylosowany”, którą często odpowiadają na pytanie „skąd wzięliście ten numer”?

    ” jak nie masz czasu rozmawiać, to nie odbierasz”

    No przecież od dzieci telefon się odbiera *zawsze*. A nie zawsze dzieci dzwonią jako dzieci, czasem słyszysz „dzwonię od kolegi, bo mi się rozładował”.

    Gdy rozpoznaję, że mam do czynienia z telemarketerem, zwykle się rozłączam. Kiedyś pytałem, skąd wzięli ten numer, ale po paru „został wylosowany” poddałem się. Jak udowodnić, że nie? Zresztą, może naprawdę metodycznie obdzwaniają losowe?

    Staram się pamiętać, że to bardzo biedny człowiek, który ma bardzo ciężkie życie i rozłączam się w miarę uprzejmie, ale prywatnie uważam, że taka forma marketingu powinna być w ogóle zakazana. Jak będę potrzebować jakiegoś produktu, to se go sam znajdę.

    Lubię to

  7. @Szprota: łatwo oceniasz; po kolei:
    – (po zastanowieniu) no dobrze, podałem dwa razy, przy podpisywaniu umów o prowadzenie konta w bankach; tyle tylko, że w obu przypadkach starannie skreślałem punkty pozwalające na przekazywanie danych firmom trzecim w celach marketingowych i dodawałem adnotację mówiącą, że explicite nie zgadzam się na taki proceder,
    – nie zawsze można wyłączyć telefon, a koncentrację i tak szlag trafia,
    – rozumiem, dlatego napisałem, że nie reagowałem agresją, tylko mówiłem, że nie jestem zainteresowany, dziękuję, i skąd Państwo macie mój numer telefonu (na to pytanie nigdy zresztą nie dostałem odpowiedzi) oraz proszę usunąć ten numer telefonu z Państwa bazy
    – szlag trafiał mnie niezależnie, i nadal mi trochę wstyd z tego powodu

    ale miło mi, że tak dobrze mnie znasz i wcale nie lecisz stereotypem.

    Lubię to

  8. Ja też byłem kiedyś telemarketerem. Zarabiałem 6 zł za godzinę (realnie patrząc, z prowizjami można było wyciągnąć 1300 zł) i nienawidziłem swojej pracy, bo czułem się jak ostatnia, niemoralna szmata, która za marne pieniądze wciska ludziom rzeczy, których naprawdę nie potrzebują. Takie takie serio niepotrzebne, jak poradnik o analizie finansowej Ziutkowi – właścicielowi koparki. Plus, istotny odsetek klientów nie znosił mnie za sam fakt bycia telemarketerem, a nie z jakichś konkretnych, osobistych powodów.
    Bez głębszego zastanowienia mogę teraz powiedzieć, że wyniosłem stamtąd dwie lekcje: (1) nie pytać, skąd dzwoniący ma mój numer; (2) jakiegokolwiek łajna dzwoniący nie próbowałby ci wcisnąć, pamiętaj, że to też człowiek i bądź miły. Raz mi się zdarzyło odwrócić rozmowę, zmuszając dzwoniącego do odpowiadania na moje pytania. Żałuję tego, dziewczyna mogła przeze mnie wylecieć z pracy.

    Lubię to

  9. @szprota
    „[…] tak, jak wyrażamy zgodę na otrzymywanie spamu, tak możemy ją w każdej chwili wycofać. To nam gwarantuje prawo. Zatem, jeśli taki telemarketer nas nagabuje przez telefon, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ma na to naszą zgodę i, no cóż, jest takim nie do końca nieproszonym gościem.”

    Z tą zgodą to nie do końca tak. Po pierwsze, explicite wyrażona zgoda na elektroniczne nagabywanie jest oczywiście smacznym kąskiem dla nagabującego korpo (bo dzięki temu może nagabywać bardziej i intensywniej), ale nie jest wymagana do celów uzasadnionych prowadzeniem biznesu; co w interpretacji korpoprawników sprowadza się do możliwości prowadzenia marketingu własnych produktów.

    Po drugie, wyśledzenie, kto, kiedy i komu sprzedał Twoje dane jest w dzisiejszych czasach praktycznie niewykonalne. Kupiłam ostatnio szmatkę w firmie wysyłkowej, po czym przychodzi niezamawiany (tu patrz pkt 1) katalog, a wraz z nim uświadomienie, że nagle moje dane zaposiadła zaprzyjaźniona widać ze szmatkarnią firma kosmetyczna i chce mi wcisnąć darmową szminkę czy inny kremik.

    Po trzecie, telemarketerzy nie zawsze mają (czy też muszą mieć) informację o pochodzeniu danych. Dostają bazę i dzwonią, a pytanie o pochodzenie danych eskalują (co wydłuża czas komunikacji, w 95% będący dla obdzwanianego czasem straconym i nie wiem, czy nie przesadziłam tu in plus – jakie są średnie statystyki skuteczności, 5% czy mniej?).

    Po czwarte, jakkolwiek rozumiem telemarketerów (pewnie dlatego, że pracowałam w supporcie technicznym jednego call centra i znam te mechanizmy), rozumiem też genezę irytacji na nich: telefon komórkowy to narzędzie prywatnej komunikacji, oczekujemy od niego wysokiego stopnia kameralności (nawet jeśli jest służbowy), numeru raczej nie podajemy byle komu; wszelkie nieproszone próby nieinteresującej komunikacji wdzierają się w tę kameralność; z jednej strony ciekawość każe odebrać, bo może coś ważnego; z drugiej kończenie już odebranej rozmowy zajmuje czas i mimo wszystko gdzieś tam głęboko żenuje (bo taka kultura, że mało kto umie asertywnie a nie chamsko, więc jesteśmy ą żeneral lelawi i potulni. A potem córki zwracają te wszystkie kołdry z wełny merynosa, które mamusia kupiła od marketera czy z telewizji za trzydziestokrotność ich wartości).

    Lubię to

  10. @wo

    A co z wersją „numer został wylosowany”, którą często odpowiadają na pytanie „skąd wzięliście ten numer”?

    Raczej wątpliwe; numer po prostu jest w bazie danych danej firmy po wyrażeniu przez ciebie zgody na otrzymywaniu spamu.

    No przecież od dzieci telefon się odbiera *zawsze*. A nie zawsze dzieci dzwonią jako dzieci, czasem słyszysz „dzwonię od kolegi, bo mi się rozładował”.

    Racja (to i do Nameste). Ja raczej nie odbieram przy braku czasu żadnych telefonów z wyjątkiem moich najbliższych, ale pojmuję imperatyw odebrania każdego telefonu.

    Staram się pamiętać, że to bardzo biedny człowiek, który ma bardzo ciężkie życie i rozłączam się w miarę uprzejmie

    No i o tę elementarną uprzejmość wszak mi chodzi.

    …ale prywatnie uważam, że taka forma marketingu powinna być w ogóle zakazana. Jak będę potrzebować jakiegoś produktu, to se go sam znajdę.

    Pełna zgoda, ale hejterzmy gejma, nie plejera.

    Lubię to

  11. @Jubal: „i skąd Państwo mają”

    Tylko na piśmie, paszczą: „skąd państwo mają/macie” (to nie jest sytuacja wysoce ceremonialna, macie też obleci). Chyba że umiesz wymówić wielką literę inaczej niż małą.

    Lubię to

  12. (nb. jeśli procedury są tak ustawione, że jakakolwiek eskalacja kończy się karą dla eskalującego, to firma/dział z takimi procedurami jest miejscem chujowym i dla czystości sumienia i własnego samopoczucia wypadałoby stamtąd spadać, uprzednio otrząsając pył z sandałów swoich… owszem, pracowałem też jako pomoc techniczna na pierwszej/drugiej linii i mieliśmy normalne procedury eskalacji.)

    Lubię to

  13. (argh; żeby było jasne: moja uwaga o spadaniu nie dotyczy osób, które są przymuszone pracować jako telemarketerzy z powodów od nich niezależnych; tym należy się tylko współczucie…)

    Lubię to

  14. O właśnie. E-mail. Sądzę, że o ile jest to najbardizej przyjazna forma komunikacji z klientem – od strony klienta, to nie jest preferowana od strony np. banku. Bo telemarteter, jeśli jest dobry, namówi więcej osób na kartę kredytową (wystarczy powiedzieć „tak” przez telefon, co zostanie nagrane), niż robot do wysyłania mejli. Czemu? Bo rozmawiając pod presją podejmuje się decyzje emocjonalnie, a czytając mejle – można się spokojnie zastanowić. Sam czytam mejle od banków, ubepieczycieli i innych (znowu kryptoreklama konkurencji Szprotko – mój operator ani do mnie nie pisze (mejli czy SMSów), ani do mnie nie dzwoni – nawet zanim zablokowałem numery prywatne, Plus przestał dzwonić do mnie z ofertami jakieś 5 lat temu (jestem tam prawie od początku tej firmy)), ale rzadko korzystam z zawartych tam informacji.
    Co do „wylosowanego” numeru, to nigdy mi sięnie zdarzyło, ale chyba łątwo to podważyć. Losuje się z puli numerów, a tę trzeba kupić. JAkaś wyżej postawiona osoba musi podać źródło bazy, z której są losowane numery, lub twórcę programu do losowania numerów – takich programów chyba nie ma, bo twórcy mieliby sporo pozwów z żądaniem przygotowania skryptu tak, aby nie wybierał numerów, których właściciele nie wyrażają na to zgody. Tym sposobem po nitce do kłębka możemy znaleźć źródło, które rozpowszechnia nasze dane. Oczywiście zawsze takiemu telemarketerowi można powiedzieć, że nie wyrażamy zgody na przechowywanie i przetwarzanie naszych danych i nalegamy na ich skasowanie.
    Przy okazji przypomniał mi się jeszcze jeden natrętny sposób wciskania produktu – tym razem skupu wierzytelności. W jednej z firm, w której pracowałem, średnio dwa razy w tygodniu dzwonił ktoś i rzucał do słuchawki „sygnał faksu proszę!” i puszczał swój faks. W ten sposów przez pół minuty szły średnio trzy – cztery kartki ze spamem, z którego nie korzystaliśmy. Telefony z prośbą o wykasowanie z bazy nie skutkowały, więc przygotowałem kiedyś trzy kartki, na których poprosiłem o usunięcie naszej firmy z bazy danych i zaprzestanie blokowania naszego faksu i zużywania naszego papieru. KArtki zostały zapakowane do starego faksu i sklejone tak, aby tworzyły zamkniętą pętlę. W piatek po południu wybraliśmy numer i wysłaliśmy faks. Transmisja wg raportu trwała godzinę szesnaście minut i została przewana przez usterkę po drugiej stronie – prawdopodobnie brak papieru i zapchaną pamięć. Od tej pory nikt już więcej nam śmieci na faks nie wysyłał.

    Lubię to

  15. @Jubal

    ale miło mi, że tak dobrze mnie znasz i wcale nie lecisz stereotypem.

    No ale jakim stereotypem, że oceniłam, że niewiele zrozumiałeś z tej notki? Pokaż, że nie.

    grr. Telemarketerzy, nie telemarketerowie i skąd Państwo mają, oczywiście. Pobyt za granicą robi mi w język polski :-(

    A sam się denerwujesz na nieodmienianie swojego nazwiska, ojejku.

    (nb. jeśli procedury są tak ustawione, że jakakolwiek eskalacja kończy się karą dla eskalującego, to firma/dział z takimi procedurami jest miejscem chujowym i dla czystości sumienia i własnego samopoczucia wypadałoby stamtąd spadać, uprzednio otrząsając pył z sandałów swoich… owszem, pracowałem też jako pomoc techniczna na pierwszej/drugiej linii i mieliśmy normalne procedury eskalacji.)

    Zawsze mnie wzrusza, jak ktoś tak lekko doradza rzucenie pracy.

    Aha, fakt: nie zawsze wiadomo, skąd telemarketer pozyskał numer, ale można próbować się tego dowiedzieć od usługodawcy, w imieniu którego dzwoni. I w razie czego podjąć starania, by jednak ten numer został zniknięty z bazy.

    Lubię to

  16. Konto w banku i komórkę trzeba mieć, umów się tu nie negocjuje także korzystanie z tych usług nie jest usprawiedliwieniem dla niepokojenia ludzi którzy sobie tego nie życzą. Oczywiście nie jest to wina telemarketerów, no ale też nie moja. Jak chcę żeby ktoś do mnie dzwonił to daje mój numer. I po to m.in. mam dwa, żeby jeden móc wyłączyć i mieć spokój od wszystkich poza kilkoma osobami, chyba nic w tym dziwnego.

    Z drugiej strony, skoro nękających mnie telefonistów motywuje kapitalistyczny terror, to może nie wezmą do siebie jak powiem spokojnie „proooszę do mnie więcej nie dzwonić, do widzenia”?

    Lubię to

  17. @szprota
    ” Ja raczej nie odbieram przy braku czasu żadnych telefonów z wyjątkiem moich najbliższych, ale pojmuję imperatyw odebrania każdego telefonu.”

    A skąd możesz na sto procent wiedzieć, że to nie są Twoi najbliżsi? „Dzwonię z cudzego aparatu”, to się zdarza u dziatwy szkolnej dość powszechnie, ale i dorosłym się przydarza. A przy dzwonieniu z roamingu często Ty sam przedstawiasz się jako Bardzo Dziwny Numer. Zasada „skoro odebrał, to ma czas na rozmowę”, jest po prostu nieżyciowa.

    „No i o tę elementarną uprzejmość wszak mi chodzi”

    Tylko że w praktyce oznacza ona jednak coś, co w normalnej rozmowie traktujemy jako nieuprzejme, czyli przerwanie komuś albo wręcz rozłączenie rozmowy, kiedy ten ktoś jeszcze ciągle tam brzęczy w słuchawce. No bo jeśli tak po prostu powiesz „przepraszam, nie jestem zainteresowany”, to nie zadziała.

    @bartosz
    „Co do „wylosowanego” numeru, to nigdy mi sięnie zdarzyło, ale chyba łątwo to podważyć. Losuje się z puli numerów, a tę trzeba kupić. ”

    A nie możesz się posuwać po jeden od 600-000-000 (itd)?

    Lubię to

  18. Sami telemarketerzy nigdy mnie nadmiernie nie irytowali (chociaż zazwyczaj kończyło się na dziękujęniejestemzainteresowany, słuchawka), to co było koszmarnie denerwujące to niemożność usunięcia danych po zakończeniu umowy. Czy raczej — byłem młody i głupi, i nie wiedziałem że można ich do tego zmusić. Inna sprawa, że telefony do mojej zmarłej cztery lata wcześniej babci miały delikatną nutkę absurdu.

    A wszechobecność (fizycznych) reklam to chyba do pewnego stopnia Bolandyzm. Kopenhaga billboardów prawie nie ma, ulotek bardzo mało i raczej leżą do wzięcia niż są wciskane, a naklejka „reklamy — nie, dziękuję” na skrzynce na listy działa chyba nawet na lokalny kościół.

    Lubię to

  19. @Szprota: pominęłaś istotne zastrzeżenie; nie, nie doradzam lekko rzucenia pracy, zwłaszcza jeśli nie ma się innego wyjścia niż pracować z psychopatycznym szefostwem (byłem w takiej sytuacji przez jakiś czas i pamiętam, jak to wygląda, zresztą kosztowało mnie to parę miesięcy na fluoksetynie; choćby z tego powodu uważam, że nie warto się pchać w taki kanał bez potrzeby).

    Lubię to

  20. A skąd możesz na sto procent wiedzieć, że to nie są Twoi najbliżsi? „Dzwonię z cudzego aparatu”, to się zdarza u dziatwy szkolnej dość powszechnie, ale i dorosłym się przydarza.

    Dotychczas się nie zdarzyło. Nie mam stuprocentowej pewności, ale prawdopodobieństwo jest nikłe.

    A przy dzwonieniu z roamingu często Ty sam przedstawiasz się jako Bardzo Dziwny Numer.

    Ci, których określam mianem najbliższych nie wyjeżdżają za granicę.

    Zasada „skoro odebrał, to ma czas na rozmowę”, jest po prostu nieżyciowa.

    Jeśli nie zauważyłeś, wycofałam się z niej, zgadzając się z tobą i Nameste.

    Tylko że w praktyce oznacza ona jednak coś, co w normalnej rozmowie traktujemy jako nieuprzejme, czyli przerwanie komuś albo wręcz rozłączenie rozmowy, kiedy ten ktoś jeszcze ciągle tam brzęczy w słuchawce. No bo jeśli tak po prostu powiesz „przepraszam, nie jestem zainteresowany”, to nie zadziała.

    No zobacz, a u mnie działa. Mówię „znam państwa ofertę, jeśli będę czegoś potrzebować, znam też adres państwa strony, dziękuję, teraz tego nie potrzebuję”.

    „Co do „wylosowanego” numeru, to nigdy mi sięnie zdarzyło, ale chyba łątwo to podważyć. Losuje się z puli numerów, a tę trzeba kupić. ”

    A nie możesz się posuwać po jeden od 600-000-000 (itd)?

    Z moich doświadczeń wynika, że nie: połączenia na dany numer są ściśle monitorowane, jest baza numerów, automat zestawia połączenia i kieruje je do konsultantów. Telemarketerzy nie wybierają ręcznie losowego numeru.

    Edit:
    @Jubal:
    Pominęłam, bo publikowałam komentarz, zanim dołożyłeś zastrzeżenie, przepraszam.

    Lubię to

  21. Also: jak wiem kto dzwoni, mogę +/- domyślić się z czym i wiedzieć że mogę olać albo oddzwonić później (za 5 minut, albo parę godzin), kiedy nie widzę/znam numeru to odbiorę właśnie po to żeby oszczędzić sobie stresu/dekoncentracji przez myślenie co/kto to.
    A jeszcze jak np. szukasz pracy, to weź nie odbierz…

    Lubię to

  22. „Patrząc od tej strony nie powinno być nic złego w tym, że Twój bank troszczy się o Twój portfel i proponuje Ci dosć często szereg udogodnień – karty płatnicze, kredyty, ubezpieczenia itepe”

    Jakie te banki dobre, normalnie powinny pokojowego Nobla za ten altruizm dostać.

    Lubię to

  23. @szprota
    Dotychczas się nie zdarzyło. Nie mam stuprocentowej pewności, ale prawdopodobieństwo jest nikłe.

    Skoro apelujesz do innych ludzi (i oceniasz ich postawy), to Twoje okoliczności życiowe są irrelewantne (zwłaszcza na tym poziomie szczegółu, „moje dzieci nie dzwonią z obcych numerów; znajomi nie wyjeżdżają za granicę”) a taka argumentacja jest arogancka.

    Lubię to

  24. Miałem kiedyś w życiu epizod „na słuchawkach”. Od tego czasu daję telemarketerom pogadać (komputer mierzy im „produktywność” czyli muszą wygadać jakiś procent swoje szychty), ale planu im nie daję zrobić.

    A co do baz danych, to jest niezły bajzel. Oferowaliśmy firmom ( tylko im, to ważne) „Poradnik transportowca” dużego wydawnictwa wyspecjalizowanego w tym kanale sprzedaży, a tu „mąż na kopalnie pojechał”, „Ziutka nie ma” itd.
    Co jest grane? Proste, wszyscy kierowcy przeszli na działalność gospodarczą, nie mając o tej działalności bladego pojęcia, wszystko im po staremu załatwia księgowość kopalni, tylko teraz jako firmom. Za to we wsi mamy zarejestrowanych kilkadziesiąt podmiotów gospodarczych, no i komputer ich wydzwania do skutku. .

    Lubię to

  25. @noname: Skoro apelujesz do innych ludzi (i oceniasz ich postawy), to Twoje okoliczności życiowe są irrelewantne (zwłaszcza na tym poziomie szczegółu, „moje dzieci nie dzwonią z obcych numerów; znajomi nie wyjeżdżają za granicę”) a taka argumentacja jest arogancka.

    A nie, nie, skoro WO czuje się w obowiązku podzielić swoją anecdatą, nie widzę powodu, by nie podzielić się swoją, zwłaszcza że ogólnie argument z „odbieram każdy telefon” przyjęłam, tylko trzeba umieć czytać ze zrozumieniem, żeby to wyłapać.
    Przypominam, że jesteś w gościach, więc powstrzymaj ocenianie mojej argumentacji, misiu.

    Lubię to

  26. @wo:
    „A nie możesz się posuwać po jeden od 600-000-000 (itd)?”
    Na pewno się da, ale w praktyce może to być trudne (niezajęte numery, numery nieaktywne itp., na pewno wygodniej jest korzystać z gotowej listy numerów, o których wiadomo że są aktywne.
    @ad meritum:
    Telefony od telemarketerów potwornie mnie irytują, ale mam litość nad tymi od telefonii przez empatię (wiem zbyt dobrze, że szpro przepracowała swoje na tym stanowisku i nie umiem się na nich naprawdę złościć). Tepsa ma co prawda kiepskie notowania, bo od lat usiłuję nie przedłużać z nimi umowy i nigdy z tego nic nie wychodzi, bo rodzice/teściowie są konserwatywni jeśli chodzi o używanie telefonu przewodowego.
    Za to złoszczę się na tych z banku, bo ktoś wcześniej powinien naprawdę sprawdzić historię konta i nie sugerować mi abstrakcyjnych produktów na które ewidentnie mnie nie stać, poza tym sami wiecie, czym skończyło się w Stanach Zadowolonych rozdawanie każdemu szmondakowi kredytówek. A kredytów boję się bardziej, niż Terlikowskiego u bram, z inkwizycją.

    Lubię to

  27. @szprota
    „Mówię „znam państwa ofertę, jeśli będę czegoś potrzebować, znam też adres państwa strony, dziękuję, teraz tego nie potrzebuję”.”

    Już pomijając to, że samo wypowiedzenie tego zdania to już dalsze kilkanaście sekund (a cały czas mamy do czynienia z potwornym marnowaniem czasu – a jeśli mam zrobić coś nieprzyjemnego, coś na co nie mam ochoty, to ja to wyceniam na trochę więcej niż 6 pln/godz), to przede wszystkim poskutuje tym, że następnego dnia zadzwoni następna osoba z tej samej firmy z tą samą propozycją, radośnie nieświadoma tego, że wczoraj to powiedziałaś jej koledze/koleżance/transgender. W ogóle najciężej jest się przebić z prośbą „no fajosko, ale moglibyście już więcej nie dzwonić?”.

    „Telemarketerzy nie wybierają ręcznie losowego numeru.”

    Rozumiem, ale nie może tego za nich losować maszyna? Własciwie dlaczego nie? (naprawdę nie wiem, nie znam w ogóle tego świata po drugiej stronie pakietu GSM).

    Lubię to

  28. @szprota
    Przypominam, że jesteś w gościach, więc powstrzymaj ocenianie mojej argumentacji, misiu.
    Powstrzymaj się od pisania bloga jeśli chcesz powstrzymać ocenianie Twojej argumentacji, kotku. Dobrej nocy :)

    Lubię to

  29. @wo:
    znaczy, powiem tak: rozumiem sytuację, w której jest trudno kulturalnie przerwać rozmowę; czasem to flow sprzedawcy, czasem nasz brak asertywności; wydaje mi się jednak, że się da. No, przynajmniej się starać. Żeby po prostu w ten gniewomiryzm nie popaść, bo to słabe.

    Co do losowania maszyny: to znaczy tak, no, ona losuje numery, ale z konkretnej bazy danych; przykład z mojej branży: baza ustawiona pod konkretną ofertę, odpowiedni segment klienta, profil wydatków etc. Tak, że tak, numer jest losowany i tak, że nie, to nie jest zupełnie randomowe; jeśli przy aneksie do umowy kupiłeś iPhone’a, nie trafisz do bazy, która jest obdzwaniana z ofertą najniższej taryfy, tak dla przykładu.

    @noname:
    „Powstrzymaj się od pisania bloga jeśli chcesz powstrzymać ocenianie Twojej argumentacji, kotku.”
    Hej, mam lepszy pomysł: spełnisz moją prośbę albo sama cię powstrzymam od publikowania komentarzy tutaj, co?

    Lubię to

  30. @szprota
    „Co do losowania maszyny: to znaczy tak, no, ona losuje numery, ale z konkretnej bazy danych; przykład z mojej branży: baza ustawiona pod konkretną ofertę, odpowiedni segment klienta, profil wydatków etc. ”

    Dla mnie najbardziej upierdliwe są telefony na stacjonarny, z „zapraszamy na prezentację garnków” (albo coś równie idiotycznego). Tutaj jedyny rodzaj targetowania to „stacjonarne z danej gminy” (powiatu?). To tutaj zwykle się powołują na „losowanie”. No a stacjonarnego w godzinach lekcji strach nie odebrać, to może być szkoła, że jakiś wypadek się zdarzył na przykład. Odbierałem czasem stacjonarne, po których np. natychmiast musiałem jechać na zszywanie.

    Lubię to

  31. szprota :

    Muszą podjąć co najmniej dwie próby finalizacji sprzedaży, wydobyć obiekcje pytając „dlaczego nie jest pani zainteresowana” i umiejętnie je zbić. Rozmowy telemarketerów bywają monitorowane, a ich jakość może przekładać się na to, czy w ogóle otrzymają premię

    Jest więc jakaś różnica, czy wysłucham oferty i z niej nie skorzystam, czy w ogóle nie wysłucham? Znaczy: jak skończyć rozmowę w miarę szybko i nie zabrać komuś premii?

    Lubię to

  32. @Camelot: od strony oceny rozmowy lepiej nie wysłuchać w ogóle. O próbach finalizacji i zbijaniu obiekcji raczej wspomniałam w kontekście wyjaśnienia, dlaczego telemarketerzy wydają się nam namolni.

    @wo: kwestii stacjonarnych nie ruszam: sama nie mam, rodzice odbierają like jedno połączenie w miesiącu, zazwyczaj tata i, no cóż, robi to dość obcesowo „nie, nie jestem zainteresowany”, koniec rozmowy. Więc na jakiej zasadzie tutaj są wybierani klienci do obdzwonienia, nie umiem powiedzieć.

    Lubię to

  33. „(w sumie to żyjemy w cudownych czasach; za parędziesiąt lat pojawią się nam interaktywne i obdarzone świadomością boty i co wtedy)”

    Wtedy będę „rozkosznie” nie istniał (RIP). To „rozkosznie” mnie rozwaliło.

    Apropo tego skąd telemenele biorą numery telefonów. Coś mi się kojarzy że jakiś BARDZO DOCIEKLIWY klient napisał do nas pisemko w którym bardzo szczegółowo domagał się podania na jakiej podstawie, etc, itp, paragrafy, skądś jakaś firemka zewnętrzna miała jego numer. Ale nie pamiętam jakie wyjaśnienia dostał.

    PS. Ostatnio na mój numer służbowy dzwonił facio z jakieś firmy (nazwy nie pamiętam) i chciał mi wcisnąć jakieś przybory do golenia. XD Całkiem niechcący powiedziałem szczerze że do bladej skóry się nie golę (raczej zapuszczam) bo żona lubi zarośniętęgo mnie. Wyraziłem to najzupełniej szczerze i zgodnie z prawdą, ale Pan się chyba obraził i rozłączył od razu, nawet bez do widzenia.

    Lubię to

  34. Ja naprawdę rozumiem, że to taka praca. W 90% przypadków uprzejmie wysłuchuję propozycji, dziękuję, po raz kolejny dziękuję, naprawdę dziękuję i się rozłączam. Ale czasem słyszę takie bzdury, a osoba po drugiej stronie mota się bądź jest tak upierdliwa, że nie mogę się powstrzymać od kąśliwych uwag.

    Zadzwonił do mnie kiedyś pan, który miał dla mnie super-wyczesaną-w-kosmos propozycję na usługi internetowe. Trajkotał z 5 minut, przedstawił całą ofertę i miliard możliwości, a dopiero na sam koniec zadał mi najważniejsze pytanie – kiedy kończy mi się umowa z dotychczasowym operatorem. Na moją odpowiedź usłyszałam tylko długą ciszę, a następnie „to ja nie mam dla pani żadnej oferty”. Jak tu nie rzucić wsztecznicą?

    Lubię to

  35. Do tej pory wydawało mi się, że telemarketer zarabia głównie na tym, co sprzeda. Wychodząc z takiego założenia, mając świadomość, że nie, nie kupię najdroższego kompletu garnków świata, kończyłam zwykłe rozmowę bardzo szybko krótkim „nie, dziękuję bardzo, nie jestem zainteresowana” – w ten sposób człowiek po drugiej stronie nie tracił czasu i mógł zając się sprzedażą garnków jakiemuś bardziej perspektywicznemu klientowi. Czy moja wiedza była niepełna?

    Niestety, coraz częściej trafiam na telefony od ludzi, którzy dostali mój numer od moich znajomych – jest to chyba coraz bardziej popularne i mnie również kilka razy proszono o kontakty do kogoś, kto „mógłby być zainteresowany”. Mam wrażenie, że ludzie podają telefony, kierowani poczuciem winy. Tu oczywiście pretensje należą się znajomym, którzy bez zgody podają numery telefonów.

    Lubię to

  36. Kiedyś pisałem oprogramowanie dla teleankieterów (chyba nawet sam padłem jego ofiarą…)
    Owszem, numery telefonów brane były losowo, ale z pliku, który firma badawcza *kupowała*.

    Lubię to

  37. @szprota
    „Więc na jakiej zasadzie tutaj są wybierani klienci do obdzwonienia, nie umiem powiedzieć.”

    Jeśli wolno mi podrążyć ten wątek, chętnie bym poznał opinię kogoś, kto robi także w stacjonarnych. Obdzwonienie całej mojej gminy to obdzwonienie 10.000 numerów, chyba wykonalne? Ale ja naprawdę nic nie wiem o tej branży. Po prostu drąży mnie teraz ciekawość mrocznych mechanizmów współczesnego świata.

    @wiedzma
    „Niestety, coraz częściej trafiam na telefony od ludzi, którzy dostali mój numer od moich znajomych”

    Jezu jezu (nieczyt)! Raz mi się tak usprawiedlwiał ktoś, kto chciał mi zaoferować usługi w zakresie doradztwa finansowego. Rzekomo dostał telefon od znajomych, ale nie chciał powiedzieć, od kogo konkretnie. Mam nadzieję, że w piekle rezerwują adekwatny kociołek dla takich znajomych (o ile to nie jest ściema).

    Lubię to

  38. @wo
    To nie jest ściema, nie. Ci doradcy finansowi, którzy do mnie dzwonili, mówili, od kogo mają numer i bardzo prosili, żebym ja również podała im pięć numerów do znajomych, oni tak działają. Tylko ci moi nigdy nie ukrywali, którzy to znajomi, bo powoływali się na nich w celu wzbudzenia zaufania.

    Poszedł nawet jeden defriend na fejsie ;)

    Lubię to

  39. @wo
    Rozumiem, ale nie może tego za nich losować maszyna? Własciwie dlaczego nie? (naprawdę nie wiem, nie znam w ogóle tego świata po drugiej stronie pakietu GSM).

    Choćby dlatego, że pula dostępnych numerów jest po prostu dużo, dużo większa niż rzeczywista liczba aktywnych, odbieranych numerów (kiedyś dostałem starter jakiegoś prepaida do biletu PKP – ile oni w ten sposób musieli rozdać numerów, które przez jakiś czas musiały być zablokowane a mimo to nikt ich nie używał?). Żeby sprawdzić czy numer jest aktywny musisz na niego zadzwonić – tracisz x czasu, a z kolei jak już się dodzwonisz, to musisz mieć akurat w tym momencie człowieka do przeprowadzenia rozmowy. Strasznie nieefektywne – albo masz za małą pulę ludzi i tracisz sporo połączeń na wykonywanie głuchych telefonów, albo za dużą i połowa ci się nudzi czekając na „a nuż odbierze”.

    Lubię to

  40. @wo
    Na podstawie spisu prefixów
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Numery_telefoniczne_w_Polsce#Sieci_kom.C3.B3rkowe_GSM
    policzyłem zgrubnie, że w Polsce jest jakieś 91.6 mln potencjalnych numerów telefonów komórkowych. Tymczasem ilość rzeczywiście wydanych numerów na koniec 2010 to 47 mln. Czyli prawie połowa numerów jest kompletnie wolna. Nawet celując w solidniejszych operatorów (odwalając jakieś Biedronki czy inne Telefonie Pierdziszewskie) tego factora nie przeskoczysz, bo to poważniejszy operator ma większy zapas nieużywanych numerów a nie odwrotnie. Czyli dzwoniąc na losowe numery już na starcie masz stratę rzędu połowy prób połączeń na które nie ma absolutnie żadnej szansy, że ktoś odbierze.

    Lubię to

  41. @mmm
    „Żeby sprawdzić czy numer jest aktywny musisz na niego zadzwonić – tracisz x czasu, a z kolei jak już się dodzwonisz, to musisz mieć akurat w tym momencie człowieka do przeprowadzenia rozmowy. Strasznie nieefektywne – albo masz za małą pulę ludzi i tracisz sporo połączeń na wykonywanie głuchych telefonów, albo za dużą i połowa ci się nudzi czekając na „a nuż odbierze”.”
    W Polsce ten problem został rozwiązany – po odebraniu słyszysz „proszę czekać na połączenie” albo coś w stylu „Twój numer został wylosowany[…], zapraszamy do wysłuchania oferty”. Z oczywistych powodów nie wiem czy po tym następuje rozmowa z żywym człowiekiem, ani ile czasu trzeba na nią czekać.

    Lubię to

  42. po odebraniu słyszysz „proszę czekać na połączenie” albo coś w stylu „Twój numer został wylosowany[…], zapraszamy do wysłuchania oferty”.

    o, to nawet nie trzeba tracić oddechu na „spierdalajcie”

    Lubię to

  43. @przekazywanie sprzedawcy mojego numeru przez znajomych
    Ale czy to upowaznia (w sensie prawnym) sprzedawce do dzwonienia na ten numer w celach sprzedazowych? W koncu to ja powinienem wyrazic zgode?

    Lubię to

  44. A tam od razu podał numer i nie pamięta.
    Mój brat założył firmę i pani zakładająca popełniła specyficzną literówkę w adresie. Jeszcze mu się firma do końca nie otworzyła(trochę było formalności) a już dostał pocztą reklamy kart kredytowych dla firm z jednego banku(w którym nie zakładał konta firmowego, bo go jeszcze nie miał, miał je dopiero założyć). W ciągu 1 dnia od złożenia papierów! Z tym samym błędem. Panie pracujące w urzędach świetnie zarabiają na odsprzedawaniu naszych telefonów na prawo i lewo, pamiętajmy o tym, zanim zaczniemy wmawiać sobie nawzajem czy podawaliśmy jakiś telefon reklamodawcom, czy nie :)

    Reasumując, dane osobowe Jubala mógł sprzedać jakiś człowiek od operatora komórkowego, który ma dostęp do danych (a ma, jak wiemy). Banki dobrze płacą. I inne firmy też.

    p.s. Do tej pory nie wiem jakim cudem poczta dostarczyła reklamy pod właściwy adres bez literówki. Cud!

    Lubię to

  45. Potwierdzam względem doradców finansowych, oni faktycznie pozyskują numery od znajomych. Sama nie podaję niczyjego numeru bez zgody i staram się to egzekwować od innych.

    @Lavinka „Reasumując, dane osobowe Jubala mógł sprzedać jakiś człowiek od operatora komórkowego, który ma dostęp do danych (a ma, jak wiemy)”
    No ty jednak jesteś niezawodna w dawaniu komciów w stylu „jak mała lavinka wyobraża sobie świat”. Człowiek od operatora podpisuje lojalkę o tajemnicy telekomunikacyjnej, zaś system monitoringu kont abonenckich śledzi każdy klik. Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale wyniesienie tego typu danych z firmy wiąże się z bardzo dużym ryzykiem wpadki i wilczym biletem na całą branżę. Nie wiem, czy gra warta świeczki.

    Lubię to

  46. @Lavinka, dane z ewidencji działalności gospodarczej są publiczne. Nie ma to nic wspólnego z domniemaną złośliwością pań Helenek z urzędu. Jak w EDG wpisałem telefon, to teraz do mnie dzwonią banki, telefony, i wyposażenie biurowe (a telefon podać wolę, żeby urząd mógł się ze mną skontaktować inaczej niż wezwaniem do osobistego stawiennictwa – pod tym względem lepiej odbierać tych kilka spamtelefonów na tydzień).

    Staram się nie być chamski, ale jako kompromis stanęło „nie jestem zainteresowany, dziękuję” i odłożenie słuchawki bez czekania na odpowiedź – skrypt i tak nie powoli telemarketerowi kulturalnie zakończyć rozmowy w takim momencie, więc wydaje mi się mniejszym złem zakończyć rozmowę na słowie „dziękuję” niż ciągnąć „dyskusję” na temat czemu nie potrzebuję stałej linii telefonicznej wykonując swoją robotę w 90% zdalnie. A czekać aż skrypt pozwoli odłożyć słuchawkę bez domknięcia sprzedaży… nie mam aż tyle czasu.

    Lubię to

  47. rowerobuce? gdzie, jak, kogo, w jakiej sytuacji?? sorry, że jaram się nieistotną częścią garderoby w tej notce, ale temat główny mnie nie dotyczy – zmieniam numer prawie do 2 lata i nie nadążają go śledzić właściwie.

    Lubię to

  48. Haha, lavinka. Auch: telemarketerzy nie wiedzą tego, co wiedzą moi bliscy: nie dzwonić na mój prywatny telefon przed dziewiątą. Staram się być miły, ale ktoś, kto mi chce opchnąć lokatę z jakąś-tam-kapitalizacją może liczyć na
    a) nie odbiorę;
    b) mumpf-grumpf-ehe-brrrr;
    c) zieeeew, nie chcę, ale dzięki, że mnie obudziłeś, miłego dnia.

    To, czego naprawdę nie lubię to jak dzwonią z obopów i kompatybilnych na telefon, co go mam na biurku. Idea biura jest dla mnie taka, że to jest miejsce, gdzie mam się skupić i nic mi nie będzie przeszkadzać (np. różne domowe przeszkadzacze w stylu: a, chuj, poczytam se książkę).

    Lubię to

  49. Rowerobuce? No, tacy, którzy:
    – jeżdżą po chodnikach dzwoniąc na pieszych
    – jadą w kilkoro całą szerokością ścieżki
    – zajeżdżają drogi
    – jadą przede mną ulicą i nie sygnalizują manewrów
    Plus specjalna grupa, która dodatkowo uważa, że samochód to zło i absolutnie żadna sytuacja nie usprawiedliwia posiadania własnego auta (nawet żona w ciąży, małe dzieci czy chore zwierzaki pod opieką).
    Łysaczi, ja sama jeżdżę rowerem i to całkiem sporo, gardłuję za zrównoważonym transportem, ale niektórzy przeginają w drugą stronę.

    Lubię to

  50. @eli.wurman
    Idea biura jest dla mnie taka, że to jest miejsce

    No a idea poza biurem jest jeszcze lepsza bo to mój czas prywatny. Telefon w’ogle jest na dzień dzisiejszy najchujowszym sposobem komunikacji zdalnej, bo jako jedyny wymaga przerwania tego co się właśnie robi. Dla mnie – ceniącego sobie prywatność – powinny do tego mieć prawo tylko i wyłącznie osoby w miarę bliskie albo sprawy alarmowe. Jeśli ktoś świadomie ryzykuje przerwanie komuś pracy/rozmowy z bliską osobą/relaksu/prysznica/seksu/snu w celu wciśnięcia jakiegoś gówna to musi sobie wliczyć w koszta usłyszenie krótkiego żołnierskiego komunikatu.

    Myślę, że jako cywilizacja dojdziemy w końcu do świadomości, ze nr urządzenia za pomocą każdy może mnie obudzić (albo spieprzyć bzykanko) jest najprywatniejszą świętą tajemnicą, której się nie nadużywa nawet w prywatnych sprawach a za zawracanie dupy po próżnicy 5 lat gułagu.

    Lubię to

  51. @szprota „Człowiek od operatora podpisuje lojalkę o tajemnicy telekomunikacyjnej, zaś system monitoringu kont abonenckich śledzi każdy klik”

    He.
    He.

    Przez parę lat robiłem (na śmiecioumowy, nawiasem) dla firmy świadczącej usługi dla Dużego Operatora. I ograniczony byłem tylko fantazją, która jednak nie dyktowała mi zabawniejszych „selectów”, niż takie, które na przykład policzyłyby umowy zerwane za niepłacenie rachunków zgrupowane po numerze dowodu osobistego zaokrąglonym do pełnych dziesiątek tysięcy.
    Może to dlatego, że nie musiałem w tym celu klikać ani razu.

    Lubię to

  52. Myślę, że z czasem dojdziemy przede wszystkim do tego, by definiowanie czarnych i białych list numerów, z którymi (nie) chcemy rozmawiać było powszechnie dostępne. To już jest na sporej ilości smartfonów, a te, szczęśliwie, tanieją i stają się coraz prostsze w obsłudze.

    @Bradko: nie wiem, gdzie pracowałeś, wiem, jak to wygląda od strony pracowników zatrudnianych bezpośrednio przez operatora.

    Lubię to

  53. @szprota
    Ale white- i blacklista numerów nie załatwia tematu. Nawet gdybym miał opcję wyłączenia sobie kompletnie dzwonka dla numerów spoza listy kontaktów to mnie to odcina od bardzo ważnej funkcji alarmowej telefonu – dzwonią ze szkoły bo dziecko, żona z budki bo ją okradli, ze szpitala bo ociec miał zawał. Nie tędy droga. Zdelegalizowane powinno być po prostu dzwonienie na prywatne numery w sprawach biznesowych – zabronione zastrzeganie numerów instytucji (żebym zawsze widział kto dzwoni, nawet prez VoIP da się jakiś identyfikator przekazać albo będzie się dało) i możliwość zaraportowania jednym klikiem do operatora niechcianego połączenia, trzy raporty i ciach całą instytucję od sieci. Voila.

    Lubię to

  54. tak z ciekawości pytam, wiem, że jeździsz stąd zdziwienie na „rowerobuce”, ja też trochę pedałuję (głównie do pracy przez około 6 z 12 mscy), i odkąd jeżdżę więcej, to i więcej wybaczam rowerzystom, gdy przesiadam się z powrotem do samochodu czy zmieniam w pieszego. Twoje przykłady niestety rzeczywiście zaliczają się do bucerki (może poza „kilkoro całą szerokością”, to raczej bezmyślność, chociaż owszem podchodząca pod bucerkę). Na szczęście zbyt często twoich typów rowerobuca nie zauważam na swojej drodze, za to mój „ulubiony” to rowerzyści jadący po drodze, gdy obok jest ścieżka dla rowerów.
    Aha, jeszcze „grupa specjalna”, o której piszesz – czy ttdkn (wiem, wiem, nazwa historyczna) nie uodpornił cię na ekstremalne opinie? Nie miałaś często zonka – „jak oni tak mogą myśleć”? Lurkując rok-dwa lata temu niektóre blogi czy ostatnie parę mscy blipa (ukłony dla ^ladygaga od domniemanego mizogina), otwierały mi się czasami szeroko oczy, że można tak ostro podchodzić do niektórych kwestii, ale przecież z czasem przyzwyczajasz się, że ludzie mają własne poglądy, często różne od twoich, i nie nazywasz ich przez to bucami, tylko po prostu flejmujesz, próbujesz przekonać, i w razie niepowodzenia wzruszasz ramionami. No chyba, że od razu nazywasz/szufladkujesz?

    Lubię to

  55. MMM: no pomysł jest, ja bardziej patrzyłam pod kątem dostępnych i w miarę realnych rozwiązań. Telesprzedaż i konkursy miało uregulować UKE, jak w kwietniu usiedli przy tzw. stole bez kantów, tak do tej pory cisza. Obstawiam, że to jednak tak wielka kasa (bo serio, telemarketing jest skuteczny), że mało komu się opłaca usiąść przy tym stole jeszcze raz.

    Łysaczi: notka, jak pewnie zauważyłeś, była pisana na ostrej kurwie, pojechałam i rowerzystom, i motobucom i jeszcze paru innym zjawiskom. To nie jest tak, że jestem cięta szczególnie na rowerzystów, wymieniłam przykłady, które zaobserwowałam w przeciągu ostatniego pół roku jeżdżenia. A czy ttdkn uodpornił? Sama mam skłonność do ekstremalnych opinii. Mam nadzieję jednak, że widać, że staram się przyjmować racjonalne argumenty i tak, jak wspieram strefę 30 w centrum, tak uważam, że część samochodów w tym centrum powinna móc się poruszać (tak dla przykładu).

    Lubię to

  56. W’ogle to skandal, że w czasach kiedy nawet na społecznościówkach wymagają występowania pod nazwiskiem, na Twój telefon może zadzwonić chujwikto, kiedy mu się podoba, a Ty nawet nie wiesz kto to zanim nie odbierzesz. XIX wiek normalnie. Ot, co.

    Lubię to

  57. @szprota
    „bo serio, telemarketing jest skuteczny”

    I tego nie rozumiem najbardziej. Ja chyba jeszcze nigdy nie kupiłem nic od telemarketera, bo – poza tym, że mi go szkoda, że to jakiś biedny wykluczony na umowie śmieciowej itd. – za sam akt zadzwonienia do mnie z propozycją handlową ma już -100 do ogólnej sympatii i jeśli w ogóle dojdzie do rozmowy, skupiam się przede wszystkim nad tym, jak ją przerwać (a nie nad tym, co on tam brzęczy o wyjątkowych produktach dla wyjątkowej grupy klientów). Czy jestem pod tym względem aż tak nietypowy?

    Lubię to

  58. @wo
    „Czy jestem pod tym względem aż tak nietypowy?”
    Czy kupiłeś cokolwiek reklamowanego w telezakupach „Mango”? Pewnie tyle samo razy, co ja…
    A jednak bez Ciebie i beze mnie TO żyje, i to nieźle. Bańka 7% ma się dobrze.

    Za to zawsze biorę udział w ankietach telefonicznych. Wszyscy w rodzinie przeszli przez etap robienia badań ankietowych, więc nie utrudniam.

    Lubię to

  59. Głupi, niegłupi, większość ludzi potrzebuje wiedzieć, za ile ma taryfę, ile w niej minut i w jakie kierunki oraz ile zapłacą za telefon; nie mają nawyku czytania cennika czy regulaminu promocji (może gdyby były krótsze i pisane prostszym językiem?). Sama też bym nic przez telefon, ale to ja.

    Lubię to

  60. „Rozmowy telemarketerów bywają monitorowane, a ich jakość może przekładać się na to, czy w ogóle otrzymają premię. Namolny rozmówca jest namolny nie dlatego, że kieruje nim małpia złośliwość, tylko dlatego, że od tego zależą jego, przeważnie bardzo niewielkie, pieniądze.”

    A złodziej wyrywa Ci torebkę nie dlatego, że kieruje nim małpia złośliwość, tylko dlatego, że od tego zależą jego, przeważnie bardzo niewielkie, pieniądze. Jeśli czas to pieniądz, to gdzie jest różnica?

    Lubię to

  61. Ja tylko zwracam Ci uwagę na to, że zachowania, które jest szkodliwe lub uciążliwe dla innych ludzi, nie można usprawiedliwić tym, że nie wynika ono z chęci szkodzenia, tylko z chęci zysku.

    Lubię to

  62. Twierdzisz, że to jest powód, aby być w stosunku do telemarketerów uprzejmym. Czyli odpowiadać uprzejmością na nieuprzejmość, bo po deklaracji, że nie jestem zainteresowany, uprzejma osoba przeprosiłaby za marnowanie mojego czasu i się rozłączyła. A osoba naprawdę uprzejma przekazałaby dalej, że nie będę zainteresowany żadną ofertą, która zostanie złożona mi przez telefon, i że proszę, aby do mnie więcej nie dzwonić.

    Lubię to

  63. Ok, to skoro to nie jest wg Ciebie usprawiedliwienie, to czemu uważasz, że powinno to wpływać na sposób, w jaki telemarketerzy są traktowani?

    Albo inaczej. Czy uważasz, że złodzieje także powinni być łagodniej traktowani, jeśli kradną nie ze złośliwości, a z chęci zysku? A spamerzy internetowi, którzy zapychają Twoją skrzynkę pocztową reklamami viagry? Oni też prawdopodobnie nie robią tego ze złośliwości. W stosunku do nich też zamierzasz być z tego powodu uprzejma? Bo czy jest to „usprawiedliwienie”, czy cokolwiek innego, to kwestia użytych słów.

    Lubię to

  64. No, nie do końca. Informując o premii za sprzedaż miałam na celu wyjaśnienie (nie usprawiedliwienie, wyjaśnienie), dlaczego przedłużają z nami rozmowy. Poza tym: były jakieś mistrzostwa chujowych analogii, w których zwyciężyłeś, bo chyba je przegapiłam?

    Lubię to

  65. „To, co nas najbardziej w nich drażni nie wynika z ich złej woli, a z takich, a nie innych wymagań pracodawcy; następnie z takiego, a nie innego rynku pracy i takiego, a nie innego prawa, nadal średnio chroniącego konsumentów choćby w zakresie ich prywatności. Nawet nie doświadczywszy tej pracy można się zatem zdobyć na minimum uprzejmości (…)”

    Jeśli więc jedno nie wynika z drugiego, proponuję usunąć z tekstu słowo „zatem”. Jeśli wynika – czy nazywasz to „usprawiedliwieniem”, czy „wyjaśnieniem” to tylko kwestia terminologii.

    Lubię to

  66. „Czyli dzwoniąc na losowe numery już na starcie masz stratę rzędu połowy prób połączeń na które nie ma absolutnie żadnej szansy, że ktoś odbierze.”

    Ależ numery wybiera i na połączenie czeka maszyna. Jak ktoś podniesie słuchawkę, to przekazuje połączenie do wolnego telemarketera. Nietrafione połączenia w ogóle nie absorbują zasobów ludzkich, jedynie maszynowe. Za to dodają kolejną upierdliwość: czasem system przeszacuje liczbę wolnych zasobów ludzkich i wygląda to tak: odbiera telefon, gra muzyczka, gra, gra i jak masz cierpliwość poczekać te kilkanaście sekund, to dopiero wtedy ktoś się odezwie.

    Oczywiście jatamsienieznam, ale tak bym to zorganizował gdybym zarządzał tym interesem.

    Lubię to

  67. przeczytałam parę postów tutaj wystawionych i powiem szczerze, pracuję jako telemarketer, u mnie w firmie nie ma czegoś w takiego że gdy klient mi odmawia na samym początku ja nie ciągnę rozmowy dalej, szczerze to trzeba trafić na dobrą firmę która jest na poziomie a nie jakieś barachło które za wszelką cenę chce coś komuś wcisnąć, u mnie w firmie gdybym nie odpowiedziała na pytanie potencjalnego klienta zostałabym wystawiona za drzwi…. Rozmowa musi być na poziomie!! Co do zarobków tak jak ktoś tam napisał, to na prawdę ta osoba musiała pracować w byle jakiej firmie bo u mnie moje zarobki nie schodzą poniżej 2000 tysięcy miesięcznie. A co do osób które rzucają słuchawkami na początku rozmowy albo bluźnią na osobę która do nich dzwoni, to szczerze życzę aby kiedyś znalazły się na tym stanowisku pracy, wtedy pożałują swojego zachowania. P.S. Pamiętajcie że są szefowie i firmy które pozwalają na to aby telemarketer odpowiedział tym samy zachowaniem jakie pokazuje tzw. potencjalny klient :D Więc żeby ktoś się kiedyś nie zdziwił że dostanie piękniejszy wierszyk niż sam wydobył z siebie w stronę telemarketera. :) Pozdrawiam :)

    Lubię to

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s