Prekariuszka

Dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem z tego samego pokolenia, co Wojtek Orliński: oboje pamiętamy Sekretny Dziennik Adriana Mole’a (lat 13 i 3/4) i rodziców Pandory z UMC głosujących na Labour (chociaż mnie, jednakowoż, bardziej intrygowały pomiary Adriana) i widzę pewną wspólnotę w tym, że ludzie nawet na krok niezbliżeni do realnych problemów z LC próbują się jednak nad nimi pochylać: to niestety bywa porażkowe.

Jednocześnie zaś widzę, jak Wojtek wysiada ze swojego subaru i oto dostrzega na ulicach wielkich miast samotne kobiety, bezdzietne i matki, jak próbują tu przeżyć za 2k na śmieciowych umowach na niskich biurowych stanowiskach w korporacjach, wyszarpując zniżki w lokalnym coffeeheaven na korposmyczki i korzystając z refundacji na SSRI; więc czyż nie jest to tak samo daremne?

Znika w swoim artykule całą świetlicową działalność lokalnych oddziałów krytyk politycznych, znika badania Izy Desperak nad feminizacją biedy (w tym prekariackiej) , znika działalność publicystyczną Ostolskiego; konstruuje (nie pierwszy raz zresztą) swojego lewicowego kawiorowego hipstera w czapeczce i na ostrym kole, który sącząc leniwie latte za 20 pln planuje rewolucję na kanapie.

Pomija mnóstwo działań wolontariackich, oddolnych, obywatelskich, które są mało widoczne w mejnstrimowych mediach i o których raczej mogliby opowiedzieć moi komentatorzy niż ja.

To, co podzielam, to lęk o to, że zapatrzeni w problemy ludzi żyjących w ubóstwie pominiemy tych, którzy na jej granicy balansują, przechodzą przez zero na koncie kosztem opóźnionych wpłat za gaz i prąd, utrzymując pozory lepszej kondycji finansowej wyrażanej dobrym ciuchem czy markowym gadżetem. A ten lęk mógłby być szczególnie dla nas zrozumiały dlatego, że do opisywanej przez WO BKŚ-prekariat jest nam przeważnie bliżej niż do LC; ja osobiście czuję się trochę bohaterką jego narracji o wiązaniu końca z końcem i codziennych decyzjach, na co wydać ten śmieszny, różowy banknot. To jesteśmy my albo ludzie tuż obok.

[Z drugiej strony, doskonale wiem, jak młoda warszawska lewica potrafi się wzajemnie wesprzeć, także finansowo, gdy młoda prekariuszka zaczyna odbijać się od ściany wielkiego miasta]

Więc choć w tym akapicie WO w sposób oczywisty jest małym kłamczuszkiem:

Bieda prekariatu, bieda warstwy społecznej ironicznie nazwanej w pewnej reklamie „biurową klasą średnią”, nie została dotąd w Polsce należycie opisana. W obronie tych ludzi nikt nie zrobi Manify, „Krytyka Polityczna” nie poświęci im kolejnego „Przewodnika”, nikt nie będzie zbierał 1 proc. podatku na najniższy szczebel korporacyjny.

[o czym była poprzednia manifa, hę?]

…to jednak widzę pozytyw w tym, że wprowadził do mejnstrimu prekariuszkę, bo do tej pory w powszechnie dostępnych mediach papierowych  o feminizacji śmieciówkowej młodzieży nie pisano.

Advertisements

151 uwag do wpisu “Prekariuszka

  1. #ludziektórzy WO, no naprawdę.
    auch: czy ja jestem z waszego pokolenia, skoro kojarzę Adriana i w sumie to już parę razy miałem go użyć w jakiejś notce, ale zawsze umykał?

    Lubię

  2. @szprota
    zacna notka, wycofuję się z oceny na fb, chyba późna pora stępiła czytanie,
    tak tylko z lokalnego obowiązku, przypomnę, że poza Łodziawą też coś się lewicowego dzieje.

    Lubię

  3. Gothmucha: nie wiem, ja pamiętam serial, książki sobie teraz odświeżam.

    Fronesis: wiem, pokazałam Łódź, bo o łódzkiej świetlicy KryPolu coś niecoś wiem

    Nameste: przeszukiwałam; jest tam cokolwiek o feministycznym wymiarze prekariatu?

    Lubię

  4. Rozumiem, że WO nie czyta źródeł. Mogę zrozumieć, że nienawidzi kobiet studiujących afrykanistykę (jak moja siostra). Rozumiem, że utożsamia całą KP z Jasiem Kapelą, który pieprzył głupoty o umowach śmieciowych w NWS.
    Ale na litość bogini po jakiego grzyba Gadomorliński przypieprza się do feminizmu i Manify odsłaniając, że nic nie wie o manifach (nawet nie czytał chyba tekstów ze stołecznej) i mentalnie tkwi ciągle w backlashu a.d. 1995 przy boku Warzechy, Ziemkiewicza i Semki?

    Lubię

  5. @szpro
    „Jednocześnie zaś widzę, jak Wojtek wysiada ze swojego subaru i oto dostrzega na ulicach wielkich miast samotne kobiety, bezdzietne i matki, jak próbują tu przeżyć za 2k na śmieciowych umowach na niskich biurowych stanowiskach w korporacjach,”

    Gdzie tam „na ulicach”. Wysiadam – indeed – wchodzę do firmy i spożywam z samotną matką na śmieciówce korpolunch na korpostołówce. Przecież to dla mnie nie jest jakiś odległy i egzotyczny świat, tylko świat koleżanek i kolegów z pracy.

    „Znika w swoim artykule całą świetlicową działalność lokalnych oddziałów krytyk politycznych,”

    Nie znikam, tylko ironicznie sprowadzam to do „gdyby chociaż się uzależnili od heroiny…”. Świetlice i publicyści najchętniej zajmują się nędzą tak skrajną, że to już aż się robi hipsterskie i hiphopowe – jou, ziomale z dziarami, przyjechaliśmy do was z Warszawy wspólnie z wami słuchać gangsta rapu. Gdy mówiliśmy o tym na blipie, jedynym kontrprzykłądem był ogólny tekst o prekariacie na świecie – nie odnoszący się do polskiej specyfiki. Tymczasem w Polsce to zjawisko po prostu wygląda inaczej, czego świadectwem jest choćby to, że w Polsce nie wypaliła próba przeszczepienia Oburzonych. U nas grupa strasznie bogatych licealistów ze strasznie drogiego liceum pospacerowała po głównej ulicy i potem poszła do modnej drogiej knajpy na afterparty. Żeby to u nas wypaliło – trzeba by trochę bardziej się przyjrzeć polskiej specyfice, a nie na rympał tłumaczyć hasła pasujące do USA czy do Hiszpanii.

    „Pomija mnóstwo działań wolontariackich, oddolnych, obywatelskich, które są mało widoczne w mejnstrimowych mediach i o których raczej mogliby opowiedzieć moi komentatorzy niż ja.”

    Nie pomijam, tylko znów podkreślam, że nie są adresowane do biurowego prekariatu. A są? Znasz jakąś „akcję wolontariacką” dla najniższego szczebla #korpo? Helou?

    „Więc choć w tym akapicie WO w sposób oczywisty jest małym kłamczuszkiem:”

    W sposób oczywisty nie jest choćby dlatego, że jest tam słowo wytrych „należycie”. Nędza biurowego prekariatu pojawia się w KP – jeśli w ogóle – to tylko na marginesie. Poza focusem. To szczególnie wyraźne, gdy porównać, ile uwagi przez ten czas poświęcili jakimś niszowym zjawiskom typu kino offowe czy filozofia Sloterdijka.

    Lubię

  6. @szpro
    „Aha, odpowiedź Izy Desperak:”

    Dzięki, inaczej bym nie trafił. Odpowiedź oczywiście wpisuje się dokładnie w to, o czym piszę. „Zarobki rzędu 2 000 złotych nieosiągalne są dla bohaterów łódzkiego badania…” – czyli, że bieda warszawskiej samotnej matki zarabiającej 2000 na śmieciówce ich kompletnie nie obchodzi. Za mało hipst, żeby poświęcili temu swój cenny czas.

    Lubię

  7. @WO: Po co ma się KP zajmować korpo-prekariatem kiedy tak dobrze się nim zajmują Orliński i Gadomski. Może nawet Fundacja Agory zrobi akcję zbierania 1% na stypendia dla pracowników Agory, którzy nie mają pieniędzy na wynajem mieszkania w Warszawie.

    Przy okazji związek zawodowy pracowników Agory powinien zorganizować strajk solidarnościowy, by pokazać jak biedni dziennikarze, którzy nie mają czasu czytać źródeł, bo muszą zarabiać na rodzinę i drogie paliwo do Subaru, solidaryzują się ze stażystkami pracującymi za 1500 zeta brutto. Może uber-redaktor Stasiński miałby powód do rzucenia bluzgiem i zwolnienia kogoś dyscyplinarnie za sianie niepokojów społecznych.

    Lubię

  8. Ale co to ma wspólnego z Kasią Tusk? Przecież ona nie adresuje bloga do samotnych matek prekariuszek z korporacji, tylko do dziewczynek w wieku gimnazjalnym które nie pamiętają Adriana Mole’a! Tekst Kasi Tusk był analizą jej wizerunku, nie współczesnej Polski, a polemika, rzekomo powołując się na współczesną Polskę , polega na onanizmie szczególnie bliskimi autorowi wizerunkami – studentek mających luksus wyciągniętego swetra i oryginalnego kierunku studiów i samotnej matki w korpo, ktora kupuje czasem ciuch w Zarze czy nawet czymś lepszym. najśmieszniejsze, że z mojego punktu widzenia to jest dokładnie ta sama grupa, do której zreszta należę – nie wiem po co ją dzielić chcąc przywalić pretensjonalnym kolesiom z KP, pod których podciągnięte zostaly feministki jako ich samiczki? A fe!

    Lubię

  9. @K.Sz.
    „Tekst [o] Kasi Tusk był analizą jej wizerunku, nie współczesnej Polski, a polemika, rzekomo powołując się na współczesną Polskę , polega na onanizmie szczególnie bliskimi autorowi”

    Tekst o Kasi Tusk zawierał pewien konkretny cytat, polemika więc polegała na onanizmie szczególnie bliską autorowi zasadą cytowania wypowiedzi, do której się odnosi. Ten cytat zawierał, saprajs saprajs, pewną interesującą tezę wykraczającą już poza „analizę jej wizerunku”. Jaką? A to już proponuję sobie przeczytać.

    Lubię

  10. @EK
    „Radzę sięgnąć do źródeł przed wygłoszeniem tezy, że bieda zarabiających 2 tys. zł “ich” (Izy Desperak?) nie obchodzi.”

    W mojej wypowiedzi pojawiło się zdanie rozpoczęte i zakończone cudzysłowem. To cytat ze źródła, mianowicie polemiki Izy Desperak, ewidentnie sugerujące dezęteresmą (czy jak to się tam fachowo po lacanowsku mówi) biedą osób zarabiających aż 2000.

    Lubię

  11. @ek
    „Aha, jako osoba, którą można pewnie zaliczyć do grupy, nad którą pochyla się WO, chciałabym go prosić, by już więcej tego nie robił”

    Ciężka sprawa. There ain’t no rest for the wicked, money don’t grow on trees, I got bills to pay, I got mouths to feed, there ain’t nothing in this world for free. Jeśli kiedyś znowu zobaczę w pochyleniu się nad Tobą temat na tekst – niestety, pochylę się bez cienia sentymentu!

    Lubię

  12. „Dzięki, inaczej bym nie trafił. Odpowiedź oczywiście wpisuje się dokładnie w to, o czym piszę. “Zarobki rzędu 2 000 złotych nieosiągalne są dla bohaterów łódzkiego badania…” – czyli, że bieda warszawskiej samotnej matki zarabiającej 2000 na śmieciówce ich kompletnie nie obchodzi. Za mało hipst, żeby poświęcili temu swój cenny czas.”

    A to jest po prostu obrzydliwe.

    Lubię

  13. @gothmucha
    „A to jest po prostu obrzydliwe.”

    Jeśli ten cytat rozumiesz inaczej, to chętnie poznam Twoją intepretację. Ja go rozumiem jako „inni mają jeszcze mniej, więc to wyłącznie nimi się będziemy interesować”.

    Lubię

  14. @szprota
    „Wojtek, ja wiem, że ty lubisz być bity w internetach, ale ogarnij się troszkę, dobrze?”

    A można by jakoś merytoryczniej, w sensie – co konkretnie źle zrozumiałem w tej wypowiedzi? Dla mnie to jednoznaczna deklaracja braku zainteresowania biedą osoby, która jest samotną matką i ma ze śmieciówki 2k. Czyli: to potwierdzenie tezy z mojego felietonu. Coś rozumiem źle?

    Lubię

  15. No dobrze, autorki tekstu z Przekroju dodały umowy śmieciowe trochę na zasadzie uniwersalnej przyprawy lewicowej, która nie była prawdopodobnie w tym tekscie konieczna. Nie zmienia to jednak faktu, że gimnazjalistki to nie doktorantki i nisko wynagradzane pracownice korpo oraz tego, że te drugie i te trzecie można rozdzielać tylko w celach rozkoszowania się swoimi projekcjami. Trudno się dziwić EK, że nie chce, aby się nad nią pochylać w celach onanistycznych, w dodatku projektując ją jako żeńską wersję męskiej (czyli prawie całej) części redakcji KP. Może by zobaczyć temat tam gdzie się w tej sprawie rzeczywiście znajduje – w wyobrażeniach o świecie, żywionych przez nastolatki? A jeśli już koniecznie chce się pisać o trzydziestolatkach, to nie przy okazji bloga, który im wisi?

    Lubię

  16. @K.Sz.
    „Nie zmienia to jednak faktu (…) że te drugie i te trzecie można rozdzielać tylko w celach rozkoszowania się swoimi projekcjami. ”

    To nie jest fakt, to fałszywa teza.

    „Trudno się dziwić EK, że nie chce, aby się nad nią pochylać w celach onanistycznych,”

    Obiecuję w takim razie, że będę się pochylać w celach najzupełnie odmiennych.

    „Może by zobaczyć temat tam gdzie się w tej sprawie rzeczywiście znajduje – w wyobrażeniach o świecie, żywionych przez nastolatki?

    Nie uważam, że temat się akurat tutaj „rzeczywiście znajduje”.

    Lubię

  17. @wo:
    Nie no. Nie czytasz źródeł. Ssiesz z palucha metodą riserczu Ziemkiewicza. Piszesz memami rodem z FOX news i Uwarzam Rze pt. bogate feminazistki nienawidzą „zwykłe kobiety”, których nie stać na związanie końca z końcem. Piszesz zwyczajne kłamstwa vide Manifa 2010 pt. „wymawiamy służbę” na której mówiono głównie o biedzie kobiet czyli umowach śmieciowych, braku opieki przedszkolnej oraz problemów kobiet, które pracują w Twojej korporacji i nie uzbierają na emeryturę z ZUS-OFE; pisząc „nigdy nie zrobią na ich temat Manify”.

    A potem twierdzisz, że tylko komentowałeś krótki cytat z tekstu z Przekroju.

    Tak trudno jest się przyznać i powiedzieć „OK. Nie przeczytałem źródeł jak Ziemkiewicz. Ssałem z palucha. Pisałem o rzeczach, o których nie wiem. Przepraszam”?

    Lubię

  18. @WO:
    „Jeśli kiedyś znowu zobaczę w pochyleniu się nad Tobą temat na tekst – niestety, pochylę się bez cienia sentymentu!” – o jezu jezu, jakie to lewicowe!

    Lubię

  19. „A można by jakoś merytoryczniej, w sensie – co konkretnie źle zrozumiałem w tej wypowiedzi? Dla mnie to jednoznaczna deklaracja braku zainteresowania biedą osoby, która jest samotną matką i ma ze śmieciówki 2k. Czyli: to potwierdzenie tezy z mojego felietonu. Coś rozumiem źle?’
    Wszystko rozumiesz doskonale. A czemu zainteresowanie ludźmi zarabiającymi mniej niż 2k wydaje ci się hipst?

    Lubię

  20. @Sergio de Arana
    „Tak trudno jest się przyznać i powiedzieć “OK. Nie przeczytałem źródeł jak Ziemkiewicz. Ssałem z palucha. Pisałem o rzeczach, o których nie wiem. Przepraszam”?”

    Przegapiłeś jego obrzydliwy tekst o transseksualnym mężczyźnie i jego późniejsze tupanie nóżką i upieranie się przy swoim, gdy ludzie, w tym sami transseksualiści, zwracali mu uwagę?
    To po prostu już taki typ człowieka.

    Lubię

  21. @szprota
    „A czemu zainteresowanie ludźmi zarabiającymi mniej niż 2k wydaje ci się hipst?”

    W moim pokoleniu popularna była piosenka o dziewczynie, która ma bogatego ojca, który kupił jej studia na prestiżowej artystycznej uczelni St Martin’s College. Dziewczynę najwyraźniej fascynuje bieda, przy czym różne formy biedy jej się zajączkują, no bo z wyżyn jej domu rodzinnego, podmiot liryczny piosenki – student, który jakoś jednak ciągle jeszcze utrzymuje się na powierzchni – jest takim samym „common people” jak jakiś gansofbrikston. Podmiot liryczny w pewnym momencie wybucha i mówi tej dziewczynie o „the stupid things you do, because you think that poor is cool”.

    Być może to jest z jego strony nadinterpretacja? Nigdy nie dowiadujemy się, jakie są prawdziwe motywacje zafascynowania bohaterki biedą, taką prawdziwie prawdziwą biedą, nie tą taką banalną i nudną, że się jeszcze trzyma na powierzchni, tylko tą taką biednie biedną. No ale fenomen ludzi z bogatych rodzin, którzy przeżywają rozmaite „chłopomanie”, jest stary co najmniej jak Młoda Polska. Proszę się na bohatera tej piosenki nie gniewać, że to jego pierwsze skojarzenie (i moje, wślad za nim).

    Stąd hipoteza, którą zresztą wysuwam także w felietonie – że ta prawdziwie biednie biedna bieda ekscytuje autorów związanych z KP z powodów estetycznych. No bo to hiphop, no bo to murale, no bo to moda, która zawsze stamtąd w końcu „trickles up” do klasy średniej. Stąd osierocenie biedy, która nie jest taka hipst – biedy warszawskiej samotnej matki z 2k. Co do tej biedy – tu się chyba zgodzimy – w owej polemice zadeklarowano lacanowskie dezęteresmą, a więc nie jest to polemika, tylko potwierdzenie zarzutu.

    Lubię

  22. @WO:
    Nauka czytania bez zrozumienia:
    „Obawiam się niestety, że felietonista „Gazety” nie czytał żadnych opracowań badawczych na temat prekariatu czy biedy, bo posługuje się dość stereotypowymi jej wyobrażeniami. Biedę uosabia dla niego samotna matka zarabiająca 2 000 na śmieciowej umowie, która mimo wszystko kupuje sobie na wyprzedaży markowy ciuch za 200 złotych. Zarobki rzędu 2 000 złotych nieosiągalne są dla bohaterów łódzkiego badania, którzy i tak są w dużo lepszej sytuacji od tradycyjnie definiowanych biednych opisywanych w licznych badaniach socjologicznych. „Zatrudnieni” na pozbawiającej ich jakichkolwiek praw pracowniczych umowie śmieciowej zarabiają mniej niż ustawowa płaca minimalna – o czym mówiono choćby na konferencji zatytułowanej „Feministyczna ekonomia polityczna – polskie badania i przegląd debat”, która odbyła się 9 lutego na Uniwersytecie Warszawskim.”

    Kiedy czyta to Orliński oznacza to:
    „Stąd hipoteza, którą zresztą wysuwam także w felietonie – że ta prawdziwie biednie biedna bieda ekscytuje autorów związanych z KP z powodów estetycznych. No bo to hiphop, no bo to murale, no bo to moda, która zawsze stamtąd w końcu “trickles up” do klasy średniej. Stąd osierocenie biedy, która nie jest taka hipst – biedy warszawskiej samotnej matki z 2k. Co do tej biedy – tu się chyba zgodzimy – w owej polemice zadeklarowano lacanowskie dezęteresmą, a więc nie jest to polemika, tylko potwierdzenie zarzutu.”

    Nie mam więcej pytań.

    Lubię

  23. Tematem związanym z blogiem KT są nastolatki, co tu rozkminiać?
    Tematami związanymi z prekariatem zajmuje się Iza Desperak, której motywy muszą dla WO pozostać kwestią domysłów, w jakie, jak mniemam, wkradła się projekcja o bogatym tatusiu i super ciuchach (ach, żeby te projekcje były prawdziwe!).
    Tematami żiżkologii lacanowskiej zajmują się wyłącznie faceci z KP (Ziżek i Lacan nie są autorami cenionymi w feminizmie). Gdy ci faceci próbują tymi autorami ugryźć prekariat, wychodzi głupio. Atak na tych mężczyzn w tekscie o Jasiu Kapeli robił w związku z tym wrażenie umowytowanego. Prawdopodobnie obecny tekst miał powtórzyć sukces tamtego, ale przeszkodziły w tym mizoginiczne projekcje.
    W gruncie rzeczy samotna matka z 2k na rękę ma być pociskiem, wycelowanym w KP. Nie mam nic przeciwko temu, żeby się chłopcy bili, tylko proszę nie używać w tym celu samotnych matek mylonych z nastolatkami (nastoletnie matki to już zbyt hipst, jeśli dobrze rozumiem) oraz doktorantek w rozciągniętych swetrach, mających rzekomo najlepiej ze wszystkich. Większość z nas jedzie na tym samym wózku i same umiemy zanalizować naszą sytuację; słowo wytrych prekariat przestaje być do tego przydatne, ponieważ stało się piłką, kopaną przez chłopców, zarzucających sobie nawzajem, bardzo zresztą słusznie, alienację od problemów kobiet (nawet jeśli pracują w tej samej korpo lub są sekretarkami w tej samej rewolucyjnej redakcji).

    Lubię

  24. @K.Sz.
    „Tematem związanym z blogiem KT są nastolatki, co tu rozkminiać?”

    Ja nic tu nie „rozkminiam”, ja po prostu jestem innego zdania. Nie, ten temat nie sprowadza się tylko do nastolatek.

    ” super ciuchach (ach, żeby te projekcje były prawdziwe!).”

    Protestuję. Wyraźnie napisałem o luksusie chodzenia do pracy w rozciągniętym swetrze, na który może sobie pozwolić „doktorantka od żiżkologii lacanistycznej”. Dziewczyna z #bkś nie chodzi do pracy w markowych ciuchach dlatego, że ma taki kaprys, tylko dlatego, że jak przestanie być młoda, ładna i uśmiechnięta – to ją wywalą.

    A co do bogatego ojca – bez rodziców przynajmniej w #mmc trudno jest się dostać na te wszystkie naprawdę fajne studia, typu lacanistyka żiżkologiczna. Z mnóstwa różnych powodów, najbanalniejszym jest kwestia kapkultu, ale to nie tylko to.

    „Tematami żiżkologii lacanowskiej zajmują się wyłącznie faceci z KP (Ziżek i Lacan nie są autorami cenionymi w feminizmie)”

    Nie chodziło mi, oczywiście, o żadne konkretne nazwiska – równie dobrze moze być agambenologia sloterdijkowska. To po prostu synekdocha.

    „W gruncie rzeczy samotna matka z 2k na rękę ma być pociskiem, wycelowanym w KP”

    To takie typowe interpretacje z cyklu „jakie są PRAWDZIWE intencje autora”. Jeśli autorem jestem ja, to z góry można załozyć, że moją PRAWDZIWIE PRAWDZIWĄ intencją jest odebranie honorarium, a nie wymierzanie pocisku w kogokolwiek.

    Lubię

  25. Prawdę mówiąc ja się z tym rozpoznaniem generalnie zgadzam (tym, że kupowanie nie jest przejawem kapitalistycznej pychy, tylko przystosowania do rynku pracy, tj. przetrwania), tylko właśnie przeciwstawienie rozciągniętego swetra i ciucha za 200 zł jest dla mnie manipulacją, przypisującą kobiety do jakichś różnych obozów ze względu kojarzenia ich z jakimiś mężczyznami (ze szczególnym uwzględnieniem publicystów), od których są zwyczajnie badawczo ważniejsze. Rozpoznanie ekonomicznej klasy kobiet ok. 30 na umowach śmieciowych niezależnie w co się ubierają – rozciągnięte swetry też walczą o przetrwanie, np. tłumacząc lub robiąc redakcje książek (kto zna stawki, nie wyzwie ich od córeczek zamożnych tatusiów) i często, niezależnie od aktualnego stanu ciucha, mając dziecko, powinno chyba pójść w innym kierunku, niż celowanie zarzutem hipsterstwa w stronę Desperak, co mnie także wydaje się faux pais, delikatnie mówiąc.

    Lubię

  26. @WO:
    Przeciwstawienie doktorantek pracownicom korpo jest jednak dość zabawne, zważywszy, że drugą stronę „luksusu chodzenia do pracy w rozciągniętym swetrze” stanowi praca za darmo, a w wyjątkowych przypadkach za stypendium w wysokości 1 tys. zł. Tak więc na pewno zainteresowanie doktorantek biedą może wynikać wyłącznie z pobudek czysto estetycznych.

    Lubię

  27. @K.Sz.
    „Prawdę mówiąc ja się z tym rozpoznaniem generalnie zgadzam (tym, że kupowanie nie jest przejawem kapitalistycznej pychy, tylko przystosowania do rynku pracy, tj. przetrwania),”

    O! Kując żelazo póki gorące zauważę, że w przekrojowym tekście brak zrozumienia tego mechanizmu – tam zakup markowego ciucha z przeceny traktowany jest jako grzesny zbytek, wykroczenie przeciwko „Baumanowskej krytyce dyktatu szczęścia”.

    „przypisującą kobiety do jakichś różnych obozów ze względu kojarzenia ich z jakimiś mężczyznami”

    Rze co? Gdzie w moim tekście jest w ogóle „przypisywanie do różnych obozów przez kojarzenie z mężczyznami”? Który to jest ten mężczyzna w moim tekście? Natomiast status doktoranta/doktorantki jest jednak zasadniczo odmienny od statusu dziewczyny z #bkś. Różnice są z grubsza dwie: realia w naszym (i nie tylko w naszym) kraju są przeważnie takie, że na bycie doktorantem/doktorantką szarpie się osoba z bogatej rodziny, bo po prostu trudno się na coś takiego decydować bez dodatkowego wsparcia finansowego (bo już właściwie pracujesz, a jeszcze właściwie nie zarabiasz).

    Druga, znacznie ważniejsza, to status prawny. Prekariusz nie ma żadnych praw, w każdej chwili go mogą wywalić. To wytwarza stan ciągłego zaszczucia. Jeśli w ogóle się komuś poskarży na swój los, to w internecie, anonimowo, ale nigdy tak, żeby ryzykować, że szef go zidentyfikuje. Doktorant, mimo wszystko, może sobie pozwolić np. na mówienie o swoim statusie z sarkastycznym przekąsem, bez przejmowania się, że to dojdzie do uszu profesora. To jest kolosalna różnica w porównaniu ze statusem kogoś, kto musi CAŁY CZAS UDAWAĆ, że jest zadowolony z warunków współpracy.

    „niż celowanie zarzutem hipsterstwa w stronę Desperak, co mnie także wydaje się faux pais, delikatnie mówiąc.”

    Ale dlaczego w ogóle „zarzutem”? Jak ja bym chciał, żeby mi ktoś „zarzucił” hipsterstwo. Ciągle się stykam z ludźmi, którzy siedzą na Chłodnej 25 w charakterystycznych czapeczkach, w jednej ręce mają dramaty Strzępki, w drugiej Demirskiego, na stoliku latte i iPada, i się bardzo obrażają, gdy ktoś im „zarzuci” hipsterstwo…

    PS. To też Synekdocha, zamiast Strzępki może być Żmijewski, itd.

    Lubię

  28. Tekst z Przekroju mówił o nastolatkach, które będą miały mniej kasy niż KT, mówił też o modelu kobiecości rodem z lat 50. Nie jechał po laskach, które mniej więcej ubierają się taniej w tym samym stylu, co KT, co sugerujesz. Jak wspomniałam, umowy śmieciowe dodawane na zasadzie sosu sojowego do każdej strawy publicystycznej, wydały mi się w tym tekscie zbędne,choć to one wywołały największą dyskusję.
    Na czym polega zarzucane przeze mnie przypisywanie do różnych obozów przez kojarzenie z mężczyznami? Choćby przez dobór synekdoch wnioskuję, że masz jazdę na KP, a doktorantki w rozciągniętych swetrach przypisujesz bez reszty do tej w organizacji, w której wbrew Twoim wyobrażeniom, nie pełnią prawie żadnej znaczącej funkcji, ponieważ to bardzo męska struktura wzajemnej adoracji (temu służyła moja krytyka wyboru Żiżka i Lacana na ich opis – oczywiscie, że są kobiety nimi się zajmujące ale rzadko lub nigdy w krytykopolitycznym stylu łączenia ich ze wszystkim zajebiście rewolucyjnym na świecie.
    Jak zauważyła EK – doktorantki są prawnie studentkami, czasem mają stypendium ok 1000 zł, resztę dorabiają tłumaczeniami i redakcjami, kelnerowaniem i innymi śmieciowymi zajęciami. Skarżyć się tak samo nie mogą, bo nie obronią doktoratu lub będą mogły go obronić płacąc za niego 12.000 zł. Nie mają żadnej stabilności. Oczywiście, jest w takim życiu pewna nieredukowalna przyjemność za dość dużą cenę, ale nie sądzę, by na jej podstawie można było wyznaczać linię demarkacyjną dzielącą klasy społeczne. Robienie z nich figur uprzywilejowania jest równie nieuzasadnienione jak robienie figur uprzywilejowania z ładnie ubranych nieformalnych pracownic korpo. To się nazywa dziel i rządź i ja tego nie lubię, zwłaszcza w stosunku do kobiet, czyli do mnie.

    Lubię

  29. @K.Sz.
    „Jak wspomniałam, umowy śmieciowe dodawane na zasadzie sosu sojowego do każdej strawy publicystycznej, wydały mi się w tym tekscie zbędne,choć to one wywołały największą dyskusję.”

    No ale – jak ja z kolei wspomniałem – czepiam się akurat tego fragmentu, bo wydał mi się wyjątkowo głupi i szkodliwy, a z kolei teza „tego bloga czytają tylko nastolatki” wydaje mi się z kolei fałszywa.

    „Choćby przez dobór synekdoch wnioskuję, że masz jazdę na KP, ”

    To akurat słusznie, ale to przecież nie są tylko mężczyźni?

    „ponieważ to bardzo męska struktura wzajemnej adoracji”

    A tego to ja już, prawdę mówiąc, nie wiem. Nic nie wiem o ich strukturze. Ja ich znam praktycznie wyłącznie z ich publikacji – i wolę pozostawać agnostyczny w takich kwestiach. Gdy widzę tekst, z którym się nie zgadzam, zacytuję to, z czym się nie zgadzam i przedstawię argumenty przemawiające za moją tezą. Nie będę się babrał w tym, czy w jakiejś organizacji jest więcej czy mniej mężczyzn, czy coś w tym guście.

    „doktorantki w rozciągniętych swetrach ”

    Rozciągnięty sweter to żartobliwa antyteza markowego ciucha z przeceny. Wiem, że w praktyce to raczej dresowa bluza z kapturem, przecież widziałem zdjęcia Strzępki i Demirskiego. Bottom line: dziewczyna z #bkś nie ma prawa do tego luksusu, dla niej markowy ciuch z przeceny to nie jest zbytek, tylko przymus społeczny (co do tego, jak rozumiem, mamy zgodę).

    „Oczywiście, jest w takim życiu pewna nieredukowalna przyjemność za dość dużą cenę, ale nie sądzę, by na jej podstawie można było wyznaczać linię demarkacyjną dzielącą klasy społeczne.”

    _Klasy_ to tak naprawdę w ogóle przebiegają wzdłuż stosunków produkcji, więc akurat klas (w sensie marksowskim) bym tu nie wydzielał. Ja bym użył słowa „grupy”. Natomiast w *praktyce* jeśli ktoś się decyduje na ten tysiąc ze stypendium, chociaż mógłby już wyciągnąć dwa tysiące w #korpo, to jednak najczęściej stoi za tym bogaty tatuś/mamusia/ciocia/partner/masaj. Przymus ekonomiczny motywuje szczególnie silnie. Więc jeśli ktoś na samym początku mógł sobie pozwolić na luksus rezygnacji z pójścia do lepiej płatnej pracy – to zapewne miał ten niedostatek skompensowany inaczej. Tak do działa w realu.

    „To się nazywa dziel i rządź i ja tego nie lubię, zwłaszcza w stosunku do kobiet, czyli do mnie.”

    Ja w ogóle nie zamierzam nikim rządzić (God forbid!), więc pozwolę to sobie po prostu uznać za niemądrą nadintepretację. Gdybym się martwił tym, że ktoś może mojego tekstu nie lubić, to bym przecież w ogóle nigdy nic nie napisał.

    Lubię

  30. „Więc jeśli ktoś na samym początku mógł sobie pozwolić na luksus rezygnacji z pójścia do lepiej płatnej pracy – to zapewne miał ten niedostatek skompensowany inaczej. ”

    Tylko to nie musi być kompensacja finansowa. Niektórzy ludzie bardziej sobie cenią wolność od przymusu chodzenia codziennie rano z teczką do korporacji. Nawet za cenę niedostatku i niepewności materialnej.

    Lubię

  31. @ab
    „Tylko to nie musi być kompensacja finansowa. Niektórzy ludzie bardziej sobie cenią wolność od przymusu chodzenia codziennie rano z teczką do korporacji. Nawet za cenę niedostatku i niepewności materialnej”

    Nie wiem, jak to jest w innych miejscowościach – specjalnie w swoim tekście zaznaczyłem, że chodzi o „samotną matkę z Warszawy”. Warszawa to bardzo brutalne miasto, w którym istnieje pewna comiesięczna kwota, którą kosztuje Cię samo tylko istnienie tutaj. Po prostu bardzo drogie jest mieszkanie, dość drogie jest poruszanie się po aglomeracji, oszczędnościowy rower z różnych powodów nie zawsze może być możliwy (np. nie ma gdzie trzymać, a na klatce zajumają, itd.).

    Więc jeśli ktoś mi powie, że w Warszawie utrzymuje się sam za tysiąc złotych stypendium, to ja zrobię minę taką jak poruczknik Arek w „Krollu”, gdy podobnym tekstem poczęstował go Kuba Berger (gdy obaj siedzieli w jego mercedesie). A jeśli zasygnalizowaną wyżej kwestię „opłaty za samo bycie w tym mieście” masz rozwiązaną inaczej, np. mieszkanie kupili rodzice w prezencie za dobrze zdaną maturę, no to właśnie wracamy do kwestii „luksusu pisania doktoratu”.

    Lubię

  32. W innych miastach też nie jest lekko, to mit, że tylko w Warszawie jest ciężko. Gdzie indziej pewne rzeczy są może trochę tańsze, ale też stawki są niższe. Ale często ceny są podobne, niestety.
    Nie twierdzę, że ktoś utrzymywałby się za 1000 zł stypendium, zazwyczaj doktorant dorabia tu i ówdzie (been there, got the T-shirt). Twierdzę tylko, że wybranie takiej ścieżki nie zawsze (najczęściej nie) jest uwarunkowane posiadaniem bogatych rodziców/męża/żony. Po prostu ludzie mają różne kryteria doboru tego, co chcą w życiu robić, nie każdy ma mieszczański skrypt: praca na etat, dom, SUV i wakacje w Toskanii.

    Lubię

  33. @ab
    ” Po prostu ludzie mają różne kryteria doboru tego, co chcą w życiu robić, nie każdy ma mieszczański skrypt: praca na etat, dom, SUV i wakacje w Toskanii”

    No właśnie tu już nie chodzi nawet o takie luksusy. W Warszawie bez bogatego tatusia (cioci, itd.) po prostu musisz zasuwać po kapitalistycznyemu nie po to, żeby mieć dom i suv-a, tylko żeby wystarczyło na czynsz za kawalerkę i na kartę miejską. Trochę jak w „Alicji po drugiej stronie lustra”, gdzie trzeba bardzo szybko biec, żeby w ogóle stać w miejscu.

    Lubię

  34. @WO:
    Przecież doktoranci i doktoranci dorabiają do tego stypendium, co zostało już zresztą powiedziane.

    „Ciągle się stykam z ludźmi, którzy siedzą na Chłodnej 25 w charakterystycznych czapeczkach, w jednej ręce mają dramaty Strzępki, w drugiej Demirskiego, na stoliku latte i iPada, i się bardzo obrażają, gdy ktoś im “zarzuci” hipsterstwo…”

    Ja się z nimi nie stykam, stykam się za to z doktorantami i doktorantkami, którzy wcale nie pochodzą z uprzywilejowanych grup, a po studiach mieli wybór: doktorat za 1000 zł albo praca zmianowa w call center za zbliżoną kwotę.

    Lubię

  35. @ek
    „którzy wcale nie pochodzą z uprzywilejowanych grup”

    I nigdy nie było żadnego tatusia, który najpierw płaciłby czesne za Kuronia, a potem za SWPS (synekdocha – oczywiście, z zamianą na inne szkoły)? Póki któraś ze stron nie przywali solidnego argumentu z jakimiś statystykami, nie przekonamy się, więc proponuję zakończyć na tym rozmowę. Porucznik Arek zresztą nie próbował przekonywać Kuby Bergera, że to nieprawda, po prostu się sarkastycznie uśmiechnął. I na tym emotykonie ja ten podwątek zakończę ;->

    Lubię

  36. @ek
    „Ale to nie ja tutaj generalizuję.”

    Zdania „Tak więc na pewno zainteresowanie doktorantek biedą może wynikać wyłącznie z pobudek czysto estetycznych” zawiera generalną tezę dotyczącą zróżnicowanej grupy, a więc jest generalizacją. W czym zresztą nie ma nic złego, bo bez sądów syntetycznych ludzkość nie nauczyłaby się nawet kantować.

    Lubię

  37. @EK
    Tak ogólnie, nie uważam, że generalizacje same w sobie są czymś złym. Złe są najwyżej tzw. krzywdzące i szkodliwe generalizacje, no ale to już tautologia jest przecież.

    Lubię

  38. „Jeśli ten cytat rozumiesz inaczej, to chętnie poznam Twoją intepretację. Ja go rozumiem jako “inni mają jeszcze mniej, więc to wyłącznie nimi się będziemy interesować”.”

    Rozumiem go w ten sposób, że właśnie oskarżyłeś Izę Desperak o to, że dobiera sobie biedę, którą się zajmuje z powodu aktualnej mody. I to jest obrzydliwe.

    Lubię

  39. @szprota
    To ja jeszcze raz przeproszę, że czytając wczoraj tekst, na fb skomentowałem go, że zbyt mało „rage”. Pomyliłem się, Twoja lekkość pisania to dużo lepsze niż moje szczękościski.
    p.s. ktos może mi wyguglac teskty WO, oraz generalnie teksty z pisma, któremu nie jest wszytko jedno o ubożejącej klasie biurowej. I jak będą miał się do tekstów chwalących uzysk z elastycznego rynku pracy.

    Lubię

  40. @gothmucha
    „Rozumiem go w ten sposób, że właśnie oskarżyłeś Izę Desperak o to, że dobiera sobie biedę, którą się zajmuje z powodu aktualnej mody. I to jest obrzydliwe”

    To nie jest w ogóle oskarżenie, to dość hipoteza przyczyn, dla których jedna bieda ją interesuje, a druga już nie. Wydaje mi się prawdopodobna dlatego, że to częsty przypadek, sięgający co najmniej Młodej Polski. Ale dlaczego właściwie tak bardzo interesuje ją ta bieda, a tamta już wcale, to mi w sumie zwisa. Nie to jest treścią mojego felietonu. Co dokładnie intrygowało Lucjana Rydla w chłopach, to też właściwie pozostaje zagadką, choć podoba mi się – według Twoich kryteriów, zapewne równie obrzydliwa – hipoteza Wyspiańskiego, że wyzwolenie od miejskiego przymusu noszenia kalesonów.

    Lubię

  41. Znaczy, no, wskazanie przyczyn estetycznych zainteresowania biedą w przypadku świetlic krypolu tez odbieram jako krzywdzące.
    Na szczęście także dość obosieczne, samotne młode kobiety w wielkich miastach mogą się wydawać szalenie atrakcyjne ^^

    Lubię

  42. „Ale dlaczego właściwie tak bardzo interesuje ją ta bieda, a tamta już wcale”

    O, ja chyba rozpoznaję tę technikę dyskusji: przemycanie nieprawdy jako wspólnego punktu wyjścia.

    Lubię

  43. @WO
    Nie, nie mamy zgody co do tego, że markowy ciuch z przeceny jest przymusem społecznym dla bkś. Pracując na najniższym stopniu w korpo nie musisz być młody, ładny i udawać, że jesteś szczęśliwy z bycia dymanym bez wazeliny. Tak się składa, że trzeci rok robię na najniższym stopniu korpo i twoje projekcje na ten temat są chyba jeszcze bardziej zabawne, niż KP projekcje na temat skrajnej biedy. Najniższy stopień korpo zapewnia z reguły gównianą bo gównianą, ale całkiem stabilną umowę o pracę, nie żadną śmieciówkę. 1000 zł stypendium/gówniana pensja + dorabianie artykułami/tłumaczeniami + dzielenie lokum z chłopakiem/dziewczyną/znajomymi jest nie tylko możliwym, ale bardzo często stosowanym modelem życia (obserwacje w Krk, stawiam że w Wawie podobnie). Na moją 7% bańkę składa się spora liczba doktorantów i pracowników najniższego stopnia korpo. Ile składa się na twoją?

    Lubię

  44. @tomekrs
    „O, ja chyba rozpoznaję tę technikę dyskusji: przemycanie nieprawdy jako wspólnego punktu wyjścia.”

    Tego, że zacytowany przeze mnie fragment oznacza dezęteresmą w sprawie biedy typu „2000 samotnej matki w Warszawie”, nikt tu dotąd nie kwestionował. Kwestionowano najwyżej to, czy rzeczywiście chodzi o przyczyny estetyczne, czy jakieś inne (w tej sprawie ja akurat deklaruję dezęteresmą, bo nie w tym widzę problem).

    Lubię

  45. @ludwig bodmer
    „Tak się składa, że trzeci rok robię na najniższym stopniu korpo”

    Widocznie Twoje stanowisko nie jest opisane jako, powiedzmy, „doradca klienta”, a już na pewno nie jako „asystentka prezesa”. Gratulacje!

    „Najniższy stopień korpo zapewnia z reguły gównianą bo gównianą, ale całkiem stabilną umowę o pracę, nie żadną śmieciówkę.”

    O, to jakieś fajne korpo, kudosy dla zarządu i udziałowców. Tym bardziej, gratulacje!

    Lubię

  46. @wo
    „Tego, że zacytowany przeze mnie fragment oznacza dezęteresmą w sprawie biedy typu “2000 samotnej matki w Warszawie”, nikt tu dotąd nie kwestionował.”

    Znowu bzdura łamana przez kłamstwo. Co najmniej dwie osoby Ci wytknęły nieodrobienie pracy domowej z tekstu Izy Desperak, której taką brzydką gębę przyprawiasz.

    Lubię

  47. @tomash
    „Co najmniej dwie osoby Ci wytknęły nieodrobienie pracy domowej z tekstu Izy Desperak, której taką brzydką gębę przyprawiasz.”

    To jasne, że go sobie nie wydrukowałem i nie oprawiłem w ramki, natomiast z inną niż dezęteresmą interpretacją tego konkretnie cytatu, który konkretnie zacytowałem, jakoś się nie spotkałem. Wielce zabawnym jest to, że Ty też tej innej interpretacji przedstawić nie zechcesz.

    Lubię

  48. Jeżeli u nich nawet najniższy eszelon ma autentyczne etatówki, to w ogóle są fajni, jakby ich z zeszłego stulecia wyciągnęli. Naprawdę szczerze Ludwigowi gratuluję, ale zapewniam, że to nie jest typowy przypadek w dzisiejszych czasach.

    Lubię

  49. WO: To już jest doskonałe. Tłumaczyć jeden kłamliwy tekst drugim kłamstwem a propos Izy Desperak. No ale flekowanie za pomocą kłamstw i insynuacji kobiet, które nie przyjmują głupich komentarzy za prawdę objawioną to jakiś bardzo popularny wśród mejnstrimowych dziennikarzy.

    Skądnikąd potwierdza to opinię Desperak o mizoginii lejącej się z felietoniku…

    Lubię

  50. „Tego, że zacytowany przeze mnie fragment oznacza dezęteresmą w sprawie biedy typu “2000 samotnej matki w Warszawie”, nikt tu dotąd nie kwestionował.”

    W komciach było podsunięte badanie nad łódzkim prekariatem think-tanku feministycznego, jest w nim miejsce dla samotnych matek w Warszawie (zjawisko boat people). Zajrzałeś?

    Lubię

  51. @fronesis: Przecież Ci ludzie z Rozbratu to pewnie są utrzymywani przez bogatych rodziców i po kryjomu piją latte w Stabucks. Zresztą na pewno nie znają się tak dobrze na prekariacie jak eksperci z Agory – Ci w końcu widzą prekariat codziennie i to prekariat za 2000 zł!

    Lubię

  52. @szprota
    „W komciach było podsunięte badanie nad łódzkim prekariatem think-tanku feministycznego, jest w nim miejsce dla samotnych matek w Warszawie (zjawisko boat people). Zajrzałeś?”

    W ogóle nie czytałem komciów, ale jeśli nalegasz – zajrzę. Tylko jednak przyznasz chyba, że generalnie środowisko młodej polskiej lewicy traktuje ten temat średnio priorytetowo, skoro tyle trzeba przy tym norać. Żeby wpaść na tekst o teatrze awangardowym wystarczy po prostu zajrzeć na główną stronę krytykapolityczna.pl, a żeby się doklikać do czegoś o samotnych matkach, trzeba najpierw tu, potem tam, a potem sprawdzić komcie…

    Lubię

  53. WO, a w ogóle to w przyszłym roku wpadasz na spotkania organizacyjne warszawskiej Manify i lobbujesz za wzięciem na warsztat samotnych matek z bkś, prawda?

    Lubię

  54. @ek
    „WO, a w ogóle to w przyszłym roku wpadasz na spotkania organizacyjne warszawskiej Manify i lobbujesz za wzięciem na warsztat samotnych matek z bkś, prawda?”

    Czy ja wyglądam na działacza społecznego?

    @szpro
    „Był url, gapciu: http://www.ekologiasztuka.pl/pdf/f0099prekariat-lodz.pdf
    w komciach u mnie”

    Ej, nie napisałaś, że u Ciebie. Nie kliknąłem, bo mnie domena odstraszyła, bałem się, że tam jakiś artysta awangardowy będzie namawiał na weganizm. No więc fakt, skoro zapytano aż 13 (słownie: „trzynaście”) osób, to już faktycznie oznacza, że temat został „należycie” opisany. Cudzysłów nie z ironii tylko z tego, że to cytat z mojego tekstu – jakże, jak się okazuje, niesprawiedliwego wobec niestrudzonych badaczek 13 osób. Bardzo przepraszam. Badanie 13 osób faktycznie uratowało honor młodej polskiej lewicy. Temat odfajkowano, można przejść nad nim do porządku dziennego, czyli przewodnika po filmach Szumowskiej, czy co tam Krytyka teraz wydaje.

    Lubię

  55. Ej, no ale był link, tak krzyczeliśmy na ciebie, że nie odrobiłeś pracy domowej, że mogłeś jednak popatrzeć, co jest do odrobienia.

    A jak według ciebie należałoby opisać należycie to zjawisko? (biorąc pod uwagę, jak dobiera się grupy do badań focusowych, o których też chyba nie wiesz za wiele)

    Lubię

  56. @WO:
    Nie kompromituj się i nie pogrążaj, to były badania jakościowe, a nie ankietowe i o ich jakości nie decyduje liczba przebadanych.

    „Jakże, jak się okazuje, niesprawiedliwego wobec niestrudzonych badaczek 13 osób”.

    Idę zwymiotować.

    Lubię

  57. @szprota
    „Ej, no ale był link, tak krzyczeliśmy na ciebie, że nie odrobiłeś pracy domowej, że mogłeś jednak popatrzeć, co jest do odrobienia”

    No ale ja od razu wiedziałem, że na pewno znajdzie się jakiś jeden listek figowy w postaci jedneg czy dwóch badań, o których pies z kulawą nogą nie słyszał. Stąd zastrzeżenie „należycie”.

    „A jak według ciebie należałoby opisać należycie to zjawisko?”

    W sensie, co ja bym zrobił, gdybym miał nieograniczony budżet (itd)? Przede wszystkim chciałbym mieć z tego osobną książkę (taką, jaką Krytyka Polityczna obdarzała już tematy absurdalnie niszowe), a w tej książce dążyć do w miarę wszechstronnego opisania zjawiska prekariatu, nie ograniczającego się tylko do jednego miasta, jednej płci czy jednej grupy społecznej. Wokół tej książki chciałbym wywołać debatę społeczną, w rodzaju takich, jakie Krytyce udawało się rozkręcać wobec mniej masowych zjawisk – wykorzystując ich pijarowy atut, jakim jest to, że mainstreamowe media jedzą im z ręki i zawsze chcą ich pochwalić, pogłaskać i zaprosić na wywiad-rzekę. To jest zresztą w ogóle fajny moment na tę debatę, bo kwestii prekariackiej bardzo mi brak w dyskusji o wydłużeniu wieku emerytalnego (a przecież jeśli pominąc tę kwestię, ta dyskusja jest tak absurdalnie bezprzedmiotowa, że nie chcę jej nawet zaszczycać maniem – albo i nie maniem – jakiegokolwiek zdania).

    W każdym razie, dążyłbym do zrobienia z tego tematu dużego KA-BOOM!, a nie jakiegoś pedeefa do ściągnięcia z czyichś komciów. No ale oczywiście nic tu ode mnie nie zależy, ja tylko odpowiedziałem na pytanie „jak według mnie byłoby należycie”.

    Lubię

  58. „O, to jakieś fajne korpo, kudosy dla zarządu i udziałowców”
    skąd wy bierzecie te informacje o umowach śmieciowych w dużych korpo? przepracowałem w nich ostatnie 11 lat mojego życia: w fabryce podwarszawskiej (zatrudnienie w czasach świetności 4tys osób), w usługach kurierskich (razem z kurierami ok 2-3tys pracowników, Wawa), w handlu B2B (zatrudnienie ok 1tys osób, Toruń) i teraz w handlu detalicznym (zatrudnienie ok 1,2tys osób). Formy zatrudnienia mogąca podlegać pod określenie śmieciowej, które zaobserwowałem:
    – kurierzy pracujący na podstawie własnej działalności gospodarczej, wynagradzani w zależności od ilości dostarczanych paczek,
    – ochroniarze zatrudniani przez firmy trzecie (a przynajmniej domyślam się, że w tych różnych Securitasach mają raczej śmieciówki),
    – studenci-stażyści zatrudniani na parę miesięcy, gdzie sytuacja od początku jest jasna – możemy zaoferować tylko coś takiego i wynosisz po paru miesiącach kontakty, wiedzę i wpis w cv. Ten ostatni przypadek znam akurat dość dobrze, bo zatrudniam studentów 4-5 roku co lato na 3 miesiące i polecałem już 2 z nich w innych robotach u znajomych, a kilku innych zostało w korpo bo akurat gdzieś zrobił się wakat.
    Nie ma co ukrywać, że poza kurierami, gdzie sytuacja jest dla mnie trochę dwuznaczna (vide taksówki zatrudniane przez korporacje taksówkarskie), reszta to był margines zatrudnionych. Większość pracowników (czy to biurowych, czy fizycznych) przychodząc do tych dużych korpo, które znam, dostaje umowę na czas określony (max kilka mscy, w korpo patrzy się na prawo pracy, które zakazuje przedłużek w nieskończoność) w celu sprawdzenia jak nam się razem pracuje, a potem jak pracownik sprawdzi się, to już na stałe, żadne czasówki. Wykształcenie przez kilka miesięcy pracownika, żeby poznał trybiki korpo, to zbyt kosztowny proces, żeby zatrudniać co pół roku nową osobę, w działach, gdzie tak dzieje się, wydajność i jakość pracy spadają drastycznie, been there seen that. Śmieciówki to chyba raczej domena małych średnich przedsiębiorstw, a nie korporacji, wprawdzie powyżej to było tylko anecdata, które wyrobiło mi ten pogląd, ale szybki gugiel doprowadził mnie choćby tu:
    http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/585300,na_kilka_lat_zapomnij_o_etacie_ale_to_jeszcze_nie_koniec_swiata.html
    i tu:
    http://www.podlaskie.strefabiznesu.pl/artykul/firmy-niechetnie-zatrudniaja-na-etat-77448.html

    „Pracując na najniższym stopniu w korpo nie musisz być młody, ładny i udawać, że jesteś szczęśliwy z bycia dymanym bez wazeliny.”
    może nie do konca – jak jawnie pokazujesz reszcie, że masz wszystko w d, to w końcu ktoś jednak pokaże ci środkowy palec i pomacha na pożegnanie. Ale przede wszystkim WO pisał o recepcjonistkach i ludziach od obsługi klienta, a tutaj trzeba udawać dobry humor z definicji stanowiska, i to nie tylko w korpo, ale też w warzywniaku, jeśli chcesz mieć klientów.

    Lubię

  59. @wo
    Ja nie wiem jaki budżet ma KP, może nieograniczony nie wiem? Nie wiem, tez jaki budżet ma Ewa Charkiewicz i Think Tank Feministyczny. Może nieograniczony jak piszesz?
    p.s. wiem, że nie jesteś na tyle dobrze wychowany aby odpowiedzieć na komentarz (vide flejm u MRW), ale w zaskakujący sposób ciągle definiujesz lewicę poprzez KP, nie zauważając np. swojego kolegi P. Wielgosza i Le Monde (trzymając się Wwy) chociażby, pomijam nie znany Ci świat poza Wwą, patrz linki wyżej.

    Lubię

  60. Nie wdając się w detale flejma, trzeba mieć zupełnie urwane od [zagadka] żeby się oburzyć, że ktoś się zajmuje skrajną nędzą bardziej niż mniej skrajną.

    No i przekłamywanie, że skoro jednym zajmują się bardziej niż drugim to to drugie ich jebie, to to jest standardowe ad hominem konserwatystów przeciw wszelkim ruchom progresywnym. Feministki zajmują się dużo aborcją -> zajmują się tylko aborcją -> nie obchodzą ich inne problemy kobiet -> w ogóle nie obchodzą ich problemy kobiet, są feministkami tylko dla mody/rozgłosu/pieniędzy, itd.

    WO to typowy fauxgressive – niby liberał(l), tylko tak przywiązany do swoich kyriarchalnych przywilejów, że reaguje wybuchami narcyzmu i krętactwa na wszelkie próby poszerzenia jego ram poznawczych.

    Lubię

  61. @szprota
    z kolei moje doświadczenia z matkami (zakładam, że o nie chodzi) są takie, że jednak znajduje się dla nich miejsce po powrocie (przedelegowywane do innych rzeczy), a ludzie zatrudniani na ich miejsce raczej są na stałe. A poza tym jaką miała umowę na to zastępstwo? o dzieło czy czasówkę? a jeśli czasówkę, to dwa razy po roku? Bo wiesz, że trzecia umowa ma być już na stałe? A umowa na rok czasu, to już nie i tak najgorzej – można trochę sobie poukładać w życiu, nie jest to zbyt odmienne od umowy na stałe (zakładanie, że praca jest dana na zawsze, to chyba tylko na niektórych państwowych, a wszędzie indziej i tak mogą zwolnić cię w przeciągu miesiąca czy trzech jak już pracujesz dłużej)

    Lubię

  62. Znaczy: rozmawialiśmy o tym przy okazji wcześniejszych notek; część korpo nie daje złych warunków jak na resztę pracodawców. Ale to, co daje korpo to powinien być minimalny standard, a nie oh wow.

    Lubię

  63. @szprota
    no to od tego jest już sąd pracy. a żeby przekonać cię do nich, inne anecdata: moja koleżanka byla zatrudniona w MŚP na umowie o dzieło i przed sądem udowodniła, że jej praca nosiła znamiona pracy na etat, i że jej zwolnienie powinno przebiegać zgodnie z zasadami przynależącymi do tej formy zatrudnienia. i korpo, w których pracowalem, nie miały tego w dupie – to była raczej cecha firm wąsatych polaków

    Lubię

  64. „co daje korpo to powinien być minimalny standard, a nie oh wow”
    100% racji, ale to stereotyp złego korpo jest bardziej rozpowszechniony niż MŚP, i to właśnie powoduje moje wynurzenia/ulewy lurkerowskie

    Lubię

  65. @noname
    „Nie wdając się w detale flejma, trzeba mieć zupełnie urwane od [zagadka] żeby się oburzyć, że ktoś się zajmuje skrajną nędzą bardziej niż mniej skrajną”

    A ktoś tu się oburza? Ja tylko stwierdzam boleśnie oczywisty fakt, że młoda polska lewica poświęca dużo więcej uwagi sloterdijkowskiej dekonstrukcji baletu awangardowego, niż korpoprekariatowi. Przeczysz temu?

    „WO to typowy fauxgressive – niby liberał(l),”

    Tak, to bardzo celna charakterystyka. Strasznie chcę udawać liberała, niestety niespecjalnie mi to wychodzi, dlatego ciągle jestem tylko „niby” liberałem. Jeremi Mordasewicz by to wykrył nawet bez dwugodzinnego docierania bezpośredniego.

    Lubię

  66. „sądy pracy, komu się chce”
    sądy rodzinne, komu się chce, policja, prokuratura, komu się chce – możesz tak podciągać dużo rzeczy pod „komu się chce”. oczywiście można olać, ale wtedy pretensje do siebie, że pozwala się na takie traktowanie – prawo jest takie, że chroni cię przed tym traktowaniem.

    Lubię

  67. Wiesz, problem z ludźmi w takiej na przykład Łodzi jest taki, że nie bardzo mają wyjście: mają do wyboru zgodzić się na śmieciówkę i upchnąć godność i szukanie sprawiedliwości po sądach pracy albo bezrobocie.

    Lubię

  68. @lysaczi

    Wiesz, jak się walczy o przetrwanie do pierwszego, to to jest bardzo specyficzne „nie chce się”, a prawo pracy omija najczęściej przecież tych którzy zarabiają najmniej.

    Lubię

  69. @lysaczi
    „sądy rodzinne, komu się chce, policja, prokuratura, komu się chce – możesz tak podciągać dużo rzeczy pod “komu się chce”. oczywiście można olać, ale wtedy pretensje do siebie, że pozwala się na takie traktowanie – prawo jest takie, że chroni cię przed tym traktowaniem”

    No ale teraz rozumujesz na takiej zasadzie, że po co kampanie społeczne na temat przemocy w rodzinie, skoro istnieją przepisy prawne, więc to w ogóle wina ofiar, że nie korzystają z wszystkich przepisanych prawnie środków.

    @szprota
    „Wiesz, problem z ludźmi w takiej na przykład Łodzi jest taki, że nie bardzo mają wyjście: mają do wyboru zgodzić się na śmieciówkę i upchnąć godność i szukanie sprawiedliwości po sądach pracy albo bezrobocie.”

    W stolycy nie jest aż tak bardzo inaczej.

    Lubię

  70. dodam tylko w tej rozmowie, że wszyscy których znam, którzy poszli do sądu pracy, poszli tam po rozwiązaniu stosunku pracy, w zemście oraz ewentualnie żeby coś dostać jeszcze do ręki

    @wo – owszem, proporcje zaburzone, ale też niekoniecznie potrzebna jest kampania uświadamiająca o prawach obywatelskich na każdy temat. Jeśli to z kolei jest duży problem, że ludzie nie wiedzą (a raczej teza była że im się nie chce niż że nie wiedzą że można albo boją się), to oczywiście kampania typu walcz o swoje jest potrzebna

    @noname „prawo pracy omija najczęściej przecież tych którzy zarabiają najmniej” not really, nie mogę zgodzić się z tym, ale w sumie nie będę komentował takiego ogólnego stwierdzenia

    Lubię

  71. @lysaczi
    „owszem, proporcje zaburzone, ale też niekoniecznie potrzebna jest kampania uświadamiająca o prawach obywatelskich na każdy temat. ”

    Moje skromne zdanie jest takie, że kampania skierowana do korpoprekariatu jest teraz numer jeden na liście najbardziej potrzebnych, spychając na dalsze pozycie propagowanie teatru awangardowego czy nawet wegetarianizmu.

    „Jeśli to z kolei jest duży problem, że ludzie nie wiedzą”

    Częściowo nie wiedzą, częściowo są zastraszeni. Szatańska zmyślność tego układu polega na tym, że żadna osoba zatrudniona na śmieciówce nie odważy się pod nazwiskiem powiedzieć, że jej cokolwiek się nie podoba.

    Lubię

  72. @szprota
    „Tak, ja wiem, że trzecia umowa musi być na stałe, korpo ma to w dupie.”
    Uniwerki też to ostatnio praktykują.
    A bawiąc się w kiepską pseudo analizę, to pewnie ten cały flejm z WO, jak i jego felieton to wynik rozmowy na korpostołowce, gdy jako działacza związkowy (ta związkowość naprawdę mi się niezłośliwie podoba) zaczepiła go owa mityczna samotna matka. I nagle WO ujrzał problem!
    p.s. czemu on ciągle pisze o KP (Przekrój to zespół KP i post GW)?

    Lubię

  73. „dlaczego nie?” bo jest zbyt ogólne i pasuje bardziej pod opinię niż stwierdzenie faktu

    „Szatańska zmyślność tego układu polega na tym, że żadna osoba zatrudniona na śmieciówce nie odważy się pod nazwiskiem powiedzieć, że jej cokolwiek się nie podoba.”
    jak napisałem, większość osób odważa się po zwolnieniu, i to jest mechanizm, który w jakiś sposób ratuje sytuację (albo ratowałby, gdyby nie potencjalny brak wiedzy, że coś takiego jak sąd pracy istnieje)

    Lubię

  74. @“dlaczego nie?” bo jest zbyt ogólne i pasuje bardziej pod opinię niż stwierdzenie faktu

    No ja z tego zrozumiałam, że masz jakieś kontrprzykłady na to, że omijanie prawa pracy nie dotyczy tych, którzy zarabiają najmniej.

    Lubię

  75. @lysaczi
    „jak napisałem, większość osób odważa się po zwolnieniu”

    No nie, „większość” to na pewno nie jest właściwe słowo. Mamy teraz spowolnienie, wiele film zwalnia – ilu masz tych, którzy nabrali odwagi po zwolnieniu? Moim zdaniem, to nadal jest niestety mniejszość i to strasznie przygnębiająco nieliczna mniejszość. W przypadku osoby na śmieciówce to jest szczególnie zrozumiałe – boi się wilczego biletu. Może być w swojej branży kojarzona jako osoba, która pozwała swojego poprzedniego pracodawcę. Kiepsko to wygląda w siwi (a że se sam nie wpiszesz, to jeszcze nie znaczy, że to nie dotrze do potencjalnego następnego pracodawcy).

    „(albo ratowałby, gdyby nie potencjalny brak wiedzy, że coś takiego jak sąd pracy istnieje)”

    Czasem to rzeczywiście kwestia niewiedzy, ale czasem zimna pragmatyczna konieczność. Wyobraź sobie, że jesteś na śmieciówce, a więc w oczach swojego pracodawcy (i zapewne także w oczach następnego), nie masz w ogóle żadnych praw pracowniczych – do urlopu, do zwolnienia, do BHP nawet. Nie tylko mogą cię w każdej chwili zwolnić, ot tak (robię tutaj gest pstryknięcia palcami), ale nawet nie muszą ci zapłacić (nie chcę zamulać bloga szczegółami, ale śmieciówkowców robią w konia na wiele sposobów, a co jeden, to bardziej przemyślany). To naturalne, że popadniesz w końcu w zmuzułmanienie, że lepiej się po prostu nie wychylać, lepiej porzucić szaloną myśl typu „jestem obywatelem demokratycznego państwa, mam jakieś prawa”. I to może być w tych warunkach naprawdę optymalny wybór, jak będziesz sobie powtarzać, że masz jakieś prawa, to sobie w końcu jakichś kłopotów narobisz.

    Lubię

  76. „No ja z tego zrozumiałam, że masz jakieś kontrprzykłady na to, że omijanie prawa pracy nie dotyczy tych, którzy zarabiają najmniej”
    ej, ale to nie moja teza była pierwsza, i nie ja ją muszę udowadniać przykładami? najpierw było „omijanie prawa pracy nie dotyczy tych, którzy zarabiają najmniej” i do tego przydałyby się jakieś argumenty najpierw. Wtedy bym dopiero zastanowił się nad kontrprzykładami, wcześniej to tylko opinia nie poparta niczym

    Lubię

  77. „W przypadku osoby na śmieciówce to jest szczególnie zrozumiałe – boi się wilczego biletu. Może być w swojej branży kojarzona jako osoba, która pozwała swojego poprzedniego pracodawcę.”

    halo, ale kto ceniony w branży dostaje śmieciówkę? proporcje! przykłady! a w ogóle to przecież nie napisałem, że większość ludzi po zwolnieniu idzie do sądu, napisałem, że większość osób, które idzie do sądu, robi to dopiero po zwolnieniu.

    Lubię

  78. @lysaczi
    „halo, ale kto ceniony w branży dostaje śmieciówkę?”
    A kto tu mówi o jakichś problemach specyficznych dla ludzi „cenionych w branży”? Pomijając, że w niektórych branżach nie ma innych umów.

    Lubię

  79. @ noname, szprota
    „A kto tu mówi o jakichś problemach specyficznych dla ludzi “cenionych w branży”?”
    wo napisał – „Może być w swojej branży kojarzona jako osoba, która pozwała swojego poprzedniego pracodawcę.” Jeśli ktoś jest kojarzony w branży, to jest to dla mnie tożsame (z pewnymi wyjątkami oczywiście), że jest ceniony.

    @ noname”Pomijając, że w niektórych branżach nie ma innych umów.” przyklady pls, branży gdzie nie ma innych umów i gdzie pójście do sądu grozi banem ze strony branży

    Lubię

  80. @lysaczi
    „Jeśli ktoś jest kojarzony w branży, to jest to dla mnie tożsame (z pewnymi wyjątkami oczywiście), że jest ceniony”

    To tak absurdalny non sequitur, że nawet nie wiem, od której strony polemizować. Możesz być przecież kojarzony w branży choćby jako osoba, której wyjątkowo paskudnie jedzie z gęby, na przykład.

    Lubię

  81. @ szprota
    o, wlasnie zobaczylem skad nieporozumienie o to prawo pracy, porownaj oryginalne zdanie noname’a: “prawo pracy omija najczęściej przecież tych którzy zarabiają najmniej” vs swoja wersje: „omijanie prawa pracy dotyczy tych, którzy zarabiają najmniej”. Oczywiscie, ze latwiej jest oszukac tych co zarabiaja mniej, ale to nie znaczy, ze prawo pracy ich omija w swoim brzmieniu.

    Lubię

  82. @wo „To tak absurdalny non sequitur, że nawet nie wiem, od której strony polemizować”

    naprawde znasz tyle osob z przyslowiowym wilczym biletem za pojscie do sadu z bylym pracodawca, ktore byly znane tylko z tego powodu w branzy, a wczesniej nikt nie slyszal o ich osiagnieciach zawodowych? pytam z ciekawosci, bo w sumie pytanie chyba skierowane do jedynej osoby dobrze znajacej ten problem – pewnie organizujac zwiazek w agorze brales ewentualnosc bana w branzy pod uwage i zastanawiales sie na ile „pseudokonflikt” z pracodawca bedzie ci szkodzil w srodowisku

    Lubię

  83. @lysaczi
    „naprawde znasz tyle osob z przyslowiowym wilczym biletem za pojscie do sadu z bylym pracodawca, ktore byly znane tylko z tego powodu w branzy, a wczesniej nikt nie slyszal o ich osiagnieciach zawodowych? ”

    Odwrotnie – już Twoje zdanie o „większości osób, które nabiera odwagi po zwolnieniu”, nijak się ma do świata, który znam. Ja znam głównie ludzi, którzy się boją nawet odwołać do sądu pracy, kiedy ewidentnie mieliby szanse.

    „pewnie organizujac zwiazek w agorze brales ewentualnosc bana w branzy pod uwage i zastanawiales sie na ile “pseudokonflikt” z pracodawca bedzie ci szkodzil w srodowisku”

    Eeee, #upadekprasypapierowej wywołuje – przynajmniej u mnie – postawę ogólnego wyluzowania. No co ja mam do stracenia, zaproszenie na bal kapitański na Costa Concordia?

    Lubię

  84. @niektórzy komentujący

    Bardzo ładnie pokazaliście, że artykuł WO uderzył w samo sedno problemu. O samotnych matkach i braku należytego rozgłosu.

    Pokazał też, że nie widzicie codziennego świata, w którym się poruszacie, bo problem nie dotyczy tylko korporacji, ale i (pewnie) setek tysięcy sklepików, butików, punktów usługowych, restauracji, kanapkacji, informacji etc. Nie zastanowiło Was, że przyzwoicie ubrana kobieta, która właśnie Was obsługuje z uśmiechem, kompletnie „zlała” Wasz akurat kiepski humor? Bo nie ma wyjścia i musi być ładna i uśmiechnięta podczas kontaktu z klientem od punktu 9 do punktu 17 nonstop?

    Itd. itd.

    Lubię

  85. @bardzo głupi komentujący(a)

    nie widzicie codziennego świata, w którym się poruszacie, bo problem nie dotyczy tylko korporacji, ale i (pewnie) setek tysięcy sklepików, butików, punktów usługowych, restauracji, kanapkacji, informacji etc.

    I tam wszyscy zarabiają 2 tysiące na rękę, a nigdy tysiąc na czarno ani 800 na umowę zlecenie.
    I oczywiście zauważenie tych ludzi jest wyrazem pogardy dla wszystkich wykonujących alienującą pracę za większe pieniądze. Genialne.

    Lubię

  86. WO, akurat w marcu łódzka KP przygotowała cykl spotkań dotyczących nierówności społecznych, w tym prekariatu.

    7 marca Wojciech Woźniak mówił o różnych sposobach pokazywania biedy. Było też o biednych-pracujących.

    14 marca w łódzkiej KP odbyło się spotkanie dot. strajku pielęgniarek:
    https://www.facebook.com/events/363265940371183/

    20 marca Rafał Bakalarczyk mówił o różnych rozwiązaniach stosowanych w dożywianiu dzieci i wsparcia materialnego.U Warzywody-Kruszyńskiej było (http://www.wzlot.uni.lodz.pl/pub/dokumenty/123230.pdf) o tym, że z takich programów w Łodzi korzystają również biedni-pracujący.

    W czerwcu będę prowadził cykl spotkań dotyczących edukacji, będzie też o programach pozwalających na dokształcanie osób już pracujących. Cykl będzie fragmentem szerszej całości wykładów, związanych z różnymi aspektami lewicy. Jak na główną oś działalności łódzkiej KP nie widzę tu specjalnie dużo Żiżków i Sloterdijków:

    marzec – Pracownia Sprawiedliwości Społecznej
    kwiecień – Pracownia Zrównoważonego Rozwoju Miejskiego
    maj – Pracownia Głównych Nurtów Feminizmu
    czerwiec – Pracownia Nowej Edukacji

    Piszę z perspektywy łódzkiej, bo tutejszą robotę znam najlepiej. Wiem, że cieszyńska KP też prowadzi podobne warsztaty i wykłady.

    Lubię

  87. Bieda to nie powinien byc rynek dla lewicy, a rynek dla przedsiebiorczosci. Pracodawcy konkurujacy o pracownikow – to jedyny znany sposob na biede.
    Na dzien dzisiejszy powinniscie miec:
    – 285 tysiecy zespolow muzycznych;
    – 10 tysiecy festiwali;
    – 4 tysiace galerii sztuki.
    I to wszystko nie za kase podatnika, tylko – calosciowo – nakrecajace goospodarke i wplacajace pieniadze do budzetu.

    Lubię

  88. @mtldigger
    Pracodawcy konkurujacy o pracownikow – to jedyny znany sposob na biede.

    Pracodawcy konkurujący o pracowników? Ostatni raz mieliśmy coś takiego w 1350 r. Trzeba by jednak wymyśleć jakieś nowocześniejsze metody depopulacji.

    I to wszystko nie za kase podatnika, tylko – calosciowo – nakrecajace goospodarke i wplacajace pieniadze do budzetu.

    Popraw strukturę tego zdania, bo jest niezrozumiałe.

    Lubię

  89. @ 1. Ja mowie o tym zebyscie przestali jeczec, biedactwa, rozejrzeli sie co jest do zrobienia i policzyli czy da sie to zrobic w sposob przynoszacy zysk. Zapewniam was ze bardzo duzo ida sie robic zyskownie. Kultura na pocztek – bo latwo i wszyscy lubia. A to spowoduje zwiekszenie zapotrzebowania na pracownikow. Zamiast rynku pracodawcow bedzie rynek pracobiorcow. Ci najlepsi pracodawcy sobie poradza. Ty interpretujesz terminy „pracodawca”” i „pracobiorca”” jakby to odnosily sie do indyjskich kast, czy sredniowecznych stanow.
    2. kiss my ass, unless you’re a woman .

    Lubię

  90. @mtldigger
    Ja mowie o tym zebyscie przestali jeczec

    A kto jęczy?

    Zapewniam was ze bardzo duzo ida sie robic zyskownie.

    Pytanie kontrolne: czy potrafisz odróżnić zysk od renty ekonomicznej?

    Kultura na pocztek – bo latwo i wszyscy lubia. A to spowoduje zwiekszenie zapotrzebowania na pracownikow. Zamiast rynku pracodawcow bedzie rynek pracobiorcow. Ci najlepsi pracodawcy sobie poradza.

    I smell bullshit.

    Ty interpretujesz terminy “pracodawca” i “pracobiorca” jakby to odnosily sie do indyjskich kast, czy sredniowecznych stanow.

    Przodująca gospodarka kapitalistyczna US of A od jakiegoś czasu tak wygląda.

    kiss my ass, unless you’re a woman

    Mogę cię przekląć.

    Lubię

  91. @Nahasz

    Synku, ja nie dyskutuje, tylko informuje. W USA jest 2 miliony bezdomnych, ale 315 nie jest.
    Wyliczenie ktore podalem wyzej sa szacunkowe ale dosc dokladne. I nie robi to dobrego wrazenia, ze sami na to nie wpadliscie.

    Lubię

  92. @mtldigger

    No wiesz, jakoś tak spojrzawszy na te sto dwadzieścia parę komentarzy jakoś nie wpadłem na to, że dyskusja do tej pory dotyczyła problemu bezdomności w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.

    PS: Ja nie robię błędów ortograficznych w twoim nicku.

    Lubię

  93. @ Nahasz

    Po prostu niewlasciwie definiujecie problem. Jedyne co moze wyniknac z „dostrzegania biedy” to Karpman drama triangle – warto sie w pore zapoznac.
    Co do kreacji miejsc pracy – najpierw sprobuj, potem powiedz mi czy sie da, czy nie.
    ……..
    Nie bede sie tlumaczyl z literowek ani interpunkcji, intencji urazenia nie bylo.

    Lubię

  94. @ Nahasz

    Jeszcze raz. W PRL-u mozna bylo biadolic i sekretarz partii interweniowal. W wolnym swiecie od ludzi uprzywilejowanych, czyli takich jak wy, oczekuje sie ze beda liderami.
    Zawartosci KP nawet wysmiac mi sie nie chce, ale wyglada na dobrze prosperujacy biznes i to juz jest ok.

    Lubię

  95. @jebałciępies

    Won.

    @schody do nieba
    Po prostu niewlasciwie definiujecie problem. Jedyne co moze wyniknac z “dostrzegania biedy” to Karpman drama triangle – warto sie w pore zapoznac.

    Być może niektórym przydałaby się psychoterapia, ale wybacz, to nie jest dla mnie rozwiązanie systemowe.

    Lubię

  96. @ Nahasz

    Ja ani przez chwile nie mialem na mysli rzadzenia swiatem. Jedyne rozwiazanie systemowe jakie przychodzi mi na mysl to – „move your ass, mind will follow”. Hiszpanie nie tylko robia wspaniale manify, ale cale protest-miasteczka buduja. Nie zauwazylem czy cos konkretnego z tego wyniklo.

    Lubię

  97. Pracuję w supermarkecie, mamy nieustanne niedobory kadrowe, regularne zwolnienia lekarskie, sytuacja taka że kierownicy zapierdalają w półkach czy na ciągu. To jednak wcale nie sprawia że zarząd decyduje się uatrakcyjnić warunki zatrudnienia (mimo że mamy największy obrót w sieci). Po co? Skoro 5 może zapierdalać jak 10 za mniejszą stawkę. No bo przecież dajemy im umowę o pracę. Co prawda na czas określony i za 1,5k (brutto) i Kruk dzwoni co chwila do biura prosząc kolejnych pracowników no ale to na pewne lepsze niż prekariat. Bo przecież w drodze do domu dostajemy zupę z wkładką od działaczy pozarządowych a w autobusie (bilet też kupiony przez fundację rewitalizacji magazynierów i kasjerów) czytamy sobie redaktorów krytyki politycznej (w końcu dla proletariatu egzemplarze są za darmo) jak nas duchowo i moralnie wspierają. Co prawda rzadko kiedy mamy dylemat spod znaku czerwony banknot na latte czy na gaz ale na pewno nasza sytuacja jest stabilniejsza (no umowa o pracę), widoczniejsza (a przez to łatwiej wspieralna przez prężne ngosy) i ogólnie lepsza i różowsza od biednego niedostrzegalnego prekariatu.

    Lubię

  98. Nie no, ale poważnie chcecie się kłócić za przykładem WO, która bieda jest słuszniejsza moralnie, godniejsza uwagi mediów i bardziej wstrząsająca? Będzie jakaś licytacja?
    Toż to prostą drogą prowadzi do wspaniałej estetyzacji, rzewnych reportaży ze skrzypcowym solo w tle i brudnym kadrem na wyszczerbiony mur, a redaktor Jaworowicz otworzy usteczka i zada trzy pytania retoryczne, zaplatając nogi siedem razy wokół fotela = ale NIE PROWADZI do jakichkolwiek sensownych rozwiązań potrzebnych samym zainteresowanym, nie?

    Lubię

  99. @szprota

    Nie moja wina ze nie rozumiesz co biala bwana do ciebie mowic. Czeba sie bylo uczyc. Moglabys pracowac w czeba industry. Czeba to, czeba tamto, sysko czeba., no bo taka jest poczeba.
    mtldigger pozdrawia polska zlota mlodziez.

    Lubię

  100. @schody do nieba

    Nie wiem, którym językiem lepiej z tobą mówić, spróbuję więc tego drugiego.

    First of all, I have to warn you, that you discuss with mostly reasonable people, so your strategy involving dumbass comments will lead you to nowhere.

    Back to the topic. I have taken a look on your blog and your blog’s blogroll to get better picture of your background. I admit I find it appaling that, despite you have been reading blog of Brad DeLong, yet you seem to be inapable of distinguishing between ie. structural and cyclical unemployment, and furthermore you claim that lack of virtue of entrepreneurship among poor people is the sole root of poverty. I’m disappointed. Please, do consider, that phenomenon of innovation (which apparently fascinates you) does not occur in vacuum, because producers and consumers are not the only actors. By boldly ignoring cultural, social and political dimension of economical system, one commits great error of tunnel vision.

    Lubię

  101. @naima
    „Nie no, ale poważnie chcecie się kłócić za przykładem WO, która bieda jest słuszniejsza moralnie, godniejsza uwagi mediów i bardziej wstrząsająca?”

    Ja w ogóle nie używam pojęć „słuszniejszy moralnie”, bo moralność jest jak pupa, każdy ma własną. Niektóre formy biedy po prostu wydają mi się niedostatecznie opisane, to wszystko.

    Lubię

  102. @ Nachasz

    1. Living on modest means is not poverty.
    2. There is no such thing as „poor people”. Each instance of poverty is unique. Solutions may involve: changing bus schedule, moving to another place, better money-management, luring investment into the area, starting a micro-business, upgrading skills, building a 15-km railway line, psychoterapy, voting for a perticular party, change of industrial policy, etc..
    3. Someone with a degree in: arts, fine arts, sciences, management, marketing, computer whatever, who cannot make ends meet, needs to seriously look at enterpreneurship as a viable option.

    One thing I agree with you – culture in Poland seems to be extremely hostile to enterpreneurship.

    Lubię

  103. @Sergio:
    właśnie przeczytałam, pełny podziw za spokój z jakim piszą.
    Na rewolucję poglądów u WO nie liczę, ale cieszę się, że ten głos poszedł w świat.

    Lubię

  104. @tekst w Przekroju: (przeklejam swoją argumentację z wczorajszej wymiany zdań na g+) nie jest zły, ale IMHO wkrada się weń ten sam błąd, co we wcześniejszym tekście o Kasi Tusk: tłuczenie jej za lansowanie łatwiejszego życia poprzez konsumpcję. Innymi słowy znów między wierszami piszą, że łatwiejsze życie nie jest godne szacunku.
    A prekariat tyra za marne grosze i z niepewnością jutra, naprawdę ostatnie, co można mu wmawiac, to że powinien przestać tęsknić za łatwiejszym.
    Zwłaszcza gdy nie proponuje się (rozsądnej) alternatywy.

    I jeszcze ten fragment: ” To prawda, że doktorantka w swetrze posiada coś, czego nie ma asystentka w call center – kapitał kulturowy, który pozwala językowo, estetycznie i pod względem stylu życia odróżnić się od doradczyni klienta oraz być może – zdiagnozować sytuację niestabilności, która jest jej udziałem” – po prostu nieprawdziwy, bo prekariat to między innymi to, że doktorantka w swetrze bierze pracę w call centre, bo zarobi minimalnie więcej niż te upokarzające grosze na uczelni.

    Lubię

  105. @szprota
    „Innymi słowy znów między wierszami piszą, że łatwiejsze życie nie jest godne szacunku.”

    Nawet nie między wierszami, to przecież jest w leadzie. „Jak przekonać biurową klasę średnią do  lewicowych postulatów? Najpierw skończmy z  wszechobecnym wychwalaniem konsumpcji”. Jak już pozwoliłem sobie z tego zażartować na Fejsie, jeśli komuś się wydaje, że hasło „wyrzeczcie się konsumpcji!” będzie kluczem do wygrania serc i umysłów BKŚ, to temu komuś odjechał już nawet nie peron, ale cały dworzec.

    Lubię

  106. gdy czytam o śmieciowych umowach w warszawskich korpo, trochę się dziwie. też jestem na samym dnie korpodrabiny, umowę dają nieśmieciową i 2800 na rękę.kolega z roku w innej korpo.( obydwoje jestesmy po studiach humanistycznych) ma 2700 .nie sa to kokosy, ale nie jest tez to hiperniska pensja,jak sie okazuje…. to taka polityka utrzymania niewolnika myślę.. az strach szukac pracy gdy sie w takim lux miejscu pracuje, bo po drugiej stronie czeka tylko 2000 na zlecenie (np w Agorze).to wybijam sobie ambicje z głowy.. z przerwami i dress code’em tez bym nie przesadzala. niby jest, ale sie go raczej nie przestrzega(tzn. gdy ktos nie przestrzega nie ma afery). dowiedzialam sie ze pracuję w prekariackim niebie…:/ powinnam być zadowolona a moj pracodawca powinien otrzymac tytul pracodawcy roku??zmartwilam sie troche, bo myslalam ze jest troche lepiej na rynku…

    Lubię

  107. @rita
    „gdy czytam o śmieciowych umowach w warszawskich korpo, trochę się dziwie. też jestem na samym dnie korpodrabiny, umowę dają nieśmieciową i 2800 na rękę” (…) „dowiedzialam sie ze pracuję w prekariackim niebie…:/”

    Jeżeli masz nieśmieciową umowę i zbliżoną do średniej krajowej pensję, to w ogóle w Twoim przypadku słowo „prekariat” wydaje mi się nie na miejscu, to raczej klasyczny, oldskulowy salariat. Masz mnóstwo praw – jak będziesz miała wypadek w pracy, pracodawca będzie musiał zabulić; Twoje stanowisko pracy musi spełniać rozmaite normy. Pracodawca ma ustawowy obowiązek prowadzenia funduszu socjalnego, który pomaga w trudnych sytuacjach życiowych. Nie można Cię zwolnić na zasadzie okrzyku „you’re fired!” jak w amerykańskich filmach (im dłużej przepracujesz, tym większa odprawa jakby-odpukać-itd). Last but not least, masz prawo do zwolnienia lekarskiego i urlopu wypoczynkowego.

    Prekariat polega przede wszystkim na odebraniu tego wszystkiego.

    Lubię

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s