puszysty smak arogancji

Przed seansem w kinie, a może także i w tv emitowana jest reklama serka Almette:


w której, jak widzimy, dziewczynka pyta domniemanego tatusia, co to są zagęstniki, barwniki i konserwanty. Tatko na kolejne pytania odpowiada z bezwstydnym uśmiechem, że nie wie, co w końcowej części reklamy głos z offu kwituje, że też i wiedzieć nie musi, bo serek Almette nie zawiera nic z powyższych, wobec czego jest zdrowy i motylki fruwają.

Tymczasem warto wiedzieć, czym są zagęstniki (ja do dziś dnia nie czułam potrzeby interesowania się tematem, bo średnio zważam na dietę). Nie będę Wam robić wykładu, bo ten blog zawsze trzymał się raczej nauk społecznych niż przyrodniczych i jeszcze bym coś pokręciła. W dużym skrócie, najczęściej stosowanym przy serkach zagęstnikiem jest karboksymetyloceluloza, której jedynym działaniem niepożądanym może być lekkie wzdęcie. Jest także nielubiana z wiadomych względów przez wegan i wegetarian żelatyna (mająca podobnie błahe skutki uboczne) i agar, który jest lekko toksyczny, ale w dawkach stosowanych w przemyśle spożywczym niegroźny. Barwniki w ogóle występują naturalnie w przyrodzie, a ich stosowanie jest ściśle kontrolowane i funkcjonuje na zasadzie quantum satis, czyli w najniższej dawce, niezbędnej do osiągnięcia zamierzonego efektu technologicznego. Co do konserwantów, ich użycie jest obwarowane licznymi zastrzeżeniami. Zostały sprawdzone pod kątem dopuszczalnego dziennego spożycia; oznacza to, że daną substancję można spożywać przez całe życie codziennie, bez szkody dla zdrowia.

Zatem kupując serek Almette nie mamy żadnej gwarancji, że będzie zdrowszy niż inne serki na rynku, prawdopodobnie zaś szybciej nam się zepsuje. Chociaż faktycznie jest pyszny. To pewnie przez ten azot, który go tak spulchnia. Mmm.

Dlaczego o serku? Ano dlatego, że to zniechęcające pytanie „nie musisz wiedzieć” jest dość istotne w rozmowie o odwrocie od nauki. Obserwujemy takowy: silne ruchy antyGMO czy ruchy antyszczepionkowe. Nasilający się brak zaufania do naukowców. Zamknięcie na racjonalną argumentację, a w niej powoływanie się do upadłego na badania wskazujących nieszkodliwość wyżej wymienionych. Zamiast tego, mocne emocjonalnie hasła (Genetycznie Molestowane Organizmy! Szczepionki śmierci!) i przede wszystkim przemożny strach przed nieznanym.

Na wczorajszym spotkaniu z Marcinem Rotkiewiczem w Klubie Sceptyków Polskich padło pytanie o przyczyny narastających ruchów antynaukowych. Wskazano kilka powodów: media nastawione na tanią sensację/ klikalność; ulegających opiniom społecznym sondażowych polityków i małe uczestnictwo niezidelogizowanych naukowców w debacie publicznej na te tematy. Rotkiewicz przy okazji wytknął lewicy neoludyczność, która (co już sobie dopowiadam) w walce o prawa wykluczonych brata się z antyglobalizmem i w efekcie daje grinpisowców przykutych do tej czy innej bramy. Chociaż zwłaszcza ruchy antyszczepionkowe przyciągają raczej sierotki po wujku Korwinie.

Mam też wrażenie, że jedynym obszarem, w jakim jesteśmy władni coś zmienić, to popularyzacja nauki. Po to są blogi takie jak Barta, Sporothrix, Misek do Mleka; po to pisuje Rotkiewicz w Polityce, Wojciech Zalewski na swoim blogu i Marcin Zwierzchowski w serwisie natemat.pl. Na wspomnianym spotkaniu wypowiadał się jeden (nieco starszy) Sceptyk Polski, który jadowicie i wzgardliwie piętnował ignorancję humanistów (trochę go rozumiem w obliczu rewelacji o trotylu we wraku Tupolewa). Czy tędy jednak droga?

Swojego czasu piętnowałam w Przekroju to, że zamiast bratać się (neoludycznie) z LMC popadał w arogancki antycelebrytycyzm. Podobny grzech arogancji ciąży na większości naukowców, którym łatwiej przychodzi bon mot o niekumatych humanistach niż wyjaśnienie, dlaczego złote kable to humbug dla bogatych audiofilów. Tymczasem, do cholery, nie jesteśmy na wojnie ani krucjacie. Przed nami co najwyżej misja edukacyjna dla nieprzekonanych. Zejdźmy z tonu i opowiedzmy o tym, że dzięki GMO też fruwa więcej motylków.

Reklamy

57 uwag do wpisu “puszysty smak arogancji

  1. Och jakie ładne (zdarzają ci się ciut nijakie notki, ale takiej naprawdę nadającej się do skrytykowania nie widziałem, co mnie jako wrednego małpa niepokoi).

    Lubię to

  2. Awersja do nauki nie jest jedynym powodem niechęci do GMO. Długofalowy wpływ spożywania GMO na organizm człowieka jest bardzo słabo zbadany i jeszcze przez parę ładnych lat tak pozostanie, a to ze względu na krótkie okno czasowe od debiutu technologii. To zresztą nie jest problem tylko z GMO; dotyczy też rozmaitych substancji, które w krótkim terminie mają działanie neutralne do pozytywnego.

    (A poza tym +1 jak zwykle.)

    Lubię to

  3. Podoba mi się bardzo. I dziękuję. Zgadzam się, że droga edukacyjno-popularyzacyjna jest dobrym sposobem. Jest czasem frustrująca, ale powoli, krok po kroczku daje się przekonać nieprzekonanych. Niektórych przynajmniej, ale – jak lubię mawiać – ziarnko do ziarnka, a zbiorą się dwa ziarnka :P

    Lubię to

  4. Generalnie wymowa sluszna, tylko czepne sie czepiania do azotu. Akurat azot nam nie szkodzi o ile nie probujemy sobie wylac cieklego na noge, albo probowac oddychac czystym azotem; w powietrzu jest go cos 70%. Do spulchnienia sorbetu we wlasnej kuchni uzylabym bez stresu :)
    Reklama mnie irytuje z innego powodu – robienia idioty z „bohatera”. Mierzi mnie to.

    Nie wiem za to czy widzialas reklamy jakiejs lokaty – sa dwie wersje.
    Scenariusz jest zblizony – zona albo maz chwala sie, ze cos kupili taniej i ile dzieki temu zaoszczedzili.
    Na to druga strona pyta, ile z tych pieniedzy wpakowano na lokate. Gdy dowiaduje sie, ze nic, odpowiada, paskudnym, pogardliwym tonem, deprecjonujacym dzialanie chwalacego sie, ze „w takim razie moj genialny maz / zona nic nie zaoszczedzil”.
    Mam ochote wtedy pizgnac w telewizor.

    Lubię to

  5. Shigella – ja się nie czepiam azotu, wiem, że jest obojętny. A faktycznie spulchnia, a wiadomy serek jest naprawdę fajniście puchaty.

    A reklamy lokaty nie widziałam. Ciągle zapominam, że mam telewizor.

    Lubię to

  6. @Daniel
    Długofalowy wpływ spożywania GMO na organizm człowieka jest bardzo słabo zbadany

    Podobnie, jak długofalowy wpływ spożywania nie-GMO.

    Lubię to

  7. Trcohę na marginesie bardzo słusznego wpisu muszę stwierdzić, że będąc ostatnio na zakupach w dużym hipermarkecie, który z całą pewnością próbuje mnie napracować (za pomocą sprzedawanych produktów) czymś co sprawi, że będę świecić w ciemności usłyszałam głos z głośnika, który poinstruował mnie abym zanim coś kupię przeczytała zawartość i skład i upewniła się, że kupowany produkt jest bezpiecznym dla mnie i środowiska. Musze przyznać, że byłam w szoku, bo wydawało mi się, że co jak co ale duży supermarket nie będzie mnie do tego zachęcał. Co prawda rzeczywiście większość osób nie ma pojęcia co w takim składzie jest ale od czegoś trzeba zacząć.

    Lubię to

  8. @zwierz: nie rozumię gdyż czy w takim razie rzeczony supermarket ma na składzie rzeczy spożywcze (a więc dopuszczone do sprzedaży w celu spożycia) które a)nie są bezpieczne dla konsumenta oraz b)nie są bezpieczne dla środowiska będąc przeznaczone do spożycia przez konsumenta?

    Zgubiłem się.

    @szpro: bardzo ładnie, zwłaszcza to o audiofilach. Nawet mam materiały na notkę o złotych kablach, transmisji sygnału i wpływie tego na fizyczną (nie-subiektywną) jakość odsłuchu ale to już tyle razy było w tylu miejscach, że co spojrzę to się mnie odechciewa.

    Reszta +warzylion.

    Lubię to

  9. @Adam Gliniany – cóż najwyraźniej jednak nie ma skoro sam mnie informuje bym się przyjrzała metce. Produkt spożywczy może być OK ale jego opakowanie może być szkodliwe, poza tym oni tam nie tylko jedzenie sprzedają. Ogólnie podoba mi się zachęcanie konsumentów by jednak sprawdzali co kupują.

    Lubię to

  10. Reklama lokaty (osobiście odniosłam wrażenie że konta, przez co była jeszcze durniejsza) napadła mnie dzisiaj w kinie, razem z tą o barwnikach i konserwantach. I też strzeliłam facepalma…
    BTW, wyciągnęłam z lodówki almette, przeczytałam skład: faktycznie, żadnych konserwantów, tylko sól i kwas cytrynowy :->

    Lubię to

  11. Dzięki za notkę, ja mam wrażenie, że często obrywam z obu stron, gdy zajmuje się społecznymi studiami nad nauką. Humaniści i tak widzą we mnie technofila i zwolennik Bigpharmy (to w wypadku humanistów otchłannych), ścisłowcy (Ci w typie cytowanego sceptyka) wrzucają w worek „afera Sokala”. Tworzenie pomostów, tłumaczenie kontrowersji naukowych i społecznych, to dość niewdzięczne zadanie. Ostatnio jak Social Studies of Science, Social Technology Studies, to się zaczyna z wolna instytucjonalizować, już można nawet skończyć takie studia. Kilkanaście lat temu robiło to na świecie pewnie z 10 osób, dziś tysiące. W polskim internecie taką dobrą robotę robią cytowane, przez Ciebie blogi. Mam nadzieję, że akademia choć odrobinę się od nich nauczy.

    Lubię to

  12. nawet jesli GMO jest w 100% bezpieczne to i tak mozna byc przeciw ze wzgledow ekonomicznych:
    1. dlaczego producenci GMO lobbuja za tym zeby nie trzeba bylo oznaczac produktow ktore je zawieraja?
    2. Monsanto pozywajace rolnikow ktorzy nie uzywaja ich nasion…
    3. patenty na GMO – kontrole nad GMO ma korporacja ktora dziala dla zysku – dlaczego mam im ufac, chociazby w to ze po masowym przejsciu na np. uprawe zboz GMO nie podniosa cen? jaki maja interes zeby nie podnosic?

    problem jest bardziej skomplikowany niz tylko to czy GMO jest szkodliwe czy nie a wiekszosc ludzi ktorzy staraja sie „przekonac” innych do GMO jakos uparcie omija (albo nie jest swiadomych) ten problem.

    Lubię to

  13. 1) Wszystko, co uprawia człowiek, to od dobrych kilku tysięcy lat GMO, takie czy inno.
    2) A pozywa za co? Konkretne przykłady spraw poproszę, z sygnaturami.
    3) Patenty na poduszki powietrzne. Dlaczego mam im ufać, że po masowym wprowadzeniu poduszek powietrznych nie podniosą cen? Jaki mają interes, żeby nie podnieść?

    Lubię to

  14. i jeszcze ad 1) przez te dobre kilka tysiecy lat produkcja nasion nie byla zmonopolizowana a rynek nasion GMO to praktycznie monopol albo w najlepszym przypadku oligopol, o ile dobrze pamietam to chyba nie sa najlepszy przypadek dla konsumenta…

    Lubię to

  15. ej, ja jestem za oznaczaniem gmo. gdy kiedyś zobaczyłem w sklepie mozarellę, która była „gmo-free”, to radośnie jej nie kupiłem i poszedłem po inną bez takiego bulszitu.

    Lubię to

  16. a tak na poważniej:
    1) od 1930 r. w USA obowiązuje Plant Patent Act. W 1961 r. istnieje konwencja UPOV, lepiej znana jako „International Convention for the Protection of New Varieties of Plants”. Zgadnij, kiedy zaczęły powstawać współczesne GMO i jak się ich chronologia ma do tych wcześniejszych. I dlaczego ma się coś teraz zmieniać w kwestii oznaczeń.
    2) Wymuszanie podawania informacji o GMO, gdy nie zostało dowiedzione cokolwiek złego (ani dobrego, w ogóle – odmiennego) związanego z tą technologią, jest wodą na młyn ignorantów. Jak jakiś ambitny marketer chce być „bez zagęszczaczy” albo „bez GMO”, to droga wolna, nie zabraniamy, a może i ktoś się na to złapie – wszak homeopatia jest popularna – ale nie sankcjonujmy głupoty prawem.

    Lubię to

  17. 1) bo jest spora grupa ludzi ktorzy tak chca? przyznasz ze istnieje jednak roznica miedzy sposobem tworzenia GMO kiedys i mozliwosciami jakie dawal i tym co mozna zrobic dzisiaj

    poza tym mysle ze 46% populacji Kalifornii to jednak sporo i jest to wystarczajaca liczba zeby dzialac na rzecz zmiany prawa…
    http://www.huffingtonpost.com/2012/11/07/proposition-37-gmo-labeling_n_2090112.html

    2)
    – (ciekawostka) ustawa „prawo farmaceutyczne” – homeopatia jest juz usankcjonowana w Polsce prawnie i to od dosc dawna, polecam nie pic w trakcie bo mozna opluc monitor ze smiechu albo z przerazenia ;)
    – skoro sie podaje informacje o skladzie produktu to dlaczego akurat pomijac informacje o GMO? pomijanie ich to tez woda na mlyn ignorantow…
    – napisz mi prosze od kiedy wiecej informacji na temat produktu szkodzi konsumentowi…. bo tu chyba chodzi o dobro konsumentow czy o cos innego?

    3) no i najwazniejsze z mojej strony pytanie:
    jesli jedzenie GMO jest takie fajne to czemu proboje sie uszczesliwiac nim na sile?

    Lubię to

  18. 1) tak, jest lepiej przebadane pod kątem skutków, angażuje najmniejszą ilość genów w porównaniu do innych form modyfikacji genetycznych i ma działanie stricte funckcjonalne

    Poza tym w UE monopol nam raczej nie grozi, a jeśli już, to prędzej dzięki ruchom antyGMO, przez które tylko potentów będzie stać na przejście wszelkich procedur i odczekanie tych ca. 10 lat

    2) w tym punkcie nie ma sporu

    3) przecież nie na siłę; nadal na rynku są (i będą) produkty niemodyfikowane.

    Lubię to

  19. Właśnie argument nr 3 chwyta mnie za serce najbardziej. Nie kupuję, że na rynku ‚zawsze’ będą (co to znaczy ‚będą’ bez oznaczeń?) produkty niemodyfikowane. Gdybym produkował ‚fasolkę X’ – wcale by mi na tym nie zależało. Ileś tam czasu temu być może też ktoś myślał, że np wypłatę ‚zawsze’ będzie można pobrać w gotówce.
    Poza tym ryzyko jest zbyt duże – no bo skoro da się wyprodukować szczep fasolki odporny na ‚cośtam’ to może da się też wyprodukować szczep ‚czegośtam’ wymiatający każdą inną fasolkę?.
    No i to ciągłe poszerzanie pogłowia możliwego do wykarmienia z jednego hektara, zamiast konsekwentnego obniżania tegoż pogłowia. Zresztą, kaman, patentowanie jedzenia – totalnie nawet zdrowszego niż naturalne…

    Lubię to

  20. 1) ok tylko jakie funkcje? (jesli chodzi o przebadanie to zobacz tez nizej 3)
    http://www.nytimes.com/2010/05/04/business/energy-environment/04weed.html?pagewanted=all&_r=0

    „Bayer is already selling cotton and soybeans resistant to glufosinate, another weedkiller. Monsanto’s newest corn is tolerant of both glyphosate and glufosinate, and the company is developing crops resistant to dicamba, an older pesticide. Syngenta is developing soybeans tolerant of its Callisto product. And Dow Chemical is developing corn and soybeans resistant to 2,4-D, a component of Agent Orange, the defoliant used in the Vietnam War.”

    z powodu uzywania roundupa pojawiaja sie odporne na niego chwasty. zeby je zwalczyc potrzeba albo wiecej roundupa albo czegos jeszcze… osobiscie kierunek w jakim to zmierza malo mi sie podoba ;)

    3) na sile bo wiekszosc artykulow popularnonaukowych prezentuje GMO bardzo jednostronnie tzn. tylko dobrym swietle (imho, to tylko moja subiektywna opinia), jesli bylyby bardziej wywazone i wspominaly o problemach ktore pojawiaja sie przy okazji to (znow imho) latwiej byloby przekonac ludzi do GMO

    i jeszcze jeden cytacik stad (warto przeczytac cale bo to co pisza jest calkiem sensowne):
    http://www.environmentalhealthnews.org/ehs/news/2012/yes-labels-on-gm-foods

    „Our experience with other well-studied consumer products (tobacco, asbestos, bisphenol A, phthalates) demonstrates that a large number of tests provide no guarantee of safety. Typically, evidence of harm has only emerged when testing has been conducted independently of those who benefit from the product or practice. Unfortunately, years of manufactured doubt by those with a vested interest have and continue to slow public health decisions that rightfully should be based solely on science.”

    i tu nawiazalbym do tego co napisalas:
    „Na wczorajszym spotkaniu z Marcinem Rotkiewiczem w Klubie Sceptyków Polskich padło pytanie o przyczyny narastających ruchów antynaukowych. Wskazano kilka powodów: media nastawione na tanią sensację/ klikalność; ulegających opiniom społecznym sondażowych polityków i małe uczestnictwo niezidelogizowanych naukowców w debacie publicznej na te tematy.”

    to dorzuce jeszcze kilka powodow:
    http://www.clinicalpsychology.net/bad-science/

    i teraz w kontekscie rozmowy o GMO:
    korporacje biotechnologiczne daja tez granty na badania… :>

    Lubię to

  21. @AJ rzekłabym, że lgnięcie do LMC w ramach walki o prawa wykluczonych (wiadomo, że w tej klasie jest z nimi najgorzej), czasem nieco porażkowe & hipsterskie

    @llukas1
    1. Roundup jest stosowany powszechnie w formie oprysku od wielu lat. Środki chwastobójcze, ba, plewienie chwastów stosowane jest od stuleci. Jakoś nie pojawiają się te obawy w przypadku pielenia czy używania powszechnie dostępnych środków chwastobójczych, więc skąd nagle panika przy bawełence ze zmodyfikowanym genem?

    2. Zwracam uwagę, że dysponujemy coraz lepszymi narzędziami do badania danych produktów do wprowadzenia na rynek. Zwróć uwagę, jak bardzo ograniczana jest sprzedaż i reklama wyrobów tytoniowych. W ich przypadku nikt też nie twierdzi, że są nieszkodliwe. Rzekłabym, że wręcz ciężko przeoczyć, że powodują raka i chorobę serca.
    Co do teoriach o lobby wolę się nie wypowiadać, bo zaraz wrócimy do Tupolewa. Pull up.

    3. Ciekawa rzecz, że przyłapano na falsyfikacji badań, złej próbie, złej interpretacji wyników tylko tych naukowców, którzy usiłują za wszelką cenę wykazać szkodliwość GMO czy szczepionek. Mimo to Wakefield czy u nas Majewska mają status guru, a Jeffreyowi Smithowi skapnęła krągła sumka z dotacji rządowej dla fundacji Inspro, która rozprowadzała jego ksiązeczki.

    Przy okazji zachęcam do lektury
    http://academicsreview.org/reviewed-content/genetic-roulette/

    Lubię to

  22. 1a) warto sprawdzic fakty zanim sie je stworzy:
    http://www.extension.umn.edu/distribution/cropsystems/dc6077.html

    1b) i tu tez stworzylas, nie tylko nie jest tak ze nikt sie nie martwi ale nastapil wzrost zuzycia pestycydow zamiast spadku

    rosliny roundup-ready mialy zmniejszyc zuzycie pestycydow (o 13-14% wg Twojego linka http://academicsreview.org/reviewed-content/genetic-roulette/section-6/6-2-new-herbicide-tolerant-crops/) a to nie nastapilo, zuzycie wzroslo o 7%
    zrodlo:
    http://www.enveurope.com/content/24/1/24/abstract

    i nie mow mi ze publikacja w recenzowanym czasopismie jest mniej wiarygodna od nierecenzowanej strony na ktorej ciezko znalezc nazwisko oraz afiliacje pod artykulem

    1c) to Ty piszesz o panice nie ja, trzymaj sie tematu

    2a) i cos z tego wynika? bisfenol A jest uzywany od ponad stu lat i dopiero w 1997 ktos wpadl na to ze moze byc cos z nim nie tak
    2b) lobbing to nie jest cos o czym nalezy milczec, inaczej nie trzeba byloby pisac oswiadczen o braku konfliktu interesow i skad sie wzielo srodki na badania
    2c) czytalas kiedys o przepychankach przy okazji dyskusji czy zmienia sie klimat? korporacje wydawaly pieniadze na badania ktore mialy potwierdzac ich wersje… a jednak wyszlo inaczej dlaczego biotech ma byc inny?
    2d) tak samo bylo z korporacjami produkujacymi wyroby tytoniowe, jakos nie mogli uwierzyc ze szkodza
    2e) wyliczac dalej?

    3a) stay on topic, nie rozmawiamy o szczepionkach
    3b) wlasnie ulegasz pokusie doboru probki pod hipoteze
    3c) link do rezenzowanego czasopisma poprosze, a tu nawet do konca nie wiadomo kto to napisal, tez moge zalozyc strone w internecie i wklejac linki do artykulow naukowych

    a teraz szczypta ad personam:
    mam wrazenie ze sama popelniasz grzech arogancji ktory zarzucasz innym. probujesz dyskutowac o czyms – o czym jak Ci pokazalem wyzej nie do konca masz pojecie (punkty 1a, 1b, 2a) – z pozycji lepiej wiedzacego, z notki powyzej wynika ze jestes dziennikarzem, wiec moze zrob porzadny research na temat faktow o GMO (za i przeciw) a dopiero potem dopasowywuj do tego hipoteze? bo „misja edukacyjna” kiedy latwo mozna wytknac Ci bledy odniesie odwrotny skutek do zamierzonego, ladnie prosze… ^_^

    Lubię to

  23. Nie jestem dziennikarzem. BTW, jestem kobietą, więc pisze się „dziennikarką”. Wskazałam blogi, które misję edukacyjną w temacie GMO pełnią; zaznaczyłam też, że ten blog tej tematyki nie porusza. Więc jeśli chciałeś mi wykazać brak wiedzy w tej tematyce, cóż, wykazałeś. Z tym, że nie przypominam sobie, bym się w tym temacie mianowała autorytetem.

    Liczę na to, że moi komentatorzy podejmą z Tobą dyskusję, zapewne mają większe kompetencje.

    Lubię to

  24. Nie podoba mi się słowo ‚neoluddyzm’ – przydaje tym poglądom oszołomstwa kojarzonego z ich postrzelonym pradziadkiem – podczas kiedy wcale niekoniecznie.

    Lubię to

  25. Może te infa, cokolwiek naświtlą
    NOWE wyniki badań opublikowane we wrześniu 2012 roku m. in. na łamach Food and Chemical Toxicology i przedstawione na konferencji prasowej w Londynie pokazują, że WPŁYW GMO NA ZDROWIE JEST SZOKUJĄCY!
    Wieloletnie badanie, przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Caen (Francja) uznano za najbardziej dokładne badanie, kiedykolwiek opublikowane w zakresie skutków zdrowotnych żywności GMO oraz herbicydu Roundup na szczurach.

    „TO BADANIE POKAZUJE NADZWYCZAJNĄ LICZBĘ GUZÓW ROZWIJAJĄCYCH SIĘ WCZEŚNIEJ I BARDZIEJ AGRESYWNIE – szczególnie u samic. Jestem w szoku w odniesieniu do skrajnie negatywnych skutków dla zdrowia.” – powiedział Dr Michael Antoniou, biolog molekularny, King College London.
    „Możemy spodziewać się, że spożycie kukurydzy GMO i herbicydu Roundup, poważnie wpływa na zdrowie człowieka.” dodał Dr Antoniou.

    Oto niektóre z szokujących(!) ustaleń, jakie potwierdzono w badaniach opierających się na długoterminowym spożywaniu GMO:
    1. Do 50% samców i 70% samic umarło przedwcześnie w porównaniu z 30% i 20% w grupie kontrolnej.
    2. Szczury karmione kukurydzą GMO i śladowymi ilościami Roundup doznały poważnych obrażeń w tym organiczne uszkodzenia wątroby i uszkodzenia nerek.
    3. We wszystkich zabiegach i u obu płci wystąpiło 2-3 razy więcej nowotworów niż w grupie kontrolnej.
    4. Do 24 miesiąca 50-80% samic rozwinęło nowotwór, z nawet trzema guzami na zwierzę. Pierwsze duże nowotwory wykrywane są w czasie od 4 do 7 miesięcy. Większość nowotworów wykrywana była po 18 miesiącach.
    5. Szczury, które piły śladowe ilości Roundup (na poziomach prawnie
    dozwolonych w sieci wodociągowej) rozwinęło o 200% do 300% więcej dużych guzów.

    Lubię to

  26. cd) Szczególnie uprawy kukurydzy MON810 i ziemniaków AMFLORA, które są bardzo popularne w Polsce są bardzo szkodliwe.
    Jeżeli dołączymy do tych informacji największe i najdłuższe w historii ludzkości, Chińskie Badanie, dr. Campbella, po 6-ciu latach opublikowane również w Polsce, pod tytułem Nowoczesne Zasady Odżywiania, to okaże się że serek Almette z z czy bez konserwantów, jest najgorszym pożywieniem jakie człowiek może sobie zaaplikować, gdyż mleko przestaje być trawialne dla człowieka, który kończy 4-ry lata i jest przyczyną rozwoju w przyspieszonym tempie wszystkich ognisk rakowych z którymi nasz organizm się styka. A wapń z mleka nie jest dla człowieka łatwo dostępny jak na przykłąd z warzyw, dlatego pomimo tak wielkiego rozwoju przemysłu nabiałowego w krajach rozwiniętych jest ogromna ilość, stale rosnąca przypadków osteoporozy nawet u mężczyzn, a nie tylko u kobiet w okresie menopauzy, pozdrawiam

    Lubię to

  27. @tu fejs
    1a. moglbys/moglabys prosze podac link do artykulu ktory tak obszernie cytujesz? bo sprawdzilem wydania Food and Chemical Toxicology z tego polrocza i nie znalazlem… :)
    2. dalej nie chce mi sie komentowac bo takie notki to w fakcie zamieszczaja, prosty swiat malowany na bialo i czarno ;)

    PS.
    @szprota
    mam wrazenie ze troszke przesadzilem, przepraszam.
    co do bycia autorytetem to pod koniec notki pisalas „my/nami”, to chyba stad mi sie wzielo

    Lubię to

  28. Ilukas11, dostałam ten materiał od dziennikarki Katarzyny Siejki, która się tą tematyką zajmuje, dołączyła te dwa adresy gdzie jest to udokumentowane, więc Ci je przesyłam, gdyż nie mam linku do tego artykułu

    Lubię to

  29. Za każdym razem, gdy na prośbę o źródła naukowe widzę odpowiedź w postaci filmików na YT, dochodzę do wniosku, że wartoby było wprowadzić do szkół podstawowych i średnich jakiś przedmiot objaśniający podstawy działania nauki, eksperymentów i wnioskowania z wyników tychże, do tego jeszcze przedstawiający miejsca, gdzie należy szukać faktycznych źródeł. Ale z trzeciej strony to fascynujące jak YouTube ewoluowało w świadomości niektórych w wiarygodne źródło informacji…

    Lubię to

  30. „Zwróć uwagę, jak bardzo ograniczana jest sprzedaż i reklama wyrobów tytoniowych. W ich przypadku nikt też nie twierdzi, że są nieszkodliwe. Rzekłabym, że wręcz ciężko przeoczyć, że powodują raka i chorobę serca.” – no proszę Cię, po kilkudziesięciu latach i MILIONACH OFIAR śmiertelnych procederu zaczęto szerzyć wiedzę? A Ty dziwisz się, że ludzie są SCEPTYCZNI odnośnie do takich wynalazków jak GMO? I jeszcze się z nich śmiejesz, w dodatku twierdząc, że propagujesz naukowe podejście?

    Póki Ty i Tobie podobni (mało myślący i słabo wnioskujący – przepraszam, ale wobec powyższego stwierdzam tylko fakt :) chcą wcinać GMO i oczekują może nawet jedzenia w pastylkach (bo przecież i tak wszystko zamienia się w kupę, więc po co tracić czas na sianie, uprawiania/hodowanie, przygotowywanie posiłku i jedzenie), to droga wolna. Wasze życie. Ale dajcie spokój sceptykom i tradycjonalistom i nie bądźcie tacy do przodu, bo Was pająki za obraz wciągną.

    Lubię to

  31. No zaraz, bo tak to wygląda jakby właśnie udowodniono nieszkodliwość GMO na każdej płaszczyźnie, a antyGMOwców zrównano z antyszczepionkowcami. Do tego trzeba jakby trochę więcej, niż kilku oszołomów przeciwnych własnej teorii.

    Lubię to

  32. Widziałem, dużo tam odbijania argumentów histerycznych, miejscami wygląda, jakby autor chciał jednak GMO zaszkodzić. Najbardziej ujął mnie punkt 5 – najeżony sprzecznościami, z przesłaniem ‚mnóżmy się’. 6 też smakowity, chciałbym te strefy buforowe zobaczyć w praktyce na globalną skalę. No i wielu spraw brakuje (patentowanie żarcia).

    Lubię to

  33. Nie znam się na tym za bardzo, więc spytam o zdanie, bo nawet chętnie bym się z GMO cieszyła (lepsze zbiory jestem za), ale jakoś groźny wydaje mi się potencjał nadużyć z międzynarodowymi korporacjami mającymi patent na źródła pożywienia: z tego, co czytałam, GMO pozywają w USA np. za łamanie licencji, czyli wysiewanie zachowanych ziaren bez płacenia patentu. Chwalą się tym sami, swoją drogą w bardzo antypatyczny sposób (donoś i ty): http://www.monsanto.com/newsviews/Pages/saved-seed-farmer-lawsuits.aspx

    Niby można by powiedzieć, że trzeba się przestawić na alternatywny sposób gospodarowania – niezachowywanie ‚ziaren na przyszły rok’, ale jak się to ma do sustainability? Jednak jest to uzależniające od producenta.

    Druga sprawa: może źle to rozumiem, ale organizacje międzynarodowe (WTO, Bank Światowy?) mają długą historię uzależniania pomocy humanitarnej od przyjmowania przez kraje rozwijające się kapitalistycznych rozwiązań -> co miewało mało pozytywny wpływ na ich gospodarkę na dłuższą metę, zdając je na łaskę międzynarodowych gigantów prywatyzujących, co się da i kontynuujących kolonialne dziedzictwo (ostatnio czytałam o tym bodajże w „Debt” Graebera). Czy nacisk tych samych organizacji na to, by zamiast alternatywnych metod zwiększania zbiorów kraje rozwijające się stawiały na GMO nie jest elementem podobnej strategii? Efektem będzie nowy monopol w trzecim świecie, a rolnikom pozbawionym dostępu do GMO będzie jeszcze trudniej konkurować. To, że my w Polsce możemy liczyć na to, że będzie „gmo-free” półka, tak jak są jajka z wolnego chowu, nie znaczy, że prowadzenie działalności gmo-free będzie równie opłacalne albo w ogóle możliwe dla krajów biedniejszych, uzależnionych od patentów i w razie nieprzestrzegania międzynarodowego prawa patentowego, otrzymujących międzynarodowe sankcje. Tzn. jasne, na krótką metę wyższy zbiór = walka z głodem, ale na dłuższą metę, czy nie jest to kosztem alternatywnych rozwiązań bardziej sprzyjających lokalnej agrokulturze? A w międzyczasie, czy państwa trzeciego świata chcą, czy nie, organizacje międzynarodowe będą naciskać, by zgodzić się na GMO, tylko wydaje mi się, że raczej dlatego, że kapitalizm i korporacja, a nie dlatego, że nie ma lepszych sposobów na walkę z głodem.

    Nie jestem w zasadzie przeciw GMO per se, ale jestem nieufna w odniesieniu do wprowadzających je korporacji i nie chcę im chyba ułatwiać życia. Ale jeśli nie mam racji to chętnie się dowiem, czemu :)

    Lubię to

  34. Trafiłem tutaj przypadkowo i z przykrością muszę stwierdzić, że jest to kolejny blog, w którym wypowiada się osoba, mająca małą wiedzę na temat poruszanego tematu. Kolejne miejsce, w którym robi się ludziom wodę z mózgu, tak samo jak ta nieszczęsna reklama. Nie chcę się wymądrzać na temat dodatków do żywności, zagęstników, rodzaju i ich zastosowaniu, ale przedstawione przykłady hydrokoloidów, czyli karboksymetyloceluloza (CMC) i żelatyna, są bardzo rzadko stosowane w produkcji tego typu past twarogowych. Proszę podać przykłady rynkowych past twarogowych z CMC. Pomijam fakt, że oba wymienione składniki oprócz funkcji technologicznych, mają pozytywny wpływ na organizm np. CMC nie jest trawiona w przewodzie pokarmowym, służy jako składnik balastowy w dietach niskokalorycznych. Jest to forma błonnika. Żelatyna natomiast jest m.in. doskonałym źródłem kolagenu, za który wielu z Państwa płaci straszne pieniądze w aptece.
    Na marginesie, Almette zawiera w składzie białka mleka, które oczywiście nie są „szkodliwe” (!!), ale są zagęstnikiem.

    Pozdrawiam i życzę zdrowia.

    Lubię to

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s