Mama Stasia

Mama Stasia najpierw pisała na fejsbuku, a że ścianę miała publiczną i wspólną ze mną ziomalkę, która akurat u niej komentowała, to niechcący podejrzałam, co pisze. Teraz już schowała swoje posty, więc nijak mi cytować  w całości, ale sporo w jej wpisie było sensacyjnych doniesień o tłuczonym szkle w marihuanie i apeli o badanie moczu dzieciakom.

Mama Stasia chciała dobrze.

Mama Stasia nosiła się z zamiarem wygłoszenia antydragowej pogadanki w liceum, do którego chodził Staś, ale spotkała się z oporem. Ponieważ mleko się rozlało i wszyscy już wiemy, że chodził do Bednarskiej – możemy otwarcie założyć, że opór wynikał z troski o prestiż placówki.

Więc mama Stasia poszła do mediów, do Newsweeka, Wprost i Lisa; i opowiedziała, jak Staś zaczął jarać, jak umykał w muzykę i nocne czaty ze znajomymi. O Stasiu wiemy tyle, że był mądrym, wrażliwym chłopakiem, któremu przydarzyło się szesnaście lat, stany depresyjne i lękowe – i dostęp do dragów.

I szkoła, w której problem narkotyków nie istnieje, ale są finansowo dostępne dla większości uczniów.

Jak się ma te wczesne naście lat, wiadomo – chce się wszystkiego spróbować. Ma się w sobie niepohamowaną ciekawość, niecierpliwość i przekonanie o własnej dorosłości – kawałkami przecież już w tym wieku rozumujemy jak dorośli ludzie. Ma się jednak także mnóstwo głupot w sercu. Na przykład: właśnie odkrywamy, że rodzice nie są nieomylni – ba! – miewają wady i potrafią mówić głupie rzeczy. Śmiem zaryzykować twierdzenie, że jeśli w tym wieku choć raz się nie pomyśli o rodzicach, że są głupi i nic nie rozumieją, nie przejdzie się poprawnie procesu dorastania. Tak ma być: ma być podważanie autorytetów i budowanie ich na nowo, po swojemu, z własnym systemem wartości, z właściwym w tym wieku nonkonformizmem.

Oczywiście, to właśnie wtedy grupa rówieśnicza jest największym systemem odniesienia. Słowo „rówieśnicza” możemy traktować umownie – w pierwszym rzucie myślimy oczywiście o szkolnej klasie, ale w czasie internetów to może być forum, blogosfera, ziomy z fejsa. Christiane F., której historię zupełnie bez związku sobie ostatnio odświeżyłam – znalazła taką grupę w klubie Haus der Mitte, wśród ludzi od siebie starszych, wyobcowanych, wymęczonych codziennością i spalajacych blanta po ciężkim dniu. To dla tej grupy wychodzi się z domu, wybiera ciuchy i muzykę, tematy rozmów, przejmuje się zachowania, choćby i destrukcyjne albo tylko głupie.

Nie wiem, czy tak było ze Stasiem, czy jego grupą byli koledzy z klasy, dreadziarze z Patelni czy jeszcze ktoś inny. Wiem jednak, że nawet jeśli miał dobry kontakt z rodzicami, z całą pewnością nie byli mu partnerskimi przyjaciółmi, bo nie po to są rodzice dla nastolatka.

Jeśli się mylę, poprawicie mnie, bo to już są moje przypuszczenia – ale w grupie dobrze sytuowanych dzieciaków w ramach takich zbiorczych zachowań statystycznie łatwiej o narkotyki niż rozboje, kradzieże czy alkohol. Zakładam, że rozboje i kradzieże są z chęci zysku (wiem: nie zawsze, ale mówię o ogólnym zjawisku), a tym nastolatkom raczej nic nie brak materialnie. Alkohol z kolei jest taki powszechny. Przy dragach być może pojawia się motywacja przekraczania granicy prawa (i dreszcz emocji), być może niepewność efektu. No i, jak już wspomniałam, są łatwiej finansowo dostępne.

Przyznam w tym miejscu, że daleka jestem od rzucania gromów na nastolatki, które eksperymentują z marihuaną czy alkoholem. No nie da się upilnować. Mnie się nie zdarzyło chyba tylko dlatego, że byłam zbyt nieśmiała, by wkręcić się w grupę, o której było wiadomo, że jara. Jakoś wszyscy wiedzieli, że czasem można, nie był to codzienny blancik pod blokiem (takie rzeczy to robili hiphopowcy z blokowisk, a nie rokendrolowcy!), lecz odświętna lufka przed porządniejszą imprezą.

Bo jak się jara codziennie albo pije codziennie, to problem niestety jest i się nazywa uzależnienie. W przypadku obu substancji właśćiwie nie ma co mówić o fizycznym uzależnieniu: istotna jest koncentracja na używce, poczucie pustki bez niej, wybuchy gniewu, gdy bliscy ci mówią, że przesadzasz i epizody kontrolowanej abstynencji. Z tym wszystkim idzie się do psychologa i psychiatry, a dalej – na terapię behawioralno-poznawczą. Ludziom z depresją i stanami lękowymi tym bardziej odradza się. Dla was na poprawienie biochemii mózgu są odpowiednie preparaty, które wam przepisze psychiatra.

Mama Stasia chciała dobrze, ale pomysł z badaniem moczu mnie zmroził. Nie tędy droga. Pamiętacie American Beauty? Jeśli nie pamiętacie, to obejrzyjcie. Widzieliśmy niezły patent na mocz, a internet też pęka w szwach od porad. To już naprawdę lepiej zapytać nastolatka, skąd ma i czy jest pewien źródła, bo tłuczone szkło to oczywiście bzdura, ale z głupim nakwaszaniem lepiej uważać. Ja sobie raz prawie wyrzygałam kichy po kwadransie odpierania ataku kafelków w kiblu.

No i ewentualnie, że warto zaczekać z jaraniem do osiagnięcia jakiejś dorosłości, bo zupełnie nieszkodliwe to to nie jest, zwłaszcza dla rozwijającego się organizmu. Ale tego to pewnie nie posłuchają, bo w tym wieku naprawdę bardziej słucha się bożyszcza klasy niż zatroskanego rodzica.

Można też zatroszczyć się o to, by w klasie dziecka bożyszczem była genialna matematyczka, uzdolniony fotograf albo ekipa kinomaniaków. Myślę sobie, że na wybór szkoły i klasy rodzice mogą mieć wpływ – i powinni to egzekwować.

Advertisements

16 uwag do wpisu “Mama Stasia

  1. No tu mogę bazować raczej na swoich wspomnieniach jako nastolatki: mnóstwa rzeczy rodzicom w tym czasie nie mówiłam, ale mama w miarę miała ogar, who is who w klasie.

    I mean, to jest jedyny obszar, nad jakim rodzic ma względną kontrolę i tyle.

    Lubię

  2. Zgadzam się, mam też przykre wrażenie, że dziś cała Polska dyskutuje o tym, że marihuana zabija, a nie o tym, że depresja zabija. Bo dzieciaków, które palą jest mnóstwo ale równie dużo jest dzieciaków, których rodzice nie są w stanie rano dobudzić i zamiast pomyśleć, że to np. objaw depresji zakładają, że dzieciak jest leniwy. Tym co mnie trochę zmroziło to informacja, że gdy pies zaczął warczeć na ich syna wezwali behawiorystę do psa, zamiast spojrzeć na syna.

    Lubię

  3. Moi rodzice od wczesnego dzieciństwa wiedzieli, z kim się i gdzie bujam, jako trzynastolatka na nadmorskim wyjeździe wracałam o trzeciej nad ranem z imprezy na plaży, a rodzice spali – bo wiedzieli, że wrócę. To się chyba brało z tego, że od małego byłam ćwiczona w dokonywaniu wyborów i mówieniu „nie dziękuję, idź pan w ch..”. Jak się opiłam butelką piwa, to mówiłam, jak spróbowałam gandy, to przyszłam się do Pani Matki poskarżyć, że to jest do dupy dla astmatyczki. Jak miałam facetów, to też wiedzieli i jakoś moja nastoletnia psyche nie odniosła poważnych uszczerbków. Może żyję w jakiejś freakowej rodzinie, ale wydaje mi się, że rodzice czasem nie starają się za bardzo, żeby zrobić sobie balans między byciem opiekunem a przyjacielem i potem się dowiadują o tajemnym życiu swoich dzieci z wielkim zdziwieniem. A wystarczyłoby pokazać, że jest się godnym zaufania dziecka, c’nie?
    Also: nienawidzę terapii behawioralno-poznawczej, jest gupia. Musiałam to powiedzieć :D

    Lubię

  4. „Myślę sobie, że na wybór szkoły i klasy rodzice mogą mieć wpływ – i powinni to egzekwować.”

    Hmm, no ja bym się obraził na swoich, gdyby spróbowali czegoś więcej niż delikatnej sugestii. A teraz liceum wybiera się chyba jeszcze rok później…

    Lubię

  5. @ Elka, terapia poznawczo – behawioralna
    Zapraszam do lektury „Skuteczność psychoterapii” J. Rakowskiej. W zasadzie jest to jedna z nielicznych metod, co do których można stwierdzić, iż „działają”. Z anec-data, gdyby nie behawioralno – poznawcza, pewnie by mnie już tu nie było (po serii fantastycznych oszołomskich psychiatrów, terapii grupowych i innych tego typu tam).

    Anec-data ciąg dalszy. Brata mojego własnego w końcu matka moja postanowiła zaprowadzić do psychiatry, po moich licznych namowach i prośbach i tłumaczeniach. Bo dotychczasowy sposób funkcjonowania (w szkole same pały, późne wstawanie, zamykanie się w pokoju i patrzenie w ekran, niechęć do czegokolwiek) interpretowała jako lenistwo. A dzieciak ma dość ciężki epizod depresyjny z zaburzeniami lękowymi, myślami samobójczymi itd. No i mimo diagnozy, leków, terapii itd., rodzicielka ma wciąż uważa, że on tak złośliwie nie chce tymi lekcjami się zająć. Jakby się dowiedziała, że młody popala okazjonalnie, pewnie też obwiniłaby marihuanę. To prostsze, niż analiza tysiąca przyczyn, które sprawiły, że jej nastoletni brat zachorował.

    Lubię

  6. Ja tam sobie nieśmiało myślę, że mama Stasia to ma teraz w głowie nieustający seans samooskarżeń, nieszczęścia i poczucia bezradności, nad którymi usiłuje zapanować jak umie. Jedną ze strategii jest dla niej duża aktywność na polu społecznym, as in niech śmierć mojego dziecka nie pójdzie na marne, wojna z narkotykami!. Obciążenie marihuany totalną winą jest dla mnie zrozumiałe pod względem psychologicznym, bo rodzic po takiej stracie dobija się myślą, że przecież mógł coś zrobić, może gdyby to czy tamto, to dziecko by żyło – obwinienie zioła pomaga na te myśli, bo przenosi tę odpowiedzialność emocjonalną i pozwala trochę przerwać katowanie się myślami. Mama Stasia ma do tego święte prawo i wolno jej mówić.
    Za to osoby niezaangażowane osobiście w to samobójstwo powinny jednak słuchać faktów i badań, a nie tylko emo. Delegowanie odpowiedzialności (w sensie emocjonalnym, a nie sprawczym) na szeroko pojęte narkotyki, jest przywilejem mamy Stasia, a nie Tomasza Lisa i posłów. Oni mają obowiązek szukać faktów i opinii fachowców, a nie jechać na moralnej panice.

    Lubię

  7. @Naima

    Przywilejem posłów w RP jest pieprzyć od rzeczy i pisać ustawy pod publiczkę. Więc mama Stasia ma tu mniej do powiedzenia od nich. A zakazać czegoś, co jest sprzeczne z Moralnością, lub ewentualnie zaostrzyć kary (bez poprawienia wykrywalności, bo po co?) za coś co już zakazano wcześniej, to co drugi chętny.

    @Szpro
    Ale alkohol to jednak fizycznie uzależnia, takie małe czepialstwo.

    Poza tym świnta prawda.

    Lubię

  8. Mysli niezwiazane – rodzice czesto wypieraja problem dziecka np. twierdza, ze jest leniwe, a okazuje sie ze tak jak u brata Tenar – jest depresja albo u chlopa – ciezka wada kregoslupa albo z kolei „moje dziecko jest takie dobre, ze nie moglo by zrobic x”
    Naima – bardzo madrze napisalas.
    O liceum na B. i narkotykach slyszalam, lacznie z akcjami typu „zobowiazanie do nierobienia X”, gdzie chlopakowi zlapanemu na dilerce kazali cos takiego podpisac i sprawe zamieciono de facto pod dywan

    Lubię

  9. Kocham, ale uzdolniona matematyczka jako bożyszcze klasy w gimnazjum to niestety oznaka, jak dawno nie byłaś w gimnazjum :$ To nie jest wiek, w którym imponują uzdolnione matematyczki, chyba, że jesteśmy mega-nerdem.

    CBT działa i świadczę o tym swą osobą. Bardzo odmienioną dzięki CBT.

    Lubię

  10. @Ray: w ogóle nie byłam w gimnazjum, ja jeszcze ze starej szkoły.

    @Jiima: dzięki. U know what I mean: że w początkowej fazie uzależnienia to nie fizyczne objawy decydują o sięgnięciu po używkę. Ale nie będę się spierać.

    Lubię

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s