opaska albo cycki

Kolega Jarek nawołuje, by znany pisarz Kosik pokazał penisa. Czekam trochę na walkę na pytongi!

Żarty żartami, ale nie: stanowczo wolę, by Rafał zachował okazywanie przyrodzenia do sytuacji medycznych i intymnych.

Rzecz jest jednak w tym, czemu Annie Dryjańskiej chciało się napisać notkę, w której nawiązała do hasła „pokaż opaskę albo cycki”, które z kolei my rozpoznaliśmy jako hasło z Pyrkonu (nawiasem mówiąc: było doskonale i żałuję, że przyjechałam dopiero w sobotę).

My, lewicowcy, miewamy trochę problemu z kwestią nagości, przynajmniej w oczach tych, którzy twardo trzymają się stanowiska, że stoją z dala od polityki. No bo z jednej strony nie widzimy problemu w swobodzie seksualnej, chcemy przecież, by ludzie czerpali ze swoich zmysłowości jak największą przyjemność nie krzywdząc, rzecz jasna, przy tym innych świadomych istot. Z drugiej zaś piętnujemy szczucie cycem w mediach.

No bo chodzi właśnie o to, by machnięcie cycem sprawiło przyjemność także machającej.

W tym „pokaż opaskę albo cycki” jest element handlu, jakiejś, moim zdaniem, nie najszczęśliwszej wymiany. Opaska – wiadomo, zapłaciłam za nią akredytacją lub uczestnictwem w programie. Cycki – no wolałabym, by nie były walutą, dziękuję bardzo. Osób, które je widziały nie jest znowu tak mało, ale każdorazowo był to mój wolny wybór, nie forma zapłaty za cokolwiek. I chciałabym, żeby wszystkie kobiety tak mogły wybierać.

Jakiegoś wielkiego oburzu na to hasło nie mam. Ot, seksizm, który na takiej imprezie w Polsce, z tym fandomem, z tymi guru fandomu, jest chyba jeszcze przez następnych kilka lat nieuchronny. Szkoda, że się pojawiło, jest szansa, że się nie powtórzy. Z całą pewnością byłaby większa szansa uniknięcia go, gdyby konwentowicze karnie pokazywali opaski – i gdybyśmy nie mieli atmosfery przyzwolenia na żarty przymuszania do strip teasu.

Co nie poszło w Polityce

Red: Przecież Matka Polka jest niemalże czczona i wychwalana pod niebiosa.

Elżbiera Korolczuk: W warstwie symbolicznej tak, ale w wymiarze praktycznym doceniamy jedynie macierzyństwo klasy średniej i wyższej. Burza przy okazji sporu o przywrócenie Funduszu Alimentacyjnego pokazała, że Polacy nie tylko nie akceptują macierzyństwa biednych kobiet, ale wręcz nim pogardzają, widząc w nim jedynie „produkcję bezrobotnych” i patologię. Szacunek dla Matki Polki nie przeszkadza internautom wzywać do sterylizacji biednych matek. Dr Renata Hryciuk, która w naszej książce analizuje min. mobilizację wokół Funduszu porównała kapitał polityczny macierzyństwa w Meksyku i w Polsce – dwóch krajach katolickich, gdzie silny jest kult macierzyństwa. Okazało się, że „kapitał macierzyński” u nas jest znacznie niższy niż w Meksyku. Dobrym przykładem jest Danuta Wałęsowa, która wybrała dom i dzieci jako sposób na życie i oczekiwała, że jej praca i wysiłek zostaną docenione, zarówno przez społeczeństwo, jak i męża. Jak wynika z jej książki – tak się nie stało.

(…)
W sytuacji idealnej powinno być tak, że rozwiązania instytucjonalne pozwalają ludziom mieć tyle dzieci ile chcą, a ci, którzy nie chcą ich mieć, nie spotykają się z potępieniem i presją. Niestety w Polsce polityka społeczna nie jest priorytetem. Jest pewien absurd w tym, że rząd traktuje budowę infrastruktury czy stadionów jako ważny społecznie cel, a odsuwa w czasie kwestie opieki, dotyczącej przecież całego społeczeństwa.

http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1538155,1,ciezka-dola-wspolczesnych-matek.read

 

Tekst został wycięty po autoryzacji i bez wiedzy przeprowadzającej wywiad. Wstyd.