slutwalk po polsku

Slutwalk, po raz pierwszy w Warszawie, pod rodzimą nazwą Marsz Szmat, miał oblicze zaróżowionego ze szczęścia Jasia Kapeli w czerwonej, twarzowej sukience.

Manifestacja po raz pierwszy odbyła się w 2011 w reakcji na słowa policjanta, który wydobył z okrężnicy swojej mizoginii bonmocik o tym, że kobieta chcąca uniknąć gwałtu nie powinna ubierać się jak szmata. Celem kampanii jest położenie kresu obwinianiu ofiary gwałtu, niedoszacowaniu stastystyk nadużyć seksualnych i rozgromienie mitu gwałciciela jako polującego z krzaków na skąpo ubrane obce kobiety. Molestowanych jest 80% kobiet i 44% mężczyzn, w blisko 70% przypadkach świadkowie zdarzenia nie zdobyli się na reakcję (dane te pochodzą z komunikatu z badań Hollaback! Polska na temat skali zjawiska molestowania w przestrzeni publicznej w Polsce. Greta Gober i dr Joanna Roszak są autorkami raportu, prowadziły również samo badanie; tu pełen raport) Przekaz jest jasny: niezależnie od tego, co mam na sobie i jak się zachowuję, moje nie znaczy nie. Jeśli masz wątpliwości, czy mówię tak, załóż, że mówię nie. A ty, świadku zdarzenia, czytelniczko, internauto – nie pytaj mnie, czy, kiedy i z iloma osobami spałam zanim jakiś zwyrodnialec mnie zgwałcił, bo to nie ma znaczenia; nie pytaj, w co się ubrałam i ile wypiłam, bo to nieistotne.

Mogę być ubrana, w co chcę i nie masz prawa mi mówić, że zasługuję na gwałt.

Nie bardzo rozumiem, co to znaczy być ubraną jak szmata. Wydawało mi się, że w środku Europy w XXI wieku kwestia ubioru ma znaczenie przy okazjach typu ślub, pogrzeb, imieniny cioci Bożenki i studniówka (kwestie dresscode’u pomijam, don’t make me even start). I tyle. Oczywiście lubię patrzeć na ludzi ubranych z fantazją i kolorowo, ale nie upierałabym się, że są do tego jakoś zobowiązani. Może po rewolucji.

Tyle o samej idei Marszu Szmat. W wydaniu polskim wyglądało to tak, że przemaszerowano, opublikowano się w kilku portalach, Samuel Pereira na widok Jasia Kapeli popełnił gorący tekst, rozgorzała dyskusja z prawa i z lewa (trudno odróżnić, prawda?), zaś o samej kwestii obwiniania ofiary, jak sądzę, przyjdzie nam porozmawiać za kilka lat, gdy marsze wejdą nam w zwyczaj, a w polskim prawie zakorzeni się ściganie gwałtu z urzędu.

Bardzo dobrze, że Marsz się odbył. Każda manifestacja to krok w dobrym kierunku, bo bez działania NIECH NAS ZOBACZĄ nie wywalczono by kilku praw w przeszłości. Nawet jeśli tłumaczenie budzi wątpliwości, nawet jeśli niepokoi przejmowanie retoryki wroga, nawet jeśli czołową szmatą z marszu ma być Jaś, a nie generyczna kobieta, co do której jest dużo większe prawdopodobieństwo, że ktoś ją zmolestuje i o to potem obwini.

Bo jak się tak zastanowię: kontestacja Marszu Szmat z lewicowego punktu widzenia miewa przebłyski sensu. Ubrana w mini po pępek i dekolt po bobra nie jestem żadną szmatą, tylko szprotą w nieco figlarniejszym niż zwykle nastroju. A Jaś, jak dla mnie, może popylać w czerwonej kiecce na co dzień, nie potrzebuje do tego marszów, a ja nie potrzebuję, by twarzą kampanii walki o prawa kobiet stał się mężczyzna. Ale w tej chwili, w Polsce w 2013, zanim przyjdzie mi do głowy skrytykować lewicową inicjatywę, trzeba się rozejrzeć, z kim w tej krytyce się stoi w jednym szeregu. Czasy mamy takie, że to nie argumenty decydują o słuszności stanowiska, lecz – kogo się ma za sojusznika. Jeśli jest to domyślny przeciwnik polityczny – jak Samuel Pereira czy posłanka Pawłowicz – oznacza to, że na metadyskusję o sensie manifestacji jest jeszcze o wiele za wcześnie.

Reklamy

26 uwag do wpisu “slutwalk po polsku

  1. Nie mogę zgodzić się bardziej. Często czuję się nieswojo gdy robię za jedyną feministkę na sali, często mam też chęć na jakieś wewnętrzne kłótnie ale w imię chwilowych sojuszy zawieszam je.

    Lubię to

  2. „Czasy mamy takie, że to nie argumenty decydują o słuszności stanowiska, lecz – kogo się ma za sojusznika.”

    Nie zgadzam się na taką argumentację. W ten sposób to można dowolną tezę przepchnąć, bo i w każdym stanowisku/poglądzie można znaleźć jednego dupka z którym nie chcemy się zgadzać.

    Lubię to

  3. @Tomasz
    Trzeba wiedzieć kiedy argumentować „w sprawie” i merytorycznie a kiedy taktycznie przeciwko komuś, wybór wymaga roztropności, sprytu, co jest mi bliskie zważywszy na moją ksywkę

    Lubię to

  4. Przecież nie chodzi o jednego dupka, tylko, no, jakąś znaczącą grupę.
    edit: albo jednostkę, ale też o jakimś, bo ja wiem, znaczeniu w grupie. No, jak się raz zgodzę z randomowym przedsiębiorcą z walla Tomasha, to raczej uznam, że najwidoczniej raz na jakiś czas mamy jakąś styczność; jak zaczynam się zgadzać z Pawłowicz czy Terlikiem, warto rozważyć, czy nie demontuję konstrukcji, która jest jeszcze zbyt chwiejna.

    Lubię to

  5. Ale co nie tak z tym Jasiem? Bo rozumiem, że gdyby mężczyźni byli zbyt często twarzami feminizmu, to by było źle, ale dostrzegasz takie zjawisko w Polsce? Poza tym nie miałem wcale wrażenia, że Jan Kapela jest twarzą marszu, o marszu piszą na głupawych infopaskach wszędzie, a o Jasiu Kapeli prawie nikt nie słyszał.
    Moim zdaniem powinnaś uważać jeszcze bardziej, bo mnóstwo osób ma problem z mężczyznami w kieckach, i tak jakby stajesz z nimi w jednym szeregu.

    Lubię to

  6. Uwagi do marszu zgłaszane przez Panią Bielik – Robson różnią się jednak diametralnie od tego co wyczynia prawica. W felietonie w „KP” nie sugeruje, że takie marsze „powinny odbywać się w zoo” i są „dla dewiantów” (jak pani Pawłowicz), tylko zadaje naprawdę ciekawe pytania („jak ma wyglądać nasz feminizm?”), które warte są dyskusji. Może czas nie najlepszy, a do tego pytanie kontrowersyjne – ale zupełnie, ale to zupełnie nie widzę podobieństwa między jej felietonem a felietonami prawicowców. Więc to nie jest tak że lewica i prawica łączą siły ;)

    Uważam że kwestie przemocy wobec kobiet i gwałtów są ważne i należy je nagłaśniać. Ale mimo wszystko dołączę się do „lewicowej’ krytyki, bo jeden fakt rzuca się w oczy: ten marsz niezbyt się sprawdza jako marsz przeciw gwałtom i przemocy! Gdy usłyszałem o tym Slut Walk wiedziałem od razu o co chodzi, ale poprzednio, gdy usłyszałem o slut walk w trójmieście, to nie moglem się połapać co to jest. Po chwili namysłu uznałem, że ani chybi chodzi o prawo kobiet do otwartego wyrażania swojej seksualności (bo co innego można wywnioskować z nazwy „slut walk” i obrazków „nieprzyzwoicie” ubranych uczestniczek?). Dopiero wczytywanie się w komentarze wyjaśniło skąd się wzięła idea i po co to jest. Ten sam efekt widzę u prawicowych komentatorów: w reakcji na slut walk zaczęli teraz pisać o dewiantach, homoseksualistach itd, jakby zupełnie nie wiedząc o co w marszu chodziło i zakładając że to pewnie kolejna lewacko-queerowa impreza. Pewnie przeciętni mieszkańcy Warszawy tak samo pomyśleli.

    A więc jeśli chodzi o nagłaśnianie problemu gwałtów i edukację społeczeństwa, że „nie” znaczy „nie” – chyba trochę nie wyszło…

    Lubię to

  7. „Moim zdaniem powinnaś uważać jeszcze bardziej, bo mnóstwo osób ma problem z mężczyznami w kieckach, i tak jakby stajesz z nimi w jednym szeregu”
    Ależ ja mam mnóstwo problemów z mężczyznami w kieckach, tylko przeważnie noszą czarne i z dużą ilością guzików.

    Lubię to

  8. O samym Marszu dowiedziałam się po fakcie. Co oczywiście słabo o mnie świadczy, albo mi urwało od serwisów, ale jestem skłonna zgodzić się z krytyką Marszu o tyle, że informacyjnie i propagandowo był chyba trochę zaniedbany, więc dla osób, które same z siebie nie wiedziały, o co w nim chodzi, był po prostu niezrozumiałą demonstracją porozbieranych/poprzebieranych osób. A przy braku wiedzy nadpisuje się stereotypy, jakie się ma już w głowie na temat takich porozbieranych kobiet (casus Pawłowicz opowiadającej kompletne bzdury nie a propos czegokolwiek, co było na Marszu).
    ABR mnie irytuje tym, że niby wiedząc, czym jest Marsz, udaje że nie wie, i ma pretensje, że Maszerujące uwewnętrzniły stereotyp jaki na ich temat hoduje prawica, że feministka=dziwka. W dodatku kreuje się na OBIEKTYWNĄ OBSERWATORKĘ i robi sobie w głowie symetrię między feministkami a konserwą, jako skrajnymi frakcjami, między którymi ona siedzi okrakiem i sędziuje jak na meczu tenisowym. Po co jej do tego był potrzebny SlutWalk, nie mam pojęcia, chyba jako ilustracja stereoptypu (ale czyżby ABR nie doczytała o czym mówi, zupełnie jak Pawłowicz?!), ale w efekcie wyszło strasznie protekcjonalnie, że ABR poucza ofiary gwałtu, jak mają się czuć i jak wolno im demonstrować sprzeciw. Not cool.
    Więc well, nie sądzę, by ABR podlegała krytyce za sam fakt stania pod rączki z Pawłowicz, li i jedynie. ABR po prostu czepia się głupio myląc grupy o których pisze, pars pro toto używając Maszerujących za całość feministek polskich i ruga je za kieckę Jasia Kapeli.
    Ad: kontestacja Marszu Szmat z lewicowego punktu widzenia miewa przebłyski sensu. Ubrana w mini po pępek i dekolt po bobra nie jestem żadną szmatą, tylko szprotą w nieco figlarniejszym niż zwykle nastroju – NO PRZECIEŻ o tym jest marsz, dekonstruujący ubiór jako komunikat usprawiedliwiający przemoc czy pogardę czy uzasadniający ex post gwałciciela. Chyba że czegoś nie rozumiem, ale IMHO Marsz jest właśnie rozbijaniem stereotypu: widz może sobie myśleć „szmata” o wydekoltowanej jednej lasce, ale jak widzi ich trzysta naraz, głośnych, świadomych siły, w różnym wieku i o różnej prezencji, to ta „szmata” się strasznie dekonstruuje jako wyzwisko, i traci swoją moc, zwłaszcza gdy owe „szmaty” przechwytują ten epitet używając go do ośmieszenia i zdezawuowania. Więc, jak dla mnie bomba, niech się te marsze odbywają, niech strój odbiegający od ponurej normy przestanie być wyznacznikiem zdrowia psychicznego, konduity, prawa do autonomii czy czego tam jeszcze Pawłowicz chciała.

    Lubię to

  9. A to nie jest sam problem w tym, że importuje się z daleka słuszną inicjatywę co do pryncypiów do miejsca, gdzie już nikt nie rozumie jej genezy? Przeciętny widz nie wie o co chodzi.

    Lubię to

  10. @Gronkowiec „Po chwili namysłu uznałem, że ani chybi chodzi o prawo kobiet do otwartego wyrażania swojej seksualności” tak, między innymi chodzi o prawo do wyrażania swojej seksualności bez jednoczesnego bycia traktowanym jako osoba, która musi tę seksualność realizować z każdym, kto wyrazi taką chęć („Bo skoro nie, to po co ubiera mini”) i jako osoba, która jest sama sobie winna, jeśli spotyka się z przemocą („Bo po co prowokowała”).

    Ja miałam jakieś trzydzieści sekund zawahania przy Bielik-Robson, po czym przełożyłam sobie szybko tę logikę na „nie protestuj zbyt głośno albo zbyt niegrzecznie, bo uwewnętrzniasz sobie stereotyp kłótliwej feministki” i stwierdziłam, że nie, po moim trupie.

    Swoją drogą o hai, pierwszy raz komentuję, a czytam regularnie :)

    Lubię to

  11. Eee, ale nazywanie swojej manifestacji „marszem szmat” nie jest utrwalaniem jednak seksistowskiego i wulgarnego języka oraz stereotypów.
    Samoetykietkowanie nie działa dobrze, raczej rozpowszechnia się memy, choćby po skwapliwej i radosnej reeakcji pełnej piany poślicy Pawłowicz widać, że sama nazwa już dostarcza pretekstów do ataków niewybrednych.

    Lubię to

  12. Zgadzam się, że generał publiczny był niedoinformowany, co świadczyć może nie najlepiej o organizacji marszu albo/i o gotowości lokalsów do dyskutowania o problemie gwałtu na tym poziomie. Do wielu nie dociera nawet, że zapięta po szyję „pani domu” może zostać zgwałcona przez męża, co dopiero mówić o prawie do bezstresowego noszenia mini. A teraz, po fakcie, można używać Twojej notki do wyjaśnienia publice o co w tym wszystkim chodziło. Jeden mój kolega z prawej strony pisał ostatnio, że Marsz Szmat to odwrócenie uwagi od prawdziwego problemu, jakim jest wykorzystanie „zwykłych” kobiet w miejscach pracy – z nieporozumieniem na takim poziomie mamy do czynienia.
    Przy okazji – pozdrawiam, wychodzi z szafy czytelnik i fan.

    Lubię to

  13. Sytuacja z wczoraj:

    Jadę tramwajem. Godzina 15, ale stosunkowo luźno, do następnego przystanku… wsiada facet, na oko 50 lat, pachnie od niego niepranymi ciuchami od tygodnia (więc nie tragiczny żul), słaba, jakby wczorajsza woń alkoholu. Razem z nim wsiada jeszcze kilkanaście osób, więc robi się ciasno, zatem nie zwróciłam uwagi…początkowo.

    Facet zaczyna się do mnie przysuwać – za mną nie stoi nikt bardzo blisko, więc krok do tyłu. Facet za mną. Ja – jeszcze pół kroku. Milimetr. Delikatnie się odwracam – facet coraz bliżej. Za nim pusto… Torbą otarłam się o staruszkę, głośno przeprosiłam – facet odsunął się, na jakieś 5 sekund, potem zaś się na mnie pcha.

    Trwało to 3, może 5 minut. Nie miałam jak przesunąć się w inne miejsce w tramwaju, bo to w którym stałam było jedynym luźniejszym. Wysiadłam na najbliższym przystanku, o 2 wcześniej niż powinnam. Nie miałam siły krzyczeć, byłam w szoku, może też i tłum w tramwaju zrobił swoje, ale nikt nie powie mi, że takie zachowanie jest normalne.

    Gwoli ścisłości: czarne adidasy, czarne spodnie, sportowy podkoszulek i sweter. Dla znajomych to ubranie zakonnicy a nie szmaty. Boję się, że gdyby to nie był tramwaj a pusta ulica czy park, zostałabym napastowana lub nawet zgwałcona.

    Lubię to

  14. A my byłybyśmy wdzięczne za podawanie źródła danych. Badanie Hollaback! Polska cytowane jest w artykule bez słowa o tym skąd dane pochodzą. Chodzi dokładnie o zdanie:
    „Molestowanych jest 80% kobiet i 44% mężczyzn, w blisko 70% przypadkach świadkowie zdarzenia nie zdobyli się na reakcję” – dane te pochodzą z komunikatu z badań Hollaback! Polska na temat skali zjawiska molestowania w przestrzeni publicznej w Polsce.
    Greta Gober i dr Joanna Roszak są autorkami raportu, prowadziły również samo badanie. Bardzo się cieszymy, że dane te są wykorzystywane w walce z przemocą seksualną jednak byłoby nam miło, gdyby źródło danych było za każdym razem podawane. Nie tylko czyni to sam artykuł bardziej wiarygodnym, ale daje również szansę osobom zainteresowanym na odniesienie się do pełnego raportu + uznanie dla pracy autorek badania i raportu. Ruch Hollaback! jest ruchem wolontariuszy i wolontariuszek i tym bardziej należy docenić naszą pracę.

    Podajemy link do pełnego komunikatu:
    http://polska.ihollaback.org/files/2012/09/Molestowanie-w-przestrzeni-publicznej-w-Polsce.-Komunikat-z-bada%C5%84-Hollaback-Polska.pdf

    Lubię to

  15. „Czasy mamy takie, że to nie argumenty decydują o słuszności stanowiska, lecz – kogo się ma za sojusznika”. – to nie argument, to demagogia – nie sądzę, by była zamierzona, ponieważ zdarza się, że wniosek to punkt, w którym nie mamy siły myśleć dalej, a owo nieszczęsne zdanie jest na końcu tekstu ;)

    Takie stawianie sprawy polaryzuje sytuację do my – oni. Gdzie miejsce dla umiarkowanych, dla centrum? Bez tego nie ma mowy o wolności, są dwa obozy – my/mający rację i oni/wrogowie. Taka dychotomia, póki nie strzelamy do siebie z bazook na ulicach, za ostra i wpisuje się w powszechną ostatnio radykalizację.

    Koincydentalnie ten obrazek made my day, pasuje:

    Nie zgodziłabym się ze wszystkimi tezami Bielik-Robson, ale w wielu miejscach podoba mi się to, co pisze na ten temat, chociaż niekoniecznie jej konkluzje jako całość.

    U niej podobnie jak w Twoim tekście końcówka siada :P

    Ciekawy i godny przemyślenia jest ten kawałek o niechęci do utożsamiania się z określeniami, które mają być kalkami patriarchalnymi – czarownicą, szmatą i wyskrobaną dziwką, bo to pachnie czymś więcej, niż ambiwalencją pt. jestem fajną feministką, fajniejszą, niż te niefajne, ale jest późno, także brakuje mi mocy przerobowych, żeby dokończyć tę myśl ;) A myśl o perukach fajna, nie musimy wyglądać tak samo, jaki by ten mundurek nie był. Totalitaryzmy lubią mundurki, indywidualizm – nie i temu drugiemu zdecydowanie po drodze z prawami człowieka.

    Myślę, że Bielik-Robson ma trochę racji, ale nie dostrzega, że takie postawienie sprawy oznacza utkniecie w paszczy Scylli w obawie przed Charybdą: Żydzi, podawani jako przykład tych, co sobie poradzili z traumą, ewidentnie sobie z nią nie poradzili, ponieważ z ofiar zamienili się w oprawców Palestyńczyków, robiąc bardzo wiele rzeczy, które mogą się kojarzyć z pierwszymi, drugimi, i trzecimi krokami nazizmu – zasypywanie studni, zakaz budowy domów, sądy wojenne odbierające ludziom ziemię (innymi słowy cały majątek) należącą do nich setki lat i wreszcie getto/strefa Gazy.

    Peter Lauster pisał o tym, ze są trzy postawy: ofiary/owcy, kata/wilka i asertywna/człowieka wolnego. Obejrzałam foty i filmiki z tego marszu i myślę, że to OK, cały negatywny szum medialny jest chyba resentymentem i niechęcią do uruchomienia szarych komórek (od tego są stereotypy, żeby nie musieć myśleć, bo to niektórych boli :P – wolą porechotać z gołych cycków). Bodaj Robert Bly z kolei wspomina, że w Grecji człowieka wolnego można było poznać po tym, że mógł nago przejść przez miasto – nie wolno było tego niewolnikom, kobietom i biedocie.

    Nazwa na ten moment szokująca, ale chyba taka miała być – czy nietrafiona, czas pokaże, być może rzecz się przyjmie i zredefiniuje zjawisko, być może nie i wpisze się w stereotyp „jak suka nie da, pies nie weźmie” – a to zależy od wielu czynników – od edukacji, od zmian w Policji, Prokuraturze i ministerstwie Sprawiedliwości, od nacisków UE, od kryzysu itd., nie tylko od samego marszu.

    Lubię to

  16. Kaczmarski wiedział, co pisze, to jest zawsze aktualne :P

    „Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas
    I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast
    Zwalali pomniki i rwali bruk – Ten z nami! Ten przeciw nam!
    Kto sam, ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam”.

    „Idę więc do nich i mówię, że czas
    Jest zawsze przejściowy, a chaos jest w was!
    I za to sądzili – i za to spalili”.

    Lubię to

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s