Antyfeministyczne bingo p.3

Po krótkiej przerwie, która, jak widać, nie przyciągnęła tyle czytelniczek i komentatorek, wracam z antyfeministycznym bingo. To ostatnia część i sama nie wiem – rozprawiać się potem z jakimiś innymi? krąży ich po sieci znaczna ilość, a ja wybrałam przecież tylko jedno z nich.

  1. Patriarchat krzywdzi też mężczyzn.

A to akurat prawda jest. Możemy to nazwać patriarchatem, paradoksem macho, pewną definicją męskości, w którą zgodnie z wypracowanymi przez lata wzorcami mężczyzna ma się wpisać. A więc: nie płakać, lać w pysk, śmierdzieć piwem, nie golić pach, otrząsać się ze wstrętem na róż, kucyki i lalki barbie, jak również muzykę dyskotekową, taniec i śpiew. Generalnie tych wszystkich „męskich” cech jest tyle, że gdyby chcieć mieć je wszystkie, to przyszłoby takiemu mężczyźnie zwariować. Tak, że tak – cały ten zestaw oczekiwań jest nie lada balastem.

Panowie, pamiętajcie jednak, że jesteście wychowywani w atmosferze przyzwolenia na łamanie zasad. Wam się to dużo bardziej wybacza, zwłaszcza jak już wyjdziecie z licealno-studenckich grup rówieśniczych. Więc jeśli macie ochotę na różową koszulę, denerwuje was niemożność domycia pach z uwagi na kłaki i prócz solidnego jebnięcia przesterowanej gitary lubicie się gibnąć do kanadyjskiego rocka – róbcie to. Ostatecznie, męskość musiałaby być szalenie kruchym konstruktem, jeśliby tego typu zachowania miały nią zachwiać.

sinfest

  1. Jeśli chcesz być traktowana jak dama, zachowuj się jak dama

Na usta cisną się komentarze do słów posłanki Pawłowicz, Warzechy i innych małych, zaplutych człowieczków o Marszu Szmat. Umówmy się: ci ludzie, prócz nienawiści do tego, co od nich różne i zapędów dyktatorskich nie mają nam jednak nic do zaoferowania, więc zostawimy ich sobie na inną okazję.

Dama, cóż to jest ta dama, zastanowiłam się. Nie, no, serio: to takie słowo-klucz, po którym dyskusja traci impet, oh dear, żadna ze mnie dama, plebs mi wyszedł spod spódnicy. No wyszedł: korzenie mam dość robotnicze i nie zamierzam się tego jakoś wstydzić.

Zapytałam internetu, co to znaczy być damą i najbardziej wyczerpującej odpowiedzi udzielił mi portal kafeteria.pl:

„Obowiązkowym atrybutem damy w każdych czasach pozostaje jednak klasa.”
Nie wiem, jaka: społeczna? No, to już wyżej ustaliłam – nie jestem.

„Prawdziwa dorosła dama nie przyciąga wzroku nadmiarem biżuterii, wieczorowym makijażem lecz dyskretną elegancją.” – twierdzi dalej portal i znów baranieję – nadmiar to ile, cztery kolczyki w jednym uchu? I czy mogę pod białą kreską na linii wodnej zrobić sobie brązową, by nadal być damą? Same ogólniki!

„Ale nie ubiór decyduje o klasie. Przynajmniej nie jedynie. Czymże więc ona jest? – zapyta wiele z nas.”
(myślę, że wiele z nas nie użyje partykuły -że, z uwagi na jej anachronizm, ale tak to jest, jak się uczy ludzi polskiego na Żeromszczyznach, zamiast na Masłowskiej i Chutnik).

„No i tu trzeba będzie rozpisać się nie tylko na temat dyskretnej kobiecości i wdzięku”
Duże biusta, jako niedyskretne, won. Bandażujcie sobie, dziewczyny.

„…lecz również inteligencji, oczytania, godności, honoru, umiejętności znalezienia się w każdej sytuacji. Trzeba by też wspomnieć o dyskrecji, powściągliwości w wyrażaniu opinii, rozsądku, umiejętności trzymania swoich emocji na wodzy, wszechstronnych zainteresowaniach a przede wszystkim o takcie i kulturze osobistej.”
Matko boska irakowska, toż to litania jak z zeszyciku na tak zwane złote myśli na cechy twojego ideału.

„Kto zna prawdziwą damę ręka do góry?”
Nie wiem, czy znam. Większość znajomych mi dziewczyn i kobiet to osoby inteligentne, oczytane, sprawnie operujące klawiaturą. Przeważnie też odważnie i otwarcie wyrażają swoje opinie, jak również potrafią w sposób całkowicie spektakularny wyjść z nerw, przejawiając przy tym zachowania pozbawione taktu i dyskrecji, a wszechstronne zainteresowania nie mają na to najmniejszego wpływu. Z uwagi na trudności w zdefiniowaniu pojęcia damy nie wiem, czy są prawdziwymi damami, z całą pewnością jednak fakt, że są odważne, emocjonalne czy nietaktowne w żaden sposób nie powoduje, że są jakieś, nie wiem, niegodne szacunku.

W ogóle sobie myślę, że człowieka fajnie się szanuje niezależnie od płci, emocjonalności czy otwartości w wyrażaniu opinii – dopóki nam (albo nam bliskim) nie wyrządzi, rzecz jasna, krzywdy.

Więc jeśli ktoś ten szacunek uzależnia od wydumanych cech jak ilość kolczyków, siła makijażu czy powściągliwość w emocjach, może równie dobrze dać się wystrzelić jako wybuchający ptaszor w angry birds space – byłaby wręcz z niego większa uciecha.

  1. Jestem dżentelmenem starej daty.

Wiecie co, ostatnio oglądałam film, gdzie był taki dżentelmen. Stara data, stare pieniądze, lata 20 w USA. Potępiał przemytników alkoholu, ale pił przemyconą przez nich whiskey, miał za złe żonie romans, gdy sam od początku małżeństwa cały czas miał kochanki. Ostatnią z nich przynajmniej raz uderzył. Był również ksenofobem, rasistą i miał brzydki wąsik. Nazywał się, oczywiście, Tom Buchanan z Wielkiego Gatsby’ego.

No więc, drogi dżentelmenie, nie ma się czym chwalić. Generalnie przy konserwatyzmie nie ma się czym chwalić, bo ilekroć mu się przyjrzymy, wychodzą z niego uprzedzenia dla inności i obsesyjne przywiązanie do tradycji bez żadnych racjonalnych przyczyn.

  1. Jesteś głupia i przesadnie emocjonalna.

O ile sobie przypominam, nawet w łonie naszego lewicowego grona pojawiali się uroczy technokraci, którzy hejterzyli emocjonalność. Ja to nawet rozumiem, na pewnym etapie zachłyśnięcia się racjonalizmem ma się wzgardę dla emocji. Potem jednak poprawnie funkcjonujący w społeczeństwie człowiek orientuje się, że ludzie są emocjonalni i irracjonalni. Tak już mają. Co więcej, emocje są niezbędnym elementem zdrowej istoty ludzkiej. Jedyne zatem, co warto rozstrzygnąć, to fakt, czy emocje są w konkretnym przypadku szkodliwe lub zaciemniają obraz, gdy dyskutujemy jakieś pryncypia.

Aha, tu nadmierna emocjonalność jest chyba też wskazana jako cecha typowo kobieca. No więc jako prawdziwe damy oczywiście jesteśmy przecież powściągliwe w emocjach, prawda?

A prawdziwi mężczyźni, jak mi podpowiedział Michio, to już w ogóle:
emo

  1. Ale ja chcę o tym rozmawiać. Posłuchaj mnie!

Pochodna poprzedniego. Nadmierną emocjonalność można zlekceważyć jako przejaw niepoczytalności. Nie odnosić się do niej i tym samym prześliznąć się nad uczuciami rozmówczyni, by wskazać priorytet swoich: nie interesuje mnie, że temat jest dla ciebie trudny albo dyskusję masz za zakończoną, masz mnie słuchać, bo przecież słuchałyście nas przez stulecia.

Prawdę powiedziawszy, to ostatnie jest raczej problemem władzy niż płci – tendencja do lekceważenia uczuć osoby słabszej pojawia się niezależnie od kulturowej płci dyskutantów, za to mocno zależnie od ich wzajemnych relacji. Oziębła matka, starsza partnerka, toksyczna szefowa, wszystkie mogą zagrać tym samym punktem. Nie wiem, czy jest antyfeministyczny.

Poniżej wklejam wam bingo – znajdziemy jeszcze jakieś punkty?

tumblr_m3xvkmXxMx1r9f9bx

Advertisements

80 uwag do wpisu “Antyfeministyczne bingo p.3

  1. Nie wiem czy będzie część czwarta, ale zdaje się że pominęłaś klasykę „wyboru”, popularną (w aktualnej inkarnacji) we flejmach na temat niedoreprezentacji kobiet w technologii i na politechnikach.
    „Kobiety mają takie same możliwości pójść na studia [techniczne] ale po prostu tego nie wybierają [bo nie chcą]”

    Lubię

  2. Ad. 1
    Mężczyźni mogą łamać zasady, ale ma to swoje granice (albo jest więcej akceptowanych wersji męskości, niż kobiecości – ale to już dygresja).
    Przytoczone przez Ciebie stereotypy to raczej sprawy powierzchowne (poza „nie-płakaniem” i laniem po pysku). Ale parę poważniejszych kwestii nadal budzi kontrowersje. Takim przykładem, który przychodzi mi na szybko do głowy, jest akceptacja bliskich więzi męsko-męskich, pozarodzinnych i wykraczających poza wspólne picie wódki i oglądanie meczy. Niby jesteśmy w mediach powoli oswajani z takimi relacjami, ale nadal wywołują one reakcje pokroju „ale z nich pedały” (tutaj się miesza homofobia z przekonaniem, że jedynym „pozytywnym” uczuciem obecnym u mężczyzn jest pożądanie).
    Podobnie rezygnacja z podstawowych męskich ról (męża i ojca zarabiającego na utrzymanie rodziny) niby jest dozwolona, ale nie w pełni akceptowana.

    Na argument „patriarchat krzywdzi też mężczyzn” odpowiadałbym raczej pokazaniem, że to krzywdzenie przybiera różne postaci. Mężczyznom stawia się nierealne cele, ale jednocześnie zachęca do walki o pozycję w społeczeństwie. A role kobiece opierają się na uległości i czekaniu, aż ktoś im zorganizuje życie.
    (Może ta sugestia pojawia się powyżej, ale moim zdaniem nie jest dość zaakcentowana – chyba ta różowa koszula odciąga uwagę. ;) )

    Poza tym argument „mnie też krzywdzi patriarchat” w dyskusji o feminizmie jest bez sensu. Bo jak patriarchat krzywdzi, to zamiast narzekać na feministki trzeba stanąć z nimi w szeregu i z patriarchatem walczyć.
    Albo przyznać, że krzywdzi, ale za bardzo boimy się utracić wynikających z niego przywilejów.

    Lubię

  3. No to ja mam inny przykład „klasyki wyboru” (trochę naciągany) z dyskusji na Wikipedii [http://pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja:Zjawisko_Matyldy]:

    „A czy szanownym feministkom naprawdę nie przyszło do głowy, że mniejsza cytowalność wynika z mniejszej wartości publikacji ? Nie mogę w to uwierzyć. Jesteście seksistkami drogie Panie. Gdybyście byłe obiektywne wpisałybyście różne punkty widzenia (w pierwszym rzędzie: prace mniej wartościowe są rzadziej cytowane, z tego wynika efekt Matyldy).”

    Gościu trafił w sedno chociaż z jedną sprawą: że autor tego tekstu jest seksistą. Niestety jestem też mężczyzną, a indeks cytowań jest najważniejszym wyznacznikiem wartości pracy naukowej.

    Lubię

  4. Czy przypadkiem koncept damy z klasą nie funkcjonuje w pewnej części (zapewne nie tylko) po to, żeby można było całkowicie swobodnie i bez podawania uzasadnienia skreślać niedamy z nieklasą?

    BTW w jakimś koszmarnym powieścidle (jakim? skleroza) pewna pani zdejmowała majtki z klasą.

    Lubię

  5. Niestety, dość regularnie obrywam, kiedy piszę, że patriarchat krzywdzi też mężczyzn. A zdawałoby się, że wiadomem jest, że dlatego właśnie go zwalczam. Z drugiej strony, jakiś czas temu napisałem o tym dziwnym zjawisku na blogu i czytelnicy zrozumieli, że ja się czepiam wszystkich feministek…

    Lubię

  6. Dama z klasą to jest w ogóle doskonała rzecz: mętny wzorzec, do którego kobieta ma równać, żeby zasłużyć na pewne przywileje bycia w DOBRYM TOWARZYSTWIE (ale w tych przywilejach są też zaszyte haczyki, as in: rzeczy, których przy damach się nie mówi, rzeczy, których damie wiedzieć/robić nie wypada), w ogóle, konstrukt bardzo wygodny dla patriarchatu: nieostentacyjna, uprzejma, nienachalna i dyskretna pani, która jeśli zdejmuje majtki, to dla jakiegoś dżentelmena i robi to na tyle subtelnie, żeby nie mieć oczekiwań ponad jego możliwości. Przy okazji jest to też niezły młot na wszelkie kobiece postulaty: Dama nie ma postulatów, więc jak rościsz i żądasz, miast elegancko siedzieć w kącie, to nie jesteś damą i możemy cię źle traktować.
    Więc well, postulat bycia damą zgłaszany przez antyfeminstę oznacza zwykle po obraniu z ozdobników: bądź uległa i nie pyskuj.

    Lubię

  7. Uprzejmie proszę o zaoranie „argumentów” następującej treści:

    „Feministki już wywalczyły równe prawa dla kobiet wiele lat temu, teraz feminizm nie jest już potrzebny.”

    „Feministki są dziś wulgarne i roszczeniowe, urządzają różne Marsze Szmat. Jestem za feminizmem, ale nie w takiej wulgarnej formie.”

    Lubię

  8. Zdecydowanie chcemy jeszcze! Jest wieeeeeele kolejnych hasel do antyfeministycznych bing, ktore wymagaja przeorania :)

    ad.1
    Jako biologiczny mezczyzna, ktoremu zupelnie nie odpowiada narzucany przez patriarchat model meskosci chcialbym zaznaczyc, ze nie ma sensu porownywanie kto jest bardziej poszkodowany, mezczyzni czy kobiety. Licytowanie sie na to komu bardziej dokopuje dominujaca kultura nie ma sensu, tak samo dzielenie ludzkiego cieprienia na „lepsze” i „gorsze”.

    Ciekawe za to, ze argument „mezczyzni tez cierpia przez patriarchat” jest uwazany za anty-feministyczny. Jak juz zauwazylo wielu komentatorow, to jest bardzo pro-feministyczny (a przede wszystkim pro-genderowy) argument! Jesli wiec ktos uwaza go za anty-feministyczny, to a) zle to swiadczy o anty-feministach, ktorzy go uzywaja, bo widac nie kapuja o co chodzi b) zle swiadczy o niektorych feministkach, jesli obruszaja sie gdy ktos wskaze ze nie sa jedynymi pokrzywdzonymi na swiecie

    ad. 3
    Kocham argumenty typu „dawniej bylo tak dobrze”! :P Przeszlosc to dziwny twor, kazdy ma swoje wyobrazenia na jej temat – i chetnie konstruujemy takie wizje przeszlosci, ktore odpowiadaja naszym obecnym potrzebom. Wiec powiedzmy jasno: nie, nigdy nie bylo takich „dzentelmenow”, na jakich powoluja sie tradycjonalisci. Tak samo nigdy nie bylo „katolickiej Polski, w ktorej wszyscy sluchali sie Biblii i zyli po bozemu”… generalnie spokojnie mozna zalozyc, ze gdy ktokolwiek odwoluje sie do argumentu „jak to dawniej bylo dobrze”, to odwoluje sie on do jakiejs nieistniejacej konstrukcji. I od zawsze tak bylo – juz w starozytni Egupcjanie „wymyslali” swoja historie i konstruowali swoja przeszlosc tak, zbey pasowala do ich biezacych potrzeb politycznych i ideowych :)

    Lubię

  9. ad.1. Myślę, że chodzi własnie o to: że w toku dyskusji zaczyna się licytacja, kto bardziej cierpi od patriarchatu. No więc ja nawet za licytacjami na allegro nie przepadam.

    ad.3. Ilekroć słyszę tę nostalgię za przeszłością, myślę sobie dwie rzeczy:
    a) w końcówce lat 80. miałam 10-12 lat i próbowałam pisać jakieś opko. Utykałam zawsze na pierwszej scenie, w której bohaterka kłóci się ze swoimi rodzicami o podwyżkę kieszonkowego. W ciągu tych dwóch lat przeszłam z tygodniówki w wysokości 30 zł do tygodniówki w wysokości 300 zł. Nie chciałabym, by te czasy wróciły, nie tylko z uwagi na niewysoką tygodniówkę.
    b) nigdy nie było tak dobrych czasów jak teraz; nigdy nie było tak powszechnego czytelnictwa, edukacji i dostępu do informacji. A i trochę wierzę w to, że mamy wpływ na to, by było jeszcze lepiej.

    Lubię

  10. „A to akurat prawda jest. Możemy to nazwać patriarchatem, paradoksem macho, pewną definicją męskości, w którą zgodnie z wypracowanymi przez lata wzorcami mężczyzna ma się wpisać. A więc: nie płakać, lać w pysk, śmierdzieć piwem, nie golić pach, otrząsać się ze wstrętem na róż, kucyki i lalki barbie, jak również muzykę dyskotekową, taniec i śpiew. Generalnie tych wszystkich “męskich” cech jest tyle, że gdyby chcieć mieć je wszystkie, to przyszłoby takiemu mężczyźnie zwariować. Tak, że tak – cały ten zestaw oczekiwań jest nie lada balastem.”

    Powinien też
    A. Popierać równość, parnterstwo i równuprawnienie, bo inaczej jest przemocowym bydlęciem, które przykłada rękę do „systemu dominacji”.
    B. Popierając równość, parnerstwo i równuprawienienie otwierać przed kobietami drzwiczki, odsuwać krzesełko a w realacjach intymnych zawsze być tą silniejszą stroną, na której można się oprzeć itd.
    C. Udawać, że feministka, która jednocześnie bluzga na „tradycyjną męskość” i domaga się od facetów żeby odsuwali jej krzesło, bo inaczej mogą „wyjść na chama”, jest zupełnie racjolnalna i wszystko z nią okej, ponieważ w przeciwnym razie jest to przemocowa próba zmuszenia kobiet do stłumienia swoich emocji i w ogóle przemoc.

    Lubię

  11. ale, niestety muszę to powiedzieć, nie można być jednocześnie „nadmiernie emocjonalnym” i racjonalnym, to się wykłucza.
    Chcesz być traktowana jak istota racjonolna, to nią bądź. Nie ma innej drogi. Racjonalność polega między innymi na tym, że wyznaje się poglądów i nie ma się oczekiwań, które są wzajemnie sprzeczność. Np. „równuprawnienie” i „równość” mogą być albo całkowite, albo nie ma ich w ogóle. Jeśli więc jesteś za równością męzczyzn i kobiet, nie masz prawa wymagać dla siebie tradycyjnych, patriarchalnych przywilejów, jak na przykład otwieranie przed Tobą drzwi, odsuwanie Ci krzesła, opiekowanie się Tobą, traktowanie Cię jak istotę słabszą i wymagającą delikatności, itd.
    Jeśli natomiast popierasz powszechne prawo do irracjonalności, to rozumiem, że dotyczy to również mężczyzn. Problem w tym, że, najwidoczniej, jednocześnie nadal wymagasz tej samej, racjonalnej, opiekuńczej i twardej tradycyjnej męskości, która wyklucza i potępia irracjonalność.

    Lubię

  12. a jeśli przyznajesz samej sobie prawo do irracjoności, takie same prawo musisz przyznać drugiej osobie, ergo facet ma prawo po prostu ot tak olać sobie Twój racjonalny(tj. mający racjonalną naturę i apelujący do racjonalnego myślenia) argument o tym, że nie wolno lekceważyć potrzeb osoby, która jest nadmiernie emocjonalna, bo tak mu się spodobało i już.

    Lubię

  13. @ szprota

    och, to znaczy że coś się zmieniło przez te parę tygodni? Już nie uważasz, że jeśli facet nie odsuwa przed kobietą krzesła to cham z niego?
    Brawo.
    Problem w tym, że nadal jesteś wyjątkiem, i to nie wśród ogółu kobiet, ale nawet wśród tych kobiet, które pyszczą się o równość i parnterstwo.

    Lubię

  14. a jeśli już mowa o prawie do irracjonalności itd, to facet ma prawo jednocześnie nie odsuwać kobiecie krzesła i mieć skłonności do bicia po innych facetów po ryju(np. w ramach sportu), bo taki ma kaprys i już. Albo odsuwać krzesło ale tylko tym kobietom, wobec których chce mu się to robić.
    Serio, coraz bardziej mi się podoba to równuprawnienie.

    Lubię

  15. @ szprota
    Tylko ten „człowiek”, który ma
    „pomagać słabszemu”(????) to dziwnym trafem prawie zawsze facet a ten słabszy, któremu trzeba „pomagać” to prawie zawsze kobieta, więc de facto zmierzasz do tego, że tradycyjne patriarchalne normy bywają okej, tylko próbujesz to ukryć pod oszukańczymi pozorami.
    Niestety, z męskiej perspektywy to wychodzi na jedno i to samo.

    Lubię

  16. ale co z tego że jestem silniejszy? To zapisz się na siłkę i trochę przypakuj.
    Poza tym, przecież to krzesło to tylko symbol czegoś ogólniejszego i należącego do innej sfery. W imię czego facet ma się godzić na te większe wymagania pod jego adresem? Jeśli powołujesz się na różnice biologiczne to, po pierwsze, posługujesz się tym rodzajem argumentacji, który feminizm zdaje się histerycznie zwalcza(tj. o biologicznej predestynacji płci), a dwa popełniasz błąd logiczny, ponieważ z tego, że ktoś jest silniejszy od Ciebie wcale nie wynika, że obowiązują go w stosunku do Ciebie większe obowiązki, niż Ciebie w stosunku do Niego, przynajmniej nie wtedy, jeśli domagasz się takich samych praw.
    Równe prawa to równe obowiązki, naprawdę nie rozumiem, co w tym takiego skomplikowanego, że feministyczny umysył nie może tego pojąć.

    Lubię

  17. Ale właśnie domaganie się od drugiego człowieka, żeby brał na siebie więcej obowiązków i nie miał z tego tytułu praw do żadnej dodatkowej gratyfikacji jak najbardziej podpada pod „krzywdzenie”.
    To jest oszustwo, albo raczej próba oszustwa, bo nie wierzę, że jakikolwiek facet przez dłuższy czas będzie z kobietą, która robi go w chuja że kiedy On ma wszystkie tradycyjne obowiązki i żadnych tradycyjnych przywilejów. Prędzej czy później każdy, nawet najbardziej kumaty koleś załapie, że lepiej być z kobietą, która co prawda też ma wobec niego wyższe wymagania, niż wobec samej siebie, ale jednocześnie jest uległa i posłuszna, ergo jego większe obowiązki z tytułu tradycyjnej męskości są wynagradzane jej tradycyjną kobiecością.

    Lubię

  18. a tak poza tym: jakoś w tej dyskusji nie wspiera Cię żaden z Twoich prawdziwie lewakich kolegów.
    Nie żebym dopatrywał się w tym jakiegoś potwierdzenia, że mam słuszność, ale może jednak, jednak coś w tym jest. W każdym razie, zawsze wydawało mi się, że te prawdziwe feministki pomstują na mężczyzn, którzy uważają, że kobiecie należą się jakieś specjalne przywileje z tytułu tego, że jest kobietą i że takie myślenie jest de facto seksistowskie, przynajmniej w tym sensie, że w pewien sposób harmonizuje z głównymi założeniami seksizmu.

    Lubię

    • Swoją drogą osobliwe, że potrzebował kilkunastu komci na obronę tezy, że można być albo równościowcem albo uprzejmym. Może sam siebie przekonuje?
      Swoją drogą, ciekawe, czy naprawdę tak bucuje w życiu, i strzela drzwiami w pysk ludziom idącym za nim, nie podaje ręki przy wysiadaniu ludziom słabszym czy mniej sprawnym etc. Nie żeby robil takie wrażenie, żeby się chciało samej sprawdzić.

      Lubię

  19. Nie jestem na biezaco z debatami feminizm kontra konserwatysci, ale od kiedy pojecia „dama” i „gentleman” sa pejoratywne? Zdumiewacie mnie.

    Szpro, moim zdaniem, mezczyzna, ktorego opisalas, gentlemanem nie byl. Nie rozumiem tez, dlaczego udajesz, ze nie znasz drugiego znaczenia slowa „klasa” ? To tak jakbym pisala tekst o zamkach – rozporkach, a ty bys przyszla i powiedziala „ha, ha, przeciez krol tam nie mieszka”. No tak, to slowo ma kilka znaczen, nie odnosimy sie do drugiego, tylko do pierwszego, ale o tym pierwszym w zasadzie nic nie napisalas.

    Owszem, trudno jest opisac co sklada sie na „prawdziwa” dame, tak samo jak co sklada sie na „prawdziwa” milosc, nie zaprzeczysz jednak, ze milosc istnieje? Po prostu trudno podac jednoznaczna definicje. Tak samo argument o duzym biuscie byl bez sensu – a moze to tylko ja nie widze, co ma piernik do wiatraka.

    Piszecie, ze „damy” sa ograniczone, spetane konwenansami. Tak samo jak ludzie, ktorzy nie kradna i nie morduja ? No przeciez mogliby. Nie wiem, moze zyje w jakiejs szklanej bance, czy cos, ale wydaje mi sie, ze czasy w ktorym ktos moglby powiedziec „nie zawracaj sobie ta polityka\motoryzjacja\czymkolwiek innym stereotypowo meskim swej slicznej glowki” juz raczej minely, aktywnosc umyslowa nie stygmatyzuje kobiet jako „niekobiece”. Przynajmniej w moim otoczeniu.

    W mojej interpretacji „dama” to jeden z modeli, w ktorym kobieta moze sie odnajdywac, ale przeciez nie musi. Myslalam, ze feministki walcza o to, zeby kobieta mogla wybrac, kim chce byc, a nie o to, by wszystkie wygladaly i myslaly tak samo.

    Lubię

  20. @gayaruthiel

    „wydaje mi sie, ze czasy w ktorym ktos moglby powiedziec “nie zawracaj sobie ta polityka\motoryzjacja\czymkolwiek innym stereotypowo meskim swej slicznej glowki” juz raczej minely,”

    Masz rację – wydaje ci się.

    Lubię

  21. @Gay: ja po prostu jestem zdania, że konstrukt „prawdziwej damy” jest sztuczny i przydaje się tylko po to, by dyscyplinować te, które do tej definicji nie przystają. Ale jak chcesz, możesz tu spróbować definiować na przykład klasę, jaką powinna cechować się dama.

    A, i co było nie tak z tym dżentelmenem?

    Lubię

  22. No, to ze ksenofob, rasista i damski bokser to nie sa cechy zwyczajowo przypisywane dzentelmentowi :)

    A co do prob opisania „klasy”, to chetnie, ale mam przeczucie, ze bedziecie z rozkosza lapac mnie za slowka, zamiast probowac zrozumiec, co probuje przekazac. Bo zaczelabym od „dobrego wychowania”, ale na pewno powiecie cos w stylu, ze wychowania sa rozne i nie mozna powiedziec, ktore jest dobre :)

    Wiesz, to jest nieuchwytna calosc, na ktora sklada sie mnostwo drobnych elementow, przy czym nie jest to zamkniety zbior – ktoregos moze brakowac, a ostatecznie tez zostanie osiagniety efekt „damy” \ „kobiety z klasa”. Setki malych rzeczy jak brak nikczemnosci, nie dowalanie slabszym, nie wyzlosliwianie sie dla samej radosci zlosliwosci. Umiejetnosc ugryzienia sie w jezyk, kiedy kasliwosc tylko nakrecalaby bezsensowne klotnie, umiejetnosc dyskutowania a nie wyklocania sie, ogolna dobroc, za ktora nie oczekuje sie zaplaty, inteligencja, brak wulgarnosci, umiejetnosc zachowania sie w kazdej sytuacji i wiele, wiele innych. To jest zestaw cech, do ktorych mozna dazyc, jednym sie uda osiagnac wiekszosc, innym niektore. Ale wciaz, to jest tylko jeden z roznych modeli w ktorym mozna sie rezalizowac. Przykladowo, znam prawdziwe damy, i uwazam, ze fantastyczne z nich kobiety. Znam tez takie, ktorych nijak dama nazwac nie mozna – ale w zaden sposob nie umniejsza to ich wartosci. Jablka i gruszki – nie mozna powiedziec, ze ktores jest lepsze, ale kazde jest inne.

    „Klasa” u kobiety , ktora czyni z niej dame, to wlasnie ta mnogosc cech charakteru, ale tez cech zewnetrznych, jak schludny, czysty ubior, czy umiejetnosc dobrania stroju do okazji.

    Nie jest to cos zaleznego od finansow, mozna sie z tym urodzic, albo sie w tym wychowac.

    Boli mnie uzywanie pojecia damy jako kobiety ograniczonej, bo ogolna dobroc, rozum i schludny wyglad nie przeszkadaja rozwijac zainteresowan, czy angazowac sie spolecznie.

    Lubię

  23. Nie, no skad? Zacytuje sama siebie, moglo zniknac w tekscie: „Jablka i gruszki – nie mozna powiedziec, ze ktores jest lepsze, ale kazde jest inne.” Mozna miec tatuaze, dredy i bluzgac niekontrolowanie, a mozna tez byc fanem stylu Kate Middleton. Zaden z tych wyborow nie jest lepszy od drugiego.

    To troche tak jak z kobietami, ktore wola zostac w domu. Prawdziwy feminizm daje im te mozliwosc (moralne przyzwolenie, bo de facto i tak robia co chca przeciez), bo chodzi tu o mozliwosc wyboru, a nie o wybor jedynej slusznej opcji. Sa kobiety, ktore wola rodzic dzieci i skupic sie na nich, sa takie, ktorym imponuje wizerunek damy, sa takie, ktorym imponuje Martyna Wojciechowska – ludzie sa rozni i to jest piekne :)

    Podsumowujac, w prawdziwym swiecie istnieja kobiety, ktore nazwalabym „prawdziwa dama”. Stad nie podzielam twojej opini o sztucznym konstrukcie.

    Lubię

  24. Bo dla ciebie to jest niejsane pojecie? Moj mini oburz wynika glownie z komentarza Naimy :

    „Dama z klasą to jest w ogóle doskonała rzecz: mętny wzorzec, do którego kobieta ma równać, żeby zasłużyć na pewne przywileje bycia w DOBRYM TOWARZYSTWIE (ale w tych przywilejach są też zaszyte haczyki, as in: rzeczy, których przy damach się nie mówi, rzeczy, których damie wiedzieć/robić nie wypada), w ogóle, konstrukt bardzo wygodny dla patriarchatu: nieostentacyjna, uprzejma, nienachalna i dyskretna pani, która jeśli zdejmuje majtki, to dla jakiegoś dżentelmena i robi to na tyle subtelnie, żeby nie mieć oczekiwań ponad jego możliwości. Przy okazji jest to też niezły młot na wszelkie kobiece postulaty: Dama nie ma postulatów, więc jak rościsz i żądasz, miast elegancko siedzieć w kącie, to nie jesteś damą i możemy cię źle traktować.
    Więc well, postulat bycia damą zgłaszany przez antyfeminstę oznacza zwykle po obraniu z ozdobników: bądź uległa i nie pyskuj.”

    Sa rzeczy, ktorych damie nie wypada robic – na przyklad, stereotypowo, bluzgac nieopanowanie. Ale przeciez da sie prowadzic dyskusje, nie uzywajac wulgaryzmow, przekazujac wartosciowe tresci.

    Nie miec oczekiwac ponad jego mozliwosci – to zwyczajna uprzejmosc wobec partnera, nie nasmiewac sie z centymetrow czy z braku umiejetnosci – dlaczego sprawiac przykrosc komus, kim jestesmy zainteresowani? Ale nie jest to rownoznacze z cierpieniem w milczeniu przeciez.To tak jak z krytyka – moze byc konstruktywna albo destruktywna. Aby byc szczerym, nie trzeba byc chamskim. Mozna pewne tresci przekazywac delikatnie i z wyczuciem – bo w sumie, czemu nie? Mozna tez oczywiscie walic surowa prawde miedzy oczy, czemu nie? Po raz kolejny – ludzie sa rozni.

    Nie wiem tez, dlaczego odbierac damie prawo do pogladow i postulatow. Ale Naima pisze, ze odnosi sie stricte do retoryki stosowanej przez antyfeministow, a to dziwni ludzie.

    Ludzie tacy jak poslanka Pawlowicz sa przerazajacy.

    Odnoszac sie zas do „Jeśli chcesz być traktowana jak dama, zachowuj się jak dama” – prawdziwy dzentelmen traktuje kazda kobiete jak dame. I dlatego czasem wychodzi mu to bokiem, bo nie wszystkie to lubia :)

    Mam silne poczucie, ze oddalam sie od tematu, wiec moze lepiej skoncze :)

    Lubię

  25. Streszczając: tworząc konstrukt damy w takim (feministycznym) dyskursie daje się sobie prawo do odmowy uznania racji tych, które w tą definicję się nie wpiszą. Zatem, w tym toku rozumowania, jest jednak zaszyte pozbawienie szacunku dla nie-dam. Definicja jest pojemna (Naima miała ciekawą notkę o tym, jak nasz język opisuje rzeczywistość i ideały – jeśli nie jesteś zmęczona tematem, zajrzyj, bo to bardzo ciekawe), więc łatwo o nadużycia.

    Lubię

  26. Ponieważ czuję się wywołana do tablicy, odpowiem.
    Jeśli potrzebujemy tylu komci, by ustalić, kto zasługuje na ten tytuł „damy”, to znaczy, że z jego definicja jest strasznie rozmyta, kontekstowa i uznaniowa. Co więcej, mimo że Gayaruthiel twierdzi, że jabłka i gruszki, i nie wartościujmy, co lepsze, to jednak ogólny uzus językowy przyznaje damom prymat nad niedamami, mówiąc, że te ostatnie są nie takie dobre i fajne.
    Otóż, dama wg podręczników savoir vivre’u jest zawsze stonowana, nieostentacyjna, łagodna, dyskretna i opanowana, grzeczna dla wszystkich i dbająca, by swoim zachowaniem oraz strojem nie razić, lecz pasować do okazji i otoczenia. W jednej perspektywie jest to towarzyski anioł, który każdemu usłuży i uprzyjemni, w drugiej perspektywie – będzie to kompletna ofiara konwenansu. Otóż, o ile (ze zdumieniem) przyjmuję, że ktoś może chcieć całe życie dostosowywać się miękko do oczekiwań innych wyłącznie w zamian za uznanie i tytuł dam, twierdzę, że wyjście z tej roli nie powinno łączyć się z klapsem/naganą (a do tego odwołuje się punkt z bingo chcesz być traktowana jak dama, to zachowuj się jak dama). Otóż w dissowaniu koncepcji damy punkt ciężkości leży w tym, że – jak zakładam, zgodnie ze Szprotą – uważam, że szacunek przysługuje nie tylko wdzięcznym i uprzejmym wiotkim w przegubie damom, ale również dosadnym chłopkom czy prostym robotnicom. Szacunek jest szacunek, i odmawianie go komuś, bo nosi jaskrawe/krótkie/pstrokate ubrania, albo ma kolczyki liczone w tuzinach, albo obgryza paznokcie, jest buractwem i żenadą. Poza tym stawia całą rozmowę nieuczciwie: będę cię szanować i traktować poważnie dopóki spełniasz moje oczekiwania (niejasne i uznaniowe) odnośnie sposobu bycia, ubierania i bycia łagodną i miłą. Jak nie będziesz łagodna i ustępliwa, to przestanę cię szanować jako dyskutanta. Czy to jest uczciwe zagranie?
    A zupełnie metauwaga do sporu o damę: tak intensywne odwoływanie się do figury z kultury szlachecko-dworsko-rycerskiej w społeczeństwie złożonym zasadniczo z potomków chłopów jest czymś dość absurdalnym i perwersyjnym.

    Lubię

  27. To ja tez musze stanac w obronie Dam :)

    Spotkalem kiedys starsza pania, majaca dosc przecietna prace, ale w jej zachowaniu bylo cos… szlachetnego. Promieniowal od niej takt, jakas szlachetnosc gestow, wysublimowanie – i zdecydowanie, bo potrafila z klasa ale stanowczo zaprotestowac, gdy cos sie jej nie podobalo. W koncu nie wytrzymalem i powiedzialem jej o tym, jakie na mnie zrobila wrazenie – i wtedy wyjasnila mi, ze jest z szlacheckiej rodziny. I faktycznie, to bylo widac. To byla prawdziwa Dama. I osobisice, gdybym mial wybierac, to wole sie obracac srod takich kobiet, niz wsrod dziewczyn jak z filmu „galerianki”, ktore przekilnaja jak panowie spod budki z piwem i robia krzwyde innym bez mrugniecia okiem.

    Jesli wiec feministki mialyby gardzic „damami” i je wysmiewac, to z tymi feministkami mi nie po drodze. Jesli jednak ktos twierdzi, ze KAZDA kobieta POWINNA byc dama, to to jest jeszcze gorsze!

    Ale punkt 2 obecnej edycji bingo jest chyba o czyms innym: „jesli chcesz byc traktowana jak dama, zachowuj sie jak dama”. problem moim zdnaiem jest tu jasny. Zadna z moich kolezanek nie chce byc traktowana jak dama. One chca byc traktowane jak swietne profesjonalistki (bo nimi sa), jak pelnoprawni czlonkowie zespolu (bo pracuja tyle samo co ich koledzy), jako wartosciowi pracownicy, jako dobre kumpelki. i tu jest chyba problem, bo do wielu zakutych glow nie dociera, ze kobiety maja wiele wazniejszych ambicji, niz bycie traktowana jak dama.

    Dziwnym zbiegiem okolicznosci, pierwsi w taktowaniu kobiet jak „dam” (i twierdzeniu ze feministki to nieprawdziwe kobiety, bo nie sa damami) sa wlasnie Ci „prawdziwi gentlemani”, ktorzy kobiecie zawsze odsuna krzeslo, ale do pracy juz nie przyjma, bo „kobieta powinna siedziec w domu”. Ale ta notka i tak juz sie zrobila za dluga zeby sie jeszcze o gentlemanach rozpisywac…

    Lubię

  28. @naima

    Faktycznie, chetnie odwolujemy sie do wymyslonych przez nas wizji „jak zachowywali sie rycerze” (choc, jak pisalem, nasze wyborazenia o historii malo mowia o tym, jak to keidys naprawde bylo, za to wiele mowia o tym, jacy jestesmy teraz). Ale to nie MIMO ze wiekszosc Polakow ma pochodzneie chlopskie, ale wlasnie DLATEGO. Usilnie staramy sie zachowywac, tak jak naszym zdnaiem zachowywla sie „szlachta”, bo marzymy zeby sie odciac od chlopskiego pochodzenia i wejsc „na salony”

    (ok ,straczy tej psychoanalizy polskiego spoleczenstwa…)

    Lubię

  29. @ „osobisice, gdybym mial wybierac, to wole sie obracac srod takich kobiet”
    Znaczy, to chyba w miarę oczywiste, że łatwiej żyje się z ludźmi spokojnymi, wpadającymi w nasze normy estetyczne i pogodnymi – no ale jakby nie rozmawiamy o tym, co lubimy teraz, prawda?

    Lubię

  30. Szprota, jasne! i dwie linijki nizej napisalem, ze kazda kobieta powinna moc sama wybrac, czy chce byc salonowa dama, czy nie :)

    I wlasciwie, jak pisalas Ty (i inni) chyba trzeba cos zrobic z jezykiem, bo „dama” ciagnie za soba caly bagaz skojarzen, przekonan i uprzedzen. Tylko jakie by tu nowe slowa, nieobciazone patriarchalnym dziedzictwem wymyslic…. ?

    P.S.: Wlasciwie to na codzien najbardziej lubie przebywac wsrod kobiet z tatuazami i kolczykami a nie wsrod dam salonowych, ale wole, jak te „alternatywne” dziewczyny sa spokojne, pogodne i kulturalne (nie mylic z potulne!) :)

    Lubię

  31. Poczytam na pewno, ale jutro. Zajrzalam tu tylko, by dopisac jedno zdanie, ale widze, ze dyskucja sie rozwinela, i musze cos dorzucic :)

    „Jeśli potrzebujemy tylu komci, by ustalić, kto zasługuje na ten tytuł “damy”, to znaczy, że z jego definicja jest strasznie rozmyta, kontekstowa i uznaniowa.” – Albo dlatego, ze kiedy rozpartujemy kazde slowo, zaczyna to przypominac balet na polu minowym. Przykladowo chcialam uzyc slowa „chlopczyca”, ale doszlam do wniosku, ze na pewno znajdzie sie to ktos, komu będzie ono przeszkadzać :)

    Dama ma prymat nad nie-damami. Bohater ma prymat nad nie-bohaterem. Mistrz boksu ma przymat nad nie-mistrzem bosku. Ale to nie znaczy, ze mistrz boksu jest lepszy lub gorszy od mistrza szachowego – mimo, ze mistrz szachowy jest nie-mistrzem boksu (jesli ktokolwiek jeszcze za mna nadaza). Dama to finalowa forma pewnego stylu zycia, ale stylow zycia jest wiele.

    Za to w pelni zgadzam sie ze wszystkim co piszesz o szacunku.

    Takoz samo zgadzam sie z tym co pisze Gronkowiec, wylozyl to, co mi chodzilo po glowie o wiele jasniej niz sama potrafie.

    Zwlaszcza ostatni akapit – dam w niefajnym znaczeniu, uzywaja ci, ktorzy mimo iz samo postrzegaja sie jako dzentlemanow, w istocie nimi nie są.

    A zdanie, z ktorym tu przyszlam, brzmi tak (zwlaszcza jestem ciekawa odpowiedzi Naimy): skoro z sympatia patrzycie na marsz szmat, popierajac uzycie w dyskusji akurat tego okreslenia, dlaczego równocześnie nie drazni was, ze antyfeminisci wypaczaja pojecie Damy robiac z niej bezwolne ciele ?

    Lubię

  32. Patrzę z sympatią na marsz, bo idzie w słusznej sprawie – by nikt nie nazywał kobiety szmatą (lub innymi synonimami osoby niegodnej szacunku bez względu na jej strój, i by nie przypisywał kobietom odpowiedzialności, jeśli zostaną ofiarami gwałtu.
    Nie widzę symetrii w używaniu terminu dama w znaczeniu: kobieta spętana konwenansem w dogodny dla antyfeministy/maczo sposób. Obawiam się po prostu, że w przywołanym w bingo cytacie właśnie o taką damę, tzn uległą i potulną bez względu na swoje poglądy i stanowisko chodziło.
    Jeśli chodzi o kobiety z klasą, wiedzą, wykształceniem i obyciem – jestem nimi zachwycona. Ale nie sądzę, byśmy się akurat o ich istnienie spierali w tej chwili, mówimy (albo tak sądziłam) o konstrukcie, jaki na potrzeby tłuczenia kobiet stosują antyfeminiści. Czy on ubliża tym, które nazwałybyśmy prawdziwymi damami (kimkolwiek są)? Wątpię. Myślę, że w ogóle ktoś, kto używa tak idiotycznej odzywki, szuka tylko pretekstu by uzasadnić brak szacunku dla rozmówczyni, czy powie „dama” czy „Susan” to drugorzędne.

    Lubię

  33. Ok ,Szprota, Naima, Gayaruthiel – poprawcie mnie, ale wydaje mi sie, ze sie rodzi tu mniej wiecej taki konsensus :

    1. Nie ma nic zlego w tym, ze kobieta jest obyta, elegancka, ma nienaganne maniery, potrafi dopasowac sie do towarzystwa i prezentuje klase (niech kazdy rozumie „klase jak chce”). Nie ma nawet nic zlego, ze jakas kobieta uwaza za jeden z waznych celow w zyciu by stac sie taka. Ba, nie ma nawet nic zlego w tym, ze marzy sie jej rycerz na bialym koniu ktory bedzie ja adorowal i podziwial.

    2. Zle sie jednak dzieje, gdy ktos chce narzucac taki model zachowania WSZYSTKIM kobietom. Nie ma znaczenia czy kobieta bryluje na salonach, czy siedzi w wyciagnietym swetrze w laboratorium, pracuje w kopalni czy nawet sypia z kim ma ochote i otwarcie o tym mowi. Kazda kobieta zasluguje na szacunek, niezaleznie od tego czy chce brylowac na salonach czy nie.

    3. Byc moze jest pewien problem z nazewnictwem, bo slowo „dama” jest silnie wpisany w model spoleczenstwa, gdzie „dama” ma rycerza / gentlemana, siedzi w wiezy i jest tylko ozdoba dla swojej meskiej polowki. Moze wiec trzeba cos zrobic z tymi patriarchalnymi terminami. Wymyslmy nowy, albo „odbijmy dame patriarchatowi”. Niech kobiety beda eleganckie, z klasa, ale niepokorne, niezalezne i niech to sie nazywa „dama” ;)

    4. Jak ktos argumentuje „Nie jestes dama, to cie nie bede trakotwal jak dame”, to trzeba mu odpowiedziec „Super, bo ja wcale nie chce siedziec na szczycie wiezy i wygladac rycerza na bialym koniu”. A jesli ktos to mowi w znaczeniu „Nie pasujesz do mojego oczekiwania wobec kobiety, wiec Cie nie bede szanowal”… to zal takiej osoby, bo widac ze cos z mozgiem ma nie tak!

    5. Generalnie lubimy tych, co sie odnosza z szacunkiem do innych, a oburzaja nas Ci, ktorzy szukaja pretekstow do dyskryminacji, niewazne czy wykorzystuja do tego slowa „dama” i „gentleman”, czy „szmata” albo „lesba”.

    Lubię

  34. Eeeee, no ale skąd to założenie, że każda kobieta zasługuje na szacunek.
    No jednak nie, nie każda.
    Osoby prymitywne, wulgarne, chamskie, krzywdzące innych, niesprawiedliwe itd nie zasługują lub zasługują na mniejszy szacunek z mojej strony i nieważne, czy są kobietami czy mężczyznami.
    Dlatego nie rozumiem tych zastrzeżeń ze strony komentatorów tu, oczywiście mój brak szacunku wyraża się tylko w tym, że sobie coś tam myślę o tej osobie, nie w żadnych negatywnych reakcjach,
    A no i oczywiście szacunek lub jego brak nie ma nic wspólnego z ubiorem ale już np. z zachowaniami tak.

    @EdwardTeach

    ale masz człowieku problemy, jak otwierasz te drzwi kobietom, to nie jęcz ani się nie chwal, bo o czym tu gadać.
    A jak nie otwierasz i krzesła nie odsuwasz, to jaki masz problem, zmusza cie ktoś do tego?
    Nie czaję jaki sens ma pisanie 10 komentarzy na temat jednego nieodsuniętego krzesła:)

    Lubię

  35. Czytając każdą część BINGO wydawało mi się, że tym razem to już z pewnością wyczerpałaś listę wkurwiających mnie szablonowych odzywek, które słyszę, gdy druga strona chce zwyczajnie zamknąć mi pysk jako interlokutorce, kiedy poruszam w rozmowie tematy ogólnie uznane za „nie do dyskusji”. Z każdym razem jednak przekonuję się, że potrafisz wydobyć coś jeszcze. Moje bolączki to „twoja emocjonalność szkodzi dyskusji, wyluzuj” oraz „popełniasz nadinterpretację”.
    Jest jednak jeszcze coś, co mnie doprowadza do stanu bliskiego zalutowania rozmówcy. Bierna agresja. Pojawia się czasem ktoś typu mentor, prowokuje jakąś dyskusję, a kiedy usłyszy niewygodną argumentację, to wysyczy taki oto ucinający dyskusję szit: „Tak, to wiele wyjaśnia.” + tajemniczy uśmieszek jednym kącikiem ust. Cel osiągnięty – czuję się jak idiotka.

    Lubię

  36. To ja też obok tematu: panowie zwracający się do właściwie obcych pań per ‚turkaweczka’, ‚zajączek’, ‚słoneczko’. Smutne, że przez długi czas żaden target, w tym równy szarżą, nie zaprotestował.

    Lubię

  37. @hellk:
    To jedna z postaci protekcjonalnego stosunku do kobiet, mutacja nie zawracaj sobie tym tej ślicznej główki. Takie dość trudne do obrony, bo niby pan jest miły i zwraca się tak ładnie do rozmówczyni, tak pieszczotliwie, ale jednocześnie i narusza granice intymności (no bo komu wolno „słoneczkować” temu wolno, niekoniecznie obcemu) i ustawia rozmówczynię w pozycji kogoś niedojrzałego, infantylnego. Bardzo niefajne.

    Lubię

    • Bo ja wiem… Sa ludzie, ktorym to przeszkadza i ludzie, ktorym to wisi. Mi wisi, bo nie widze w tym ataku ani protekcjonalnosci, tylko, moze nazbyt wylewna, sympatie do calego swiata. Obrazac sie nie bede, zwlaszcza, ze najczesciej spotykam to u starszych panow, dla ktorych moglabym byc wnuczka.

      Natomiast gdyby mi przeszkadzalo, to zwyczajne zwrocenie uwagi „nie jestem panskim sloneczkiem” powinno wystarczyc, by takiego pana utemperowac. A jesli nie wystarczy, to buc :)

      Chyba sporo tez zalezy od mowy ciala i tonu glosu, z niektorych bije zyczliwosc, a z niektorych bucera. Bucom mowimy stanowcze „spadaj na drzewo” :)

      Lubię

  38. Gayaruthiel, tak ładnie to opisałeś, że prawie uwierzyłem w możliwość namówienia takiego ‚sympatycznego’ do stosowania tej nomenklatury bez względu na płeć. Tyle że proponowałem, i jakoś to nie chciało przejść. Nawet ktoś tam próbował i fajnie było patrzeć jak się zawiesza:)
    Podobnie można by bronić familiarnego określania czarnoskórego ‚kochaną małpeczką’.

    Lubię

  39. E, to nie jest tak, że ja ich nie mam. Tylko – mam świadomość, że mamy w sobie sporo uprzedzeń (ja też przecież – ale się ich wstydzę i dlatego nie piszę o nich publicznie) i to czasem wychodzi nawet w takich drobiazgach jak „słoneczko”.

    Lubię

  40. Any sufficiently advanced incompetence is indistinguishable from malice. To jest moje zdanie w kwestii wiary w ludzi.

    A wracając do dam – Nie ma damy bez szmaty i nie ma szmaty bez damy.
    Tu się dla mnie kończy temat. Ten kto „staje w obronie dam” walczy o prawo do pogardzania kobietami które mają czelność korzystać z pełni swoich ludzkich praw.

    Lubię

  41. Największy problem z damą mam taki, że to przedłużenie „grzecznej dziewczynki”, która nie biega, nie krzyczy, nie brudzi się, nie płacze, nie skarży się, nie bawi się z nieodpowiednim elementem nieodpowiednimi zabawkami, pozwala się ubierać w sukieneczki, a w szkole jest cichutką pupilką. Bodaj Eichelberger napisał o tym artykuł albo i cała książka wyszła…
    Nieważna jest tak naprawdę definicja damy, istotne w tej dyskusji jest to, w jaki sposób społeczeństwo szczuje kobiety, by były „damami”, zmieniając oczekiwania zgodnie z aktualnym widzimisię, mającym zmusić kobietę do poddania się jego woli, wpasowania w „standardy”. W tym wypadku kobieta nie jest damą, bo jest damą, tylko jest damą, kiedy ktoś ją łaskawie tak nazwie. Dopóki ktoś jej nie nada tego mitycznego statusu damy, nie jest godna. Godna szacunku, praw, zabrania głosu.

    Lubię

  42. @Sileana

    Masz może na myśli „Kobieta bez winy i wstydu” Eichelbergera z 1997 roku? Taka cienka książeczka z naga kobietą na tle księżyca na okładce? :P Mi się wydaje, że to była faktycznie świetna lektura. To właśnie dzięki tej książce jako nastolatek dostrzegłem, że kobietom w naszej kulturze zabiera się głos – dosłownie! Mają być ciche, potulne i nigdy nie podnosić głosu ani nie krzyczeć. Mają czuć się winne bycia kobietą i wstydzić się tego. Jedyne co może odkupić tę ich winę (w końcu już w raju Ewa zrujnowała naszą nieśmiertelność, a jej wina spada na jej wszystkie córki), to jeśli jasno okażą że rozumieją swoją niższość, swoje ograniczenia i nie będą nigdy próbowały przejąć kontroli nad swoim życiem (i nad swoją seksualnością, of course. Bo w końcu przez kobiecą seksualność wszystko co złe na świecie)

    … tak, to była dobra książka. Nawet jeśli kilka przykładów było tam wyssanych z palca. A że panu Eichelbergerowi na starość się odmieniło i zasmakował w mizoginizmie… cóż, bywa. Ale książka nadal bardzo dobra :)

    Lubię

  43. „Poza tym argument “mnie też krzywdzi patriarchat” w dyskusji o feminizmie jest bez sensu. Bo jak patriarchat krzywdzi, to zamiast narzekać na feministki trzeba stanąć z nimi w szeregu i z patriarchatem walczyć.”

    Pewnie tak, ale tutaj zawaliły sprawę te feministki, które wykorzystują retorykę agresji skierowanej przeciwko mężczyznom. Tak więc mój znajomy na Manifie poczuł się obrażany i atakowany za bycie mężczyzną (choć jak na ironię jest transmężczyzną, więc z kobietami łączy go np. biologia, ale to nie ma znaczenia, a poza tym ma znacznie większą wiedzę na temat niż np. ja) – czy po czymś takim zaatakowana osoba będzie szukała w tym środowisku swoich sojuszników? Raczej nie.

    Tak samo reaguje reszta. Jeżeli mylimy feminizm z mizandrią i atakujemy kogoś tylko za płeć, to nawet, jeśli wspomni się, że przecież nie jesteśmy za dyskryminacjątylko równością itd. to nigdy nie znajdziemy poparcia wśód mężczyzn.

    Lubię

  44. Dawno temu w jakimś filmie historycznym pewna angielska dama wyjaśniła, że bycie damą nie polega na byciu grzeczną. Dama może kląć i chlać whisky i nadal nią będzie, bo bycie damą oznacza szacunek dla siebie i innych i zachowywanie zgodnie z nim.

    Lubię

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s