Nie ja rządzę moim ciałem

Na pierwszy rzut oka niby tak: mam komfort przyjścia w dżinsach do pracy, odpuścić sobie depilację czy makijaż. Jeśli walczę z wagą, to dla zdrowia, nie urody i w podobnym celu możecie mnie czasem przyłapać na aktywności fizycznej. Jednak prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto zażąda, bym się uśmiechnęła, bo ładne dziewczyny powinny się uśmiechać, media pokażą jakiegoś kolejnego randomowego księdza opowiadającego tonem eksperta o cudzie macierzyństwa lub komcionauta na blogu opowie z niesmakiem o zwałach tłuszczu.

Spora część znajomych mi kobiet jest wychowywana w przeświadczeniu, że ich pierwszym i podstawowym obowiązkiem jest wyglądać atrakcyjnie (przy czym przez atrakcyjność rozumiemy tutaj przystawanie do aktualnie modnych standardów, mierzone kilogramami i jędrnością skóry), nawet jeśli odbywa się to ze szkodą dla zdrowia i samopoczucia psychicznego. Nie mam nic przeciwko atrakcyjności – znam niewiele osób, którym nie sprawia przyjemności patrzenie na ponętnych ludzi i nie jestem tu wyjątkiem – ale jestem zdania, że w tej kwestii nikt nic nie musi. Poza regularnym myciem, jeśli oczywiście stan psychiczny czy fizyczny jakoś tego nie utrudnia.

Dodam od razu (bo w komentarzach pod poprzednią notką przewinął się ten temat), że nie widzę też szczególnego zła w operacjach plastycznych i jestem daleka od obwiniania Barbie o zaburzenia łaknienia. Wiem, że to przeświadczenie o obowiązku ładnego wyglądu jest na tyle wdrukowane i na tyle powiązane z relacjami z innymi ludźmi, że póki nie robi w zdrowie większej krzywdy, nie warto z nim walczyć (chociaż sama dość boję się skalpeli i raczej nie poszłabym na taki interes).

Atrakcyjność obowiązuje do czasu, gdy kobieta staje się matką (mnie zatem będzie obowiązywać do śmierci): jak wiadomo, wówczas niewiastę winno cechować całkowite poświęcenie progeniturze. Zbyt wypiękniona matka to znak, że dzieckiem zajmuje się za mało, kto to bowiem widział martwić się czymkolwiek innym, może jeszcze własnym wyglądem: ZŁA MATKA.

Jednym z narzędzi dyscyplinujących w tym czasie kobiety jest terror laktacyjny. Oddam tu głos komentatorce Akarze, bo nie ujmę tego lepiej niż ona:

Onet polecił blog i zajrzałam też do kilku innych wpisów. Położna w akcji:

http://polozna.blog.pl/2013/04/page/7/
“I zaczynają się schody. Przystawienie do piersi ,,niuni” jest proste.Pakuje się brodawkę sutkową do otwartego dziobka i to wszystko, ale nie…Kobiety to potrafią skomplikować nawet najprostszą rzecz pod słońcem, to nie może trafić (?) to nie chce ssać – jak może ssać jeśli brodawka jest kilka centymetrów od buzi, to śpi – więc po co budzić, a dziecko przy każdej próbie kwilenia jest lulane. Ale największym przegięciem jest skarga pacjentki,że dziecko za długo ssie”.

Dla mnie to wyśmiewanie i poniżanie matek. Najprostsza rzecz pod słońcem? Nie ma to jak od razu podciąć skrzydła kobiecie, która dopiero co została matką. Co z tego, że ktoś nie potrafi od razu karmić piersią? Po to położne tam są żeby pomóc i wytłumaczyć, a zamiast tego się denerwują.

Następnie położna próbuje wywołać wyrzuty sumienia u matek, które piersią nie karmią:

“Uważam, że mam prawo walczyć o zdrowie dziecka. Ale wiem,że przegrywam.Tylko zamkną się drzwi oddziału, dzieci są dokarmiane w domu, a potem to już równia pochyła.Kiedy spotykam kobiety przy drugim porodzie słyszę ,że karmiły miesiąc , dwa, bo miały mało pokarmu.Ale żadna nie korzystała z porady położnej środowiskowej, czy poradni laktacyjnej. Jestem wredna, ale każde dziecko karmione butelką powinno swoją matkę zapytać :dlaczego mnie nie karmiłaś piersią?”

Dalej powoływanie się na dobro dziecka:
http://polozna.blog.pl/2013/04/page/6/
“W komentarzach są stwierdzenia: wybór matki, prawo do decyzji, ale nikt nie opisał co z dzieckiem!
Czy ono nie ma prawa do naturalnego pokarmu , ”

Ja uważam, że matka ma prawo do tego, by jednak o rzeczach, które bezpośrednio angażują jej ciało, jej ból, jej wygląd decydowała samodzielnie. Jednak po latach tresury w grzeczności i bierności wiele kobiet nie reaguje, karmi piersią wbrew sobie i dławi złość zaciskając zęby.

(wiecie, że od zaciskania zębów człowiek zgrzyta nimi po nocach, o wiele gorzej sypia i miewa gigantyczne migreny?)

Zmierzam do tego, że te dwa czynniki: przekonanie o konieczności bycia ładną i przekonanie o konieczności bycia grzeczną powodują, że czasem nie walczymy o siebie wtedy, gdy sprawy idą już źle.
Rzućcie okiem na ten filmik (myślę, że jakieś 30s wystarczy, nie musicie w całości):

Też się zastanawiacie, czemu te kobiety nie reagują? A wiecie: może nikt ich nie nauczył, jak to zrobić, by ani nie popaść w mordobicie, ani w płacz. Może kiedyś reagowały, ale słyszały, że nie znają się na żartach. Albo że są przewrażliwione. Albo, że molestowanie to wymysł szwedzkich feministek.

Na stronie Hollaback! Polska codziennie przybywa historii o tym, jak w przestrzeni publicznej dochodzi do molestowania, zaczepek, ocierania się, niechcianego dotyku, paraerotycznych żartów. Nie twierdzę, że wszyscy sprawcy mają złe intencje i są mrocznymi molestatorami – podejrzewam raczej, że mnóstwo z tych zachowań jest bezrefleksyjna, już to z nieumiejętności oddzielenia strefy prywatnej od publicznej, już to z przyjmowanego codziennie przekazu, że kobiety mają umilać wyglądem i zachowaniem długie wieczory strudzonego polowaniem na PKB mężczyzny.
Opowiadanie tych historii, sprzeciw wobec takich akcji jak Boobsmena, przypominanie, że nasze ciała należą do nas samych mają na celu jedno. Pamiętajcie, dziewczyny. Niezależnie, czy to był starszy kuzyn w głupim wieku, niewrażliwa położna czy zbol w autobusie: nie jesteście w tym same. Większość z nas boi się reagować, przeżyła upokorzenie molestowania i wyrzucała sobie, że nic nie zrobiła. Macie prawo nie wiedzieć, co zrobić i bać się sprzeciwić. Jest nas wiele. Może razem w końcu przebijemy się z informacją, że nasze ciała należą do nas.

Advertisements

177 uwag do wpisu “Nie ja rządzę moim ciałem

  1. Na szczęście jestem zołzą i się nie tłumaczę. Niestety panuje przekonanie, że kobieta musi karmić piersią bo tak. I to zbulwersowanie, że nie karmi bo ma swoje potrzeby ponad potrzebami dziecka. No masakra – dziecka główną potrzebą jest szczęśliwa mama – jeżeli ona jest szczęśliwa mogąc nie karmić to dziecko krowim mlekiem nie będzie wybrzydzać. Kobieta musi czuć się spełniona w macierzyństwie robiąc to co chce, a nie co każe otoczenie. Więc ja ciągle powtarzałam, że karmić nie będę. Nie jest to dla mnie żadnym cudem, wg mnie jest mocno niehigieniczne, brodawki są obolałe, karmienie na siłę doprowadza do stanu zapalnego i tak dalej. Nie jestem chodzącym podgrzewaczem z ciągłym zapasem. Nie chciałam karmić, żeby ładnie wyglądać. Nie chciałam karmić piersią, żeby mąż też mógł dać butelkę z mlekiem i nawiązać z dzieckiem więź. Nie tłumaczyła tego jednak każdej dociekłej ciotce, koleżance i sąsiadce bo to nie miało sensu – mam uczulenie na mleko. Co mądrzejsza zrozumiała i nie wypytywała więcej o nic. Ale to nie tylko kwestia karmienia jest dla nas tak bardzo oburzająca – wymieniłam więcej dzięki których nie wypełnianiu dostałam łatkę matki wyrodnej. Cóż, moje dzieci są szczęśliwe i ja dzięki temu też zachowując swoje potrzeby na równej szali z potrzebami Juniorów.

    Lubię

  2. Po obejrzeniu tego filmiku byłam po prostu zbulwersowana. Teraz, jak już ochłonęłam, jest mi po prostu smutno. Czy te kobiety nie znają pojęcia godności osobistej?

    Lubię

  3. @Shocked:
    Oh, hai, slut shaming. To oczywiście wina kobiet, że zostały wychowane tak, żeby być miłe i grzeczne wobec agresorów, wina kobiet, które w szoku zamarły i nie wiedzą co zrobić, a nie agresora, który narusza ich strefę prywatności. Zadziwia mnie, że twoje pytanie nie brzmi: czy ten facet nie zna pojęcia godności osobistej kobiet.

    Lubię

  4. Rodzice dla noworodka są bogami. Od ich decyzji zależy życie i zdrowie takiego dzidziusia. W tej sytuacji ciąży na nich szczególny obowiązek (cytując Spidermana, „with great power comes great responsibility” czy jakoś tak). Jeśli matka przedkłada swoją wygodę lub swój kaprys nad potrzeby dziecka i nad jego zdrowie, to to nie jest „decydowanie o własnym ciele”, tylko nieodpowiedzialność i egoizm. O swoim ciele decydowała, kiedy postanowiła powołać na świat tę nową, w pełni zależną od niej istotę. A teraz ma wobec tej istoty obowiązki…

    Lubię

  5. @szprota

    Eee….. nie, ja tak na serio. Sorry. Jeśli ktoś uważa że najważniejsza potrzebą dziecka jest „szczęśliwa mama”, więc nie ma nic złego w przedkładaniu potrzeb rodziców nad potrzeby dziecka, to nie mogę nie zareagować. I na serio uważam że „moje ciało należy do mnie” to zasada która ma liczne ograniczenia – np. kiedy od mojego ciała zależny jest inny mały człowieczek. I żeby była jasność ;nie upieram się że matka ma karmić dziecko piersią za wszelką cenę, nie znam się na dzieciach, nie jestem nawet pewien czy to faktycznie zdrowe. Ale uważam, że jeśli się ma dzieci, to należy na pierwszym miejscu stawiać ich potrzeby (tym bardziej, im bardziej dzieci są od nas zależne).

    Lubię

  6. Łapię :) Ale to chyba byłoby nudne pisać „I znowu Szprota poruszyła istotny problem, pełna zgoda” :) A do tego – mam wrażenie że przybywa nam „egoistycznych rodziców”, którzy na pierwszym miejscu stawiają swoją wygodę. No bo jak zrozumieć argument jadalnej „nie karmie piersią, żeby ładnie wyglądać”? (choć brawa za argument „chcę żeby ojciec karmił butelką i też nawiązał więź” – mam wrażenie że o tym, że rodziców jest DWOJE i faceci też chcą być blisko z dziećmi się zwykle w rozmowie zapomina, więc super że ktoś o nas myśli).

    A żeby jeszcze podtrollować: mam wrażenie, że te dziewczyny, które najbardziej się katują żeby swój wygląd i zachowanie dopasować do oczekiwań społeczeństwa, to są równocześnie te dziewczyny które najbardziej narzucają facetom i innym kobietom co mają robić ze swoim życiem i swoimi ciałami. Więc to takie urocze piekiełko, które po części samo się nakręca :)

    Lubię

  7. Wiesz, z mojego doświadczenia wynika, że różnie. Przeważnie się katują, bo dowiedziały się, że bez katowania się nie będą zasługiwać na miłość i akceptację. Jedne to przenoszą jak falę w wojsku, inne przepracowują i od innych wymagają o wiele mniej niż od siebie.

    Dla mnie jest OK, że kobieta nie chce karmić piersią z samej troski o wygląd piersi (przeważnie to nie jest jedyny przecież powód zresztą): wielka krzywda dziecku się nie stanie, nie ma się co przesadnie poświęcać w tym względzie.

    Lubię

  8. Dla jasności: moje doświadczenie z racji umiarkowanie niskiego wieku jest ograniczone, więc muszę Ci uwierzyć na słowo. Topos „matki polki” jest na pewno silny i obezwładniający. Może zresztą sam mu ulegam, bo wyobrażam sobie, że gdybym miał dzieci (nie zamierzam), to bym stawiał ich potrzeby na pierwszym miejscu…

    Karmienie piersią dziecku do niczego potrzebne chyba nie jest (choć potrzebuje jakiejś fizycznej bliskości z matką). Za to z tego co słyszałem od kolegów pediatrów, to bardzo potrzebne dziecku jest mleko matki :) Bez niewgo rośnie ryzyko różnych chorób.

    A z innej beczki: gdzie się podziała stara tradycja, że jak facet dotknie kobietę bez jej zgody, to dostaje w twarz? Czy naprawdę wmówiliśmy dziewczynom, że nie wypada się bronić? Jeśli tak, to chyba to trochę krok wstecz?

    Lubię

    • Musiałabym ponorać, ale pamiętam, że trafiłam na dość przekonujące badania, w których dowodzono, że mleko matki jest w tej chwili w pełni zastępowalne, więc nie martwiłabym się tak o to zdrowie.

      Nie jestem zwolenniczką dawania w twarz (nie żebym nigdy nikomu nie dala w podobnej sytuacji). Rozwiązaniem powinno być proste „nie rób tego”.

      Lubię

  9. Good point, przemoc to nie jest rozwiązanie :P No ale pozostaje z pytaniem: czy dawniej ciało kobiety nie było lepiej bronione przez społeczne konwenanse przed atakami mężczyzn niż dziś, gdy trzeba być „wyzwolonym”, „otwartym” i „niepruderyjnym”? A może jesteśmy w okresie przejściowym, gdy dawne konwenanse już nie działają, a nowe normy zachowania („nie znaczy nie” i „szanuj cudzą nietykalność”) jeszcze się nie przyjęły powszechnie?

    Lubię

  10. „(wiecie, że od zaciskania zębów człowiek zgrzyta nimi po nocach, o wiele gorzej sypia i miewa gigantyczne migreny?)”

    Zgrzytanie I zaciskanie to bruksizm. Jedno wlasciwie nie wpływa jakoś specjalnie drugie, nie nasila, często występują niezależnie na zasadzie odrębnych nawyków. Trudno tez powiedzieć czy bruksizm wpływa na bezsenność, często ludzie z bruksizmem swietnie śpią nie wiedząc nawet o swojej przypadłości. A bóle głowy mają związek z ciągłym skurczem mięśnia skroniowego (zaciskanie, zgrzytanie), więc też niezależnie od migreny. Bruksizm ma podłoże związane ze stresem, więc to dlawienie w sobie emocji jak najbardziej może doprowadzić do tej przypadłości. Powoduje bóle głowy, ale odmienne niż migreny.

    Przepraszam za offtop jeśli takowy wystąpił. Co do meritum, to w kwestii karmienia znam matki o rożnych opiniach, ale ostatnią rzeczą jaką mógłbym zrobić, to ocena ich decyzji pod wpływem jakiś twardych przesłanek. Wydaje mi sie, ze dziecko raczej wyczuwa jak coś jest robione na siłę, więc dodatkowy stres chyba nie jest potrzebny.

    Lubię

  11. Filmik wcale nie dziwi. Niestety takie są reakcje ludzi. Nie tylko na molestowanie. I nie tylko dlatego, że ktoś nie potrafiłby skutecznie zareagować. Winne jest moim zdaniem też polskie prawo. Stracisz panowanie nad sobą i walniesz macającego w twarz i tak się złoży, że ułamiesz mu kilka zębów to ty za to płacisz. Oczywiście można po prostu zdecydowanie złapać go za ręce i odepchnąć, mówiąc ostro np. „proszę mnie nie dotykać”. Można oskarżyć o molestowanie po, tym bardziej, że jest wszystko nagrane. Ale do tego trzeba mieć czas i chęci. Broniłby się, że to tylko taka akcja uświadamiająca i nikt nie potraktowałby go surowo. Uznaliby może, że to niska szkodliwość społeczna i nawet nie ma co się tym zajmować.

    Broniący się mężczyzna też nie ma wesoło. Szczególnie, jak jest silny i może się obronić bez żadnego problemu. Zaatakowany mężczyzna zaczyna się bronić, a później sąd uznaje, że to nie była obrona tylko bójka. Jak zaatakowany zna się na sztukach walki to tak, jakby używał broni. Nawet jak nie będzie wątpliwości, że się bronił to już u sądu myśl, że z bronią na nieuzbrojonego to przekroczenie granic obrony koniecznej. Bronisz się z słusznego powodu, było zagrożenie, ale to nic. Sąd uzna, że nastąpiło przekroczenie granic obrony koniecznej. Sąd może odstąpić wtedy od wymierzenia kary, ale często tylko jest nadzwyczajne złagodzenie kary i człowiek, który się bronił i tak ma problemy. Zależnie od tego co zrobił. Wydłubiesz gwałcicielowi oczy i dzięki temu nie zostaniesz zgwałcona to będziesz oskarżona o oślepienie i sąd będzie się zastanawiał czy to było potrzebne, czy nie. Włamał się ktoś do twojego domu i go zabiłaś ze strachu o swoje życie i życie rodziny to czeka cię wiele lat przed sądem. Broniąc innych też można mieć problem. Ktoś próbuje wyszarpnąć kobiecie torebkę, a ty jej bronisz i uderzysz go tak, że nieszczęśliwie upadnie i umrze to ty będziesz nazywana mordercą. Nawet jak niechcący to będą mówić, że tamten chciał tylko okraść, a został zabity. Potem jest mówione, że ludzie nie reagują, jak ktoś inny został zaatakowany. Ale to też strach, że się słusznie zareaguje, ale napastnika się niechcący za bardzo uszkodzi i będą problemy.

    Lubię

  12. Pomimo ryzyka lepiej się bronić. Szczególnie jak ktoś atakuje na poważnie i nie chodzi tylko o jakieś pojedyncze popchnięcie czy macnięcie. Nie tak dawno temu mówiono o facecie, który się nie bronił, tylko się skulił, drugi go kopał i facet ze strachu dostał zawału serca. Później sprawdzanie czy umarł już od zawału, czy dopiero od urazu głowy. Teraz ten, który go pobił nie odpowie za jego śmierć. Sąd wywnioskował, że zawał i pobicie nie miały ze sobą nic wspólnego. Kopanie po głowie to nic, bo mógł umrzeć wcześniej od zawału. Ale pewnie kopiącego stać było na dobrego obrońcę, a rodzina ofiary nie opłaciła kogoś odpowiedniego. Dlatego bronić się i nie myśleć o więzieniu. Ten, kto atakuje wcale może za to nie odpowiedzieć, a więzienie jest lepsze niż leżenie pod ziemią. Szczególnie, że polskie nie są jednymi z najgorszych. Gwałciciela też nie ma co żałować. Może kobieta posiedzi sobie w więzieniu za oślepienie, ale to gwałciciel będzie do końca życia ślepy. A tak bez obrony to on by siedział we więzieniu albo nie, a kobieta byłaby zgwałcona albo martwa.

    Lubię

  13. Dodam tylko, że dla mnie lepsze jest podejście do tego filmiku z humorem, lepsi też są mężczyźni, którzy podniecają się oglądając takie macanki (też lubię od czasu do czasu oglądać mężczyzn w pewnych, niezbyt dla nich miłych sytuacjach) niż takie komentarze pod filmem:

    „sleyerek 5 dni temu
    Tylko jedna zachowała się poprawnie, reszta same szmaty… A potem pierdolą feministki wszędzie, że nie oddajemy kobietom szacunku… Więcej kurew niech daje się macać publicznie, może najlepiej się rozbierzcie od razu i wszystkim po kolei dupy dajcie… „

    Ile negatywnych emocji. Dla niektórych kobiet z filmiku było to naprawdę zabawne i chciały się powygłupiać, a tutaj sleyerek od razu, że szmaty. Niektóre były zaskoczone i chociaż widać było, że im nie pasuje to nie wiedziały co robić, bo to stało się nagle. Sleyerek reprezentuje częsty pogląd. Wg niego ta kobieta, która nie wykazuje zachowań seksualnych się szanuje. Wszystko inne co się robi w życiu jest niegodne szacunku. Żyłka mu pęknie, jak więcej będzie myślał o kobietach, które nie są cnotliwe, bo bardzo emocjonalnie reaguje.

    Lubię

  14. Nie mówię, że przemoc jest generalnie dobrym rozwiązaniem, ale pan z filmiku bardzo się prosi o dostanie w gębę. Szczególnie, że, jak odniosłam wrażenie, asertywne reakcje nie robią na nim wrażenia.

    Lubię

  15. Raz dostał w twarz. Też się nie pytał czy może je dotknąć, więc jakby inne dały mu z liścia albo pięści to nic wielkiego by się nie stało. Miał twarz zakrytą, więc nawet pierścionek by nie przeciął mu skóry.

    Swoją drogą te filmiki mogą być bezprawne. Ciekawi mnie czy miał zgodę na wykorzystanie wizerunku tych dziewczyn. Jak się filmuje ludzi z ulicy, tym bardziej w sytuacji, która może się wydawać poniżająca i nie zapyta ich się czy można ich wizerunek wykorzystać to twarze należy zamazać i ewentualnie zniekształcić głosy. Nie jest to tłum, tylko konkretne osoby. Wcześniej o tym nie pomyślałam, ale za to należy się odszkodowanie. Można uznać, że dobra osobiste zostały naruszone. Jak dodać, że po nagraniu zdarzyło się, że ludzie się z takiej dziewczyny śmiali albo ją wyzywali, że dawała się macać, dodać kilku świadków takiej sytuacji, komentarze pod filmikiem i już wygląda to znacznie lepiej. Przed takim filmikiem można się obronić i jeszcze uszczuplić portfel żartownisiowi.

    Lubię

  16. @jadalna
    Karmienie piersią nie tylko nie jest niehigieniczne, ale wręcz umożliwia skolonizowanie ciała dziecka właściwymi bakteriami – między innymi po to się kładzie noworodka matce na piersi tuż po narodzinach.
    @szprota
    Rację masz, ale ja bym tu jednak zgodziła się z Gronkowcem – w układzie związanym z karmieniem piersią jednak mamy do czynienia z dobrem DWÓCH osób, w tym jednej całkowicie zależnej. Plus osobiste doświadczenia akurat mam takie, że to KP jest tępione, a wszyscy dookoła skandują BU-TEL-KA! I to też jest forma próby decydowania za mnie o moim ciele i uczynkach :/

    Lubię

    • Położenie dziecka na piersi a podawanie piersi do ust jest jednak znaczącą różnicą. Dziecko przytulałam nadal, jednak nie karmiłam piersią – nie tylko chodzi o ból, również o krwawienie – jeżeli odchylasz usteczka maleństwa i są one dookoła pobrudzone krwią – to karmisz na siłę czy jednak przestajesz? Wtedy dla kogo to karmienie jest ważne? Każdy się czepia kiedy mówię, że nie chcę karmić bo jedną ważoną jest fakt, że później piersi wyglądają strasznie ale nikt nie podniesie kwestii, że wiele kobiet nie karmi swojego dziecka dla jego dobra ale żeby schudnąć. Bo legenda głosi, że to dobry sposób. Więc się męczą i płaczą i dziecko pije mleko z krwią ale karmić będą. To było okropne doświadczenie połączone ze strasznym bólem – powiedziałam nie. Moje Juniorki mają się dobrze, są dziećmi zdrowymi, spełnionymi i szczęśliwymi. Bardziej niż na zmuszaniu do karmienia skupiłabym się na kwestii ferowania matkom szczepionek kojarzonych i dodatkowych szczepień, które nie działają. Mleko modyfikowane bądź krowie z dodatkowymi witaminami doskonale zastępuje mleko matki.

      Lubię

  17. A ja obejrzałam cały filmik. Nie przesadzajmy z tym, że większość dziewczyn dawała się macać, bo takich było tylko kilka. Reszta była zbyt zaskoczona, żeby zareagować, jedna dała macantowi w pysk, a inne zwyczajnie się odsuwały. Tych, które pozwalały na macanie było naprawdę niewiele.
    Co do karmienia piersią to sama nie wiem. Wydaje mi się, że to wszystko jest tylko pisaniem tylko takim czysto hipotetycznym. Całkiem możliwe, że z chwilą zostania matką tok myślenia kobiety może się zmienić i naprawdę będzie przedkładać dobro dziecka nad swoje (bo dziecko to jednak naprawdę jest maleńka istota, całkowicie zależna od matki). No, ale to oczywiście zależy od kobiety. Chciałabym również dodać, że nie uważam kobiety, która przedkłada dobro dziecka nad swoje za lepszą od tej, która tak nie postępuje. Po prostu chciałam napisać, że różnie to bywa w chwili, gdy zostaje się matką.

    Lubię

  18. Jadalna napisała: „ferowania matkom szczepionek kojarzonych”, więc nie musi być ogólnie przeciwko szczepieniom. Może chodzić np. o jedną szczepionkę skojarzoną na odrę, różyczkę i świnkę. Są rodzice, którzy wolą osobne szczepionki. Była zasiana niepewność wiele lat temu, że po zaszczepieniu szczepionką skojarzoną zdarzają się dzieci, które zatrzymują się w rozwoju i jak widać do dzisiaj się utrzymuje. Jedni wolą jedno ukłucie dziecka, a inni decydują się na trzy.

    Lubię

  19. Uch, te fragmenty z blogu położnej straszliwie mnie zirytowały. Zgaduję, że to pewnie jedna z położnych o sporym nawet doświadczeniu, ale nie mających własnych dzieci? Bo tylko tym mogę sobie tłumaczyć te bzdury. Karmienie piersią może być wspaniałe (wcale nie musi), ale kiedy zaczynasz jest naprawdę trudne. Można się oczywiście nauczyć (czasem nie, czasem problemów jest po prostu zbyt dużo) ale nie, do cholery, nie jest tak, że urodzenie dziecka nadaje kobiecie magiczne skille. Na początku się nie umie, jest trudne, kropka. Bycie po trudnym porodzie podnosi poziom trudności x razy. Zirytowana położna stojąca nad matką i wciskająca bzdury, że „to łatwe” podnosi poziom trudności kolejne x razy. Szczerze mówię, że ja bym odpuściła karmienie po kilku dniach gdyby nie wsparcie męża, który poza tym, że pocieszał to siedział ze mną i razem rozkminialiśmy jak tego malucha przystawić, jak trzymać, a może spróbujemy pod innym kątem. Serio, noworodek ma odruch ssania, ale też na początku nie umie dobrze łapać, musi dostać pierś w odpowiedni sposób. Jak każda czynność manualna to wymaga praktyki. Mnie niestety żadna położna nie pomogła, a wydawałoby się że mogłyby mieć sporo rad, choćby czysto praktycznych. Wydawałoby się, że od tego w tym szpitalu są…
    Jakby tego było mało z karmieniem piersią może się wiązać masę różnych problemów, czasem idzie dobrze, a czasem naprawdę się nie da. A tak się niestety składa, że małe dziecko fenomenalnie odbiera stres matki. Więc, sorry, zmuszanie do karmienia piersią kobiety, która ma z tym poważne problemy, nieważne jakie i z jakiego powodu, robi więcej złego niż dobrego.

    Lubię

  20. Powoływanie się na argument „z autorytetu” jest głupie, ale naprawdę muszę:

    Jako mikrobiolog chciałbym zapewnić matki i ojców, że wszystkie szczepionki dopuszczone do obrotu w Polsce są bezpieczne i skuteczne (tzn mają mniej więcej taką skuteczność jak oficjalnie podawana). Szczepionki skojarzone mają swoje wady i zalety, ale w ogólnym rozrachunku nie byłbym w stanie powiedzieć, które są lepsze; skojarzone czy nie. Nieważne więc jakie szczepionki ktoś preferuje, ważne żeby szczepić dziecko :)

    A co do mleka matki i jego substytutów – pierwsze dni, tygodnie i miesiące życia dziecka mają wielkie znaczenie dla całego jego życia. Np. to, czy i jaki kontakt będzie miało z florą bakteryjną skóry i przewodu pokarmowego rodziców, będzie wpływało na zdrowie dziecka za 5, 10 a nawet 15 lat (albo i więcej, tylko nie ma na razie tak długo trwających badań). Dlatego intuicja podpowiada mi, że nawet najlepszy substytut mleka (z witaminami, a nawet z zmienionymi proporcjami składników, żeby przypominał bardziej mleko ludzkie) to jednak tylko substytut. Ciężko mi uwierzyć, że może on być równie zdrowy jak mieszanka stworzona przez samą naturę. A afekty karmienia sztucznym mlekiem mogą pojawić się po 5 czy 10 latach… Jeśli ktoś nie chce karmić piersią… to można odciągać pokarm chyba i karmić z butelki matczynym mlekiem?

    P.S.: Jeśli ktoś z rozmówców dogrzebie się do wyników badań na temat mleka matki, to niech się podzieli :)

    Lubię

  21. Zabójczy ten filmik! To chyba nie robi dobrze upowszechnianiu badania piersi wśród kobiet. Przymus, zaskoczenie, obleśna pseudo-galanteria i bijący w oczy mizoginizm mają mnie skłonić do tego, by dbać o swoje piersi? Come on!
    Jest jeszcze akcja ING z męskimi celebrytami. http://www.ingzycie.pl/piersibadacze
    Podobnie jak w kwestii karmienia piersią stawia się kobietę w pozycji tej, która musi. Musisz badać swoje piersi, musisz chodzić na badania. Bo wiesz, jak zachorujesz, to będzie Twoja wina, bo zaniedbałaś badań.
    A tymczasem mojej koleżance ginekolożka odmówiła kiedyś skierowania na usg piersi (mimo przypadków raka piersi w rodzinie). Lekarze rzadko proponują badanie palpacyjne w gabinecie, trzeba o to dodatkowo prosić, a wtedy dają ulotkę i mówią, pani sobie sama zbada. Nie wspomnę już o trudnym dostępie do ginekologa, do pracowni mammograficznej (na szczęście po Polsce prowincjonalnej krążą mammobusy, ale to też za mało) i o tym, że kobieta z podejrzeniem nowotworu jest pozostawiona sama sobie.
    No ale to jej wina, bo przecież mogła posłuchać się tego obmacywacza i się zbadać.

    A co do przemocy: Miałam kiedyś taki okres w życiu, gdy z powodów hormonalnych strasznie bolały mnie piersi. Nie mogłam ułożyć się w łóżku, nie mogłam jechać trzęsącym autobusem, nie mogłam się mocniej dotknąć w pierś przy myciu. Gdyby taki kretyn zaskoczył mnie w tamtym momencie, chyba wyrwałabym mu jądra.

    Lubię

  22. @Gronkowiec
    „czy dawniej ciało kobiety nie było lepiej bronione przez społeczne konwenanse przed atakami mężczyzn niż dziś, gdy trzeba być “wyzwolonym”, “otwartym” i “niepruderyjnym”?”

    Całe pytanie to: której kobiety i których mężczyzn? Córki albo żony bogatego pana przed osobami „nieuprawnionymi” to może tak, bo gwałt to byłoby przestępstwo przeciwko mieniu. Służącej, chłopki, żony, kobiety o naruszonej reputacji? Wcale. Nie ma mitycznego czasu „przed gwałtem” a wyzwolenie seksualne nie skutkuje większym współczynnikiem gwałtów (to zasadniczo wojna ma taki wpływ, albo niewolnictwo m(i)a(ło)). Chociaż zgodzę się, że przymus „bycia seksualnym” i seksualizacja wszystkiego i wszystkich to też forma przemocy, podobnie jak represja. I że wielu kobietom pewnie trudniej dziś mówić „nie” nawet gdy chcą. Ale to inna kwestia, a nie obrona na atak dzięki konwenansom.

    Radzę przeczytać Ferdydurke, żeby zobaczyć te konwenanse ;) Ja sobie odświeżyłam niedawno i nic mnie tak nie uderzyło jak powszechność gwałtu i gwałt jako centralna metafora powiesci.

    Jak nie karmisz piersią jesteś zła, jak karmisz za długo – nienormalna. Babcia mi opowiedziała, że gorszym bólem od porodu było dla niej to, co usiłowały robić z jej piersiami położne, żeby zmusić ją (w latach 60tych) do karmienia piersią. Wypisała się na własne życzenie i nie karmiła. I może rzeczywiście jakiś tam wpływ na zdrowie dzieci to miało, ale na dłuższą metę się to zapewne wyrównuje (zresztą medycyna poszła do przodu i mamy inne sposoby na poprawianie odporności ;)) – wierzę, że ważniejsza bliskość, a do tego butelka też się nadaje.

    Lubię

  23. Kiedyś lepiej nie było. Zgwałcenie takiej chłopki długo było karane tylko grzywną. Bogaty nawet takiej kary nie odczuwał. Z tym, że zależnie od kodeksu, jak kobieta np. sama szła do lasu zbierać grzyby to grzywna była znacznie niższa, bo uznawano, że się przyczyniła do gwałtu. Kobieta, jak mogła to często ukrywała to, że została zgwałcona. Mężczyźni na wsi nie chcieli brać ślubu z kobietą po gwałcie. Jak sama przed ślubem z własnej woli uprawiała seks to nie było aż tak źle traktowane, jak to, że była zgwałcona. Z tym, że jak kłamała przed ślubem, że jest dziewicą to już inaczej to wyglądało. Za dziewictwo kobieta dostawała dodatkowe pieniądze od męża, więc w razie rozwodu wychodziła z małżeństwa nie tylko z posagiem. Kościół Katolicki później nie pozwalał już na rozwody. Gwałt był długo hańbiący dla kobiety. Oczywiście, jak rodzice byli w stanie dać duży posag albo mężczyzna zyskiwał wyższą pozycję na małżeństwie to nic nie miało znaczenia. Za pieniądze wszystko było wybaczone. Dlatego na dworach mogła być rozpusta. I zwykle była. Bogaty nie musiał się przejmować. Kobiety zdradzały i włos im z głowy nie spadał. Często nawet mąż się cieszył, jak dzięki żonie zyskiwał dla rodziny względy kogoś, kto w drabinie społecznej był wyżej. W rodzinach królewskich, jak żona urodziła już następcę tronu to miała dosyć dużo spokoju. A nawet i przy pierwszych dzieciach często widać brak podobieństwa do króla, za to historycy często są w stanie stwierdzić, kogo następca tronu był naprawdę biologicznym dzieckiem.

    Lubię

  24. Co ciekawe jeszcze w filmie przedstawiającym rok 1920 pokazują, jak to niby kobieta woli wyjść za mąż za gwałciciela niż wcale. A gwałciciel woli śmierć od małżeństwa ze zgwałconą. Akurat nie podoba mi się ten moment, gdyż wydaje mi się, że to miało mieć wydźwięk humorystyczny. „1920 Bitwa Warszawska” 44 minuta http://www.youtube.com/watch?v=QbytVJke3f8

    Lubię

  25. @leseparatist

    Ja tylko głośno myślałem… i w sumie się zgadzam z odpowiedzią na pytanie :) Konwenanse i prawo własności broniły pewnie niektóre kobiety przed niektórymi mężczyznami.

    Niemal przymusowa seksualizacja którą nas dziś zalewa kultura jest faktycznie problemem i jest dokuczliwa nie tylko dla kobiet, ale i dla mężczyzn (zresztą na codziennikufeministycznym ostatnio o tym pisali)

    A o karmieniu mlekiem się już nie będę wypowiadał, bo tu potrzeba doświadczonego położnika albo pediatry, a nie naszego gdybania :)

    @leseparatist, Akara

    No i znowu będzie że się czepiam, ale czy nie przeszliście zbyt łatwo od rozmowy o „obmacywaniu i dotykaniu kobiet” (jak na filmiku) do tematu „gwałcenia kobiet”. To są przecież dwie różne rzeczy. Pomacanie mieści się jakoś (w chwili obecnej, w PL) w obszarze zachowań na które jest społeczne przyzwolenie (gdyby nie to, to ten chłopak – pomysłodawca wielu bardziej trafionych inicjatyw, który na pewno nie miał tu złych intencji – nie zrobiłby tego). Na gwałt natomiast przyzwolenia społecznego raczej nie ma. Oczywiście gdzieś tam jak się patrzy na podstawy tych zachowań, to widać że mechanizmy przyzwalające pomacać kobietę albo ją zgwałcić są podobne… no ale jednak daleka droga od „nice boobs!” do gwałtu! Tak samo jak przemoc symboliczna to nie to samo co fizyczna. Jak się za bardzo rozpędzimy w wrzucaniu wszystkiego do jednego worka, to zaraz skończymy jak te feministki, co twierdzą że każdy stosunek kobiety i mężczyzny to gwałt…

    Lubię

  26. Gronkowiec chodzi, że obecnie jest dużo lepiej niż było kiedyś. Na przykładzie gwałtu to właśnie widać. Pytałeś „czy dawniej ciało kobiety nie było lepiej bronione przez społeczne konwenanse przed atakami mężczyzn niż dziś”. Otóż nie, ciało kobiety jest obecnie w Europie znacznie lepiej chronione niż kiedyś. Zarówno prawnie, jak i poprzez poglądy społeczne. Teraz zgwałconej kobiecie się współczuje, a kiedyś się nią gardziło. Do tego, każda zgwałcona kobieta ma takie same prawa.
    Co do takich macanek piersi to dawniej ochrona przed nimi też nie była duża. Bo co ludzie robili, jak miała miejsce taka sytuacja? Jak się macanki nie spodobały mężowi kobiety to wyzywał macającego na pojedynek, na ubitej ziemi i wszystko zależało od szczęścia i umiejętności. Jak macający walczył lepiej to sobie nawet zabił takiego męża kobiety i włos mu z głowy nie spadł. Jak mąż wiedział, że macający to świetny rycerz to zaciskał zęby i nie reagował. Jak macający miał wysoką pozycję to mógł z mężem kobiety zrobić wiele niedobrego, jeśli ten przeszkadzałby mu w macance. Jak kobieta reagowałaby źle na takie zaloty, to też z zemsty mógł zniszczyć jej życie. Jak z zemsty by okaleczył to tylko za to płacił. Albo nakłamał i to jemu wierzono. Dla takich nie było oko za oko, jeśli brali się za gorzej urodzone.

    Lubię

  27. To cieszmy się, że jednak żyjemy dzisiaj :) Choć nadal, niestety, to na ile czyjeś ciało jest chronione zależy od pozycji społecznej… więc daleko jeszcze do ideału.

    Lubię

  28. @Gronkowiec
    No i znowu będzie że się czepiam, ale czy nie przeszliście zbyt łatwo od rozmowy o “obmacywaniu i dotykaniu kobiet” (jak na filmiku) do tematu “gwałcenia kobiet”. To są przecież dwie różne rzeczy. Pomacanie mieści się jakoś (w chwili obecnej, w PL) w obszarze zachowań na które jest społeczne przyzwolenie (gdyby nie to, to ten chłopak – pomysłodawca wielu bardziej trafionych inicjatyw, który na pewno nie miał tu złych intencji – nie zrobiłby tego). Na gwałt natomiast przyzwolenia społecznego raczej nie ma.

    Na ogólne wyobrażenie o gwałcie przyzwolenia nie ma, jasne. Tyle, że sprawcami większości gwałtów nie są odrażający psychopaci w ciemnym parku, tylko osoby znajome – chłopak/kolega/mąż. I na takie gwałty oburz społeczny jest minimalny, vide obrzydliwe „jakby suka nie dała…”, albo „przecież skoro piła z nim alkohol, to była świadoma”. A moim zdaniem między obmacam niepytając, a odbędę stosunek bo jak kobieta mówi nie to myśli tak różnica jeżeli jest, to tak mikroskopijna, że niewarta zauważenia.

    Lubię

  29. Nie przesiaduję ze znajomymi i nie wypytuje ich „co myślą o różnego rodzaju gwałtach”, ale z lektury gazet odnoszę wrażenie, że jednak na żadne przypadki gwałtów nie ma przyzwolenia w społeczeństwie.

    Swój wątpliwej jakości występ Boobsman oparł na powszechnym przekonaniu że piersi kobiety to własność samczej części populacji (więc samce mają zbiorowo o nie dbać, a także mają do nich zbiorowe prawo) tudzież wynikającego stąd przekonania że „niewinne pomacanie” nikomu nie szkodzi, a wręcz powinno cieszyć. I za to należy go potępiać. Ale na pewno jego zamiarem nie było urazić ani skrzywdzić tych dziewczyn (wręcz przeciwnie, chciał je rozbawić), na pewno też nigdy nie poparłby gwałcenia kobiety. Więc możne faktycznie pomacanie kobiety i zgwałcenie jej to dwa aspekty tego samego zjawiska, ale odległe od siebie jednak o lata świetlne. Jak będziemy na każdego macającego wołać „gwałciciel”, to zgubimy sedno sprawy, a naszych uwag o gwałcie nikt już nie będzie brał na serio. I jak dalej pójdziemy tą drogą, to zaraz okaże się, że pokazanie koleżance artykułu naukowego o seksie nietoperzy, to też jest gwałt (jak to przydarzyło się jednemu naukowcowi bodajże w Irlandii).

    Lubię

  30. @Gronkowiec
    „Ale na pewno jego zamiarem nie było urazić ani skrzywdzić tych dziewczyn (wręcz przeciwnie, chciał je rozbawić)”.

    Na pewno. To może chodź, posmyram Cię bez uzgodnienia po cycach albo po jajkach, żeby Cię rozbawić? Czy jesteś pewien, że czytasz to, co piszesz?

    Lubię

  31. Myślę, że – tak, jak pisałam w notce – w takim molestowaniu on nie ma jakichś refleksji. Po prostu wie, że może i że wiele osób na to nie zareaguje. Jest to zupełnie bezrefleksyjne i nieintencjonalne. Co nie zmienia faktu, że wstrętne. Każdy macający ma pewność bezkarności i to może doprowadzić z czasem do gwałtu randkowego, na przykład.

    Nie broń go, Gronkowcu.

    Lubię

  32. Nie bronie tego faceta, jestem oburzony tym co zrobił!!! Do tego od razu postawiłem się w sytuacji tych dziewczyn i wyobraziłem sobie, co bym zrobił gdyby jakaś obca zamaskowana dziewczyna ze śmiechem złapała mnie za przyrodzenie (pewnie bym się uśmiechał i próbował pokazać jaki jestem „cool”, bo tak trzeba, ale czułbym się w środku strasznie). Je jedynie mówię że jak słusznie zauważa Szprota, on nie miał żadnych refleksji (co znaczy, ze nie miał też złych zamiarów) i myślał że to zabawne. I na miłość boską, on tych dziewczyn nie zamierzał zgwałcić, tylko za ich częściowym przyzwoleniem pomacać!!! Kolosalna różnica!

    Macanie jest be.
    Wołanie nieprzyzwoitych rzeczy za dziewczynami na ulicy jest be.
    Gwałty są szczególnie, ale to szczególnie be.
    Wszystkie te zjawiska w mniejszym lub większym stopniu mają związek z strukturami władzy i ich patologiami.
    Ale nie wszystkie te zjawiska są tak samo be i nie na wszystkie jest to samo rozwiązanie.

    -> tak mi się zdaje. Mam nadzieję ze udało mi się jasno wyrazić o co mi biega.

    Lubię

  33. Sądzę, że w kulturze, w której publiczne naruszenie nietykalności cielesnej jest zabawne, jest coś fundamentalnie nie tak. Zwłaszcza, że zabawne jest zawstydzanie bądź przekraczanie granic ciała kobiecego, męskie jest traktowane z należną mu powagą. Nie stawiam znaku równości między gwałtem a tylko brutalnym pomacaniem biustu bez zgody, Szpro twierdzi słuszne, że oba wynikają z jednego założenia i są na jednym kontinuum wykroczeń.
    W ogóle piersi są obłożone takim bagażem skojarzeń i oczekiwań, że faktycznie przestały należeć do kobiet: mają być eksponowane, póki młode, i ukrywane, gdy tracą estetykę. Ekstremalnym przykładem była reakcja internetów na mastektomię Jolie: hordy wannabe macaczy i boobmenów wydarły się gniewnie, że Jolie bezprawnie usunęła ICH zabawki, a ci, którzy udawali, że zachowują w sprawie pewien umiar, poprzestali na składaniu kondolencji… Pittowi. Ponieważ, to oczywiste, on był stratny na tym zabiegu, a nie nosicielka zmutowanych genów. Owszem, piersi należą do wszystkich, poza kobietą, do kobiety należy ich estetyczne utrzymanie i wystawienie na spojrzenia czy dotknięcia.

    Lubię

  34. @naima

    Piersi w kulturze faktycznie są bytami symbolicznymi, egzystującymi w oderwaniu od kobiety, która ewidentnie nie do końca jest ich właścicielką ;) Ale znam wieeeeele kobiet które same z siebie próbują eksponować swój biust i wielu facetów, którzy dla przyzwoitości chcą by kobiety jednak biust zasłaniały, więc to nie jest tak prosto jak to opisałaś.

    Gwałt może być sposobem zaspokojenia potrzeb seksualnych, ale czasem jest raczej narzędziem do zaznaczenia swojej dominacji (nad kobietą, lub – co chyba częste – nad innymi mężczyznami). W przypadku, gdy chodzi o dominację, problemem nie jest nierozumienie, że ciało kobiety to nie własność faceta – wręcz przeciwnie, gwałciciel wie ze to nie jego własność, dlatego właśnie „przejęcie” go pokazuje siłę i dominację. W przypadku macania widzę tylko chęć zaspokojenia potrzeb seksualnych zmieszaną z niewiedza, że ciało kobiety jest jej własnością. Nie widzę (zwykle) potrzeby zaznaczenia swojej dominacji nad kobietami i innymi facetami… Więc może to są dwa odrębne zjawiska.

    Nie zdziwiłbym się, gdyby wraz ze wzrostem edukacji społeczeństwa i zrozumieniem, że kobieta jest właścicielką swojego ciała i że należy się jej szacunek jak każdej innej osobie, spadałaby liczba „macaczy” i „wołających nice boobs”, za to liczba gwałtów malałaby dużo wolniej.

    Lubię

  35. Mylisz seryjnych gwałcicieli z krzaków z randomowymi gwałcielami z randek i czterech ścian domów.

    Poza tym, w pomacaniu cycka czy pupy też mocno chodzi o władzę: tv trope o tym, że porwana kobieta prawie zawsze jest jednocześnie obmacywana nie jest sprzeczny z kulturowym podejściem do kobiecego ciała.

    Lubię

  36. @szprota

    1. Nie jestem pewien w którym stwierdzeniu twoim zdaniem mylę różnego rodzaju gwałcicieli, ale jasne: gwałt to nie jest zjawisko homogenne, gwałciciele są różni i mamy pewnie całe spektrum postaw i powodów dla których zdecydowali się na ten krok.

    2. Hmm… zdarza mi się pomyśleć, że fajnie by było jakąś konkretną atrakcyjną osobę pomacać (i absolutnie nie chciałem w ten sposób żadnej swojej dominacji wykazywać!), ale nigdy nie zdarzyło mi się pomyśleć że kogoś fajnie by było zgwałcić. Więc przynajmniej dla mnie są to absolutnie dwa różne zjawiska. Ale ok, to chyba troszkę akademicka kłótnia. Może przejdźmy więc do kolejnego punktu: no to co w praktyce zrobić, żeby i do kobiet i do mężczyzn dotarło, że nasze ciała to nie jest własność publiczna?

    Lubię

  37. Wczoraj pisałam o równości z facetem, który twierdzi, że „równość” to bzdura. Uznał tak:

    „Żadnych złudzeń Panie i Panowie! Uzasadnienia dla równości nie znajdzie się na tym świecie”.

    Wiem, że może nie warto się wysilać, bo on i tak walki o większą równość nie zaakceptuje, ale musiałam wyjaśnić, że przy walce o równość wcale nie chodzi o nieakceptowanie tego, że ludzie są różni. My nie chcemy żeby byli identyczni. Każdy dostrzega różnice między ludźmi i jest to oczywiste. Ale to nie znaczy, że należy się poddać i skończyć z dążeniem do równości (rozumianej normalnie, a nie jako tworzenie utopii). Tym bardziej, że to społeczeństwo chciało i wyraziło poparcie dla większej równości i dlatego zmiany następowały i w różnym tempie są wprowadzane dalej.

    http://boskawola.blogspot.com/2013/08/contra-koakowskim-cz-3-o-rownosci.html

    Lubię

  38. Starałam się tam pisać grzecznie, a w odpowiedzi na komentarze otrzymałam zabawne określenia: „A cóż to za „deklaracja praw człowieka i małpy ONZ”..?”, „”Lemingoza pospolita”..?” Ale nie mam żalu, bo wiedziałam czego się spodziewać. Pisanie z kimś o innych poglądach to zawsze trochę rozrywki.
    Może ktoś z was tutaj ma jeszcze jakieś argumenty za równością? Mi idealnie nie poszło. Wiem, że takie odwołania się do woli społeczeństwa mogą być różne, ale ludzie wywalczyli sobie chociaż częściową równość. Zapotrzebowanie w społeczeństwie, to moim zdaniem też jest argument. Rodzi się sprzeciw przeciwko nierówności to znaczy, że coś trzeba z tym zrobić.

    Lubię

  39. Równość dobrze robi na jakość życia w społeczeństwie :) Ale to chyba nie będzie dobry argument w przypadku tego akurat myśliciela, bo wszak azaliż mociumpanie w civitas christiana jakości życia nie ćwiczyli.

    Lubię

  40. Pewnie nic nie byłoby dość dobre. W nowym wpisie jest o tolerancji i znowu trochę obraźliwe słowo. Do tego przypisuje mi coś czego nie napisałam. Zwróciłam mu uwagę, żeby nie pisał do mnie, jak do faceta. Niech się uczy, że nie każdemu to się musi podobać.

    Czasem jest tam coś ciekawego, ale nic miłego się po nim nie spodziewałam. Nawet dla swoich kolegów wyrozumiały nie jest. Plus, że ma odwagę się podpisać własnym nazwiskiem. Ludzie już widzieli i chcą żeby usuwał wpisy. Pisze, np. (coś dla obrońców praw zwierząt) że sąsiad zakopywał w ziemi szczeniaczki, cytat:

    „Dobry z niego człowiek zresztą. Ludziom i zwierzętom życzliwy (niezależnie od faktu, że jak mi sam powiedział, szczenięta swojej suki, teraz właśnie, zimową porą powite, zakopał: cóż zrobić, tak to się tu robi i ja tego zmienić nie czuję się na siłach…).”,

    O innym, że kombinuje: „Tu też jest oficjalne i nieoficjalne życie ekonomiczne. Oficjalnie Radek ma tyle tylko krów, ile kolczyków. A nieoficjalnie – trochę jeszcze u teścia trzyma (póki mu się kontrol weterynaryjna przez gospodarstwo nie przetoczy, potem krowy wrócą do domu…). Już bez kolczyków.”

    Opis jego kumpla:
    „Kawaler, bezdzietny (…), niemłody. W dodatku trochę dysfunkcjonalny społecznie, bo naprawdę trudno załapać, o czym mówi, choć mówić lubi. Nie jestem specjalistą, by jego wadę wymowy zdiagnozować. Nie jąka się w każdym razie. Raczej mówi zbyt szybko. Przy tym, redundentnie. Dodaje do każdego zdania zbędne przysłówki „chyba“, „na pewno“, „prawdopodobnie“ – na ogół przeciwnie, niż by sens wypowiedzi wymagał. Pewien kabaret, już nie pamiętam jaki, wprowadza na scenę postać kościelnego z podobną manierą językową – myślałem do tej pory, że to tylko taka parabola, a tu proszę…”
    Żali się szczerze, jak mu ciężko słuchać kolegi:
    „Wróciłem z tego objazdu z ciężkim bólem głowy (ten niepowstrzymany potok trudnej do zrozumienia mowy…)”

    Ludzie z jego wsi już do niego piszą z pretensjami.
    http://boskawola.blogspot.com/2010/04/do-moich-dobrych-sasiadow.html

    Dlatego nie ma co się specjalnie przejmować.

    Lubię

  41. Ja (i moja żona) na słowa „doradca laktacyjny” rzucamy bluzgami i ciężkimi przedmiotami.
    Ciąża bliźniacza, małe kłopoty pod koniec (nerki żony, zawsze były pod nadzorem i z problemami), cesarka w 38 tygodniu. Dzieciaki OK, z żoną gorzej (sumarycznie zapłaciła nerką za dzieciaki, wycieli jej jakiś czas potem, uważa, że było warto).
    Na to wszystko przychodzi taka cyco-faszystka i wmawia kobiecie, której organizm nie produkował wtedy moczu!, że przecież każda ma pokarm, że jak przystawi i potrzyma to się pokarm znajdzie no +1000 do zdołowania matki, której dzieci drą się z głodu. Pielęgniarka widząc co się dzieje z wagą chłopaków, dokarmiła je w nocy, rano lekarz zatwierdził to podpisem.

    Moje krzywdzące obserwacje wskazują, że doradcy laktacyjny do jakieś nawiedzone, które zamiast łazić po forach eko-mam itp. ktoś wpuścił do szpitala i pozwolił nękać ciężarne. Przecież pielęgniarka czy położna też potrafi zademonstrować jak przystawić dziecko i zachęcić do ssania.

    Lubię

  42. A propos zaś molestowania w przestrzeni publicznej – polecam rzucić okiem, co nadęty trubadur i twórca manifestu kwejkowiczów Piotr Czerski myśli o stanie w kraju o nazwie Polska:

    Jak widzicie: Polacy są rycerscy i uwielbiają zbierać w ryło przy okazji bronienia niewiast. Zaraz sobie dupę odeśmieję.

    Lubię

  43. Niech sobie myśli. Będzie myślał, że tak trzeba to może w przyszłości obroni jakąś kobietę. Czasem się zdarza, że Polak reaguje. Nie wszystko jest nagłaśniane. Ja pamiętam dwie sprawy, gdzie Polak bronił dziewczyny i został zabity nożem.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13411891,Stanal_w_obronie_dziewczyny__Mlody_mezczyzna_zadzgany.html

    http://nasygnale.pl/kat,1025343,title,Polak-zadzgany-w-Londynie-bronil-swojej-dziewczyny,wid,12250258,wiadomosc.html?ticaid=611279

    Co nie zmienia tego, że najczęściej nie reaguje nikt. Chyba, że się hałasu narobi. Na głośne krzyki jest szansa, że reakcja będzie.

    Lubię

  44. Był też bohaterski policjant. Wracał z pracy do domu, zareagował na zaczepianie kobiety w autobusie, a może w tramwaju (nie pamiętam dokładnie). Tak samo zmarł od ciosu nożem. To smutne, że jak ktoś chce postąpić dobrze to czasem za to płaci najwyższą cenę.

    Lubię

  45. Kiedy kobieta nie ma dzieci: „Jest zimna/jalowa/sprzeciwia sie naturze/egoistka”

    Kiedy kobieta ma dzieci: „Jak juz sie jej zachcialo dzieci, to teraz jest odpowiedzialna za Kruszynke/Ja sie na swiat nie prosilam!”

    Zawsze sie znajdzie sposob, zeby kobiecie dowalic.

    Lubię

  46. Za to, jak wiedzą, że jej się nie zachciało dzieci, to radość „życzliwych” jest jeszcze większa. Wpadka to dla jednych kara za uprawianie seksu, bo „jak się nie chce dzieci, to się seksu nie uprawia”, a inni się cieszą, że „oni potrafią się zabezpieczyć” i opinie typu: „żeby wpaść w obecnych czasach, to trzeba być deb*lem”. Zaplanować dużej rodziny też nie można. Czwórka dzieci i rodzice są wyzywani od „dzieciorobów”.

    Lubię

  47. Ja tak do Gronkowca- odnośnie jego komentarza o matkach które nie chcą karmić piersią. Nasza położna na szkole rodzenia na upierdliwe komentarze któregoś przyszłego taty o tym, że on bedzie żonie kazał karmić piersią powiedziała tak: cycek to cycek, nie ważne czy u kobiety czy u mężczyzny którzy też mogą miec laktację, więc skoro pan uważa, że to takie łatwe, super i w ogole ekstra to do roboty, może Pan sam spróbować”.

    Lubię

  48. @Gronkowiec
    różnica między macaniem na ulicy a gwałtem jest praktycznie żadna. W obu nie chodzi nikomu o seks, podniecenie czy orgazm. Chodzi o pokazanie władzy. Boobsman pokazuje do kogo należą kobiece piersi – a dokładnie, że należą do mężczyzn i dlatego mają być zdrowe i piękne a także udostępnione do macania. W gwałcie też chodzi o zaznaczenie, że skoro zapłacił za kolację to nie będzie mu tu dziwka mówić co mu wolno a co nie. Co do przyzwolenia na gwałt w społeczeństwie: Jeśli na kobietę wyskakuje psychopata z krzaków to tak, nie ma na to przyzwolenia. Ale większość (ok. 90%) gwałcicieli to koledzy, partnerzy i mężowie. A czy jak mąż gwałci to na pewno jest to gwałt? A co z obowiązkiem małżeńskim? Wziął przecież co jego. Kolegę z pracy pewnie sama sprowokowała, albo było kiepsko i postanowiła się zemścić na biedaku. Potem policjant i sędzia dopytuje w co była ubrana i co robiła wieczorem w jego mieszkaniu, żeby przypadkiem nie skrzywdzić niewinnego człowieka.
    Molestowanie i gwałt to jedno i to samo zjawisko, róznica polega wyłącznie na drastyczności (gwałt też moze być ze szczególnym okrócieństwem lub bez)

    Serio myślisz o tym, że fajnie byłoby pomacać sobie atrakcyjną kobietę bez jej woli? Jesteś pewien, że uważasz kobietę za człowieka?

    Lubię

  49. Robicie niepotrzebnie aferę o te cycki; niektóre dziewczyny się sprzeciwiły, jedna znokautowała Boobsmana, kilka uciekło; akcja durna jak but, ale przecież nie trzeba się zgadzać, można dać Boobsmanowi w łeb, który nie zapytał, czy może dotknąć piersi – no ale kilka z kobiet nie miało nic przeciwko- i nigdy nie będzie miało. Kobiety TEŻ TAKIE są.

    Lubię

  50. Czy „doradca laktacyjny” to jest taki zawód, w którym nie robi się nic innego poza pokazywaniem matkom jak karmić piersią? Bo jeżeli tak, to ja rozumiem dlaczego Ci ludzie mają pierdolca na punkcie karmienia piersią, tak jakby to była najważniejsza rzecz na świecie.

    Lubię

  51. Szprota, ja przeczytałam. I wiem, ze moje ciało należy do mnie. Każdy człowiek, który ma prątki instynktu samozachowawczego, zareaguje właśnie nim; tak jak w autobusie, gdy inni zabierają nam przestrzeń osobistą, święte kilkadziesiąt centymetrów (a my im). I nadal nie wiem o co ta afera (napisana zresztą świetnie, naprawdę uśmiałam się miejscami) ; jedne dziewczyny reagują, inne mniej, a inne wcale. Zawsze tak było i będzie.

    Lubię

  52. Iri – afera nie jest z powodu reakcji dziewczyn. Afera jest dlatego, że ten przebieraniec ośmielił się coś takiego zrobić. Czy do kobiet był jakiś zarzut? Nie. Szprota podchodzi ze rozumieniem do zachowania dziewczyn. Nie potępia, tylko się zastanawia dlaczego jest jak jest. Mogłoby być lepiej. Po większości kobiet z filmiku widać, że czują się nieswojo, ale nie wiedzą co zrobić. Wcale nie jest to dla nich zabawne. Niektóre są wystraszone. Takie macanki nie powinny mieć miejsca. Pewnie, że się znajdzie tam takie dla których to była świetna zabawa. Moim zdaniem niech się tak bawią, skoro się zgadzają i jak im się to podoba, ale między sobą. Bez macania znienacka zaskoczonych dziewczyn, które zgody nie wyraziły.

    Lubię

    • Jeśli zapyta, to jest OK! Bo jesli usłyszy „Tak, możesz dotknąć moich piersi” to w czym rzecz?
      Jeśli Tobie Szprota przeszkadza czy oburza zachowanie pana od cycków, to wystosuj do niego list – a najlepiej do firmy, która ten głupkowaty program nakręciła.

      Lubię

  53. Myślę, że jakby zapytał to chociaż nie byłoby naruszenia nietykalności cielesnej. Byłoby to coś w stylu tego filmu, gdzie dziewczyna proponuje mężczyznom z ulicy seks:

    Lubię

  54. Co ciekawe, kiedy dziewczyny pytano o to samo to wybierano grupki po kilka osób. Nawet 10 koleżanek obok siebie. I wszystkie odmawiały. Ciekawe czy jakby koleżanek obok nie było to wyglądałoby to inaczej. Bo wydaje mi się, że niektóre nawet jakby chciały to przy koleżance głupio.

    Lubię

  55. @seidhe666

    Myślałem że prawicowe portale tylko tak straszą, że feministki chcą, by kobietą rosły wąsy a faceci karmili piersią ;) A na serio: fajnie jeśli ojciec też może uczestniczyć w karmieniu dziecka (niekoniecznie piersią). I nie zrozum mnie źle: nie upieram się, że karmienie piersią jest cudowne i obowiązkowe, raczej 1) nie podoba mi się, jeśli dla kogoś własna wygoda jest ważniejsza w podejmowaniu decyzji niż dobro dziecka 2) jeśli karmienie z butelki oznacza, że dziecko nie będzie karmione ludzkim mlekiem, to martwię się o możliwe negatywne skutki zdrowotne. No i 3) wolałbym się już nie wypowiadać w tym temacie, bo z każdym postem dociera do mnie coraz bardziej że nie jestem kompetentny w tej dziedzinie :)

    @KallistiEris

    W kółko powtarza się, że w gwałcie nie chodzi o seks tylko o dominację. Nie mówię że nie, ale nie widziałem przekonywujących dowodów że tak faktycznie jest. No i jest pytanie: o dominację nad kim? Może to jest bardziej „pokazanie innym samcom, że się jest super łowcą i złapało kolejną zdobycz” niż „pokazanie kobiecie gdzie jej miejsce”. Bo gwałciciele chyba nie mają wątpliwości gdzie jest miejsce kobiety, wiec po co by mieli specjalnie się wysilać by jej to pokazać? No i gwałt gwałtowi nierówny, bo przecież są przypadki gdzie ewidentnie chodzi o seks, tyle że jedna strona źle zrozumiała zamiary i intencje drugiej strony.

    No i faktycznie good point (na co co Szprota wcześniej chyba też zwróciła mi uwagę), społeczne przyzwolenie na „gwałt w małżeństwie” albo „na randce” jest dużo wyższe niż na gwałt typu „wariat z krzaków”.

    Lubię

    • Co do gwałtu: zdecydowanie tak; nie można wszystkich gwałcicieli wsadzać do jednego worka. Jednym może chodzić o dominację, ale sądzę, że 99% chodzi jednak o zaspokojenie seksualne; przy czym nie mają oporów by kobietę np. napaść. Mężczyźni, którzy prymitywnymi gwałcicielami nie są, a mają żądze, po prostu zaczynają od romantycznej kolacji :D

      Co do gwałtu w małżeństwie: to jest po prostu przemoc fizyczna.
      Co do gwałtu na randce: to też jest przemoc, jeśli „ofiara” zdecydowanie odmawia. Ale nie wchodźmy nikomu do łóżka; zarówno 1 jak i 2 przypadek bardzo ciężko udowodnić, co gra na korzyść kobiety; jej zawsze Policja uwierzy we wszystko.

      Lubię

  56. Gronkowiec – też w to nie wierzyłam, ale seidhe666 może mieć rację. Są mężczyźni, którzy mają gruczoły mleczne. Niedawno czytałam, że były na świecie dwa przypadki takich ojców. W jednym przypadku po śmierci żony mężczyzna wykarmił dziecko swoją piersią. Podobno nie tylko ciąża, ale też ssanie piersi może uaktywnić gruczoły mleczne.

    Lubię

  57. @Akara

    Na pewno dałoby się to zrobić hormonami, ale byłyby wtedy nieprzyjemne skutki uboczne… Widziałem za to takie urządzenia, „niby-piersi”, które można napełnić mlekiem i zawiesić ojcu na szyi… Ale w takim wypadku, to chyba prościej żeby ojciec karmił butelką lub łyżeczką :)

    Lubię

  58. „Historia medycyny i przekazy z różnych stron świata wspominają czasami o mężczyznach karmiących dzieci swoim mlekiem. Zdarzało się to np. w niektórych południowoamerykańskich plemionach podczas choroby karmiącej kobiety. Niepotwierdzone relacje mówią też o mężczyźnie, który wykarmił dwoje nowo narodzonych dzieci po tym, jak jego żona zmarła przy porodzie. Takie zachowanie może być skutkiem zbiegu okoliczności – teoretycznie możliwe jest, że przy istniejących zaburzeniach hormonalnych, stymulacja sutków wywołana przystawianiem dziecka do piersi zaowocuje regularną laktacją.

    Szwedzki eksperyment z ostatnich lat, polegający na stymulacji laktacji u mężczyzn m.in. przy pomocy laktatora, udowodnił, że karmienie przez ojca jest możliwe. O jednym z młodych Szwedów, który zdecydował się na ten krok i próbował naturalnie karmić swoje dziecko powstał nawet telewizyjny dokument.”

    Lubię

  59. „No i faktycznie good point (na co co Szprota wcześniej chyba też zwróciła mi uwagę), społeczne przyzwolenie na “gwałt w małżeństwie” albo “na randce” jest dużo wyższe niż na gwałt typu “wariat z krzaków”.”

    A są też gwałty o których nawet się nie chce mówić. Te w więzieniach i wojsku. Często właśnie dla pokazania dominacji. Mężczyźni, którzy to robią nie zawsze są gejami. Zdarzało się, że to gwałty bez wzwodu. Np. żołnierza gwałcono szyjką od butelki albo nogą od krzesła. O tym bardzo rzadko ktoś napisze.

    Lubię

  60. @Gronkowiec

    nie podoba mi się, jeśli dla kogoś własna wygoda jest ważniejsza w podejmowaniu decyzji niż dobro dziecka

    W takim razie motywowane wygodą karmienie butelką jest tylko jednym z tysiąca takich zachowań. Innymi są na przykład nieodpowiednie karmienie większych dzieci, włączanie im na parę godzin telewizora zamiast zorganizowania jakiejś wartościowszej rozrywki, wymuszanie pożądanych zachowań za pomocą przemocy i krzyków albo unikanie spędzania z nimi czasu wolnego.
    W dzisiejszej Polityce jest artykuł o nadwadze dzieci. Fragment: „Wynika z nich [badań], że jedynie 7 procent polskich matek stosuje właściwą dietę dla dzieci, przy czym aż 85% jest przekonanych, że postępują prawidłowo”. No więc chyba zajmowanie się piersiami to nieoptymalnie spożytkowana energia. Więcej szkód robi dzieciom i starszym późniejsza dieta.

    Przy okazji: jak widać, artykuł zakłada, że za dietę dzieci odpowiedzialne są tylko mamy. Byłoby fajnie, jakby powszechny brak zaangażowania polskich ojców w rodzicielskie obowiązki był równie często piętnowany jak karmienie butelką.

    @iri:

    Co do gwałtu na randce: to też jest przemoc, jeśli “ofiara” zdecydowanie odmawia. Ale nie wchodźmy nikomu do łóżka; zarówno 1 jak i 2 przypadek bardzo ciężko udowodnić, co gra na korzyść kobiety; jej zawsze Policja uwierzy we wszystko.

    Na jakiej planecie żyjesz? Tutaj, na Ziemi, w Polsce, mamy trochę inną policję. Poczytaj tutaj http://www.unigender.org/?page=biezacy&issue=05&article=08 zwłaszcza fragment pod tytułem „Mity na temat gwałtu wśród policjantów i prokuratorów”.

    Lubię

    • Ależ to właśnie matki wiedzą co jest dla ich dzieci najlepsze i tylko one wiedzą, co mają im dawać do jedzenia to znaczy: biorą na swe barki tę całą odpowiedzialność :D

      ps. a co zamierzasz zrobić z gwałtami w więzieniach?

      Lubię

  61. @camelot

    Mam nadzieję, że te wyniki w artykule to jakieś nieporozumienie, błąd czy coś. Jedna trzecia policjantów, uważa ze zmuszenie kogoś przemocą do seksu to nie gwałt?!?!?!

    Ale mam wrażeni, ze są kraje gdzie policja jest wręcz nadaktywna i uwierzy w wszystko. Wtedy fałszywe oskarżenia o gwałt mogą być używane przez kobiety do załatwiania swoich prywatnych interesów (a nawet do załatwiania spraw politycznych – patrz być może przypadek Assange’a).

    Lubię

  62. Ależ to właśnie matki wiedzą co jest dla ich dzieci najlepsze i tylko one wiedzą, co mają im dawać do jedzenia to znaczy: biorą na swe barki tę całą odpowiedzialność :D

    Nie rozumiem dowcipu.

    ps. a co zamierzasz zrobić z gwałtami w więzieniach?

    Jeszcze nie wiem. Planowałam dodawać do każdego gratis płyn do płukania tkanin, ale ostatnio wpadłam na pomysł, żeby lepiej je eksportować. Co radzisz?

    Lubię

  63. @Gronkowiec

    Mam nadzieję, że te wyniki w artykule to jakieś nieporozumienie, błąd czy coś. Jedna trzecia policjantów, uważa ze zmuszenie kogoś przemocą do seksu to nie gwałt?!?!?!

    Mnie to zupełnie nie dziwi, dużo się o tym pisze i jest mnóstwo podobnych badań na temat stereotypów i kultury gwałtu nie tylko wśród policjantów. Jakiś czas temu widziałam badanie, w którym nastolatki odpowiadały na pytania w stylu „czy w porządku jest, jeśli chłopak siłą przytrzyma dziewczynę i odbędzie z nią stosunek, jeśli …” i wymienione różne sytuacje, np. „całowali się wcześniej”, „byli na randce i on wydał dużo pieniędzy” itp. Wyniki podobne: dużo nastolatków uważa, że gwałt jest w porządku.

    Ale mam wrażeni, ze są kraje gdzie policja jest wręcz nadaktywna i uwierzy w wszystko. Wtedy fałszywe oskarżenia o gwałt mogą być używane przez kobiety do załatwiania swoich prywatnych interesów

    To ciekawe, że wyniki badań uważasz za nieporozumienie, błąd czy coś, a w zamian oferujsz swoje „wrażenie”. Ja wolę jednak badania.
    Co do załatwiania prywatnych interesów, to usłużnie podpowiadam, że nie potrzebujesz gwałtu. Możesz dość łatwo upozorować, że nielubiana przez Ciebie osoba zepchnęła Cię ze schodów, próbowała udusić albo uderzyła.

    Lubię

  64. @camelot

    Co innego obiegowe błędne opinie na temat gwałtu (na te oczywiście też nie powinno być miejsca w Policji), a co innego sytuacja gdy policjant uważa że zmuszenie kogoś przemocą do stosunku to nie jest gwałt. Bo jeśli to nie jest, to co jest gwałtem? Albo Policjanci to jacyś chorzy ludzie, albo analfabeci nie rozumiejący pytania. Czy to czy tamto: aż strach się zastanawiać!

    Faktycznie, nie znam badań na temat fałszywych oskarżeń o gwałt czy molestowanie, ale każdy słyszał parę historii gdy oskarżenia o gwałt są co najmniej wątpliwe (wspomniany Assange), za to wyraźnie służą czyimś interesom. A oskarżyć o gwałt jest wielokroć łatwiej niż upozorować opisane przez ciebie wypadki. Zwłaszcza że w przypadku gwałtu dowodem jest czasem jedynie słowo przeciw słowu.

    No i są jeszcze przypadki nielegalnych zachowań seksualnych, które nijak nie pasują mi do definicji „zmuszenie kogoś do czynności seksualnej’, a są nazywane „gwałtem” (jak opisany w artykule przypadek galerianek albo Polańskiego) – ale to inna historia.

    Lubię

  65. „Mam nadzieję, że te wyniki w artykule to jakieś nieporozumienie, błąd czy coś. Jedna trzecia policjantów, uważa ze zmuszenie kogoś przemocą do seksu to nie gwałt?!?!?!”

    To może jest skutek mieszania w głowach ludziom, którzy nie wiedzą dokładnie czym jest sado-maso, BDSM, ale coś tam słyszeli. Czyta taki policjant o przymuszaniu do seksu i przemocy, ale myśli, że w pytaniu chodzi o sado-maso. Są kobiety, które mówią o ostrym seksie gwałt. Masochistki wypisują, że chciałyby być gwałcone. Czytają kolejni, którzy też nie rozumieją, a raczej rozumieją na swój sposób i tworzy się połączenie, że przymuszenie do seksu jest takie fajne i modne, że gwałt podoba się kobietom. Używanie słowa gwałt na określenie ostrego seksu szkodzi, bo rozmazuje w oczach ludzi pojęcie gwałtu.

    Lubię

  66. @Gronkowiec:

    Albo Policjanci to jacyś chorzy ludzie, albo analfabeci nie rozumiejący pytania. Czy to czy tamto: aż strach się zastanawiać!

    Lepiej ochłonąć i się zastanowić, bo inaczej niczego nie poprawimy. Mnie z tego zastanawiania wychodzi, że policjanci nie są chorymi analfabetami, są po prostu ludźmi wyrosłymi w tej samej kulturze, co chłopak gwałcący swoją dziewczynę, napastnicy Ani z gdańskiego gimnazjum, internauci komentujący często artykuły o gwałcie słowami „jak suka nie da …” albo koleś uważający, że dotykanie cudzych cycków bez zgody jest śmieszne. Jak już parę osób zauważyło, to są objawy tej samej choroby.

    A oskarżyć o gwałt jest wielokroć łatwiej niż upozorować opisane przez ciebie wypadki.

    „Oskarżyć” w sensie iść na policję i powiedzieć „X mnie zgwałcił” jest łatwo. Ale nie jestem przekonana, żeby łatwo było doprowadzić do skazania. Tzn. nie wiem, jak jest, też nie znam żadnych badań na ten temat.

    Lubię

  67. „Gwałty których ofiarą są mężczyźni to nie jest coś, o czym feministki lubią rozmawiać. Wiesz, to nie pasuje do teorii ;)”

    Właśnie o tym wspomniałam dlatego, że to jest zapominane, a też narusza prawa człowieka. Bo nie tylko przestępcy seksualni są gwałceni w więzieniach. Jak pedofila albo gwałciciela gwałcą to jest radocha, ale jak zabierają się za faceta, który trafił do więzienia z innego powodu to cisza.

    „ps. a co zamierzasz zrobić z gwałtami w więzieniach?”

    Przede wszystkim to strażnicy często na to pozwalają. Tutaj musiałby być większa wrażliwość. Jak udają, że nic się nie dzieje to nie pomogą. Karalność też jest niska. Rzadko sądzi się więźniów za taki gwałt. Nie ma też pomocy psychologicznej dla ofiar. Ofiary wolą milczeć zamiast przyznać się do tego co się stało. Ma taki łatkę, że jest cwe**m do może liczyć na powtórkę gwałtu. Jakby się poskarżył to może przenieśliby go w inne miejsce, ale boi się, że nie byłoby to mile widziane.

    Lubię

  68. „Gwałty których ofiarą są mężczyźni to nie jest coś, o czym feministki lubią rozmawiać. Wiesz, to nie pasuje do teorii ;)”
    Głupoty opowiadasz.

    O BDSM w ogóle się mało pisze. Paradoksalnie cieszyłam się na 50 shades of Grey licząc, że może zapoczątkuje rozmowę o kinky seksie, ale chyba też nie.

    Lubię

  69. @szprota

    Wiesz, 50soG czytały chyba głównie „przecietne” kobiety, które BDSM nie są zainteresowane, a książka tego nie zmieni. Do tego – czy tam był faktycznie jakiś seks BDSM? Nie czytałem, wiec nie wiem, ale znajomy masochista twierdzi ze ta książka to taka „dominacja dla grzecznych dziewczynek”.

    A poza tym: halo, halo! Jeśli faktycznie przyjmiemy że gwałty wynikają z tego, że nasza kultura odbiera kobiecie prawo do własnego ciała, to skąd się bierze te 10% (albo i więcej) gwałconych mężczyzn? Nie mówiąc o tym, że feminizm się upiera ze to mężczyźni są złymi opresorami, a kobiety ofiarami, więc jak do tego dopasować sytuację mężczyzny-ofiary?

    Lubię

  70. Gwałty wynikają z tego, że ktoś ma przekonanie, że ciało drugiej osoby mu się należy. Najczęściej jest to mężczyzna w odniesieniu do kobiety, bo a) kultura uczy kobiety nie myśleć o swoim ciele jak o swojej własności b) kultura uczy mężczyzn, że kobiety są dla ich przyjemności c) gros relacji erotycznych jest heteroseksualna. Operuję dużymi kwantyfikatorami, ale pamiętaj, że opisuję zjawisko, więc muszę uogólniać.

    Gwałty na mężczyznach mają za sprawców mężczyzn (przeważnie). Więc: narracja o opresji trzyma się kupy. Ten, który ma zostać upokorzony, przecwelony, staje się kimś mniej niż mężczyzną czyli kobietą, bierną seksualnie.

    Odnośnie Greya jeszcze: na najbliższym Polconie będzie prelka na ten temat, właśnie w ujęci BDSM. Uważam, że właśnie takie dominacje dla grzecznych dziewczynek warto omawiać, bo ludzie to czasem może i by chcieli spróbować, ale nawet nie wiedzą, od czego zacząć: dobrze, by nie zaczynali od Greya (czy filmu „Sekretarka”).

    Lubię

  71. „Jeśli faktycznie przyjmiemy że gwałty wynikają z tego, że nasza kultura odbiera kobiecie prawo do własnego ciała”

    Jest to przyczyna gwałtów i należy nad tym pracować. Gwałty na mężczyznach tego nie zmieniają. Może i prawda, że nie każdy gwałt można tym wyjaśnić. Czasem nakłada się na siebie więcej czynników. Czasem znajdzie się coś innego, np. skrzywienie psychiczne gwałciciela. Są tacy ludzie, którym nawet dobre wychowanie nie pomoże.

    „Nie mówiąc o tym, że feminizm się upiera ze to mężczyźni są złymi opresorami, a kobiety ofiarami, więc jak do tego dopasować sytuację mężczyzny-ofiary?”

    Feminizm niekoniecznie się upiera. Męska krzywda też zostaje dostrzeżona. Z postulatów feministycznych wyrósł przykładowo ruch równouprawnienia ojców. Nie każdej kobiecie wyszło to na dobre. Mężczyzna się rozwiedzie, ale chce interesować się dzieckiem, mieć udział w życiu i wychowaniu dziecka. Nie zawsze się to porzuconej kobiecie podoba. Czasem wolałaby żeby tylko płacił i dał sobie spokój z dzieckiem. Czy mężczyzna nie ma żadnych korzyści z równouprawnienia? Ma.

    Ostatnio trafiłam na fajny wywiad”
    Paweł Fajdek, mistrz świata w rzucie młotem mówi w duchu równouprawnienia. Atakowano go o kolczyki, a on na to tak: „Lubię nosić biżuterię. Skoro kobiety mogą, to dlaczego nie my?”, po czym walczy ze stereotypem młociarza: „Dlaczego młociarz ma być łysy, brzydki i nieogolony? Farbowałem też włosy. Rzucam w okularach na różowej gumce. To też rzadkość. Wyróżniam się i to jest fajne.”

    Lubię

  72. Nie bywam na Polconach :( Ale będę za relację z panelu na blogu wdzięczny, jakby Ci się chciało wrzucić :) Zwłaszcza że wiesz, że dla radykalnych feministek już nawet normalny stosunek jest podejrzany, a co dopiero BDSM! Więc fajnie by było o BDSM usłyszeć w kontekście bardziej „sex-positive” feminizmu!

    BTW: Zawsze wyobrażałem sobie Polcon (jak i inne konwenty fantastyczne) jako bardzo „męskie” miejsca, gdzie celebrowany jest patriarchat i heteronormatywność. Czyżbym był w błędzie?

    Nie no, jasne… ale właśnie ja nie lubię dużych kwantyfikatorów. Lubię szukać dziur w całym ;)

    Przyroda ma to do siebie, że zjawiska są zwykle skomplikowane i wiele różnych mechanizmów może się dziać na raz. Może więc gwałty też bywają różne. Przypadki, gdy chodziło o pociąg seksualny, ale doszło do nieporozumienia? Przypadki, gdy gwałciciel zakładał, że ciało ofiary nie należy do niej, wiec nie wiedział że robi krzywdę? Przypadki, gdy gwałt nie ma z seksem nic wspólnego, a chodzi o zdominowanie ofiary? No i przypadki, gdy chodzi o zdominowanie kogoś zupełnie innego (gdy np gwałci armia, to chyba przede wszystkim chodzi o pokazanie swojej dominacji nad pokonanymi mężczyznami, biorąc sobie „ich” kobiety – co oczywiście tez ma związek z założeniem że kobieta jest własnością mężczyzn).

    Lubię

  73. @Akara

    No, ale niestety nadal dziewczyny mogą biegać w spodniach, a faceci w sukienkach nie bardzo ;P Cudownie jednak, że są faceci którzy potrafią być tacy jak Paweł Fajdek!

    Mam pewne wątpliwości, czy ruch równouprawnienia ojców wyrósł z ruchu feministycznego. Czy przypadkiem różne ruchy „równościowe” nie wyrosły „obok’ feminizmu, niezależnie od niego. Nie znam niedawnej historii, więc się kłócić nie będę. (choć za to wiem, że ruch sufrażystek wyrósł kiedyś z ruchu na rzecz praw zwierząt, przynajmniej w UK… Zabawne :P)

    I oczywiście gdy narzekam na feminizm to zwykle narzekam na jakiegoś „straw man-a”. Zawsze znajdzie się jakiś nurt feminizmu który ma szalenie głupie poglądy na jakąś ważną sprawę, tak samo jak zawsze się znajdzie jakiś nurt który sensownie do problemu podchodzi. Tylko że feminizm jest tak niejednorodny, ma tyle sprzecznych nurtów, że nie bardzo wiem jak o nim w ogóle rozmawiać inaczej niż za pomocą takich przerysowanych „straw man-ów” :/

    Lubię

  74. „Do tego – czy tam był faktycznie jakiś seks BDSM? Nie czytałem, wiec nie wiem, ale znajomy masochista twierdzi ze ta książka to taka “dominacja dla grzecznych dziewczynek””

    Czytałam pierwszy tom. Ledwo dokończyłam. Przereklamowana książka. Czy był? Z kobiecej dominacji to tam było wspomnienie bohatera o tym, że był penetrowany. O męskiej to też właściwie w rozmowie więcej mówił niż później robili. Było „rozrzucone” po książce związanie rąk krawatem, opaska na oczy, klapsy i na końcu mocniejsze bicie tyłka.

    Lubię

  75. LOL, no nie, hardcore, toż to niemal BDSM jest! ;P

    Słyszałem że była tam też bardzo toksyczna i niezdrowa relacja między bohaterami. A zdaje mi się że BDSM jest tym zdrowsze, im zdrowsze relacje między partnerami, więc faktycznie nie warto brać z książki przykładu :)

    Lubię

  76. „Nie ja rządzę moim ciałem”…
    Oczywiście że nie Ty – a z jakiej niby racji miałabyś rządzić?
    Mogłabyś rządzić gdybyś była jego właścicielką :-)
    Ciało człowieka należy niestety nie do niego a do państwa – to państwo łoży (to oczywiście kłamstwo) na jego leczenie a więc logiczne jest że rozmaitymi sposobami stara się skłonić ludzi do zachowań które uważa za „odpowiednie”. Nie jeść za tłusto, ruszać się, badać, karmić piersią, myć uszy…
    Jedno z dwóch – albo domagać się „opieki” państwa w każdej dziedzinie i finansowania przez nie rozmaitych usług albo decydować o sobie i za siebie odpowiadać.
    Pan macant – gdyby to na mnie trafił – byłby biedny ale na jakiej zasadzie niby mieć do niego pretensje?
    Jeśli – będąc praworządnym obywatelem – płaci składkę na ZUS i inne daniny to ma pełne prawo skontrolować czy ktoś przypadkiem nie narazi go za jakiś czas na finansowe straty, szkoda tylko że nie próbuje szukać przerostów prostaty u panów ale od czegoś należy zacząć.

    A gwałty…
    Napiszę w ten sposób – skoro powszechne jest poparcie dla bzdur typu „nie surowość kary a jej nieuchronność”, skoro ucieka się od odpowiedzialności za siebie i ceduje się ją na państwo, skoro nie ma POWSZECHNEGO i stanowczego domagania się poszanowania nie jakichś mitycznych kobiet a człowieka i jego naturalnych praw – to czemu się tu dziwić?

    Lubię

  77. Moi Drodzy, gwałt gwałtowi nierówny, powtórzę to raz jeszcze. Czy kiedykolwiek ktoś z Was został zgwałcony? Czytając Wasze wypowiedzi, mogę się zdecydować napisać: ja tak. Chociaż dziś nie nazywam tego gwałtem, a uratowaniem życia.
    Przebywając w innym kraju, mało tego; znając system samoobrony w tym obronę przed gwałtem zostałam napadnięta i miałam wybór. Wybrałam gwałt.

    Lubię

      • Dziś przeczytałam taki cytat: „Inni nie mogą nam zabrać naszego szacunku dla siebie, jeśli im go nie oddamy.” (Mahatma Gandhi)
        Tylko co, w dzisiejszym jakże relatywnym świecie znaczy:szacunek do siebie? Oto jest pytanie, na które musi sobie odpowiedzieć każdy człowiek, kobieta zwłaszcza, jako że jednak słabsza fizycznie od faceta.
        Przede wszystkim kłania się genderyzm; faceci postrzegani jak ci, co ZAWSZE chcą seksu i są skłonni uprawiać go z KAŻDĄ. Aż nie wiem, jak mam się odnieść do osoby mojego męża, który nie poszedłby do łóżka z kobietą, której nie kocha i nie chce seksu 3 razy dziennie. Należałoby odzwierzęcić facetów, zamiast im pobłażać.

        Lubię

  78. @Anna
    Jeśli obywatel płaci podatki, to państwo nie ma prawa się wtrącać do tego jak z tej służby korzysta. A jeśli naprawdę ci się wydaje, że twój praworządny obywatel płaci wyższe podatki, kiedy państwo więcej wydaje na opiekę zdrowotną jednostki, to jeszcze raz zastanów się nad tym, co piszesz.

    A w ogóle to notka przecież nie o tym jest, tylko o społecznym przyzwoleniu na zarządzanie ciałami kobiet w każdym możliwym wymiarze. I nie tych jakichś mitycznych, tylko tych rzeczywistych, którym na każdym kroku powtarza się, jak mają się ubierać, jak chodzić, jak wyglądać, ile mają ważyć, kiedy i jak rodzić dzieci, gdzie, kiedy i jak je karmić, ubierać, wychowywać, jaki nosić makijaż, kiedy, jak i do kogo się uśmiechać, komu pozwolić się dotykać (hint: każdemu, który ma na to ochotę, bo ciało kobiety nie należy do niej), a kiedy któraś się tych wytycznych nie trzyma to albo jest dziwką, albo nie zasługuje na nic – o jakichś resztkach szacunku może sobie co najwyżej pomarzyć. Państwo i społeczeństwo rości sobie prawa do decydowania, kto ponosi wyłączną odpowiedzialność za niechcianą ciążę (było mu nie dawać), za gwałt (było się nie ubierać jak szmata), za utrzymanie siebie i rodziny (jak se wywalczyła prawo do pracy, to niech tyra na śmieciówce). A jednocześnie odmawia tym kobietom – bo to jakoś zawsze są kobiety – prawa do decydowania czy chcą, czy są w ogóle w stanie podołać tej odpowiedzialności materialnie, emocjonalnie, finansowo, zdrowotnie.

    PS. Witam ponownie, bo wcześniej komciałam pod troszkę innym nickiem.

    Lubię

  79. „Myślę, że jakby zapytał to chociaż nie byłoby naruszenia nietykalności cielesnej.”

    Ale byloby zastraszanie. Co bys pomyslal(a), gdybym podszedl do Ciebie na ulicy i zapytal „Przepraszam bardzo, czy moge wziac Twoj portfel”?

    Lubię

  80. Nólanis

    „A jeśli naprawdę ci się wydaje, że twój praworządny obywatel płaci wyższe podatki, kiedy państwo więcej wydaje na opiekę zdrowotną jednostki, to jeszcze raz zastanów się nad tym, co piszesz.”
    No widzisz – tak się składa, że głęboko się zastanowiłam :-)
    Kup dowolną gazetę, wejdź na jakikolwiek portal, przeczytaj dowolną informację tyczącą zdrowia a przekonasz się, że otyłość/brak ruchu//coś tam KOSZTUJE PAŃSTWO jakieś tam kwoty.
    I spróbuj zastanowić się co właściwie oznacza fakt, że (rzekomo) nie płacisz za usługi medyczne a robi to za Ciebie ubezpieczyciel wspomagany przez państwo.
    Zwłaszcza w świetle tego, że ubezpieczenie jest obowiązkowe.

    „A w ogóle to notka przecież nie o tym jest, tylko o społecznym przyzwoleniu na zarządzanie ciałami kobiet w każdym możliwym wymiarze. ”
    No to prościej:
    Pan gospodarz decyduje gdzie będzie „mieszkać” jego krowa, kiedy ją będzie doić, czym karmić i jakimi środkami zwiększał mleczność, ile razy w ciągu życia się krowina ocieli i kiedy ją sprzeda do rzeźni.
    Bardzo wiele się różni sytuacja krówki od sytuacji kobiety którą z takim ogniem opisałaś?
    Chyba niewiele poza „drobnym” faktem, że krowa t takie sobie bezwolne bydlątko nijak nie mogące zaprotestować przeciwko temu jak jest traktowane.

    Powtórzę, bo może nie zrozumiałaś: dla prawa (a więc i społeczeństwa) jesteś obywatelem (choć powinnaś być człowiekiem), nie kobietą.
    Sam fakt, domagania się „specjalnego” traktowania przez prawo kobiet w inny sposób stawia żądających tego na przegranej pozycji.
    „Społeczne przyzwolenie” to fikcja – to nie „społeczeństwo” pozwoliło macantowi się macać a konkretne dziewczyny, z imieniem, nazwiskiem i (zapewne) z dowodem osobistym.
    Gdyby chłopczyk na sto prób „kontroli” dostał dziewięćdziesiąt dziewięć razy kopa to zapewniam Cię – sto pierwszy raz już by nie spróbował.
    (W miejsce „kopa” możesz podstawić sobie „skuteczną, zakończoną interwencją skargę na policję o naruszenie nietykalności osobistej” – na jedno wyjdzie)

    Lubię

  81. „Odp. brzmiałaby “Nie!” – i to nie jest zastraszanie. Zastraszanie byłoby wtedy gdyby powiedział “Daj mi twój portfel, albo cię potnę”.”

    Ktos Cie kiedys probowal obrabowac? To na ogol nie wyglada tak, ze mowia od razu „oddaj kase albo wpierdol”, tylko najpierw prosza „grzecznie”. Ale i tak wszyscy wiedza o co chodzi. Jest cos takiego jak komunikacja niewerbalna, ale moze roboty z internetu o tym nie wiedza.

    Lubię

    • A ktoś się Ciebie kiedyś zapytał, czy byś mu nie dał złotówki? Podejrzewam, że tak. Mam tylko nadzieję, że go nie skułeś w kajdanki, które na pewno przy sobie nosisz.

      Lubię

  82. Pomysł, że człowiek jest indywiduum niezależnym od innych, i że jest sam swoim panem, to stosunkowo nowa idea polityczno – społeczna. I oczywiście ciekawie by było podyskutować o tym, czy państwo jest naszym właścicielem.

    Ale notka Szproty absolutnie nie była o tym. Była o tym, że obecnie w sferze kultury i zachowań społecznych mniej więcej oczywiste jest, że ciało mężczyzny jest jego własnością, zaś ciało kobiety jest własnością męskiej części populacji (z pewnymi „ekstra prawami własności” w przypadku jej męża / partnera). Tu nie chodzi o to, na ile państwo ma do nas prawo – tu chodzi o to, że prawo do własnego ciała jest bardzo nierówno rozłożone między płciami.

    Lubię

  83. Czytam sobie te komcie i jestem przerażona. Niby są tu ludzie światli, którym nieobcy feminizm, prawa człowieka itd a stereotypy na temat gwałtu (że motywacja seksualna, że niemozliwe żeby policjanci mogli tak uważać jak w przytoczonych badaniach) trzymają się mocno. Jeśli chodzi o liczby: ponad 99% sprawców gwałtów to mężczyźni, nawet jeśli ofiarą też jest mężczyzna. Jest problem z wychowywaniem chłopców w poczuciu, że seks im się należy i ze tylko jako dominujący zasługują na szacunek. Wszystkich ciekawych liczb, badań i faktów odsyłam do raportu Feminoteki ‚dość milczenia’.
    Co do tego, że dziewczyny pozwalały się macać:
    1. Jak mnie ktoś klepie w tyłek na ulicy to zanim minie mi szok i dotrze do mnie co się stało macant jest juz daleko.
    2. Jak całe zycie jesteśmy wychowywane do bycia grzeczną, miłą, czystą, porządną i ładną to jak mamy umieć dać w zęby. Ja nie umiem i zazdroszczę tym, które umieją.

    Lubię

  84. „A ktoś się Ciebie kiedyś zapytał, czy byś mu nie dał złotówki? Podejrzewam, że tak. ”

    Kontekst, kurwa. Mam 184cm wzrostu, 85kg wagi i chodze na silke. Jak mnie menel spyta czy mu nie dam zlotowki, to moge go zlac. Kobieta wzrostu 155cm, 50kg wagi i pozbawiona masy miesniowej moze sie czuc mocno niekomfortowo, jezeli taki menel zaczepi ja na pustej ulicy. Doubly so, kiedy facet nie chce zlotowki, tylko lapac za cycki – oczywiste skojarzenie z gwaltem.

    Jasniej wyjasnic nie potrafie.

    Lubię

  85. Ktoś tu napisał, że tak dziewczynki wychowano. No i tu jest pies pogrzebany; jeśli jesteście lub zamierzacie być matkami córek, po prostu wychowujecie je inaczej, w poczuciu własnej wartości i godności CZŁOWIEKA, nie dzieląc na płcie.

    Lubię

  86. szprota
    „Ale z tym brakiem społecznego przyzwolenia masz jakieś wsparcie?”
    Zaledwie takie, że to pan X klepie panią J po zadku, a nie „społeczeństwo” klepie „kobiety”
    Nie żadne „społeczeństwo” – społeczeństwo jako byt kolektywny nie podejmuje decyzji ani ich nie realizuje.
    A szprocie, Annie czy komukolwiek innemu WOLNO się z tym nie zgadzać i WOLNO przeciw niechcianym zachowaniom protestować.

    Gronkowiec
    „Pomysł, że człowiek jest indywiduum niezależnym od innych, i że jest sam swoim panem, to stosunkowo nowa idea polityczno – społeczna. I oczywiście ciekawie by było podyskutować o tym, czy państwo jest naszym właścicielem.”
    Ano nie – bo człowiek jako jednostka jest bytem pierwotnym wobec państwa a nawet szerzej bo wobec wszystkich formom organizacji społeczeństw.
    Czy jest właścicielem?
    Możesz decydować na co przeznaczasz zarobione pieniądze?
    Możesz decydować czego i jak długo będą uczyć się Twoje dzieci?
    Możesz decydować jak długo będziesz pracować?

    „Była o tym, że obecnie w sferze kultury i zachowań społecznych mniej więcej oczywiste jest, że ciało mężczyzny jest jego własnością, zaś ciało kobiety jest własnością męskiej części populacji”
    No nie jest tak do końca – WSZYSTKIE kulturowe tabu nie przyznają władzy „posiadania” żadnemu ogółowi, wręcz przeciwnie.
    (Nie wyklucza uprzywilejowanej pozycji tych czy owych ale nie tylko mężczyzn wbrew pozorom co jest nieco innym tematem.)
    Wyrazem tego jest prawo od zawsze karzące wykroczenia przeciw tym tabu.
    I zrozumiałam jaki jest temat notki – mój komentarz dotyczył tego, że skoro „godzimy się” (przynajmniej duża część nas) na to, by decydowano o naszym życiu za nas i to w coraz większej mierze to prostą konsekwencją jest albo powinna być zgoda na takie właśnie „oczywistości” o jakich piszesz.
    Bo nie ma racjonalnego powodu by uznać że powinno być inaczej.

    „Tu nie chodzi o to, na ile państwo ma do nas prawo – tu chodzi o to, że prawo do własnego ciała jest bardzo nierówno rozłożone między płciami.”
    Zapewne – tyle tylko, że zawsze, każde prawo do czegokolwiek to coś wymagającego obrony.
    Nie tylko stałej obrony ale w dodatku obrony przez przede wszystkim beneficjenta tego prawa.
    Odwołując się raz jeszcze do filmiku: dziewczyny pozwalają się obmacywać obcemu facetowi na ulicy.
    Jedna zareagowała prawidłowo. JEDNA.
    Skądś wiedziała, że ma prawo do takiej reakcji.
    Mamy więc dwie tylko możliwości – albo wypadałoby POZOSTAŁYM DZIEWCZYNOM uświadomić, że mają jakieś prawa (wcale niezależne od ustawodawcy czy kultury) albo przyjąć, że może wiedzą o tych prawach ale z jakichś powodów nie chcą z nich korzystać o ich obronie nie wspominając.
    Przywołałam państwo bo coraz powszechniejsza jest magiczna wiara już nie tylko w to, że państwo jest nam przyjazne (będąc w istocie naturalnym wrogiem człowieka) ale i w to, że dekretowanym porządkiem jest w stanie wpływać na kwestie kulturowe.
    To się nigdy nie udawało – i dobrze.
    Powtórzę – każda z tych dziewczyn miała pełne prawo potraktować wesołka jako agresora, poturbować go albo wezwać na pomoc policję – nie zrobiły tego z jakichś powodów.
    A nie wierzę w to, że tym powodem było ich przekonanie o tym, że ich ciała należą do byle pajaca na ulicy.

    Lubię

  87. @KallistiEris

    Chcialbym zaznaczyc, ze uwazam gwalt za cos strasznego i popieram wszystkie wysilki by mu zapobiec. Dlatego tez uwazam, ze warto rozmawiac i dyskutowac, czy utrwalone przekonania odnosnie gwaltu sa prawdziwe czy nie. jestem prkeonany ze kiedy spojrzymy na sprawe z roznych perspektyw, to tym lepiej zrozumiemy w czym jest problem i tym lepiej bedziemy mogli mu zapobiegac. A zebym nie strzapil sam jezyka, to np polecam Ciekawy artykul o (przypuszczalnych) roznych rodzajach i przyczynach gwaltu:

    http://www.toddkshackelford.com/downloads/McKibbin-et-al-RGP-2008.pdf

    @Anna
    Sorry, poszedlem spac o 6 nad ranem i nie do konca rozumiem caly twoj post :/ Wiec sorry, jesli cos rpzekrecam, ale

    – nikt nie wie jak „pierwotnie” zachowwyal sie czlowiek, ale mozna zgadywac ze na afrykanskiej sawannie, gdy wyewoluowalismy, bylismy calkowicie zalezni od grupy – i interes grupy zawsze stal przed anszym prywatnym interesem. Wiec nadal uwazam ze pomysl iz czlowiek ma wartosc sam w sobie, a nie jako czlonek wspolnoty, to dosc nowy pomysl. ktory ma zarowno wady, jak i zalety :/

    – Wiem ze argument z „wszyscy tak uwazaja” to argument o kant dupy potluc, ale… to jest powszechnie akceptowana wiedza, ze oprocz oficjalnego prawa, na to jak sie zachowujemy wplywa kultura i spoleczenstwo. jestesmy wszyscy wytresowani, podswiadome rpzekonania narzucone nam w trakcie socjalizacji rzadza naszym zachowaniem. i jesli jakas dziewczyne nauczono, ze jej zadaniem jest byc „cackiem z dziurka”, uprzyjemniajacym facetom czas – to chocby nie wiem jak chciala odepchnac macajacego ja faceta, to tego nie jest w stanie zrobic, bo „ukryty program” w mozgu jej zabrania… A co jesli jakas kobieta jednak zaprotestuje rpzeciw macaniu? To co, macajacy facet zauwazy ten protest? NIE! Bo macajacy faceci sa nauczeni ze kobieta sluzy do macania i cos takiego jak „protestujaca kobieta” w naturze nie istnieje. Dlatego oni nawet nie zauwaza tego protestu! Oni zauwaza „droczaca sie z nimi laske” albo „babke z PMS, ktorej odbijaja hormony”.

    Goraco popieram podejscie, ze pora sie zabrac do roboty i jak nam sie nie podoba, ze kobiety to „cacka z dziurka”, to wychowujmy naszych synow i corki tak, by w to nie wierzyly. Ale to za malo – trzeba cos jeszcze zrobic z przekonaniami reszty spoleczenstwa, ktora bedzie chciala nauczyc nasze dzieci czegos przeciwnego.

    Lubię

  88. szprota
    Bogactwo argumentów nie pozwala mi na dalszą polemikę.

    Gronkowiec
    Oczywiście że tak – nawet najpierwotniejsza grupa jaką jest rodzina zbudowana jest z jednostek i jej powstanie uwarunkowane było – jak zauważyłeś – dobrem tych jednostek.
    Inaczej by nie powstała bo po prostu jej istnienie nie miałoby racji bytu.
    Ale – sprawdź – nawet konstytucje czy choćby międzynarodowe wysokiej rangi akty prawne jako podmiot określają obywateli (albo naród co na jedno wychodzi bo i naród to zbiór jednostek) i podkreślają swoją służebną wobec nich rolę.
    Że nikt nie traktuje tego poważnie – zgoda ale nie o to w tej chwili chodzi a to, że nadrzędna rola interesu grupy dopuszczalna jest tylko wtedy, kiedy nie są naruszane interesy jednostek tę grupę tworzących. Nawet pojęcie „dobra wspólnego” ma sens wyłącznie w sytuacji kiedy bezspornym jest że interes grupy, kolidujący zwykle z interesem jednostek w taki czy inny sposób służy nawet tymże jednostkom – jak droga czy wysypisko śmieci.
    Ale to of top :-)

    Co do tematu zaś… No cóż – ze wszystkim co piszesz oczywiście się zgadzam, ale…
    Skoro zgadzamy się że „coś” jest problemem to – dla mnie oczywiście – sensowne są dwa wyjścia: albo problem „polubić” albo starać się go rozwiązać.
    Żeby go rozwiązać wypada go zdefiniować i przede wszystkim znaleźć jego przyczyny.
    Pełna zgoda – takie czy inne samcze (nie tylko – niewieście również) zachowania mają źródło w kulturze a ta wywiera przemożny wpływ na niemal wszystko, ze stanowionym prawem włącznie.
    Tyle tylko, że sama kultura jest porządkiem spontanicznym który tym różni się od porządku dekretowanego, że powstaje przez uzus i jej elementy funkcjonować mogą jedynie w oparciu o użyteczność i „kompatybilność” z innymi jej elementami. To jedno.
    A drugie – mamy wiek XXI i kultura podlega modyfikacjom nie jak niegdyś w czasie stuleci a w ciągu lat.
    Są tego przykłady – II wojna światowa, „rewolucja” 68 roku, czy telefony komórkowe albo Internet przeorały kulturę z ogromnej mierze ją zmieniając. Owszem, to były zjawiska „wielkie” ale raz że spontaniczne w tym sensie, że skutek o którym mówię (wpływ na kulturę) był „skutkiem ubocznym” i w ogóle nie stanowił celu a dwa – problem osobistej wolności (w tym nietykalności cielesnej) jest zjawiskiem znacznie większym choć mniej „spektakularnym”.
    Spójrz – prawo chroni nas „doskonale”, na tyle, na ile w ogóle może. Kłopot tkwi w jego stosowaniu.
    I napiszę na własnym przykładzie – lata całe z racji pracy narażona byłam na co najmniej niewłaściwe zachowania w znacznie większej mierze niż inne kobiety.
    I ani przez moment nie miałam żadnych wątpliwości – moje ciało jest moją wyłączną własnością i każdy kto w jakikolwiek sposób spróbuje się to prawo własności naruszyć musi spodziewać się, że będę go bronić.
    Nigdy nie miałam żadnych skrupułów przed użyciem siły albo ŻĄDANIEM ochrony ze strony państwa.
    I być może masz rację pisząc, że jeden czy drugi pan „nie zauważył” mojego protestu w tym sensie, że swoje zachowanie zechce powtórzyć choć na pewno już nie wobec mnie.
    Ale – gdyby spotkał się z taką jak moja reakcją za drugim i piątym razem – odpuściłby sobie :-)

    I na koniec mojego przydługiego (przepraszam) komentarza: masz po stokroć rację z wychowaniem dzieci.
    Zauważ tylko, że od niejakiego czasu (coś ze sto lat) tym wychowaniem zajmują się w coraz większym stopniu wszyscy poza rodziną.
    Czy to się komu podoba czy nie – to rodzina pozostaje mimo wszystkich zabiegów głównym wychowawcą (bo to po prostu zgodne z naturą) i wzorce ze szkoły, kościółka, telewizora czy skądkolwiek mają drugorzędne znaczenie, nawet jeśli rodzina z takich czy innych względów wzorców żadnych nie dostarcza.
    Może więc po prostu WYCHOWYWAĆ dzieci? :-)

    Lubię

    • Anna, bo ja z Tobą nie polemizuję. Przyszłaś tu z opinią, czy też może: aktem niewiary w zjawiska znane i rozpoznane; nie musi mnie to ani interesować ani zachęcać do dyskusji.

      Lubię

      • Nie do końca – wskazałam pewne fakty które (co rozumiem) mogą Ci się nie podobać a które moim zdaniem (to OPINIA) są istotne.
        Fakty mogą się podobać albo nie ale ignorować ich nie wolno bo to jałowe (to kolejny FAKT)
        To nie tylko problemu nie rozwiąże ale i naraża na „szowinistyczne” uwagi o „kobiecej logice” i niemożności racjonalnej dyskusji.
        I niestety słusznie moim zdaniem (to jest OPINIA).

        Przepraszam za zamieszanie :-)
        Pozdrawiam

        Lubię

  89. „Zauważ tylko, że od niejakiego czasu (coś ze sto lat) tym wychowaniem zajmują się w coraz większym stopniu wszyscy poza rodziną.”

    Jest raczej na odwrot: dawniej np. wiejskie dzieci chowaly sie „same” w gromadkach, bo rodzice pracowali caly dzien. Teraz sa blizej domu. (W ogole definicja rodziny tez sie zmieniala przez wieki…)

    Wracajac do tematu „kto rzadzi moim cialem”, to oprocz karmienia piersia sa jeszcze te wszystkie zalecenia co kobiecie wolno a czego nie w czasie ciazy. Nie wdajac sie w dyskusje na temat ich sensownosci (np. zakaz picia kawy: http://www.bbc.co.uk/news/magazine-23802785), to ewidentne jest ze lekarze jak patrza na kobiete w ciazy, to widza przede wszystkim pojemnik na plod, i wszystkie zalecenia sa pod katem „jak zrobic plodowi dobrze”. A jak sie kobieta w tym wszystkim czuje, to juz jest duzo mniej wazne. I oczywiscie jest rozsadne ze jezeli juz kobieta sie ma meczyc z donoszeniem ciazy i porodem, to niech ma z tego zdrowe i normalne dziecko nie wymagajace specjalnej opieki, wiec nie ma sensu narazac plodu na ekstra ryzyko chorob i deformacji, ale z drugiej strony nie mozna zapominac ze kobieta w ciazy nadal jest czlowiekiem, ma swoje wlasne zdrowie fizyczne i psychiczne o ktore tez trzeba dbac.

    Lubię

  90. „Chociaż dziś nie nazywam tego gwałtem, a uratowaniem życia.
    Przebywając w innym kraju, mało tego; znając system samoobrony w tym obronę przed gwałtem zostałam napadnięta i miałam wybór. Wybrałam gwałt.”

    Iri – zależy jaką sytuację masz na myśli. Może i zrobiłaś dobrze. Mogłaś ocenić, że nie dasz rady. Że próba obrony grozi większym rozzłoszczeniem napastnika, a bycie potulną zwiększa szanse na przeżycie. Również jak ktoś podchodzi z nożem i mówi „oddawaj pieniądze” to można się zastanawiać czy obrona się opłaci. Nie można powiedzieć na pewno co by było gdybyś zachowała się inaczej. Rozumiem, że nie zgłosiłaś tego na policję?

    „Dziś przeczytałam taki cytat: “Inni nie mogą nam zabrać naszego szacunku dla siebie, jeśli im go nie oddamy.” (Mahatma Gandhi)”
    Ja to odbieram tak, że ważne żeby samej siebie szanować i nie chodzi tutaj o ubranie albo zachowywanie się jak zakonnica, ale o pewność co do tego, że jest się wartościowym. Nie szanowanie tylko potrzeb kogoś, ale również dbanie o własne potrzeby. To, że inni kogoś nie szanują to nie znaczy, że ten ktoś stracił szacunek do samego siebie.

    Gronkowiec – relacja w książce jest toksyczna, ale ja nawet o to bym już nie miała wielkich pretensji. Właściwie to pomyślałam sobie w pewnym momencie, że książka nie musi być moralizatorska, nie musi wskazywać właściwej drogi. Można bohaterem zrobić nawet zwyrodnialca i może powstać coś ciekawego. Dlatego ciężko mi zarzucić właśnie to. Co nie znaczy, że jestem przeciwna dyskusji. Dobrze, że Szprota, będzie omawiać, hmmm… „nieprawidłowości” i szkodliwość takiego związku, bo to jest potrzebne. Już są ludzie dla których to pierwsze zetknięcie się z tematyką. Już są tacy, którzy przez książkę mają fałszywe wyobrażenie. Ale i przed tą książką też było fałszywe wyobrażenie. Pytanie czy gorsze, czy lepsze. W niej chociaż seks nie jest nazywany gwałtem. Pytanie czy z wprowadzania mody u pewnych ludzi będzie więcej złego, czy dobrego. W reklamach jest głównie o zadowoleniu z urozmaicenia, o dzieciach, które się urodzą, ale już też piszą o kobietach, które pod wpływem książki spróbowały i były bardzo rozczarowane.

    Mnie po prostu nie wciągnęło. To nie tak, że muszę czytać zawsze coś na najwyższym poziomie. Mogę znaleźć przyjemność i w czymś co odbieram jako kiepskie. Ale w tej książce jak dla mnie nic ciekawego się nie działo, jest zbyt naiwnie, kiedy bohaterowie są przybliżani to jest wrażenie jakby byli dziećmi, a nie dorosłymi ludźmi. Wystarczy obejrzeć „Zmierzch” żeby się domyślić, który dialog był wprost skopiowany, że sytuacja rodzinna bohaterów podobna, że z motywem niechęci do dotyku też trochę podobnie, drogie prezenty, przejmowanie się złym stanem samochodu też było zainspirowane właśnie tam. „Zmierzch” też mi się nie spodobał właśnie dlatego, że przez 3/4 filmu jest bardzo podobnie do „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Niby coś się dzieje, ale mam wrażenie jakby nie działo się nic. To nie dla mnie, ale jak się komuś podoba to też już nie mam nic przeciwko.
    Mogłabym więcej o tym napisać, bo już wcześniej, wiele razy, pod różnymi nickami, wyśmiewałam bohaterów „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, opisany tam seks, ale już mi się nawet nie chce. Straciłam do tego zapał.

    „ A zdaje mi się że BDSM jest tym zdrowsze, im zdrowsze relacje między partnerami, więc faktycznie nie warto brać z książki przykładu :)”

    Zależy do czego kogo ciągnie. Bo co jak ktoś wie wszystko, jest uświadomiony, ale nie chce zdrowych relacji? Jeden lubi jak go podczas seksu zaboli, a później chce mieć swoje do powiedzenia, a drugi chce cały czas służyć. Zdarza się, że ulegli opisują na forach swoje fantazje, w których nie ma zbudowanej żadnej partnerskiej relacji. Ot dominująca wzywa go sobie na seks albo po prostu rozkazuje żeby coś dla niej ugotował czy posprzątał, a mu to odpowiada. Całe dnie chce być wykorzystywany i upokarzany. Teraz tłumacz komuś takiemu, że to nie jest zdrowa relacja. Bezsensowne, bo to jest świadoma decyzja. On ma swoje fantazje i wie lepiej czego chce od życia.

    Lubię

    • Akara, słusznie dodałaś: również faceta się poniża jako CZŁOWIEKA przez to, że przypina mu się łatkę ogiera- może być głupi, ale ma ochotę na seks.

      Co do mojej sytuacji: wybrałam gwałt zamiast pocięcia. Niestety miałam do wyboru albo seks albo pociętą twarz, być może utratę życia- wybrałam niechciany seks. Oczywiście zastraszono mnie że jak powiem Policji to mnie znajdą. Poszłam na Policję od razu, tego samego wieczora. Jak pisałam, nie było to w Polsce, a w Grecji. Uwierzyli mi, bo gwałty na nie-Greczynkach są raczej powszechne. Najczęściej gwałcą Armeńczycy lub Albańczycy, podający się za Greków. Zgłosiłam to na Policję nie dla siebie, bo cóż mogłam z tego mieć po fakcie, ale żeby inne kobiety nie ucierpiały.

      …i na to się nic nie poradzi. Dobrze jedynie, że pigułka „po” jest tam bez recepty.

      Lubię

  91. szprota.
    Oczywiście można poprzestać na oświadczeniach. To częstsze

    camelot
    Jeden, tylko jeden przykład na poparcie tego dziwacznego twierdzenia. Jeśli oczywiście można.

    ramone.alcin
    No proszę Cię… Całodniowa praca nijak wychowania nie wyklucza bo wychowanie to głównie podejmowanie kluczowych decyzji dotyczących dziecka a przy tym dzieci pozostawały pod nieustanną kontrolą rodziny.
    Jeśli myślisz dorośli „szli w pole” a dzieci biegały po okolicy – to się po prostu mylisz.
    Definicja rodziny się zmieniała? Aż boję się pytać jak…

    Lubię

    • Anna: albo, po prostu, wypowiadać się na temat, w którym cokolwiek się wie.

      Rozpatrywanie zachowań ludzkich w oderwaniu od uwarunkowań społecznych, presji grup odniesienia, zinternalizowanych norm świadczy o sporych brakach w wiedzy. Wiara w to, że rodzina nie uległa atomizacji, że zawsze składała się z dwojga rodziców i dziecka – kolejny przykład ignorancji. To nic złego. Nie widzę jednak, byś choć dopuszczała myśl, że czegoś nie wiesz, a to już jest poziom tupetu, przy którym odmawiam dyskusji. Bo mogę, bo tu mieszkam.

      Lubię

  92. „Przede wszystkim kłania się genderyzm; faceci postrzegani jak ci, co ZAWSZE chcą seksu i są skłonni uprawiać go z KAŻDĄ. Aż nie wiem, jak mam się odnieść do osoby mojego męża, który nie poszedłby do łóżka z kobietą, której nie kocha i nie chce seksu 3 razy dziennie. Należałoby odzwierzęcić facetów, zamiast im pobłażać.”

    Racja. Mężczyźni są często postrzegani jako ci, którzy zawsze mają ochotę na seks. I to nie uderza tylko w kobiety przez wymaganie, żeby rozumiały, że mężczyzna musi to i tamto i tłumaczeń, że na takie macanie nie można patrzeć źle, bo facet nie mógł się powstrzymać itd.. Mężczyzna też jest tym uprzedmiotowiony. Bo jak się patrzy na mężczyzn? Mężczyźni to takie seks-maszyny, z których jak kobieta ma ochotę to może skorzystać zawsze i nie powinno być problemu, bo oni tego zawsze chcą. Mężczyzna jest postrzegany, jako ktoś na wyciągnięcie ręki. Że wystarczy się rozebrać i można korzystać sobie z każdego. I żeby się nie ośmieszyć on pomimo niechęci może próbować udowadniać, że zawsze może i chce jak najczęściej. Prawdziwe psychiczne tragedie zaczynają się, kiedy zdarzy się, że penis nie stanie. Facet czuje się jak wadliwy egzemplarz. To nie jest tak, że zawsze dojdą, więc niczym się nie przejmują. Za krótki stosunek to dla nich cios. Brak orgazmu u kobiety cios. Odkrycie, że dziewczyna udawała orgazm, żeby mu nie było przykro ogromny cios. Zbyt mały penis to może być zmartwienie na całe życie. W końcu duży lepiej wypełni kobietę, kobieta będzie mieć więcej przyjemności, on ma małego więc już uważa się za gorszego człowieka.

    Lubię

  93. „No proszę Cię… Całodniowa praca nijak wychowania nie wyklucza bo wychowanie to głównie podejmowanie kluczowych decyzji dotyczących dziecka”

    Bzdura.

    „a przy tym dzieci pozostawały pod nieustanną kontrolą rodziny.”

    No wlasnie nie. Mogly pozostawac np. pod kontrola starej sasiadki.

    „Jeśli myślisz dorośli “szli w pole” a dzieci biegały po okolicy – to się po prostu mylisz.”

    Mieszkalas na wsi?

    „Definicja rodziny się zmieniała? Aż boję się pytać jak…”

    Np. teraz dominuje rodzina dwupokoleniowa, a wtedy tych pokolen bylo nieco wiecej.

    Lubię

  94. Jeszcze co do przesadnego wyobrażenia przez niektórych sado-maso, czekam na wyrok w tej sprawie:

    http://nasygnale.pl/kat,1025343,title,W-szponach-sadysty-seksualnego,wid,15847506,wiadomosc.html

    Facet zmasakrowanie twarzy tłumaczy chęcią spotęgowania doznań seksualnych.

    „Maciej T. nie przyznaje się do winy. Uparcie twierdzi, że do śmierci Marty doszło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. – Podduszałem ją podczas stosunku seksualnego i biłem ją po twarzy w celu spotęgowania doznań seksualnych – miał powiedzieć śledczym. Według niego, zmarła miała preferować seks z użyciem przemocy, zwłaszcza po alkoholu. „

    „W wyniku oględzin zwłok, ujawniono na jej ciele obrażenia „w postaci licznych wybroczyn, wylewów i podbiegnięć krwawych w okolicy żuchwy, podbródka, okolicy czołowo skroniowej z obrzękiem tkanek miękkich w powiece górnej lewej”.

    – Córka była po prostu straszliwie pobita. Tak straszliwie, że nawet pracownikom zakładu pogrzebowego nie udało do końca poprawić jej wyglądu. Zdecydowaliśmy się więc na pogrzeb przy zamkniętej trumnie – opowiada Krupowicz i pokazuje zdjęcia zmasakrowanej córki.

    Ojciec Marty mówi też, że jak zjawił się na miejscu, to było tam pełno krwi. To była jatka.”

    A tymczasem jest duże prawdopodobieństwo, że długo sobie nie posiedzi. Jeszcze nie ma wyroku, ale sędzia już wie co się stało!

    „Maciejowi T. grozi od 8 do 25 lat pozbawienia wolności a nawet dożywocie. Został zawieszony w prawach adwokata. Jednak ponoć nie wygląda na takiego, który przejąłby się mocno tą sprawą. Można spotkać go bawiącego się w białostockich lokalach w towarzystwie kolegów i kobiet. Ponoć jest przekonany, że sąd uzna jego czyn, jako nieumyślne spowodowanie zbrodni. I chyba nie bez powodu.

    Obrona Macieja T. stara się przekonać sąd, że cierpi on na chorobę o podłożu seksualnym. Jednym z powołanych przez Sąd biegłych sądowych jest profesor Zbigniew Lew-Starowicz. – Dowody wskazują na nieumyślne spowodowanie śmierci – mówiła podczas jednej z rozpraw sędzia – Oskarżony nie chciał zabić tej kobiety. Nie godził się na jej śmierć, ponieważ wezwał pomoc, czyli karetkę pogotowia.

    Każdy student prawa wie, że aby wykazać, iż pozbawiło się kogoś śmierci nieumyślnie, należy po popełnieniu przestępstwa wezwać na pomoc np. karetkę. Tak zachował się Maciej T. Dlaczego jednak zrobił to po ponad 40 minutach? „

    Lubię

  95. Uprzejmie informuję, że koleżanka Anna wyprosiła się z komentowania na tym blogu. Gdyby komuś jeszcze przyszło do głowy kończyć dyskusję poprzez wysyłanie do mnie złośliwych priwów, proszę liczyć się z banem.

    Lubię

  96. Muszę przyznać, że uśmiałam się, bo na blogu Anny przeczytałam to:

    „Feminizm więc jest w istocie rozbójniczym ruchem faszyzująco-komunizującym choć niezbyt wiele feministycznych organizacji preferuje bezpośrednią przemoc i postuluje fizyczną eksterminację samców (i kobiet skoro już o tym mowa)”

    Szprota – a może jednak do niej zajrzysz i skomentujesz w zabawny sposób jeden z wpisów Anny? Niekoniecznie jeden z tych w których jest negatywnie o feministkach, ale np. ten:

    http://dziewczynasponsorowana.wordpress.com/2012/09/21/co-jest-dla-kogo-i-czemu-tak/
    Jak to czytałam to mi szczęka opadła. Tyle tam przechwałek i pogardy. Wszyscy są tacy niedoskonali, ale autorka uważa siebie za ideał. Ach, ile ma talentów: „umiem posługiwać się szczypcami do skorupiaków i potrafię dobrać wino do mięsa”. Jak widzicie zdradzie małżeńskiej można zapobiec przy pomocy szczypców do skorupiaków. Tego mężom brakuje. Haha!

    „„to, że Wasz mąż “trwoni” pieniądze na takie kobiety jak ja, że obsypuje je – bywa – kosztownymi podarkami, kupuje kwiaty i jest po prostu miły, czego “w domu” nie robi – to Wasza wina.
    Ba ja dbam o figurę, zęby, włosy i swoje ciało, jestem uśmiechnięta i spolegliwa. Nie boli mnie głowa, w łóżku nie udaję damy (dama w łóżku moje drogie to nieporozumienie – w łóżku rację bytu ma wyłącznie dziwka), doceniam faceta i jego starania i nie odmawiam mu realizowania jego fantazji.
    Akceptuję ludzką seksualność i nie uważam jej przejawów za coś “dziwnego” – nauczyłam się czerpać (wielką) przyjemność z robienia loda partnerowi (nigdy zresztą nie miałam i nie rozumiałam oporów paniuś co to do buzi – w życiu!) nie uważam seksu analnego za wynaturzenie i wiem, że masaż prostaty powoduje u faceta odlot.
    To jedna trzecia mnie – bo o ile w łóżku nie jest dla mnie problemem być wyuzdaną dziwką o tyle poza nim umiem być i zwykle jestem damą – jestem wszechstronnie wykształcona, przeczytałam milion książek, byłam na tysiącach spektakli teatralnych i obejrzałam setki wystaw, znam kilka języków, umiem posługiwać się szczypcami do skorupiaków i potrafię dobrać wino do mięsa a nawet – sama mięso przyrządzić i potrafię na szybko scharakteryzować wady i zalety politycznych ustrojów podpierając to przykładami, wiem też na czym polega atrakcyjność MMA.
    Ostatnia “trzecia” cząstka – to ja, moje człowieczeństwo i świadomość własnej wartości – czegoś, czego nic chyba nie jest w stanie zachwiać bo w przeciwieństwie do większości ludzi – wiem na czym opieram swoje przekonania i potrafię ich rozumnie bronić.
    A Wy?
    Kiedy już złapiecie męża to nagle rosną Wam monstrualne dupy, ciało pokrywa się cellulitem (“Czemu faceci nie mają cellulitu? Bo to obrzydliwe”), macie wieczne o coś żale – za mało kasy, szafka się zjebała, “bo mamusia”, bo “a u was w rodzinie”, “jak śmiesz domagać się ode mnie spuszczania się w usta?” bo wreszcie ten Wasz mąż to “w porównaniu z Jasiem nic o bzykaniu nie wie” .
    Całe Wasze “wykształcenie” poszło w pizdu – serial “CH jak Chujnia” czy inne gówno to wyznacznik stylu życia, losy jakiejś celekurwabrytki są dla Was wzorem, polityka to “gówno” (owszem, ale zajmuje to gówno Waszych partnerów).
    Dziwicie się, że Waszym ślubnym NIE CHCE się z Wami gadać o pieprzeniu Was nie wspominając?
    Że wolą spotkać się z prawdziwą kobietą, zachowującą się jak kobieta, wyglądająca jak kobieta i nie wstydzącą się swojej kobiecości?
    Naprawdę Was to dziwi? Oj… :-)”

    We wpisie o małżeństwie, jakoś już widzi inne złe strony:

    „Idąc dalej – nie wyobrażam sobie, że mam w domu jakiegoś faceta.
    Bo sorki ale nie jestem stworzona do bycia służącą.
    Jak wygląda życie przeciętnego małżeństwa?
    Pan wraca z pracy i – jest zmęczony.
    Żona również wraca z pracy ale zmęczona chyba nie jest bo bierze się do robienia obiadu.
    Po obiedzie pan mąż musi odpocząć i napić się piweńka a laska zmywa, potem szybciutko nastawia pranie, zbierając z podłogi zbrązowiałe mężowskie gacie, jeszcze tylko raz dwa odkurzyć i można zasiąść do oglądania jakiegoś chujowego filmu.
    Po filmie myjka i o ile pan małżonek ma chęć to trzeba mu dać dupy (no chyba że panią akurat boli głowa, ale bywa, że usłyszy “a co ma kurwa do tego głowa?”), pan se na szybko – bo rano do roboty – pobzyka i spać.
    Urozmaiceniem zwiększającym ilość zajęć są dzieci – na więcej wobec nich nie ma za wiele czasu.
    Jeśli chłop nie pije za mocno to już można mówić o “udanym małżeństwie” a jeśli nie ma ochoty sobie poboksować. mszcząc się w domu za to, że go szef w pracy zjebał to wtedy mówimy o szczęściu.
    Musimy godzić się z tym, że nasz ślubny będzie sobie podkapcał coś na boku o ile tylko nadarzy mu się okazja a i kobiecinie też się coś od życia należy i póki się jako-tako trzyma też sobie pozwoli na małe, romantyczne co nieco.
    Od tego ostatniego moi drodzy nie ma odstępstw, naprawdę – pogódźcie się z tym.
    Rzecz jasna – bywają i to wcale częste odstępstwa od powyższego, ale to właśnie tylko odstępstwa od normy opisanej wyżej. Wiecie o tym doskonale na przykładzie własnego życia, prawda?
    Cóż – nie sądzę, by to były najlepsze warunki do życia dla dziecka… albo inaczej – nie są one dla dziecka dość dobre.
    Przynajmniej dla mojego dziecka.”

    Lubię

  97. W sprawie białostockiej na kwestie tu opisywane nakładają się jeszcze branżowe koneksje sprawcy. Kiedyś byłem mocno ciekaw rozstrzygnięcia, ale po jakichś 2 latach mi przeszło. Wot, krajowy wymiar s.
    Btw, jest jakieś badanie ‚geografii’ krajowego gwałtu?

    Lubię

  98. Rozumiem, że nie ma chęci. Może lepsze jest ignorowanie złośliwych prywatnych wiadomości i nie ma co się wysilać nad taką treścią, bo i tak niczego to nie zmieni. Szczególnie jej zdania to nie zmieni. Jednak jakby napisać to też nic złego by nie było. Jej zdarzało się zaglądać na inne strony i surowo oceniać. Kobiecie, która rozstała się z mężem pisze, że problemem było to, że źle wybrała, że jakby rodzice jej wybrali męża to kandydat byłby bardziej odpowiedni. Ale mniejsza z tym. Może mieć swoje zdanie w tym temacie. Ale mimo tego, że jest prostytutką pisze źle o „puszczalskich” i o „dawaniu byle komu”. Siebie wychwala. Ciężko mi zrozumieć takie podejście.

    http://dziewczynasponsorowana.wordpress.com/2013/07/04/my-pokrzywdzone/

    „Połaziłam też po blogach odrobinę i podpuszczona przez link “Najpopularniejsze wpisy” trafiłam na blog pani feministki.
    Nie ograniczę się do wklejenia linku – zacytuję tytuł wpisu:
    Troglo-mężczyzna, czyli dlaczego gdy moje dziecko miało rok, kopnęłam swojego męża w dupę

    Ręce i nogi opadają, serio.
    Miałam napisać komentarz ale przecież by mi się nie zmieścił… Stąd wpis.
    Czytając feministyczne wynurzenia (wiedzieliście, że istnieje coś takiego jak “feminista” czyli feministka w samczej skórze? Co prawda obiło mi się kiedyś takie coś o uszy ale nie myślałam że to na serio. ) naszła mnie taka oto refleksja:
    Bardzo niedobrze stało się, że zarzucono obyczaj że to rodzice decydowali o tym, z kim żyć będzie ich potomstwo.
    Wszystko było jasne – rodzice dziewczyny nie oddawali jej zwykle nieznanemu sobie gołodupcowi, rodzice chłopaka (mężczyzny, chłopak to do szkół biegał i pracował ewentualnie “nabierał doświadczenia”) nie godzili się na puszczalską czy leniwą synową, facet wiedział że jego obowiązkiem jest zapewnić byt rodzinie a niewiasta miała świadomość że w zamian za to ma zrobić obiad, wytrzepać pościel i przypilnować dzieci.”

    „O wiele trudniej jest jednak przyznać, że mają jednak niektórzy rację marudząc żeby nie dawać bez opamiętania byle komu i używać czasem rozumu ZANIM się narobi w życiu głupot.
    Nie twierdzę że ta pani zrobiła źle “kopiąc męża w dupę”, boleję tylko, że nie puknęła się jakiś czas temu w łeb.”

    Lubię

  99. @Akara

    Po pierwsze: Z bloga wynika, że jego autorka NIE JEST prostytutką, zresztą mniejsza o to – w twoich ustach „prostytuka” zabrzmiało niemal jak oskarżenie. Nieładnie…

    Po drugie: we wklejonych fragmentach jest sporo trafnych uwag, Anka widać nieźle śledzi rzeczywistość i potrafi ją celnie, choć złośliwie komentować. Ale jeśli się z nią nie zgadzasz, to czy najlepszym miejscem do wyrażenia krytyki jest chyba jej blog.

    Po trzecie: nie lepiej by było wrócić do tematu notki którą komentujemy, zamiast omawiać cudzy blog?

    Lubię

  100. @Szprota

    Przepraszam. Wiem, że nie lubisz jak Ci się ktoś w moderowanie wtrąca, dlatego starannie sprawdziłem swoją notkę żeby nic nie zabrzmiało jak rozkaz, a raczej jak moja prywatna opinia. Jeszcze raz sorry.

    Lubię

  101. „Po pierwsze: Z bloga wynika, że jego autorka NIE JEST prostytutką, zresztą mniejsza o to – w twoich ustach “prostytuka” zabrzmiało niemal jak oskarżenie. Nieładnie…”

    Prostytutka to nie żadne oskarżenie tylko stwierdzenie faktu. Jakbym chciała napisać to obraźliwie to nie użyłabym takiego słowa. Prostytutka to nie jest wulgarne słowo. Można to samo zjawisko zapisać wulgarnie na wiele sposobów, a ja tego nie zrobiłam.

    „Po drugie: we wklejonych fragmentach jest sporo trafnych uwag, Anka widać nieźle śledzi rzeczywistość i potrafi ją celnie, choć złośliwie komentować. Ale jeśli się z nią nie zgadzasz, to czy najlepszym miejscem do wyrażenia krytyki jest chyba jej blog.”

    Szczególnie, że jednym wpisem przeczy drugiemu. Spójności nie ma. Tutaj o tym napisałam dlatego, że przypomniało mi się, że Szprocie zdarzało się przeprowadzać analizy blogasków (chyba, że to dwie różne osoby, a nick ten sam). Potrafi świetnie podsumować rzucone ot tak zdania. Skomentowałby niektóre wyłapane z tamtego blogu to byłoby trochę śmiechu. Rozumiem, że nie chce tego robić. Przykrość czy nie? Autorkom opowiadań też często było przykro, kiedy ich opowiadanie było analizowane. Ale nieważne. Propozycja była rzucona, ale Szprota może robić z tym co chce. Już nic zaproponować nie można?

    „Po trzecie: nie lepiej by było wrócić do tematu notki którą komentujemy, zamiast omawiać cudzy blog?”

    Pierwszy raz trafiłam na blog feministyczny, który tak mi się podoba. Inspiruje mnie, poprawia mi humor to sobie tutaj wrzucam różne rzeczy. Ten „cudzy blog” pokazuje poglądy przeciwniczki feminizmu. Za to zwolenniczki szkodliwych (oczywiście zależy dla kogo) poglądów. Kobieta ma być ładna i mądra, zgadzać się na wszystko, a nie zostanie zdradzona. Za to sama autorka jedno radzi, a sama taka być nie zamierza wobec swojego męża. Wobec własnego faceta już zamierza być feministką i się buntować wobec podziału ról. Tylko klient, za pieniądze dostanie co innego.

    Lubię

  102. Ciekawe czy jakbym napisała tutaj, że ktoś jest gejem (niedawno pewien znany buntownik zapowiedział, że do Rosji nie pojedzie, co zresztą pochwalam) to, czy dostałoby mi się tak samo. Bo może powinnam napisać, że jest homoseksualistą. Już mnie ktoś tak kiedyś poprawił. Jestem przyjazna gejom i nie uważam słowa gej za obraźliwe, ale niektórym wydaje się, że jak ktoś powie gej to już źle o nich myśli.

    Lubię

    • Dla mnie prostytutka to neutralne słowo. I nie miałam wrażenia, że chcesz Annę tym słowem jakoś spostponować.

      Ale w analizach – analizuję opka, nie ich autorki. W przypadku takiego osobistego bloga trudno to oddzielić.

      Lubię

  103. Gronkowiec – więc czekam na podpowiedź jak nazwać prostytutkę, tak żeby jej nie obrazić. Po drugie czy słowo prostytutka jest bardziej obraźliwe od słowa puszczalska, które jest regularnie używane na tamtym blogu? Moim zdaniem nie jest.

    Lubię

  104. @Akara

    Nie no, nie nazwałbym bloga wyzwolonej, świadomej siebie kobiety anty-feministycznym. Raczej „postfeministycznym”. Jeśli dobrze zrozumiałem, Anna dostrzega generalną mizerię małżeństw, dlatego sama męża w domu mieć nie zamierza. Dobrze to współgra z generalną obserwacją, że od tej mizerii pożycia małżeńskiego i mizerii ich żon, faceci uciekają robiąc skoki w bok. Nie widzę tu nic sprzecznego ze sobą.

    Nie widzę też nic strasznego lub antyfeministycznego w stwierdzeniu, że gdyby kobiety bardziej się starały po ślubie, a nie uważały że facet jest już „zaklepany”, to by faceci mieli mniej powodów do zdrady.

    Lubię

  105. @Szprota, Akara

    Ech, wiecie jak to jest. Właściwa osoba we właściwym kontekście może nawet powiedzieć „pedał” i nie będzie to obraźliwe, a odpowiednio powiedziany, nawet „homoseksualista” może zaboleć. Wiec w komentarzach na blogu łatwo mylnie rozpoznać cudze intencje, ok? :)

    Jak Szprota może pamięta jestem prze-/wy- czulony na kwestie traktowania pracowników seksualnych przez społeczeństwo, więc przesadziłem z rekcją. Ale myślę, że dobrą wytyczną jest nazywać ludzi tak, jak oni sami tego chcą. Jeśli ktoś mówi że jest prostytutką, to ok. Jeśli ktoś nigdy się tak nie określa (a Anka chyba wręcz w którejś notce jasno zaznaczyła, że prostytutką nie jest), to nie wypada tak nazywać. I w takim przypadku użycie nazwy „prostytutka” może być odebrane jako atak.

    A generalnie, „prostytutka” to zdaniem wielu osób w PL hańbiące zajęcie, a więc i słowo staje się „słowem-piętnem”. Może wiec lepiej być politycznie poprawnym i mówić „pracownik seksualny”? Choć to oczywiście nie dokładnie to samo. I to tłumaczenie z „sex-worker” brzmi jakoś tak koślawo, że nawet mi przez gardło opornie przechodzi. A może Wy macie lepsze sugestie?

    Lubię

  106. Gronkowiec – ona sama potwierdza w drugim wpisie na blogu, że „to jest rodzaj prostytucji, nie przeczę”, więc nie ma mowy o tym, że ja sobie coś wymyśliłam.

    „Nie no, nie nazwałbym bloga wyzwolonej, świadomej siebie kobiety anty-feministycznym”

    To ona otwarcie przyznaje, że jest anty-feministką i jest z tego dumna. Jedzie starymi jak świat schematami. Zarzuca kobietom w wielu miejscach to samo co dawni (bo pewnych rzeczy dzisiaj już nawet się nie mówi) szowiniści. Ironicznie pisze tylko czasami.

    Lubię

  107. Ok, nie czytałem jej bloga bardzo starannie, ot rzuciłem pośpiesznie okiem. Więc nie czuję się na siłach komentować i wnikać.

    Natomiast generalnie mam jakieś takie przekonanie (może błędne), że każda niezależna od facetów, samodzielna, świadoma swoich potrzeb kobieta jest w głębi duszy feministką :) A do tego, jako że jest tyle różnych feminizmów, to można przecież być anty- i pro- równocześnie! ;P

    Lubię

  108. „Jak Szprota może pamięta jestem prze-/wy- czulony na kwestie traktowania pracowników seksualnych przez społeczeństwo”

    Ona przy tym zawodzie też mogłaby być bardziej przeczulona i nie wyśmiewać innych dziewczyn. Prostytutki to ona obraża. Nie ja. Jak tam czytam to jest tak sprawa przedstawiona, że seks za duże pieniądze jest dobry. Jak prostytutka bierze mało to już jest zły. Prostytucja tylko z odpowiednimi ludźmi, a nie masowo w jakimś domu publicznym. Jak kobieta za darmo uprawia seks to jest głupia „puszczalska”. Sama na siebie kręci bata. Myśli, że jak będzie wspierać gardzenie tanimi prostytutkami to na nią spojrzą inaczej, bo ona jest droga. To mi się nie podoba.

    Lubię

  109. A wiesz, zauważyłem że wiele osób pracujących w sex-businessie dzieli innych z tej branży na „tych niewartych uwagi / tych złych / tych godnych pogardy” i na „tych dobrych, jak ja”. Ale to chyba jest mechanizm godzenia zinternalizowanej opinii społeczeństwa „prostytucja to gorsząca hańba” i potrzeby, żeby mieć o sobie samym dobrą opinię. Cóż, tu jest potrzebna praca nad zmienianiem postaw całego społeczeństwa…

    Lubię

  110. Gronkowiec – mnie to wcześniej nie interesowało, ale wiem, że w przypadku gejów tworzą się takie podziały. Aż żal patrzeć. W imię odrobiny akceptacji społeczeństwa potępia jeden gej drugiego. Pokazuje, że on jest „normalny”. On nie jest cio*ką. Podchodzi do ubranego bardziej nowocześnie chłopca i go wyzywa, że swoim ubraniem psuje gejom opinię. Później woła o tolerancję dla siebie.

    Lubię

  111. To, że w grupach społecznie wykluczanych łatwo tworzą się podziały (chyba nawet łatwiej niż w grupach „mainstreamowych”), to chyba znany fakt. Serce boli jak się widzi, że różni wykluczeni zamiast sobie pomagać, traktują siebie jeszcze gorzej niż Ci, co ich wykluczają…

    Lubię

  112. Podziały wszędzie są i będą. Mniejsze i większe. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale jak gej walczy o większą tolerancję dla homoseksualistów, ale sam nie potrafi po prostu tolerować (nawet nie akceptować, tylko coś w sensie obojętności) innego geja za to, że ten inny lubi „przebieranki” to daje taki komunikat, że geje sami sobą gardzą. Później ktoś się zapyta, że skoro geje sami sobą gardzą i ze sobą walczą to dlaczego chcą od nas żebyśmy my ich tolerowali. Przykład dla nich, że nawet sam gej uważa, że to złe i mówi, że geje powinni się chować i ukrywać kim są. Że powinni się dopasować do oczekiwań społeczeństwa i „normalnych” ludzi. Później hetero idzie do takiego chłopca, który woli inny strój i tłumaczy mu, że jak jest gejem to najlepiej żeby się nie przyznawał i żył w ukryciu. Argument: „twój kolega gej to popiera, sam tak robi i nikt nic do niego nie ma, to ty jesteś problemem dla innych gejów, bo zmian ci się zachciało”.

    Lubię

  113. Ech, no… no tak, dokładnie tak jak mówisz. Ten sam mechanizm działał kiedyś w społeczności żydowskiej, a dziś widać go w wielu grupach. Ale to chyba po prostu coś jest nie tak z ludzka naturą. Bo nawet wśród zbieraczy znaczków są takie podziały :P

    Lubię

  114. Gronkowiec – Zapytam się o coś z ciekawości. Nie jest ci obojętny los prostytutek, ale czy na pewno, takie „oswajanie” społeczeństwa to jest odpowiednia pomoc dla nich? Bo przecież może zwiększyć to liczbę klientów. Nie oceniam tutaj, że jest to złe, tylko należy zastanowić się nad jednym. Nie boisz się, że uczynienie z prostytucji zjawiska społecznie normalnego i niepotępianego może zwiększyć skalę handlu ludźmi? Im więcej mężczyzn będzie chciało korzystać, tym więcej kobiet może być porywanych i więzionych dla zysku. Bo przecież trzymają ich tyle ile potrzebują. Im większy zysk (bo więcej mężczyzn przyjdzie), tym więcej opłaci się porwać. Klient idzie do domu publicznego i nie jest w stanie stwierdzić, która z prostytutek jest tam z własnej woli, bo pierwsze na oczy ją widzi. Zresztą jakby się poskarżyła to wesoło by nie miała. To, że prostytutka przyjmuje sobie w mieszkaniu też nic nie znaczy, bo i tak jest pilnowana przez „ochroniarza”. Klient myśli, że to ma być ochrona przed nim, a „ochroniarz” może pilnować właśnie tego żeby nie uciekła. Złapaną kobietę można narkotyzować i dla tych narkotyków zamiast uciec zostanie. Legalizacja i kontrole co mogą dać, skoro już teraz w Polsce policja lubi gnębić prostytutki i współpracować z alfonsami. Niektórym klientom już teraz nie przeszkadza nawet to, że wiedzą, że kobieta jest niewolnicą. Mogą spełniać z nią spełniać każdą zboczoną fantazję, więc dla nich taka jest nawet lepsza od prostytutki, która z własnej woli chce. Kompletna znieczulica.
    Przykład:
    http://torun.gazeta.pl/torun/1,48723,14484524,Po_niemal_6_latach_gehenny_uciekla_z_niemieckiego.html?as=1

    I to było w Niemczech!

    Lubię

  115. @Akara

    Gdybym znał świetne rozwiązania na bolączki tego świata, to bym się zajmował polityką :P

    Natomiast gdybym miał zgadywać, to obstawiam, że jeśli pracownicy seksualni będą szanowani i traktowani na równi z innymi zawodami, to raczej wzmocni to ich pozycje i utrudni ci wykorzystywanie, a nie odwrotnie.

    Tak samo, łatwiej mi uwierzyć, że gdy jakaś dziedzina gospodarki jest legalna i kontrolowana, to dochodzi w niej do mniejszej liczby nadużyć, niż gdy działa ona w szarej sferze i „podziemiu”.

    Z podziwem patrzę na to, jak pracownicy seksualni się organizują, dopominają o swoje prawa („związki zawodowe” we Francji), chronią nawzajem przed atakami klientów (National Ugly Mugs Scheme w Wielkiej Brytanii) i tak dalej. Myślę, że właśnie wspieranie takich inicjatyw i słuchanie czego chcą sami zainteresowani, to najlepsza droga do poprawy sytuacji.

    Lubię

  116. Wp mnie dzisiaj zawiodła. Oczywiście mogłyby być zarzuty, że brakuje mi poczucia humoru. Ale właśnie tutaj nauczyłam się, że żartem pewnych zachowań usprawiedliwiać nie można.

    Oto jakie żartobliwe sondy sobie robią:
    „Sonda
    Czy żona może trzymać pilota?
    • To pralka jest na pilota?
    • Jak mnie nie ma w domu
    • Może, wyjąłem baterie
    • Z jakiego aeroklubu?
    • Pytanie godzi w tradycyjny model rodziny ”

    http://facet.wp.pl/sort,1,kat,1007823,wid,15922295,wiadomosc.html

    Lubię

  117. Ja tylko dodam swoje dwa grosze, że matki, które karmią „za długo”, też padają ofiarą swoistego ostracyzmu. Bo jak to „tyle czasu karmić”. Trzeba przestać, bo wyrośnie maminsynek, fajtłapa (zwłaszcza jak chłopak), uzależniony od mamusi człowiek z syndromem dziecka przekarmionego. Nie ma, oj nie ma kobieta w tym kraju prawa do swojego ciała i własnych decyzji.

    Lubię

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s