Seksuolog prowokuje wymioty

Seksuolog Krzysztof Boćkowski zabłysnął na łamach najpierw Czasu Białegostoku, a później Tok FM  z szarżującą opinią o przyczynach gwałtu. Jego gwiazda zamiast przygasnąć po pierwszym trzęsieniu ziemi chyba niestety zaczyna przypominać supernową. Czemu Judyta Kokoszkiewicz z Czasu Białegostoku w ogóle uznała, że opinia seksuologa (a nie, dajmy na to – policjantki czy psychologa) jest istotna, gdy mówi się o przyczynach gwałtu, pozostaje dla mnie zagadką. Twierdzę bowiem, że przede wszystkim o przemocy seksualnej należy rozmawiać albo w wymiarze czysto kryminalnym, z wykorzystaniem policyjnych statystyk czy Niebieskiej Linii, albo też w wymiarze kulturowym. Specjalista od pożycia seksualnego, choćby i z pozycji biegłego sądowego, ma w tym temacie takie same kompetencje co przypadkowy pasażer w tramwaju i z takim samym prawdopodobieństwem trzaśnie z przytupem srogiego kocopoła.

Widzę, że facebookowi celebryci dołączają się do opinii „ofiara gwałtu nie jest winna, ALE”, więc mówienie o tym temacie — obwiniania ofiary — nigdy dość. I

Spójrzmy jeszcze raz, co mówi pan doktór:

Dlaczego kobiety wstydzą się przyznać, że zostały zgwałcone? Bo często same nie wiedzą, co tak naprawdę się stało, sytuacja była niejasna. Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks. Dziwić może to zaskoczenie kobiet, które mówią „po fakcie”, że chciały się tylko pocałować, a tymczasem zdarzyło się więcej. Problemem mężczyzn jest to, że trudno jest im odczytywać sygnały płci przeciwnej – ciężko jest się domyślić, kiedy kobieta chce, a kiedy nie chce.

I wiecie co: to jest trafna diagnoza.

Zanim mnie zakrzyczycie, już wyjaśniam, co w niej trafnego: w naszej kulturze pojęcie „gwałtu na randce” właściwie nie istnieje. Więc tak – kobieta doświadczywszy przemocy seksualnej nie jest pewna, co się stało i na ile stało się to z jej winy. Mężczyźni wzrastają w przekonaniu, że jeśli pozwoliła na pocałunek, to pozwoli na wszystko – przecież tak jest nawet w niewinnym kinie familijnym made in USA, nie tylko w pornografii. I faktycznie nie umieją rozpoznać sygnału, że pocałunek wystarcza, flirt wystarcza, nie posuwamy się dalej. Nie jest to jednak – a tak wydaje się twierdzić pan doktor – wina kobiet, lecz systemu, który nas, kobiety, uczy uległości, zaś mężczyzn nie uczy, by pytać o intencje. Potrzebna jest zmiana.  Musimy powtarzać komunikat „jeśli nie jesteś pewny, czy chce, zakładaj, że nie chce” tak długo, aż stanie się oczywistym.

(kwestię męskiego wiecznego nastawienia na seks w cytowanej wypowiedzi pomijam – nawet jeśli to nastawienie występuje, nie jest ono wyłącznie męską domeną i nadal nic nie usprawiedliwia)

Dalej jednak pan doktor już odjeżdża ze stacji „Umiarkowana Mizoginia” w kierunku „Batshitcrazyville”, mówiąc:

Fakty, że tylko 10% kobiet zgłasza gwałt na policję wynika też z nastawienia – dla jednej ten gwałt był wielką tragedią, dla innej niekoniecznie. Wydaje mi się, że na policję zgłaszają się takie kobiety, które faktycznie nieszczęśliwie stały się ofiarami bestialskiego gwałtu, i które nie mają sobie samym niczego do zarzucenia.

Z całą pewnością jest tak, że nie wszystkie przeżywamy tę krzywdę tak samo. Przyczyny niskiej zgłaszalności gwałtów są jednak inne: aktualnie osoba doświadczająca gwałtu musi przejść przez długą drogę przesłuchań, niedowierzania i udowadniania, że nie zrobiła nic prowokującego. Biorąc jednocześnie pod uwagę, że ponad trzy czwarte gwałtów jest dokonywanych przez sprawców jej znanych – trudno się dziwić niechęci do zgłoszeń. Jak donieść na swojego męża, chłopaka czy kuzyna? Jak dowieść, że po dwóch piwach na randce i paru pocałunkach jednak nie chciało się seksu? Szansa na ukaranie czy choć odizolowanie sprawcy jest niewielka, zaś rozgrzebywanie intymnych szczegółów zajścia – upokarzające.

W dyskusji o zjawisku przemocy seksualnej bardzo często miesza się dwa porządki: jak jest i jak powinno być.

Jest tak, że męźczyźni gwałcą. Nie wszyscy. Pewna część. Czasem dlatego, że mają nasrane we łbie i chcą pokazać, kto tu rządzi, jak na przykład nadmiernie kontrolujący mężowie. Czasem dlatego, że są durnymi gimbusami, którzy całą wiedzę o życiu seksualnym mają z redtube’a, przechwałek kolegów i katechez zwanych przygotowaniem do życia w rodzinie – i nie wiedzą, że można poprzestać na pocałunku. Czasem dlatego, że przez całe życie słyszeli, że kobiece „nie” oznacza „być może”.

Dlatego, gdy przyjaciółka pójdzie na spotkanie z kolesiem poznanym przez internet, być może, z troski, bo taka ze mnie nadopiekuńcza kwoka, zasugeruję jej miejsce publiczne, naładowaną komórkę i pilnowanie drinka. Nie będzie to jednak moja sprawa i nie będę jej odpytywać, czy tego dopilnowała. Tak, jest to pewna hipokryzja. Godzę się z nią.

Podobają Ci się moje notki? Wrzuć monetkę!

Powinno być tak, że choćby szła przez tę mityczną Pragę bez tych mitycznych majtek – nikt nie ma prawa jej tknąć (co najwyżej zadzwonić na Straż Miejską, bo może chora lub ućpana). Powinno być tak, że nastolatka umawiająca się z kumplem ze starszej klasy wróci do domu i będzie miło wspominała pierwszą randkę. Powinno być tak, że każde „nie” oznacza „nie”.

Dlatego nigdy nie wyskoczę z proaktywną, ogólną radą, by nie chodzić w dane miejsca, nie wkładać określonych ciuchów i unikać legalnych używek. Nie możemy chować się w twierdzach i zasłaniać ciała tylko dlatego, że jest jak jest. W żadnym wypadku do publicznego dyskursu nie powinniśmy dopuszczać porad, jak uniknąć gwałtu. Porada, jak go uniknąć jest bowiem jedna: nie gwałć.

Na to, że jest jak jest, nie pomoże więzienie kobiet we własnych domach i wychowywanie ich w atmosferze poczucia zagrożenia. Pomoże jednak przypominanie wszystkim, że sam popęd seksualny nie oznacza, że musimy mu ulegać wbrew woli drugiej strony – inne czynności fizjologiczne jakoś mamy pod kontrolą, prawda?

Powtórzę swoją wyliczankę z notki „Oczy ofiary„:

Kobieta w każdej chwili może powiedzieć “nie”. Jej “nie” znaczy “nie”. Nie daj sobie wmówić, że znaczy coś innego. Ludzie, którzy nie traktują poważnie czyjegoś “nie” kończą w brunatnych mundurach.

Jeśli ma krótką spódniczkę, to chce ładnie wyglądać, a nie być przeleciana.
Jeśli ma wielki dekolt, to lubi swoje ciało, a nie seks wbrew swojej woli.
Jeśli pije na imprezie, to chce się rozluźnić, a nie ściągnąć majtki.
Jeśli się z tobą całuje, to chce się całować w usta.
Jeśli ma opinię osoby, która chętnie sypia z innymi, to nadal nie oznacza, że jesteś na jej liście.
Jeśli się upiła i śpi, to woli odespać niż dostać otarć w miejscach intymnych.

Jestem wściekła, że powtarzamy tę dyskusję, że zawsze po „nie winię ofiar przemocy” jest jakieś „ALE”. Przeświadczenie, że każda opinia jest cenna – jest przereklamowane. Większość opinii o gwałtach, jakie czytam na facebooku czy blogach to drętwe pierdolenie o prawdzie leżącej pośrodku bez śladu choćby próby poznania zjawiska, sięgnięcia po statystyki policyjne czy teksty na stronie Niebieskiej Linii. Bez śladu pojęcia, że żadne inne przestępstwo nie jest tak obudowane kulturową chęcią obwinienia osoby, która tego doświadczyła o to, co się stało i bez żadnej refleksji, że dotyka najbardziej intymnej strefy życia.

Mam zatem taką propozycję: jeśli ktoś zamierza sformułować opinię o ofiarach z dodaniem „ALE”, niech zastanowi się, kogo interesuje ta opinia – bo ani skrzywdzonej dziewczyny, ani nas, zajmujących się od długiego czasu profilaktyką przemocy seksualnej zupełnie nie. NIKT WAS NIE PYTA O ZDANIE. Wynoście się z nim z przestrzeni publicznej na dobre.

Reklamy

215 uwag do wpisu “Seksuolog prowokuje wymioty

  1. Bardzo mądre i bardzo prawdziwe, aż dziw bierze, że wszyscy ludzie nie myślą dokładnie tak samo, bo powinni. Tutaj nie ma mowy o „odmiennym zdaniu”, bo nie można „mieć własnego zdania” na temat gwałtu i domniemanej winy ofiary. Wina leży TYLKO po stronie oprawcy. Koniec kropka.

    Lubię to

  2. AFAIK przestrzeń publiczna jest dla wszystkich niełamiących prawo. Also, nigdzie nie spotkałam się z opinią, jakoby winę dzielono na pół, pomiędzy gwałciciela i ofiarę, jedyne co widzę, to stwierdzenie „ale zgwałcona jest przede wszystkim zgwałcona”, będące apelem o daleko idącą ostrożność w kontaktach z mężczyznami. Zła wola nie powinna przysłaniać prawdy.

    Lubię to

    • I ja bym, z męskiego punktu widzenia, do apelu by próbować mężczyzn rozumieć i nie dawać im mylących sygnałów (zostawiając na boku temat, jakie podkłady kulturowe sprawiają, że mężczyźni mają problem z okiełznaniem własnym rozumem kobiecej seksualności), dołączył.
      ALE.
      Po pierwsze, dr Boćkowski nie mówi tego sobie a muzom, tylko w odpowiedzi na jeden, rzeczywisty wypadek, gdzie kobieta zgodziwszy się na sesję erotyczną została wielokrotnie zgwałcona i przetrzymywana wbrew swej woli. Sorry, ale to były dywagacje zupełnie nie na miejscu, sugerujące jakieś chore nastawienie samego doktora.
      Po drugie, przykłady, które dałbym radę zrozumieć, są nieporównanie subtelniejsze od tego, co on sam opisuje. Powiedziałbym więcej — to doktor Boćkowski przedstawia jakieś chore wyobrażenia kultury, w której randka równa się zezwoleniu na seks, przynajmniej na tyle powszechnie, by usprawiedliwić takie myślenie mężczyzn. I gdzie 90% zgwałconych kobiet ‚ma sobie coś do zarzucenia’.

      Lubię to

  3. Uważam, że od zdania „jest jak jest” bardzo blisko do przyzwolenia, aby było tak nadal. Przy czym jest to postawa bardzo niekonsekwentna. Bo w pierwszym zdaniu mówimy „oczywiście, nikt nie powinien jej zgwałcić, skoro mówiła ‚nie’/była pijana/miała krótką spódniczkę”, ale zaraz dodajemy „no ale to się zdarza, więc lepiej nie wychodźmy po zmroku, ubierajmy się stosownie (czyli jak?), chodźmy w grupach”. Czyli w pozornie racjonalny sposób mówimy „to jednak była TWOJA WINA”. A teraz o konsekwencji – skoro mówię, że nie powinien gwałcić niezależnie od okoliczności, ale najbłahszy impuls go do tego gwałtu pcha, to konsekwentnie powinnam postulować nie pas cnoty dla kobiet, tylko środki na obniżenie potencji dla mężczyzn, nie zakaz wychodzenia dla kobiet po zmroku, tylko godzinę policyjną dla panów. A może zamiast pieprzyć o tym, że gwałt był, jest i będzie, a na kobiety spada ciężar zminimalizowania ryzyka, po prostu mówić nie tylko głosem Marszu Szmat, ale głosem nauczycielki w szkole, lekarza w przychodni, policjanta w radiowej pogadance, burmistrza dzielnicy czy mamy/ojca rozmawiających z synami, że wina leżała po stronie gwałciciela, że żadna kobieta żadnym zachowaniem nie daje przyzwolenia na przemoc i że skoro nie jesteś pewien intencji dziewczyny (lub choćby jej trzeźwości), to weź głęboki wdech albo zamknij się na parę minut w toalecie. Sam ze sobą.
    Co do „robienia z Boćkowskiego kozła ofiarnego” – radzę poczytać, co znaczy określenie „kozioł ofiarny”.

    Lubię to

    • @lepiej nie wychodźmy po zmroku, ubierajmy się stosownie (czyli jak?), chodźmy w grupach”. Czyli w pozornie racjonalny sposób mówimy “to jednak była TWOJA WINA”

      Mama mnie tak wychowała, że zawsze mówiła „dziecko wracaj taksówką”, a ja nie wracam po alkoholu po zmroku na piechotę i szczęśliwie uniknęłam dotąd napadu czy gwałtu. To jest stwierdzenie faktu, jak ktoś ma potrzebę wsadzania mi w usta czegoś, czego nie mówię, to i tak to zrobi.
      Nie wiem, co ci nie pasuje w „koźle ofiarnym”. Część internetu robi z Boćkowskiego kozła ofiarnego, jakby był odpowiedzialny za przemoc fizyczną wobec kobiet czy kulturę gwałtu.

      Lubię to

      • Wspiera ją tym, co powiedział więc tak, jest po trosze odpowiedzialny.

        „a ja nie wracam po alkoholu po zmroku na piechotę i szczęśliwie uniknęłam dotąd napadu czy gwałtu”
        good for you, ale nie wiem, jak to ma pomóc tym, którym się to przydarzyło mimo braku alkoholu i przy powrocie taksówką.

        Lubię to

        • Tym, co się przydarzyło na przykład w parku na spacerze z pozornie miłym kolegą na pewno nie pomoże rysunek kiciputka. Jestem naprawdę ciekawa zamysłu autorki, jako potencjalna ofiara brata/kolegi/chłopaka. Chcę wiedzieć, co autorka miała na myśli. Niech się ujawni i powie, że nie „nie masz się czego bać, to ci się nie zdarzy, jesteś bezpieczna”.
          „Pomyśl” is so much 2011.

          Lubię to

        • No, ale ja „wydumałam”. Rozumiem przekaz: ostrzeganie kobiet jest śmieszne, bo nic im przecież nie grozi na spacerze w parku. W odpowiedzi dostaję „pomyśl”, „wydumaj”, „spytaj”. IMO trochę żal.

          Lubię to

        • Rysunek kiciputka chyba nie miał w zamyśle nikomu pomagać, ilustruje po prostu sposób myślenie patologicznie głupiego lekarza, który wbrew Twojej obronie nie jest „kozłem ofiarnym” (nadal zachęcam do zapoznania się z definicją) – on jest _biegłym sądowym_, który zamiast wspierać ofiary gwałtu, lekceważy to, co je spotkało i obarcza je za to winą. To właśnie _jest_ kultura gwałtu – przerzucanie winy na ofiarę / usprawiedliwianie gwałciciela. Bo teraz jego „autorytetem” może podeprzeć się kolejny przestępca, mówiąc, że nawet biegli sądowi uznają, że gwałt to nie jest żadna tam wielka trauma, że ona go prowokowała, itepe, itede.
          Domaganie się ujawnienia od autorki _ilustrującego_ wpis rysunku, podczas gdy jest pod nim podane źródło, a kiciputek w dość jawny sposób działa na tumblrze, facebooku i swoim blogu (i odpowiada na komentarze) is so „I am 4, I am not able to read by myself”.

          Lubię to

        • No, ale to prawda, że nie dla każdej kobiety i nie każdy gwałt to wielka i taka sama trauma. Boćkowski wyraził tę opinię na podstawie obserwacji biegłego, który widuje różne zachowania kobiet. To naprawdę jest takie szokujące stwierdzenie dla ciebie, że nie każda kobieta po każdym gwałcie idzie się ciąć i latami leczy się psychiatrycznie? To jest jakieś odchylenie jak prawica ma z aborcjami, że po każdej aborcji każda kobieta MUSI mieć traumę i kropka.

          Lubię to

        • „dla jednej ten gwałt był wielką tragedią, dla innej niekoniecznie.” – to jest to o czym piszesz, aczkolwiek jego to wypowiedzi sugeruje bardziej, że dla niektórych to może potencjalnie być fajne??? Jest duża grupa kobiet, których gwałt nie złamał i chwała im za to, że pokazują, że po gwałcie można normalnie żyć, ale mam wrażenie, że nie o tym ten pan mówił (w przeciwieństwie do Ciebie). Myślę tak dlatego, że fragment wyrwany jest z kontekstu, a jego ciąg dalszy jest taki:
          „Wydaje mi się, że na policję zgłaszają się takie kobiety, które faktycznie nieszczęśliwie stały się ofiarami bestialskiego gwałtu, i które nie mają sobie samym niczego do zarzucenia.”
          To jak gwałt nie jest bestialski to nie ma co zgłaszać? A jak mam sobie coś do zarzucenia to też odpuścić? I co mogę sobie zarzucić, a czego już nie?
          Moim zdaniem jego wypowiedzi jako całości po prostu nie da się obronić. Można wyrwać pół zdania z kontekstu, dopisać znaczenie, którego tam nie było, ale to nie zmieni, że wypowiedź tego pana jest po prostu chora i przerażająca. Polecam jednak przeczytać w całości, nie przypisując autorowi kwestii, których sam nie wypowiedział. Zrozumieć dosłownie, nie dodając, nie ujmując. Włosy dęba stają na głowie.

          Lubię to

        • Nie, oczywiście, uwierzę ginekologowi, który wypowiada się nie z pozycji ofiary, nie z pozycji _psychiatry_ lub _psychologa_ , oceniającego zachowania, tylko lekarza, który ocenia _fizyczne_ skutki gwałtu, często tuż po nim, często, kiedy ofiara jest jeszcze w szoku. O wow, hurra, biegły sądowy, zapytam go jeszcze o pogodę za tydzień i tendencje w polskiej gospodarce, jak biegły, to na tym też się pewnie zna. Być może (zakładam, że znasz wiele ofiar gwałtu, dla których gwałt nie był traumą, skoro w ten sposób o tym piszesz) istnieją kobiety, po których to spływa, ja jeszcze takiej nie spotkałam.

          Lubię to

  4. Jesli mowimy o tym, jak ma wygladac prawo czy zycie spoleczne w naszym kraju, to sa to kwestie dotyczace kazdego z nas, wiec kazdy z nas powinien miec prawo wyrazic swoje zdanie. W przypadku przestepstw na tle seksualnym seksuolog wydaje m isie byc jak najbardziej wlasciwa osoba do wyglaszania takich opini.

    I fajnie, ze twoim zdaniem w porzadku jest doradzic kolezance zeby uwazala, ale nie bardzo chwytam jaka jest roznica miedzy twoja rada (wynikajaca z tego, ze wiesz jaki realny swiat jest), a dawaniem rad „jak uniknac gwaltu”, ktore twoim zdaniem sa niedopuszczalne i powinny zostac wyeliminowane?

    Wiem, ze gdybym ja mial corke, to ostrzeglbym ja, ze nie wszyscy faceci ktorych spotka maja czyste intencje, ze moga reagowac tak i siak, i ze powinna o tym wiedziec zanim zdecyduje sie pojsc do domu nowo poznanego chlopaka. I przecwiczylbym z nia mowienie „nie” i asertywnosc. Bez tej wiedzy bedzie bardziej bezbronna wobec facetow ktorzy mogliby chciec ja wykorzystac. A jesli to, ze chcie bronic moja corke znaczy ze jestem seksista lub anty-feminista.. trudno. Wole realna pomoc, niz jakies metne teorie.

    Lubię to

      • Sorry, ale najwyrazniej nie chwytam roznicy w notce. „moze zasugerujesz kolezance publiczne miejsce”… ale „nie wyskoczysz z ogolna rada, by nie chodzic w pewne mijsca” (czyli np niepubliczne). Sorry, nie widze roznicy. Wydaje mi sie to troszke unikiem typu „co zrobic zeby wilk syty i owca cala”, nie przyznac ze warto ostrzegac, a rownoczesnie ostrzec.

        Lubię to

        • Szprota, na serio – jesli zalezy Ci na koleznace, to sama jej niczego nie zasugeorwalabys niepytana? Jakby Ci powiedziala ze wczoraj poznala fajnego faceta w klubie a dzis jedzie z nim do lasu na grzyby? Nie czulabys, ze potencjalnie ja narazasz na ryzyko nie ostrzegajac jej?!

          Lubię to

        • Na ryzyko naraziłby ją on, gdyby coś jej zrobił.

          Serio – nie wiem. Te trzy porady: publiczne miejsce, naładowana komórka i pilnowanie drinka mam za BHP mniej przed gwałcicielami, a bardziej przed złodziejami i stalkerami.

          Lubię to

        • generalnie wydaje mi sie ze reguly „bezpiecznego survival uw miesce” (unikamy cienych uliczek noca, w klubie pilnujemy portfela i drinka, jestesmy podejrzliwi do nieznajomych ktorzy nagle sie do nas przyczepiaja” to troche uniwersalna mieszaknka anty-zlodziejsko/gwaltowo/pobiciowa. Dlatego za chiny ludowe nie doceira do mnie czemu takie ostrzeganie ma byc seksistowskie lub wrecz wspierac kulture gwaltu :/

          Ale jasne, masz racje, na ryzyko naraza tamten facet. Z mojej jednak strony – chcialbym zrobic wszystko, zeby osoby ktore lubie nie znalazly sie w sytuacji, gdy ktos moze im cos zrobic…

          Lubię to

        • Gwałt to trochę co innego – jest naprawdę o wiele mniejsza szansa, że zostanę zgwałcona przez kogoś obcego w ciemnej uliczce niż napadnięta w celach rabunkowych. Gwałt to nie jest rzecz między obcymi i BHP antygwałtowe odsuwa nam myśli od większości sprawców.

          Lubię to

        • Imho zalecanie ostrożności nie jest złe per se w pojedynczym przypadku. Kwestia jest taka, że to w żaden sposób nie rozwiązuje problemu w wymiarze społecznym ani nie polepsza sprawy na dłuższą metę. O to się rozbija cała sprawa. Pomimo zachowania wielu środków ostrożności na co dzień, niestety, nigdy nie masz 100% gwarancji, że nic ci się nie stanie. Tej jednej, jedynej, konkretnej osobie. Jasne, zwiększasz swoje szanse zachowując się „rozsądnie”, ale nie udawajmy, że czasem ludzie po prostu nie mają tzw. „pecha”, tj. znajdą się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie, z nieodpowiednią osobą. To co proponujesz to nie jest rozwiązanie tylko plasterek. Nikt nie potępia plasterków, mają ważną rolę do odegrania, ale nie oszukujmy się, że plasterek jest czymś więcej niż jest w rzeczywistości.
          Druga kwestia to taka, że skrajna, podręcznikowa „ostrożność” jest niemożliwa do zachowania. Po prostu. Każdemu zdarza się nie uważać przez chwilę, zaufać nieodpowiedniej osobie itd. Kolejna rzecz – kiedy ostrożność jest rozsądna, a kiedy jest przesadna? To jest ok, jak każdego nowego znajomego traktujesz jak potencjalnego gwałciciela? Jak patrzysz na każdego nalewanego drinka? Jak nie chodzisz na imprezy? A może dopiero jak nosisz burkę? Po prostu nie ma magicznej granicy za którą kobieta jest 100% bezpieczna. Nie udawajmy, że zapewnią ją ciuchy, zachowanie czy pozostanie w domu, bo to nieprawda. Owszem, zwiększa swoje szanse na bezpieczeństwo. Jednocześnie ogranicza swoją swobodę i wolność. Potrafisz nakreślić granicę do której ten kompromis jest ok? Moim zdaniem jest to niemożliwe.
          Dość zabawne jest też, że często zdarza się, że osoba wygłaszająca apele nt. ostrożności, bardzo oburza się, kiedy ktoś próbuje jej uświadomić, że ciągnąc taką ostrożność nieco dalej doprowadzasz do tego, że każdy facet staje się potencjalnym gwałcicielem. No bo jak ocenić, że ktoś jest „bezpieczny”? Jeśli istnieje taka checklista to bardzo chętnie się zapoznam. Z tego co ja wiem nie można ufać nieznajomym, nowopoznanym, ale w gruncie rzeczy znajomym też a nawet najbliżsi nie są do końca „bezpieczni”, trzeba uważać na imprezie, w domu, na koncercie, w taksówce… Na każdą sytuację znajdzie się przypadek gdy ktoś za bardzo zaufał albo zwyczajnie miał pecha. Serio da się tak żyć? Nie wydaje mi się.
          Jaką skuteczność mają apele o zachowanie ostrożności niestety widać – efekt jest taki, że zanim gwałt zostanie uznany ofiara musi wytłumaczyć się w co była ubrana, gdzie była i z kim, co mówiła, ile wypiła, czy sprowokowała, czy dostatecznie jednoznacznie i dramatycznie się broniła… Ludzie dalej wierzą, że to ma znaczenie. A tymczasem statystycznie tylko 8% zgłaszanych spraw ostatecznie jest uznanych za fałszywe. Stereotypy póki co rządzą, niestety. Ktoś chce to zmienić. Powielanie ich nie pomaga. Jak działają można zobaczyć w gazetach. I serio, bardzo chcę poznać kobietę, która obudzona o 2 w nocy nie potrafi wyrecytować całej listy „środków bezpieczeństwa”. Są takie? Jeśli nie to najwyraźniej powtórzenie tej listy jeszcze raz wiele nie zmieni. Szczególnie „po fakcie”. Jestem pewna, że każda ofiara sobie sama każde z tych pytań przemyślała przed pójściem na policję.
          Na koniec do wypowiadania się w takich delikatnych kwestiach nie powinien mieć prawa każdy przypadkowy człowiek – owszem, może wyrazić swoją opinię w gronie znajomych, who cares. Ale jeśli wypowiada się z pozycji eksperta w miejscu, z którego dociera do wielu ludzi, którzy wezmą jego słowa na poważnie to niestety jest duża odpowiedzialność. Ma realny wpływ na to, co ludzie pomyślą. Utrwalanie szkodliwych stereotypów, które nie są w dodatku prawdziwe nie jest dobre. Wygłaszanie takich „opinii” może być szkodliwe, szczególnie jeśli nie jest opatrzone zastrzeżeniem „prywatna opinia eksperta, na temat o którym z zawodowego punktu widzenia nie ma pojęcia”.

          Lubię to

        • @kiedy ostrożność jest rozsądna, a kiedy jest przesadna? To jest ok, jak każdego nowego znajomego traktujesz jak potencjalnego gwałciciela?
          Na to nie ma odpowiedzi, bo różni ludzie mają inaczej rozwiniętą spostrzegawczość. Każdego nieznajomego, z którym umówiłabym się w ciemno, traktowałabym z rezerwą, dziwi mnie jeśli ktoś tak nie robi.

          Lubię to

        • Agata – bardzo słusznie, ale według statystyk 90% ofiar gwałtów zna swoich gwałcicieli, więc przykro mi to powiedzieć, ale ostrożność w stosunku do nieznajomych i unikanie „niebezpiecznych” miejsc chroni słabo.

          Lubię to

        • Dlatego wciąż próbuję się dowiedzieć, co obśmiewa rysunek, na którym spacerują znające się pary/rodziny, bo przecież jak ktoś go promuje, to musi wiedzieć, co znaczy, a po obcych blogach nie będę latać.

          Lubię to

        • To, że wg Boćkowskiego wszyscy faceci to chuje, na które trzeba uważać (rozmawiałam z Kiciputkiem przed publikacją jej rysunku, więc mam interpretację z pierwszej ręki). Dziwi mnie twoja.

          Lubię to

        • Jasne ze zalecanie ostroznosci nijak nie pomoze na pwoazny problem systemowy. Ale moze pomoc konkretnej osobie, a to przeciez tez wazne! i jasne, nawet jakby dziewczyna nigdy nie wychodzila z domu, to i tak nie ochroni jej to przed gwaltem przez meza czy chlopaka. Ale mozna zmniejszyc niezbezpieczenstwo.

          ja kiedys wpakowalem sie w niezbezpieczna sytuacje, gdy przez chwile zdawalo mi sie ze zostane zgwalcony. Skonczylo sie szczesliwie – ale mysle, ze gdybym wczesniej sobie zdawal sprawe z tego ze tez moge stac sie ofiara, przemyslal wczesniej potencjalne scenariusze i zachowania, albo chcoiaz porzadnie rpzecwiczyl asertywnosc, to nie musialbym sie bac i nigdy w takiej groznej sytuacji bym sie nie znalazl. Wiec IMHO zdecydowanie bardzo warto ostrzegac i edukowac.

          A to, ze trzeba uczyc ludzie ze „nie znaczy nie”, to inna sprawa :)

          Lubię to

        • Moim zdaniem akcenty są bardzo źle położone – to, o czym ty mówisz jest spoko, dopóki jest rozwiązaniem tymczasowym, a jednocześnie pracujemy nad tym żeby rozwiązać problem „systemowo”. Tego drugiego praktycznie nie ma, za to bardzo głośno jest o ostrożności.
          Jeśli zapoznasz się z opracowaniami instytucji, które badały temat to dostrzeżesz też, że te zalecenia w większości wypadków cię nie ochronią. Gwałty zdarzają się na domówkach, koncertach, przy powrocie z pracy… 90% ofiar zna swoich gwałcicieli. Która z rad o ostrożności im pomoże?
          Skupiamy się na 10% jednocześnie doprowadzając do bardzo ważnego i negatywnego skutku ubocznego – ofiara musi się tłumaczyć. Wyjaśnić, że POMIMO zachowania wszystkich środków ostrożności, ascetycznego trybu życia i chodzenia w brudnym worku po ziemniakach zdarzył jej się gwałt. To jest niby skutek uboczny, ale to jest sposób myślenia, który determinuje podejście do profilaktyki, prawa, rozstrzygania spraw, jaki ich procent jest zgłaszany. To nie jest tylko niewinna „dobra rada”, o której ktoś zaraz zapomni.

          Lubię to

        • Przy okazji – nie wiem czy tylko ja i wszystkie moje koleżanki tak mamy, ale serio – my znamy te wszystkie kwestie o ostrożności na pamięć. Nie potrzebuję, żeby ktoś mi o tym mówił i sugerował, że jeszcze o tym nie wiem i tego nie stosuję.
          W obliczu tego faktu oraz faktu jakie skutki uboczne rodzi udzielanie dobrych rad o zachowaniu ostrożności moim zdaniem powinno się publicznie, oficjalnie zabronić rozsiewania tych bezsensownych stereotypów.

          Lubię to

        • Nie bardzo widze co moglbym „systemowo” zrobic, zeby rozwiazac problem gwaltu, dlatego wole dawac dobre rady, niz zupelnie nic nie robic. Ale jasne, pelna zgoda. No, moze nie do konca pelna.. bo tu tyle odcieni szarosci. Cale to ostrzeganie faktycznie stwarza niemile wrazenie, ze to ofiary sa sobie winne, bo nie dosc uwazaly. Ale chyba przesadzasz z tym, ze kazda kobieta zna to wszystko na pamiec. jesli znaczacy odsetek kobiet nie wie, ze ma prawo powiedziec „nie” i nie jest pewna, czy jesli maz/chlopak zmusil je do seksu sila „to czy to jest gwalt, czy to moze tak musi byc” – to widac ze przydaloby sie jeszcze sporo edukacji kobiet w sprawach gwaltu… :/

          Lubię to

        • Ok @Gronkowiec teraz załapałam o co Ci w ogóle chodzi. Co do mówienia „nie” i definicji gwałtu – zgadzam się w 100%. Dla mnie ta kwestia i „ostrzeżenia” to dwie różne sprawy, choć nie bez wpływu na siebie nawzajem. Ostrzeżenia paradoksalnie sugerują, że „nie” nie zawsze znaczy „nie”. Bo powiesz „nie” słowami, ale przecież może ubraniem mówisz tak… To jest śliska sprawa. Dlatego zgadzam się w pełni, że w tej kwestii jest bardzo szerokie pole do popisu przed nami.
          Jeśli chodzi o systemowe rozwiązanie – takie rozwiązania dzieją się trochę „same”, a trochę siłami ludzi, którzy faktycznie mogą takie zmiany wprowadzić na szerszą skalę. Moim zdaniem jeśli przemyślisz co faktycznie myślisz, jak Twoje komunikaty są odbierane (to ważne – nie co ty chcesz powiedzieć, ale co usłyszy druga strona) to będziesz taką cegiełką w systemowej zmianie.
          Mogę mówić tylko za siebie, ale kiedy ja słyszę „uważaj, tego nie rób, tamtego nie wolno, a ta z artykułu głupia, nie uważała”, to słyszę tylko to, że A) ja jestem odpowiedzialna za to co się stało lub może stać, B) jeśli niedostatecznie zadbam o spójność komunikatów na płaszczyźnie mowa, wygląd, zachowanie, to ktoś może mnie zgwałcić, C) ktoś mówi nieprawdę na temat tego, jak w skali globalnej wyglądają gwałty i jak można im zapobiegać. Szczerze mówiąc zamiast dobrych rad dużo bardziej cenię sobie „o rany, to straszne, jak to mogło się stać, co możemy zrobić?”. Moim zdaniem mimo, że pozornie takie „bezsilne” i „nic nie zmieniające” to jest właśnie pierwszy krok na drodze do rozwiązania. Nie udawajmy, że już wiemy co zrobić i szukajmy odpowiedzi. Okazujmy współczucie dla ofiar, zamiast się wymądrzać. Jasno potępiajmy zachowanie przestępców. Po prostu. Parę zdań. Niby nic nie znaczy, a wszystko może zmienić.
          Może doda to otuchy ofierze, którą przypadkowo spotkasz? A może uświadomi potencjalnemu przestępcy, że przelecenie nieprzytomnej koleżanki to jednak jest gwałt, a nie żart?

          Lubię to

  5. smutne to troche , jakże proste i jakże jednoznaczne…. „Porada, jak go uniknąć jest bowiem jedna: nie gwałć.” . no tak: idż dalej droga autorko , napisz np „porada jak uniknąć kradzieży – nie kradnij” albo ” porada jak uniknąć włamania- nie włamuj się” i dlaczego wg autorki? bo ci nie wolno, złodzieju, włamywaczu, oszuście itp.
    słodki skaczący iesooo..
    i tak na koniec:
    Jeśli ma krótką spódniczkę, Jeśli ma wielki dekolt,Jeśli pije na imprezie,Jeśli się z tobą całuje,
    Jeśli ma opinię osoby, która chętnie sypia z innymi, Jeśli się upiła i śpi, to ryzyko tego że zostanie zgwałcona wzrośnie kosmicznie. i nikt nie mówi tu o tym,że kogoś prowokuje i/lub że to jej wina… . zaiste porażające jest to ,że kiedy np policja prowadzi działania informacyjne profilaktyczne przeciw włamaniom, oszustwom, wymuszeniom itp. to wszystko jest ok a panie przyjmują to do wiadomości, ale kiedy ktoś spróbowałby profilaktycznie przestrzec kobiety przed tym, iż pewne zachowania mogą, nie muszą ale mogą , wbrew ich intencjom, przekonaniom, wierze czy czym tam jeszcze doprowadzić do finału jakiego nie chcą , to wtedy osoby podobne autorce trzaskają postami, memami i wiadomościami jak to zły samiec powinien się odp..ć od tego jak się ubiera , zachowuje i wygląda. .. słuszne to stokrotnie :-) podobnie potencjalne ofiary innych przestępstw powinny pisać ” nie powinno cię interesować złodzieju jak mieszkam” „o święta naiwności ” jak powiedział Giordano Bruno do staruszki , któa podkładała drew do stosu na którym płonął…

    Lubię to

    • A dlaczego kobiety mają się nie oburzać na pouczenia policji dotyczące ich ubioru? Przyznajesz, w ślad za Boćkowskim, że ubiór może być problemem, bo działa na mężczyzn – pouczaj ich i wobec nich stosuj prewencję. I jeszcze jedno, jak się chce błysnąć cytatem, to warto sprawdzać, z kogo jest ten cytat. Giordano Bruno nie był jedynym nieprawomyślnym spalonym na stosie, powiedzenie, które mu wkładasz w usta przypisywane jest Janowi Husowi.

      Lubię to

    • Jest takie powiedzenie, że „okazja czyni złodzieja”. Badania potwierdzają, że kryje się w nim ziarnko prawdy. Jeśli „okazja czyni gwałciciela”, co właśnie sugerujesz, to potencjalnie każdy facet jest gwałcicielem? Serio?
      Dlaczego gwałt porównujesz do kradzieży? Dlaczego nie do morderstwa? Czy okazja czyni też mordercę? Jaki masz zestaw zaleceń dla potencjalnych ofiar morderców? A propos porównywania gwałtów do lekkich wykroczeń typu kradzież bardzo fajnie napisał już ktoś inny – odsyłam http://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com/2013/11/normalni-gwaciciele.html.
      Problem główny jest jednak taki, że eksperci trąbią od lat, że nie ma korelacji pomiędzy „wyzywającym” zachowaniem czy wyglądem, a gwałtem. Po prostu. Więc skoro gadają głupoty zamiast realnie pomóc to może jednak słusznie kobiety się oburzają? Jeśli nie potrafią pomóc to niech przynajmniej nie udają, że jest inaczej tylko rozłożą ręce i się rozpłaczą, zamiast irytować ludzi tymi farmazonami.

      Lubię to

    • Wybacz, ale dlaczego ‚rośnie kosmicznie’?
      Sorry, ale choć dekolt, czy krótka spódniczka potrafią być erotycznym impulsem, to nie są jakimś wyzwalaczami gwałtów.
      Więc problem tkwi gdzie indziej — o czym zresztą Autorka pisała — w myśleniu mężczyzn o relacjach z kobietami, gdzie kobiecy erotyzm uchodzi za tożsamy z przyzwoleniem na seks. Taki problem wyraźnie występuje, ale taki problem tworzy kultura, a ją budują także sygnały płynące z mediów, w tym — i tu dochodzimy do sedna — wypowiedź dr Boćkowskiego.
      (Z kradzieżami jest trochę łatwiej, bo mówiąc o zabezpieczaniu się przed złodziejami (nawiasem mówiąc: tu więcej znaczy miejsce, niż zabezpieczenie portfela), nie usprawiedliwia się jednocześnie paserów.)

      Lubię to

  6. Czerski z analogią do chodzenia w miejscach w których można dostać po mordzie wykonał klasyczne pomylenie „winy” z „lekkomyślnością”. Ale to może do pierwszego policjanta który powie „no wie pan, co prawda szczękę musieli panu lekarze drutować, ale skoro pan szedł przez pragę, to nie możemy tych chłopców skazać za to że dali panu w mordę bo to złamie im życia”.

    Lubię to

      • Wloczylem sie po nocy nie raz na Balutach i najczesciej natrafialem na zyczliwych podpitych meneli, wiec faktycznie Baluty sa troche przereklamowane… Ale samotne wloczenie sie po dzielnicach o szemranej reputacji w srodku nocy jednak mozna uznach chyba ze co najmniej nieco lekkomyslne?

        Lubię to

        • No i tu jest ten śliski grunt, nie? Ja np. nigdy, nigdy nie nosiłam słuchawek snując się nocą po Bałutach i unikałam grupek, zwłaszcza takich, gdzie wśród grupy facetów była jedna dziewczyna. Nie jestem pewna, czy to mnie jakoś chroniło, ale czułam się bezpieczniej. OTOH, jedna z niewielu seksualnych zaczepek – takich, że poczułam się zagrożona – zdarzyła się w ciągu dnia, przy ruchliwej ulicy.

          Lubię to

        • Ja po Balutach zawsze noca chodzilem z kims kto tam miesza, wiec sie czulem bezpieczniej… I zgadza sie, ja zostalem zaczepiony i zmuszony do oddania pieniedzy kilka razy w bialy dzien w centrum miasta, a nigdy gdy noca szlajalem sie po podejrzanych dzielnicach…

          Lubię to

        • Problem nie leży w tym czy dane zachowanie w jakimś konkretnym kontekście jest „lekkomyślne”, tylko w tym, jak rzeczywista bądź urojona lekkomyślność ofiary służy USPRAWIEDLIWIENIU, choćby częściowemu, sprawcy.

          Seksuolog sugeruje, że mężczyźni mają skłonność do gwałtu i kobiety „narażające się” na sytuacje sprzyjające gwałtowi są jakby częściowo winne. On nawet wprost mówi, że gdyby nie ich lekkomyślność, to gwałciciel by nie zgwałcił, bo nie miałby jak.

          Wyobraźmy teraz sobie kryminologa, który mówi, że każdy ma jakąś tam skłonność do złodziejstwa i jakby ktoś się nie narażał, to by nie było kradzieży. Jakby mówił: no dobra, on ukradł, ale zostawili otwarte okno. Sami chcieli.

          Nieostrożność jest tym czym jest: nieostrożnością. Chyba w żadnym kontekście, poza naruszeniem autonomii seksualnej kobiet, nie mówi się jednak o nieostrożności jako jednej z istotnych przyczyn zachowań samych sprawców.

          Lubię to

        • @Seksuolog sugeruje, że mężczyźni mają skłonność do gwałtu i kobiety “narażające się” na sytuacje sprzyjające gwałtowi są jakby częściowo winne.

          Kluczem do zrozumienia tego fragmentu jest słówko „jakby”. Używa się go w celu zmanipulowania odbiorcy, kiedy przekazuje się fałszywą treść, łagodząc jej siłę. Używając jakby, można napisać, że „ktoś patrzył, jakby chciał zgwałcić” i uzyskuje się efekt „patrzył, chcąc zgwałcić”. Tania technika, ale skuteczna.

          Lubię to

    • @Tomash
      Lekkomyślność czy jak kto woli „nieostrożność” istnieje, nawet jeśli poprawność polityczna wolałaby, żeby to słowo zostało zakazane. Istnieje nawet takie określenie jak „ryzykowne zachowania seksualne”, które według waszego rozumowania należałoby zlikwidować, bo obarcza pacjenta winą za zarażenie się HIV.

      Lubię to

      • Akurat pojęcie „ryzykownych zachowań seksualnych” też jest regularnie nadużywane i używane do bezmyślnej, szkodliwiej stygmatyzacji. Poleca się książkę Janiszewskiego o HIV, bardzo fajnie o tym w niej pisze i o tym jak na przykład „uświadamiające” akcje w Polsce bazowały na dehumanizującym przedstawieniu prostytutek jako źródła zarazy i okazji do „ryzykownych zachowań seksualnych” dla dobrych, zdrowych ojców rodzin, gdy tymczasem to te prostytutki są najbardziej zagrożone zarażeniem HIV.

        Lubię to

        • Pojęcie „ryzykownych zachowań seksualnych” faktycznie może być używane w celu stygmatyzacji i wykluczania, ale ja już jednak wolę te poprawne politycznie „ryzykowne zachowania seksualne” i ich możliwe nadużycie, niż mówienie że „pedały i kurwy mają HIV” (co niemal powiedział Janiszewski w wywiadzie w GW, i o czym pisałeś już na blogu), bo tu już nie ma potencjału do nadużycia, tu jest wprost stygmatyzacja!

          Lubię to

        • Janiszewski pierdolnął w wywiadzie, owszem, mógł dwa razy pomyśleć i nie próbować upychać sensownych refleksji, które mu zajęły książkę, w kilku słowach bełkotanych jakiejś dziennikarce.

          No, a wracając do meritum, to niewątpliwie narracja „zawiniła, bo była nieostrożna” jest lepsza od „sama chciała, bo kurwa”, tylko co z tego?

          Jest jedna istotna różnica, poza wszystkim innym, między „ryzykownymi zachowaniami” w kontekście seksu, a „ostrożnością” w kontekście gwałtu. Jeśli założysz kondoma, to po prostu się nie zarazisz.

          Jeśli nie pójdziesz do lasu, to ten, kto na ciebie nie trafił, poszuka sobie innej ofiary.

          Tak czy inaczej, nie ma żadnego przejścia między „jest nieostrożna” a „jest winna gwałtu”, tak jak ktoś kto zostawił otwarte drzwi swojego domu nie jest sam w sobie „winny” kradzieży.

          Ja w ogóle nie rozumiem problemu ze spostrzeżeniem, jak sugerowanie, że nieostrożność ma w sobie coś z winy wspiera „kulturę gwałtu”. To proste, ono jest używane, w mniejszym lub większym stopniu, jako usprawiedliwienie gwałciciela. To stanowi sedno. To zostało świetnie uchwycone na obrazku w tej blognoci.

          Lubię to

        • Nie wiem czy Janiszewski tak bełkotał, bo chciał za wiele rzeczy w kilka zdań upchnąć, czy nagle dopadła go pomroczność jasna, albo od czasu napisania książki zmieniły mu się poglądy – fakt, że takie teksty jak jego to ja normalnie w Frondzie czytuję… więc się ciągle jakoś za książkę nie mogę zabrać.

          Mam wrażenie, że źle odczytałeś moje intencje – bo nigdzie nie sugerowałem, że ofiara gwałtu jest winna. Przeciwnie. Kilka dni temu z pewnym obrzydzeniem słuchałem jak policja podkreślała że ofiara gwałtu (dziewczyna miała pozować gwałcicielowi do rozbieranej sesji zdjęciowej, a on wcale do zdjęć się nie chciał ograniczyć) „nie była prostytutką”, tak jakby bycie prostytutką znaczyło że jest się winnym gwałtu…

          Natomiast uparcie będę twierdził, że ponieważ żyjemy w świecie, gdzie gwałt się zdarza, to warto przestrzegać potencjalne ofiary przed niebezpiecznymi zachowaniami i warto zwiększać świadomość potencjalnych ofiar i uczyć je asertywności (w Polskich warunkach, gdy kobiety nie są pewne, czy bycie zmuszoną do seksu to gwałt, i gdy kobiety nie mówią „nie” choć by chciały, ale wiedzą że kultura oczekuje od nich bycia pasywnymi i posłusznymi, na pewno dochodzi do wielu gwałtów które co prawda technicznie gwałtem nie są, bo kobieta nie powiedziała jasno „nie”, ale które nie mniej kobiecie szkodzą).

          Lubię to

        • No ale to co napisałaś tylko pokazuje na jakim poziomie toczysz dyskusję. Czy ja gdzieś „potępiłem” akcje uświadamiające? Nie, raczej potępiłem bezmyślne rzucanie zaklęciami w rodzaju „ryzykowne zachowania seksualne”.

          Lubię to

  7. Ja uprzejmie proszę komcionautów, by wzięli sobie do serca uwagę o niezainteresowaniu opinią o lekkomyślnej ofierze i prowokowaniu do gwałtu. Serio. Wiem, że przywykliście do dyskusji pod notkami, ale w tym temacie nie widzę pola do dyskusji i rozważam wprowadzenie ostrzejszej moderacji.

    Lubię to

    • Ale szprota! To jest kwestia ktora dotyka nas wszystkich. Kazdy z nas moze stac sie ofiara – a jak nie my to przyjaciel/przyjaciolk, siotra, kolezanka.. Dlatego to temat ktory wszystkich bardzo porusza i kazdy chce cos powiedziec. Twoj blog – twoje zasady. Ale nie lepiej pozwolic wszystkim powiedziec co nam w tym temacie lezy na sercu (nawet jesli niektorzy mowia glupio – a ani chyba tak sobie myslisz np. o moich komentarzach)…?

      Lubię to

  8. „Kto to jest Piotr Czerski?”

    Czerski to facet, który przez 500 komentarzy pod swoim durnym wpisem na fejsbuku nie tylko nie potrafi pojąć, czemu wpis był durny, ale z zabawnym poczuciem wyższości ubolewa, że jego wykręty nie są brane na serio dlatego, że to innym nie starcza inteligencji. Przez 500 komentarzy (ani w nowym wpisie, który popełnił na okoliczność powyższej noty, gdzie ponownie podziwia swoją wyższość intelektualną) nie przychodzi bęcwałowi do głowy, że „synu, nie chodź tam, gdzie mogą pobić” nie jest najwłaściwszym wistem w dyskusji o gwałcie i że przydałoby się nie tylko „synu, nie bij tam, gdzie mogą chodzić”, ale i „synu, gwałt jest odrażający i zły; nie rób tego nigdy”.

    Lubię to

    • @Nameste
      Ale tutaj, mam nieśmiałe wrażenie, popełniasz ten sam błąd, co krytycy Grossa: „Dlaczego Gross zamiast pisać o ratowaniu Żydów, pisał o ich mordowaniu?!” Bo taką miał fantazję. Co nie znaczy, że negował fakt ratowania Żydów.
      Tak samo wpis Czerskiego nie dotyczy tego, czy gwałt jest rzeczą straszną, czy należy o tym uczyć syna, czy nie, ale o tym, jak zinterpretowano słowa jednego pana.
      Nikt nie ma prawa Czerskiemu czy komukolwiek innemu zabraniać pisania o tym, a nakazywać o tamtym, chyba że stawia się w pozycji Nieomylnego Autorytetu, ale to pachnie już wywyższaniem, a o to nie miałabym odwagi Cię posądzać.

      Lubię to

      • Czerski w swoim pięciozdaniowym wpisie stwierdza dwie istotne rzeczy. Że frazę „za gwałt odpowiada gwałciciel” odbiera jako mantrę, zaklinanie rzeczywistości. Która jednak jest taka, że „zgwałcona jest zgwałcona”, a więc „w pierwszym rzędzie chodzi o to, aby gwałtu uniknąć”. I jakbyś nie wykręcała tych dwóch stwierdzeń (i jakby on sam nie wykręcał), będą współbrzmieć z opiniami, że gwałt jest rodzajem niepowstrzymanego żywiołu przyrody („dziedzictwo testosteronu”) i jedyne, co można zrobić, to zadbać o parasol.

        Nikt też mu niczego nie zakazuje czy nakazuje, bo niby jak. Po prostu przychylam się do opinii, że głupio gada, a że gada do (nominalnie) tysięcznej fejsopopulacji, to i jego gadanie jest bardziej niż innych szkodliwe.

        Lubię to

        • @będą współbrzmieć z opiniami, że gwałt jest rodzajem niepowstrzymanego żywiołu przyrody (“dziedzictwo testosteronu”) i jedyne, co można zrobić, to zadbać o parasol.

          Nie zgadzam się z sugestią, że Czerski narzuca jako „jedyne” rozwiązanie: ostrożność. Gdyby tak było, nie użyłby sformułowania „w pierwszym rzędzie”, tylko właśnie „jedyne, co można zrobić”.
          Założenie, że zachowania dyktowane biologią u pewnej grupy osobników, można powstrzymać za pomocą postulatów kulturowych (czy szerzej: kultury), jest dla mnie (i nie tylko, jak zapewne wiesz) tak samo fałszywe, jak dla Ciebie cudze (bo nie moje ani zapewne nie Czerskiego) przekonanie o braku wpływu kultury na zachowania (potencjalnych) gwałcicieli.

          @gadanie jest bardziej niż innych szkodliwe
          …z punktu widzenia pewnej ideologii. Po dodaniu tego, jestem w stanie się pod tym stwierdzeniem podpisać.

          Lubię to

        • Czyli jesteśmy już na polu zniuansowanych niuansów. Rzeczywiście, nie mówi „jedyne”. Niemniej, tam, gdzie od diagnozy próbuje przejśc do terapii (społecznej, kulturowej), jedyne postulaty adresuje do kobiet („bądźcież ostrożniejsze!”), synowi zaś będzie doradzać, jak ma się nie dać pobić, pomijając komplementarny zestaw pedagogiczny („samemu nie bij, a zwłaszcza nie gwałć!”). Nad totalną nietrafnością owego pro-ostrożnościowego postulatu adresowanego do kobiet wystarczająco poznęcali się inni. Mnie jednak bardziej irytuje (zresztą sprzężone z takimi postulatami) deprecjonowanie hasła „za gwałt odpowiada jedynie gwałciciel” jako parareligijnej mantry, bezsilnego aktu wiary.

          A tymczasem upowszechnianie tej (oczywistej dla zbyt niewielu) tezy to najważniejsza, IMO, droga zmiany praktyki organów ścigania, sądownictwa czy wreszcie ukrytych przekonań żywionych społecznie. I nie tylko IMO; w części z tych 500 komentarzy próbowano dotrzeć do Czerskiego z tym poglądem, argumentując, że są to naczynia połączone: im więcej energii idzie w stronę „kobieto, bądź ostrożniejsza”, tym łatwiej relatywizować tezę „za gwałt odpowiada jedynie gwałciciel”. Ale on wolał (i woli) zawracać głowę niemałej liczbie osób rzewnymi i pełnymi pychy opowiastkami, jak to nie to powiedział, co powiedział, i jak to został – „och, to bolesne, ale zniosę to dzielnie” – źle zrozumiany. Akurat.

          Lubię to

        • @Nameste
          Och, ale szanujmy się i nie udawajmy, że wierzysz w to, że nie przekaże synowi wartości niekrzywdzenia, tylko dlatego, że nie opisał tego w pięciozdaniowym poście, dotyczącym czego innego.

          @totalna nietrafność pro-ostrożnościowego postulatu
          In your humble opinion, bo Szprota na przykład jasno i wprost pisze tutaj, że nie odradzałaby koleżance pewnych miejsc (lasu, Centralnego?) na spotkanie (w imię ideologii), a czytają ją tysiące.
          Więc być może (choć nie pokładam aż tak wielkiej wiary, jak ty we wpływie pojedynczych postów w internecie na życie ludzkie), dzięki wpisowi „wpływowego facebookowego celebryty” ta koleżanka zostanie jednak uratowana?

          Lubię to

    • Czyli pospolity łoś internetowy, który karmi się flejmem na własnym wallu? W takim razie będzie pisał coraz większe i coraz bardziej kontrowersyjne głupstwa, bo to wywołuje kolejne wpisy na jego tablicy,a to mu z kolei pompuje ego.

      Niestety, niektórych nic nie przekona, póki ich samych albo ich bliskich coś podobnego nie spotka. To, o czym piszesz, jest w jednym ostatnich artów w „Codzienniku feministycznym” – że trzeba rozmawiać z synami, nie tylko córkami, i jeszcze na „Pikniku na skraju głupoty” przedostatni wpis jest świetny, bo zwraca uwagę na to, że gwałt się przyrównuje do przestępstw pospolitych, jak kradzież portfela czy samochodu, a nie do poważnych, jak tortury czy morderstwo. IMO gwałt spokojnie łapie się na definicję tortur.

      Lubię to

  9. Gdzieś tam na Bliskim Wschodzie kobiety chodzą zakutane w burki od czubków palców po samiusieńki czubek głowy, a i tak są gwałcone. To dla mnie najoczywistszy przykład tego, że czego by kobieta nie zrobiła, jak trafi na złego mężczyznę, to zostanie skrzywdzona; tego, że za gwałt odpowiada napastnik, a nie kobieta, nieważne jak ubrana, gdzie, z jaką opinią, w jakim stanie itd.

    Lubię to

    • Ła, zapomniałam napisać, że nie zgadzam się co do tego, że seksuolog nie powinien się wypowiadać w sprawach gwałtu, ma do tego stosowne wykształcenie nawet bardziej niż psycholog, bo seksuolog to w sumie taki psycholog od spraw seksu, który może wypisywać tabletki. No, i to jedyny zarzut co do postu :>

      Lubię to

        • Seksuolog, który jest seksuologiem klinicznym, bardzo często ma do czynienia z ofiarami w gabinecie, bo bardzo często osoby zgłaszające się z jakimiś problemami mają je, ponieważ doznawały lub doznają przemocy seksualnej. Ma też za sobą edukację seksualną w wersji hard, i generalnie powinien być kompetentną osobą – w istocie bardziej kompetentną niż pierwszy lepszy psycholog, choć równie kompetentną jak psycholog zajmujący się seksualnością czy profilaktyką przemocy seksualnej.
          Tak więc też się nie zgadzam z Twoją wypowiedzią.

          Niestety w praktyce większość seksuologów (lekarzy seksuologów) w Polsce kompetentna nie jest, a ten konkretny pozwolił sobie na emanowanie mizoginią i światopoglądem religijnym.
          Żałuję, że nie wzięli Starowicza. Co prawda jest na liście typów, których nie trawię i generalnie mam jego wiedzy duuużo do zarzucenia, ale słyszałem jak wypowiadał się o przemocy seksualnej na zajęciach – mówił bardzo sensownie, m.in. o błędach poznawczych mężczyzn jako jednej z przyczyn gwałtów.

          Lubię to

        • A ja się zastanawiam, podobnie jak w przypadku Michalika, czy on kogoś nie molestował albo więcej. Jest już znany taki przypadek z Poznania bodaj, wyrok jest nieprawomocny. Moją znajomą w trakcie badania ginekologicznego ogólnie znany, szanowany blablabla ginekolog pocałował na koniec badania w wewnętrzna stronę uda. Niestety znam tony takich historii. Konia z rzędem temu, kto udowodni, że prowokowała go na fotelu w trakcie badania, grrr.

          Lubię to

  10. Szpro, mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci, że u Ciebie, ale potrzebuję sobie tę sytuację uporządkować w punktach.
    1. Ofiara jest niewinna, ofiara jest ofiarą.
    2. Gwałty nie powinny się zdarzać, koniec, amen, nigdy.
    3. Gwałcicielem rzadko jest ktoś obcy. Inaczej niż złodziej, sprawcą gwałtu najczęściej jest osoba znajoma. Nieco osłabia to sens takich środków zaradczych, jak niewychodzenie z domu, nieubieranie się „wyzywająco” i co tam jeszcze. Oczywiście nie ma co udawać, że samotna, pijana, „prowokująco” ubrana kobieta w nocnym klubie jest całkiem bezpieczna, jednak ciężar zazwyczaj leży gdzie indziej. Wśród bliskich, a w każdym razie wśród znanych. Zazwyczaj. W blisko 90% przypadków.
    4. Ludźmi doradzającymi potencjalnej ofierze, by na siebie uważała (lub twierdzącymi, że to ona sprowokowała oprawcę), może kierować kilka różnych motywów: a) lęk i troska – okej; b) poczucie wyższości – nie okej; c) chęć samousprawiedliwienia – kryminalna.
    5. Całkowicie w porządku jest powiedzenie dziewczynie „bądź ostrożna, uważaj na siebie, dbaj o siebie”. Całkowicie nie w porządku jest powiedzenie dziewczynie, którą już spotkała krzywda „a nie mówiłem/am? Chciałaś, to masz, sama jesteś sobie winna”.
    6. Pan od biegłości sądowej jest przerażający nie dlatego, że jest bucem. Tu by wystarczyło splunąć i iść dalej. Pan jest przerażający, bo legitymuje się mandatem pozwalającym mu na wywieranie wpływu na konsekwencje, które poniesie oprawca. I skoro państwo dało taki mandat takiemu akurat panu, to mi się robi „grrrr! złe państwo!”. A jeszcze bardziej robi mi się „ała!”.
    7. No i jestem świadoma, że pana od biegłości sądowej ktoś na jego stanowisko namaścił. Ała. AŁA! (I tu mam bardzo dużo do powiedzenia, ale nie na temat.)
    8. Mężczyźni, wbrew temu co sugeruje pan od biegłości sądowej, zazwyczaj nie są gwałcicielami, w naprawdę przeważającej większości.
    9. Ale niektórzy są. (Pro forma zaznaczę, że podobnie rzecz ma się z kobietami, przy czym tu też zaczyna mi się mieszać wiele uwarunkowań kulturowych, których na teraz mi się nie chce rozkminiać, sygnalizowałabym tylko takie coś, że mężczyźnie, będącemu ofiarą przemocy ze strony kobiety może być dodatkowo trudno wyjść z tym z szafy.)
    10. Łatwo mi empatyzować z Twoim pomieszaniem. Bo rozziew między poczuciem, że jeśli kobieta mówi „nie”, to ewentualny partner rozumie, że nie, a rzeczywistością.
    11. Ale nie umiem sensownie dyskutować, jeśli mieszają mi się poziomy dyskusji. Jeśli mówimy o tym, że warto być ostrożną, to tak. Lęk i ostrożność mają rację bytu, bo przyszło nam żyć w takich czasach, jakie są. Jeśli mówimy o tym, że nie powinno tak być, to tak. „Nie” powinno być odbierane jako „nie”. No jest rozziew.
    12. Na moje ucho nieporozumienie tyczy tego, że przyzwoici ludzie mówią „świat nie jest tak bezpieczny, jak powinien”, a inni przyzwoici ludzie mówią „Ale powinien być”, po czym zaczynają się wyzywać.
    Serio, nie umiem wybrać, z którymi mi bliżej. Z obiema stronami mi blisko.
    13. Nie zgadzam się z dyskutantami, którzy na słowa „uważaj na siebie” odpowiadają „won, ty bucu, nie powinno tak być!”. Ani
    14. nie chcę się zgodzić na świat, w którym już zawsze słabi będą musieli pilnie na siebie uważać, bo prawo dżungli. No to się cieszę, że mądrzy i dobrzy ludzie krzyczą, że mentalność społeczna oraz sposób rozumienia kobiecego zachowania przez to społeczeństwo muszą się zmienić.

    Ale chyba doszłam ze sobą do takiego przynajmniej konsensusu, że jeśli już komuś stała się krzywda, to albo mnie stać na bezwarunkowe współczucie, albo zamykam dzioba i się nie mądrzę.

    Lubię to

  11. Agata Tobra pisze: „Nie będę chodzić po obcych blogach”, co mnie trochę dezorientuje. To ja może się przedstawię, jestem Kasia, mam 20 lat i mieszkam w Lublinie. Myślę, że teraz możesz mnie spokojnie odwiedzić i spytać mnie o moje intencje.

    Lubię to

  12. @Nameste
    „To czego, myślisz, dotyczył ten pięciozdaniowy wpis Czerskiego?”

    Ja go odbieram jako apel o ostrożność we własnej sprawie. Bo na poziomie jednostki jako rodzic (nawet syna, nie córki), nie jest w stanie inaczej chronić dziecka niż przestrzegając przed chodzeniem nocą po Pradze/Meksyku. Ten wpis, jakby go komu nie obrzydzać, jest też wyrazem troski o kobiety.
    No, ale zdaję sobie sprawę dla strukturalisty założenie, że jednostka może mieć wpływ na siebie i powinna działać, jest pewnego rodzaju bluźnierstwem. A taki Giddens by się już na Czerskiego nie złościł.

    Lubię to

  13. Trafiłem kiedyś na jakiś tekst, który zawierał rady, jak uniknąć gwałtu. Rady były typu „jedziesz z kimś windą? nie gwałć go” albo „spotykasz kogoś w nocy w odludnym parku? nie gwałć go”.

    Ten tekst mocno rozjaśnił mi w głowie. Tzn. zawsze uważałem gwałt za coś złego i odrażającego, to jednak pokutowały mi w głowie jakieś memy typu „ubranie prowokuje”, itp. Po tym sobie uświadomiłem, że sprawa jest bardzo prosta – 100% winy ponosi gwałciciel, a skupianie się na ofierze jest szkodliwe, bo przenosi ciężar uniknięcia gwałtu z gwałciciela i podsuwa mu „okoliczności łagodzące” czy usprawiedliwienia.

    Lubię to

  14. Tak sobie mysle ze generalnie mlodziez (i doroslych) powinno sie uczyc emitowania jasnych komunikatow i traktowania powaznie komunikatow emitowanych przez druga strone.
    Jesli osoba X chce sie bzyknac, niech odpowie „tak” a nie pitoni i sie wdzieczy pod haslem „jak powiem tak, to pomysli, ze jestem latwa/latwy, wiec powiem nie, to mnie pozdobywa”.
    Jak nie chce – niech powie „nie”.
    Generalnie chyba warto powaznie traktowac osobe, z ktora wchodzi sie w interakcje i nie bawic sie jej uczuciami (acz oczywiscie nawet glupie zarty nie usprawiedliwiaja przemocy).
    Kolejna wazna rzecz, to uswiadamianie ludnosci, ze cialo drugiej osoby jest nienaruszalne, o ile tamta osoba wyraznie nie zdecyduje inaczej (por. jasne komunikaty). Tzw. konskie zaloty jak sama nazwa wskazuje, nalezy zachowac koniom.
    Przypomniala mi sie historia o tym, jak nawalony Polak w UK usilowal wparowac do mieszkania polskiej sasiadki i ja pomacac, co ja mocno wystraszylo, ale kroki prawne podjela dopiero wtedy, kiedy brytyjskie kolezanki jej uswiadomily, ze hej, masz prawo sie nie zgadzac na takie traktowanie, ze takie zachowanie to przestepstwo i ze cialo kobiety nie jest dobrem publicznym, ktore kazdy moze sobie pomacac, ale ze to ona decyduje.

    Lubię to

  15. Tak się kończy, jak za długo się układa myśli w głowie: przychodzi Szpro z gotową notką.

    Nie mam co nowego dodać do mikroflejma o przydawki, może tylko to: Boćkowski mówi językiem insynuacji, odwołując się do generała publicznego, który wie jak jest. Stąd te haniebne uwagi o ofiarach, które „nie mają sobie nic do zarzucenia” – tak, jakby istniały gradacje bycia ofiarą, i tylko jedna kategoria ofiar w opinii Boćkowskiego ma moralne prawo do skarg, cierpienia i współczucia. Jego uwagi o tym, że cierpią i przeżywają traumę katolickie skromne dziewice, a kobiety aktywne seksualnie mogą taki epizod mehnąć – są haniebne i niedopuszczalne, ale źródło mają w przekonaniu, że gwałt to nie przemoc, tylko coś w rodzaju seksu-niespodzianki (zamknij oczy i nie protestuj, zobaczysz, potem powiesz, że ci się spodobało). Panaboćkowskie wyobrażenie kobiecej seksualności mnie niepokoi w najwyższym stopniu, bo jest on biegłym sądowym. Jeśli w swoich opiniach na potrzeby procesów zamieszcza takie tezy jak w tym wywiadzie, to sprzyja zarówno kulturze gwałtu jak i wspiera wtórną traumatyzację ofiar. Ponieważ „ofiary, które mają sobie coś do zarzucenia” to konstrukt obrzydliwie sugerujący, że ofiary są współwinne (co zresztą wyraził dobitnie mówiąc, że jak kobieta się spotyka z mężczyzną, to wyraża gotowość na seks i nei ma opcji, że potem odwołała, mówiąc nie).

    Jeśli zaś mowa o flejmie o to, czy i jak uczyć kobiety ostrożności: można podrzucać sugestie czy prywatnie doradzać koleżance idącej na randkę zachowania zdrowe (na ile to sensowne, skoro wiemy, że 90% gwałcicieli to członkowie rodziny/przyjaciele/znajomi/współpracownicy? Jakie mamy zdrowe bhp broniące przed nawalonym mężem/wujkiem/szefem>?), ale NIGDY, NIGDY nie wolno tych porad wyciągać wobec ofiary gwałtu. Ofiara przestępstwa i tak sama się katuje myślami, czy gdyby odezwała się inaczej/przyszła kwadrans wcześniej/później, nie patrzyła w bok, zamiast krzyczeć „NIE” zawołała „PROSZĘ, NIE” i inne takie gdybym-gdybym. Naszym – ludzi bliskich i społeczeństwa – obowiązkiem jest udzielić pełnego wsparcia, współczucia i pocieszenia ofierze, czy miała lat dwanaście czy osiemdziesiąt, czy był to jej pierwszy stosunek czy pięćstetny, czy była ubrana w dres, sukienkę, gorset czy gips – to nie zmienia niczego w ocenie, kto jest sprawcą, a kto ofiarą. Jeśli ktoś mówi o jednych ofiarach, że są bardziej ofiarami niż te inne, to bierze udział w brzydkiej akcji usprawiedliwiania gwałtów.

    Lubię to

  16. Swoją drogą to ciekawe, jak się to wszystko pozmieniało. Jasienica pisał, że w piastowskiej Polsce za gwałt karą zawsze była śmierć, a do skazania wystarczyło wyłącznie zeznanie pokrzywdzonej, natomiast oskarżony nawet nie miał możliwości obrony, jako że jego tłumaczenia były odbierane jako „urąganie czci ofiary”, czy jakoś tak.

    Lubię to

  17. @kasztan

    Ja gdzieś czytałam natomiast, że gwałt (zwykle za zgodą ojca zgwałconej i po zapłaceniu odpowiedniej sumy) był wśród dawnych Słowian normalną metodą zawierania małżeństw.

    Jak więc było w tamtych czasach naprawdę?

    @notka

    Mnie zastanawia, że choć słusznie zauważa się, że to mężczyźni (niektórzy) są sprawcami gwałtów czy molestowania seksualnego, to zapomina się, że bywają także ich ofiarami. Jakby tylko kobieta mogła czuć się ofiarą… Niestety spotkałam się z przypadkami gdy mężczyzna został zgwałcony lub molestowany i nawet nie był świadomy, że ma prawo coś z tym zrobić i domagać się sprawiedliwości dla sprawcy.

    Lubię to

    • Ale ta notka nie jest o gwałtach na mężczyznach! Nie wiem, skąd uogólnienie, że „się zapomina”. Nie wiem też, co kogokolwiek powstrzymuje przed założeniem bloga, Fundacji, etc. pomocy mężczyznom zgwałconym – bo mnie osobiście wkurza to, że przy każdej dyskusji o gwałcie pojawia się to jako argument – no właśnie, na co? Ta notka powstała jako komentarz do konkretnych wypowiedzi, dotyczących zgwałconych kobiet. Równie dobrze można dopisać: ale nie zapominajmy o gwałtach na dzieciach / nosorożcach zabijanych przez kłusowników, bo z ich rogów robi się środek na potencję / tu wstaw inny problem pierwszego czy trzeciego świata, który cię szczególnie boli – ale nie wszystko w jednym miejscu!
      A poza tym od zawsze mnie nurtuje – na co to ma być mianowicie argument? Nie marudź mi już z tymi gwałtami na kobietach, bo mężczyźni też cierpią? Sorry, ale żyjemy w kulturze patriarchalnej, gdzie wzorce kulturowe i obyczajowe (jak pokazuje choćby powyższa dyskusja) oraz normy prawne nadal tworzone są głównie przez mężczyzn. Domaganie się od kobiet, żeby przed własnymi nie zapomniały o problemach mężczyzn znakomicie się w te patriarchalne wzory wpisuje.

      Lubię to

  18. @myszyna
    „Pro forma zaznaczę, że podobnie rzecz ma się z kobietami, przy czym tu też zaczyna mi się mieszać wiele uwarunkowań kulturowych, których na teraz mi się nie chce rozkminiać, sygnalizowałabym tylko takie coś, że mężczyźnie, będącemu ofiarą przemocy ze strony kobiety może być dodatkowo trudno wyjść z tym z szafy.”

    Ze strony kobiety moim zdaniem raczej zdarza się to rzadko, trudności mają ponieważ zwykle jednak są to gwałty homoseskualne a w naszej homofobicznej kulturze niestety wciąż ofiara gwałtu homoseksualnego jest po prostu okryta hańbą i pogardą, nawet we własnych oczach. Owszem, w stosunku do kobiet to nastawienie też istnieje, ale nimi przynajmniej się ktoś interesuje i już dzisiaj nikt nie próbuje uwadać, że takie rzeczy się nie zdarzają.

    Lubię to

    • @juliaf7
      Rzecz w tym, ze właśnie próbują udowadniać. Dlatego jest taki oburz na wywiad z tym seksuologiem i biegłym sądowym, bo on otwartym tekstem podaje, że niektóre kobiety są ofiarami (jak były dziewicami i rzymskimi katoliczkami), a te, które prowadziły wcześniej życie seksualne (im bujniejsze, tym gorzej) już nie bardzo. Tak odczytuję sugerowany brak traumy u drugiej grupy.

      Jakby dalej pociągnąć tę analogię, to od razu widać, jak to się kupy nie trzyma. Czy ktoś, kto często chodzi do dentysty łatwiej przeżyje stratę połowy zębów w bójce, niż taki, co w ogóle nie chodzi? Kogoś, kto ćwiczy sztuki walki będzie mniej bolała noga złamana w trakcie napaści, niż kogoś, kto nic nie ćwiczy? WTF?

      Ale rozumiem też, o czym piszesz. W społeczeństwach na niskim poziomie cywilizacyjnym, bez względu na poziom rozwoju techniki, stygmatyzacja dotyka wszelkich grup słabszych i to oni są obwiniani o to, co im zrobiono, a nie sprawcy (silniejszy = dobry, a jak nie, to zaraz ci wleje i już będziesz wiedzieć, kto jest dobry).

      Lubię to

  19. Zresztą zauważyłam w przypadku dyskusji o gwałtach popadanie w myślenie według mniej więcej takiego schematu: kobieta to słaba, delikatna istotka którą trzeba chronić, bo sama się, biedna, obronić nie może; natomiast mężczyzna powinien być twardzielem, wziąć się w garść, nie płakać, nie być ciotą czy pedałem, jakby był prawdziwym mężczyzną to pewnie by się zgwałcić nie dał, nie?

    Lubię to

    • W przypadku zgwałconego faceta stereotyp „ofiara sama sobie winna” jest chyba silniejszy niż w przypadku kobiety. Bo nie dość że 1. „na pewno chciał, bo faceci przecież chcą seksu non stop”, to jeszcze 2. „jeśli dał się zgwałcić, to jest ciota a nie facet więc zasługuje, żeby go coś złego spotkało”. Do tego jest to problem „nieistniejący”, nikt o nim nie mówi, media / działacze społeczni / organizacje pozarządowe itd zajmują się gwałtami na kobietach – więc facet dostaje ekstra informacje „wszyscy w dupie mamy co Ci się stało” ewentualnie „widać jesteś jedynym któremu się to przytrafiło, widać nie jesteś prawdziwym facetem bo facetom to się nie zdarza”.

      Lubię to

  20. @Krystyna Kowalska
    Ale nie każdy mężczyzna jest gwałcicielem, bo to nie posiadanie penisa powoduje, że ktoś gwałci, tylko pewien kulturowy schemat mężczyzny który wszystko musi mieć dla siebie. Mężczyzna też ma prawo czuć się ofiarą. Mężczyzna który umówił się na spotkanie licząc tylko na odrobinę czułości też niekoniecznie musi chcieć od razu seksu, ale homoseksualista już nawet udawanego współczucia w naszym społęczeństwie nie dostanie. Nie chciałam być jendak odebrana jakbym pisała, żeby nie marudzić o gwałtach – jedynie chciałam zwrócić uwagę, że są też ofiary, o których się zapomina. To co napisałam wzięło się z tego, że uświadomiłam sobie, że z kilku przypadków gwałtu lub prób gwałtu na osobach mi znajomych, ten którego ofiarą padł mężczyzna, wywołałby pewnie wśród męskiej części czytelników co najwyżej głupi uśmieszek, a nie żadne współczucie.

    Poza tym odnoszę wrażenie, że dopóki wiążemy jednak męskość z przemocą i nie dopuszczamy możliwości związku męskości także z byciem ofiarą, to podtrzymujemy pewien szkodliwy schemat. Mężczyzna po gwałcie nie cierpi mniej niż kobieta, co prawda tak samo jak inne ofiary gwałtów jest potępiany społecznie, to jednak takei przypadki się przemilcza. Nie ma organizacji, nie ma blogów – macie racje, że nikt nie broni, żeby powstały, czasami akcje zwracania uwagi jednak zdarzają się, no ale ich nie ma.

    Lubię to

      • Sorry, sprecyzujmy, uważasz że jeśli jakiejś grupie krzywda dzieje się 9 razy rzadziej niż innej, to nie ma o czym rozmawiać? Sorry, doprecyzowałbyś jaki poziom gwałtu jest akceptowalny? Jak już uda nam się 9 razy zmniejszyć ilość gwałtów na kobietach, to możemy radośnie powiedzieć „problem z głowy, a te co są nadal gwałcone niech się teraz same martwią?”.

        Lubię to

    • @nie każdy mężczyzna jest gwałcicielem, bo to nie posiadanie penisa powoduje, że ktoś gwałci, tylko pewien kulturowy schemat mężczyzny który wszystko musi mieć dla siebie

      Primo nie schemat, tylko wzorzec, jak już, secundo „który wszystko musi mieć dla siebie”, jest niezrozumiałe, nie wiem, o co ci chodzi. Tertio: posiadanie penisa może nie powoduje, że ktoś gwałci, ale testosteron, zaburzenia osobowościowe, jak najbardziej, a więc biologia, nie kultura. Kultura może najwyżej wpływać na kiełznanie biologii. W naturze gwałt jest powszechny.

      Lubię to

      • Gwałt jest powszechnie stosowany choćby w formie oręża – dlatego powtarzające się postulaty o uznanie gwałtu za zbrodnię wojenną. Gwałty były integralnym elementem czystek etnicznych podczas nie tak znowu dawnych konfliktów w Bośni, Chorwacji, powszechnie stosowany jest przez władze chińskie na ludności cywilnej Tybetu. Radzę przeczytać coś, cokolwiek, zanim znów zaczniesz pisać farmazony o gwałcie jako elemencie biologii, a nie kultury.

        Lubię to

    • @juliaf7 – to, że każdy mężczyzna jest gwałcicielem, to pogląd Boćkowskiego, nie mój, mi tego naprawdę nie musisz tłumaczyć. Natomiast widzę schemat – jako argument w dyskusji o postrzeganiu gwałtu na kobietach zawsze musi się pojawić to nieszczęsne „zapomina się o gwałtach na mężczyznach” – szczerze – ja na szczęście się nie zetknęłam z problemem, bo albo nie spotkało to moich znajomych, albo żaden o tym nie opowiadał. Dlatego nie wypowiadam się na ten temat, dlatego nie oczekuję – zwłaszcza w dyskusjach zainicjowanych przez kobiety i dotyczących gwałtów na kobietach, że nagle przerodzi się ona w dyskusję o gwałtach na mężczyznach. Moim zdaniem można tego argumentu użyć w kontekście złych wzorców, które z jednej strony wiktymizują kobiety, jako ofiary gwałtu, z drugiej zamykają usta mężczyznom, którzy doznali przemocy bo, zgodnie z tymi samymi wzorcami naszej kultury „chłopaki nie płaczą” – ale czy koniecznie trzeba tę akurat dyskusję kierować na inny temat? Przypomnę – to jest dyskusja wobec szkodliwej wypowiedzi Boćkowskiego nt. zgwałconych kobiet, choć zaznaczam, że nikt z dyskutantów nie twierdzi, że cierpienia zgwałconych mężczyzn są nieistotne. Ale o tym można przecież podyskutować w gronie osób kompetentnych w odpowiednim miejscu – w razie potrzeb samemu takie miejsce można stworzyć.

      Lubię to

  21. @Agata Tobra
    Nieprawda, jakoś dawniej miałam w sobie masę testosteronu i mam zaburzenia osobowości a nikogo nigdy w życiu nie zgwałciłam, a tylko byłam ofiarą molestowania wielokrotnie ze strony meżczyzn. Wśród zwierząt też nie wszystkie samce gwałcą i niewszystkie mają do tego zapędy np. istnieją w stadach tak zwane samce beta, więc nie powiedziałabym, żeby to było takie proste że testosteron = potrzeba gwałtu.

    Lubię to

  22. @Szprota

    Chciałąbym przeprosić wszystkie osoby, które poczuły się obwiniane przeze mnie za to, że się na czymś nie skupiają. Po prostu pewna osoba z mojego otoczenia została zgwałcona niedawano, nie wiem jednak jak mu pomóc, znam też gwałciciela, to zwróciło też moją uwagę na takie przypadki i chciałam napisać że też to się zdarza niestety i te osoby też cierpią. A z dyskusji mogę się wycofać, bo już nic więcej nie potrzebuję.

    Lubię to

  23. @juliaf7

    Tez chcialbym zaznaczyc, ze nikogo nie obwiniam ze skupianie sie tylko na kobietach… ale dziekuje Ci za twoje komentarze, bo pewien bardzo bliski mi chlopak tez zostal wykorzystany seksualnie i wiesz… jakos lepiej sie poczulem widzac ze ktos inny tez sie tym problemem przejal…

    Lubię to

  24. Ja nic nie chciałem zaznaczyć. Trochę nie rozumiem, czemu tekst Julii wzbudził takie poruszenie. Oczywiście, notka nie o tym. Oczywiście, dyskusja nie o tym. Ale przecież w założeniu w ogóle nie miało być dyskusji, natomiast (nie wiem, może za krótko znam?) akurat tutaj doszukiwanie się symetryzmu to chyba jednak overkill?

    Lubię to

    • Blackops, oczywiście, że overkill. Ale wiesz, jak się długo przebywa w oblężonej twierdzy, to w końcu nawet do wróbli się strzela. Z armaty.

      Ma to marginalne znaczenie dla samego tematu notki (nb. dobrej), ale bardzo podbudowało mniej stwierdzenie „Jest tak, że męźczyźni gwałcą. Nie wszyscy. Pewna część.” będące dużym postępem w stosunku do tego, co Szprocie zdarzało się pisać wcześniej („Mężczyźni gwałcą” i tyle).

      Lubię to

  25. Meeijn, ale statystycznie to mężczyźni gwałcą, i tyle – i obrażanie się za to sformułowanie sytuacji nie zmieni. Zawsze gdzieś znajdzie się gwałt kobiety na mężczyźnie, ale umówmy się, że to raczej wartości pomijalne.

    I wtedy zawsze odzywają się głosy, że przecież nie tylko gwałt, że także przemoc fizyczna/psychiczna/materialna – tyle że w naszym społeczeństwie, w kulturze zgniłego Zachodu, ta argumentacja w przeciwstawieniu gwałtom czy przemocy na kobiecie to droga donikąd. Facet ma statystycznie i strukturalnie łatwiej. Nie to, żebym twierdził, że tą ścieżką dyskusji podążasz, nie.

    Ale właśnie dlatego „mężczyźni gwałcą” (także mężczyzn) bez dodatkowego warunkowania – mi wystarcza i się nie obrażam. Ale to ja.

    Lubię to

    • Ale właśnie dlatego “mężczyźni gwałcą” (także mężczyzn) bez dodatkowego warunkowania – mi wystarcza i się nie obrażam.

      Ditto. Warto podkreślać, że sprawcami gwałtów na mężczyznach są również prawie wyłącznie mężczyźni, to uzmysławia o co naprawdę chodzi tym którzy żądają żeby zamiast na mężczyznach-sprawcach skupić się na mężczyznach-ofiarach – ale tylko tych nielicznych skrzywdzonych przez kobiety.

      Lubię to

    • Black Ops,
      mnie w ogóle chodzi o to, że kobietom też się zdarza gwałcić albo mężczyznom być gwałconym. Chodzi o to, że domyślny kwantyfikator w takim zdaniu to „wszyscy”:Mężczyźni gwałcą. Żydzi oszukują. Czarni są leniwi. Rudzi są fałszywi. Kobiety nie umieją prowadzić. – Czy można usprawiedliwić takie stwierdzenia powołując się na fakt, że określony procent glanowanej grupy faktycznie wykazuje daną cechę? Czy tym wymienionym wyżej grupom też zasugerujesz, żeby „się” nie obrażali?

      Lubię to

  26. nie rozumiem rozpatrywania kwestii prowokacji ubiorem czy zachowaniem, bo jak np. ktoś ma odsłoniętą twarz to prowokuje nas do spoliczkowania go? napaść to napaść i nie ma usprawiedliwienia ani żadnej motywacji.

    Lubię to

  27. Straszne. Chociaż w ten sposób: „Wydaje mi się, że na policję zgłaszają się takie kobiety, które faktycznie nieszczęśliwie stały się ofiarami bestialskiego gwałtu, i które nie mają sobie samym niczego do zarzucenia” może zmotywuje więcej kobiet do zgłaszania się na policję. Spotkała cię krzywda to trzeba iść na policję. Marzenie. Bo niestety nic dobrego w jego wypowiedzi nie widzę. Wręcz przeciwnie. Nie mam ochoty na to żeby w tej chwili narzekać, to sobie pomarzę.

    Lubię to

  28. Niech mnie kule biją – przepiękna dyskusja.
    Sama notka bardzo mądrze napisana, bardzo mi się podoba.
    Kiedy czytam niektóre komentarze, przypomina mi się rozmowa z koleżanką nt. gwałtu w jakimś latynoamerykańskim programie typu „Wielki Brat”. Dziewczyna się upiła, została zgwałcona przez współmieszkańca, a jedynym komentarzem mojej koleżanki było to, że dziewczyna nie powinna się upijać, to może tego gwałtu by uniknęła. Straszne rzeczy z ust kobiety…
    Nie mogę zrozumieć argumentów usprawiedliwiających mężczyzn i obarczanie kobiety częścią winy. Kojarzy mi się to z sytuacją, kiedy rodzic mówi do spoliczkowanego dziecka: „To twoja wina, spójrz do jakich nerwów mnie doprowadziłeś.”, ewentualnie obarczanie winą ofiary przemocy domowej za to, że oprawca złamał jej rękę.
    Każdy z nas ma wybór, jak zachowa się w danej sytuacji. Nieraz już miałam ochotę trzepnąć w łepetynę pewną kłamliwą idiotkę z mojego biura, ale powstrzymałam swoją biologię (że nawiążę do jednego z komentarzy).
    Nie mogę zmienić sposobu myślenia innych, życzę im jednak większej wyrozumiałości dla ofiar, nie dla katów.

    Lubię to

  29. Bardzo rozwijająca dyskusja… Dlatego (m.in) czuje się „feministą”- nie lubię jak sprowadza się mnie do seksualnosci( feministyczna „Homopropaganda” tez ma swoje znaczenie)- prosiłbym tylko o źródło statystyk, ze 90% gwałcicieli to osoby znajome?

    Lubię to

    • „a skupić uwagę na próbie poszukania odpowiedzi na pytanie: dlaczego zwiększa się liczba przestępstw przeciwko seksualności na terenie województwa podlaskiego i w jaki sposób zjawisku temu przeciwdziałać?”

      Szczególnie pięknie odpowiedział dlaczego zwiększa się liczba i jak temu zjawisku przeciwdziałać. Kobiety nie znają męskiej natury i chodzą na randki. Dlatego się zwiększa liczba. Należy nie chodzić na randki jeśli się nie chce seksu, a gwałtu nie będzie. Biedak chciał uświadomić kobiety, że „mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks”, a tutaj taki cios…

      Lubię to

    • A ja się uprę przy tym ALE.
      Owszem, winnym gwałtu jest gwałciciel i tylko on. Owszem, kobieta ma prawo chodzic gdzie chce z dowolnych powodow i dowolnie ubrana. Tylko ze mnie krew zalewa, gdy widzę czyjeś oburzenie na porady o tym, zeby nie łazic po zmroku po tych przysłowiowych ciemnych uliczkach, nie wlec sie na piechote na szpilkach i po pijaku, tylko wsiasc do taksowki. Samoobrona zaczyna sie w momencie, w ktorym rozpoznajesz oznaki zagrozenia i przechodzisz na druga strone ulicy. Rada o zapobieganiu gwałtu brzmiąca „nie gwałc” byłaby dobrą radą w świecie idealnym. W świecie idealnym nie jesteśmy, więc gwałtom należy zapobiegać uważając na to, z kim chodzisz, gdzie chodzisz, w jakim stanie chodzisz i generalnie zachowując sie ostrożnie i z namysłem. Gdyby to był swiat idealny, moi instruktorzy krav magi nie prowadziliby szkoleń z samoobrony dla kobiet, nie otworzyliby sekcji tylko dla kobiet, nie uczulaliby kobiet na to, co im może grozić, tylko tłumaczyliby facetom, że mają nie gwałcić. WRÓĆ. Sami są facetami, wiec pewnie tylko jedno im w głowie.

      Oburzanie sie na „ALE” jest moim zdaniem szkodliwe i wręcz bardziej szkodliwe niż samo wygadywanie głupot o tym, że szła w miniówce to sama sobie winna.

      Lubię to

      • Ale to jest bardzo dobra i oczywista rada, tylko nie w tym temacie. Ja sam staram się po nocy nie łazić ciemnymi uliczkami, wracać taksą itp., a nie boję się gwałtu, tylko, że dostanę w ryj albo mnie ktoś skroi.

        I nie wierzę, że kobiety przestaną się bać wracać nocą przez takie dyskusje, ale za to niebezpieczne bardziej jest właśnie stawianie nacisku na to, o czym piszesz.

        Po pierwsze – odwraca uwagę od prawdziwego problemu (tylko 10% gwałtów zdarza się przez osoby nieznane ofierze).

        Po drugie – przenosi ciężar odpowiedzialności uniknięcia gwałtu na ofiarę.

        Zagrożenia mogą być takie, że potencjalny gwałciciel (mąż, znajomy, chłopak itp.) usprawiedliwia się, że to „przecież nie gwałt, gwałcą zboczeńcy w ciemnych uliczkach”) i kilka innych, o których już było tu mówione.

        Lubię to

        • To, co Kasztan mówi.
          Plus, mnie nieco właśnie opadły cycki.
          Piszę wyraźnie, że nie jestem zainteresowana opinią „nie jest sobie winna ALE”, przez blisko 150 komentarzy tłuczemy temat, dlaczego to ALE w przypadku gwałtu nie ma zastosowania i co dostaję? Radosne ALE.

          Twoja opinia stoi w totalnej sprzeczności z tym, co wiemy o gwałcie: przydarza się nie w ciemnej uliczce czy w parku po nocy, lecz w malżeństwie, w związku, na imprezie. Zastosujesz krav magowe chwyty na kimś, kogo do tej pory kochałaś? Albo gdy jesteś pijana lub zauroczona kimś nowym?

          Samoobrona przydaje się – w przypadku napadów. Ale wmawianie sobie, że ochroni przed potencjalnym statystycznym gwałcicielem to czysta naiwność, jeśli nie będziemy jednocześnie powtarzać, wciąż i wciąż, że to wyłącznie wina sprawcy.

          Lubię to

        • Szpro, błagam. Gdyby siedział na mnie próbujący mnie zgwałcić facet, to mnie nie ochroni czyjekolwiek przekonanie, w tym moje własne, że gwałt to jego wina, nie ochronią mnie statystyki, tylko ochroni mnie umiejętność zrzucania z siebie napastnika.

          Samoobrona przydaje się w przypadku napadów? A GWAŁT TO NIBY CO TO JEST? Kolacja przy świecach?

          Lubię to

  30. Gwałtowi bliżej do kolacji przy świecach?
    Serio?
    Dlaczego was oburza ostrzeganie przed zagrożeniami. Gwałciciel jest winien gwałtu, ale ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie widzicie sensu w ostrzeganiu i w radach jak się zachować, a nie oburza was przypomnienie, żeby przed wyjściem z domu zamknąć drzwi i okna, bo ktoś się moze włamać i was okraść.

    I dam sobie łeb uciąć, że kobiety zgwałcone, bez względu na to, czy napastnika znały, czy nie, mają W DUPIE statystyki, którymi się tak posiłkujecie, tylko żałują, że nie umiały pierdolnąć typa w krocze.

    Lubię to

    • Bo, jak już tu wielokrotnie pisałam, gwałt to nie jest kradzież. Inna charakterystyka sprawcy, inny poziom krzywdy dla ofiary, wreszcie – inaczej patrzy się na ofiarę kradzieży, a inaczej gwałtu.

      Lubię to

    • @gabrielle, a dlaczego nie porównujesz gwałtu np. do tortur tylko do kradzieży? Poprzez gwałt nie kradnie się cudzego ciała. Nawet jakby kogoś uśpiono i wycięto nerkę to też co innego niż kradzież.

      Lubię to

    • Odniosę się tylko do tekst o statystykach w dupie. Tak piszą ludzie, którzy nie rozumieją statystyki lub nie wiedzą, do czego ona służy. Statystyka nie ma sensu w odniesieniu do jednostkowych przypadków, ale nadaje się świetnie do określenia, co jest istotą problemu w skali społeczeństwa. W tym wypadku statystyki mówią, że skupiasz się na wyjątkach, bagatelizując prawdziwe zagrożenia.

      Lubię to

  31. A mozna wiedziec jak zdefiniowano „ofiara znala sprawce”?

    Bo jesli zgwalcil kogos pierwszy raz w zyciu widziany na imprezie facet „Ryszard Kowalski jezdem!” to ofiara niewatpliwie „zna sprawce” w znaczeniu „potrafi go wskazac” ale jak sie to ma do zdroworozsadkowych zasad nie wychodzenia z paroma promilami alkoholu we krwi z nieznanym osobniikiem? Czy jesli na druga randke pojedziemy do lasu to wszystko OK, no ja tego Ziutka juz znam i wskaze?

    IMHO zachodzi roznica pomiedzy zdecydowanie trudnymi do unikniecia bez przerobienia mozgow gwalcicieli gwaltami w rodzinie, szkole, pracy przez wojow, kuzynow czy wlasnych partnerow a gwaltami potecjalnie mozliwymi do uniknioecia.

    BTW, jak reagujecie na obrazoburcze stwierdzenia ze mimo zielonego swiatla i pasow nalezy sie rozejrzec zanim sie wbiegnie na jezdnie? Bo rozumiem ze rozgladanie sie zdejmuje wine z kierowcow piratow, zacheca bucow do przejezdzania na czerwonym swietle no i do noczego dobrego nie prowadzi nie mowiac o tym ze jest obrazliwe dla ofiar ktore to zostaly na owych pasach rozwalcowane. Rozumiem ze kiedys dotrzemy do drogowej nirwany gdzie nie bedzie piratow ani pijanych kierowcow, podobnie jak wygina gwalciciele jesli tylko bedziemy powtarzac „nie gwalc” dostatecznie czesto, ale czy macie ochote zderzyc swoje przekonania z maska samochodu albo z ciemnym typem w parku?

    Bo jakos tak nie za bardzo…

    BTW, jestem facetem. Nie gwalce i nie rozjezdzam.

    Lubię to

    • Kolejny.
      Linkowałam raport, jest w nim, że chodzi o sprawców bliskich ofierze: mężów, braci, kuzynów.
      Nie wiem, czemu masz trudności ze zrozumieniem, że skoro ty nie gwałcisz, nie oznacza to, że nie robią tego inni.

      Lubię to

      • Moze i linkowalas ale ja mam klopoty z odczytaniem:
        http://www.feminoteka.pl/downloads/raport2011www.pdf‎
        „Podany w zapytaniu URL nie został odnaleziony na tym serwerze”

        Co oznacza ze moze nie tylko ja ale i byc moze cale stada komcionaltow na oczy owego raportu nie widzialy, liczby ot tak sobie fruwaja w przestrzeni bez zdefiniowania slow. Rzuc okiem na statystyki:
        http://en.wikipedia.org/wiki/Rape_statistics#Rape_statistics_by_country

        Szczegolnie zwroc uwage na kolosalne roznice pomiedzy Polska a takimi znanymi z meskiego szowinizmu i zdziczenia krajami jak Szwecja i Norwegia. Liczba zgloszen gwaltow ciagle tam rosnie. Jakim cudem skoro narracje pewnie maja tam prawidlowa? Gwalca glownie nie podatni na antygwalceniowe zaklecia imigranci?
        A moze poza zwiekszaniem liczby reportowanych gwaltow apele „nie gwalc!” mozna sobie o kant d…y rozbic?

        BTW, ja wlasnie nie mam klopotow ze zrozumieniem ze nawet jesli ja nie zabijam to istnieja mordercy ale co niektorym wydaje sie ze jak sie mowi „nie wlaz na pasy bez rozgladania sie” to od razu klasyfikuje to nas jako jesli nie pirata drogowego to przynajmniej sympatyzujacego z piratami. Co jest dla mnie pomyslem dziwnym.

        Lubię to

        • „Liczba zgloszen gwaltow ciagle tam rosnie. Jakim cudem skoro narracje pewnie maja tam prawidlowa? Gwalca glownie nie podatni na antygwalceniowe zaklecia imigranci?”

          To, że liczba zgłoszeń gwałtów rośnie może znaczyć tyle, że uświadomione kobiety nie wstydzą się dochodzić sprawiedliwości. Np. u nas kobieta zgwałcona przez partnera często nie wie, że może to zgłosić jako gwałt, a zresztą jest jej też głupio, że ktoś bliski jej to zrobił, bo usłyszy, że „sama sobie takiego faceta wybrała to ma za swoje”.

          Lubię to

        • Imigranci w Szwecji to byloby jakies 10% spoleczenstwa. Gwalca Szwedki we wlasnych domach (jak wiadomo bezrobotni imigranci maja super kontakty z miejscowymi kobietami) czy tez niekoniecznie znajace szwedzki imigrantki zgalaszaja sie na policje z czestoscia Szwedek?
          BTW, czytalas moze o gwaltach emigranta nijakiego Assange?

          A w tym dzialajacym linku to gdzie dokladnie masz 10% nieznanych sprawcow i jak sa oni zdefiniowani? Skoro powolujemy sie na jakies dokumenty to warto podawac przy 260 stronach to prosilbym o dokladne okreslenie gdzie to jest bo inaczej jest to dalej odsylanie na Berdyczow. Proste wyszukiwanie 10% albo „niezna” niczego takiego nie znajduja. Poza fajnymi slupkami pokazujacymi jak to w gazetach przedstawiano gwalty.

          Aby nie bylo watpliwosci: sa w wiki statystyki z innych miejsc wykazujace owe 10% nieznanych sprawcow (Australia, UK). Definicji nieznancow brak. Chodzi mi jednak jedynie o top ze 10% nieznanych sprawcow w PLu zostalo najwidoczniej lykniete szybciej niz tyba przez mlode pelikany. Gdzie to mozna znalesc?

          Lubię to

        • Nie zostało łyknięte. Nawet na pl.wiki jest odnośnik do raportu „Dość Milczenia”.

          Edit: i nie, nie odsyłam cię na Berdyczów. Po prostu nie chce ci się pogooglać za powszechnie dostępnymi danymi, a ja nie mam czasu edukować, jak znaleźć raport o przestępstwach seksualnych jakiegoś randomowego komcionauty.

          Lubię to

        • Jeszcze jeden kwiatek z w/w strony w wiki (Przemoc seksulana):
          „””
          W 80% przypadków przemocy seksualnej dokonuje osoba znana ofierze, w 99,15% jest to mężczyzna[13]
          „””
          Linkuje to do tego tekstu:
          http://www.policja.pl/pol/aktualnosci/1363,dok.html (to akurat jest raport policyjny)

          W ktorym tradycyjnie ani mru mru o 80 czy 90%. Po prostu nie ma takiej statystyki na tej stronie, wiec albo wikipedysta szedl na przewal i napisal nie poparty niczym „fakt”, albo w dziwny sposob strona policyjnego raportu sie zmienila.

          Jest za to inna startystyka:
          Spośród 1.987 przestępstw zgwałcenia – w wybranych miejscach dokonano:
          • 16 w restauracjach, pubach, barach
          • 348 w domach jednorodzinnych
          • 569 w budynkach wielorodzinnych
          • 8 w domkach letniskowych
          • 16 w domach dziecka
          • 23 w motelach, zajazdach
          • 11 na boisku sportowym
          • 15 w altankach działkowych, ogrodzie
          • 51 w parku, na skwerze
          • 21 w szkole (w tym 19 w podstawowej i gimnazjum)
          • 64 w samochodzie
          • 35 na szlaku turystycznym, ścieżce rekreacyjnej
          • 205 na ulicy
          • 8 szpital, sanatorium, 5 – przychodnia lekarska
          • 34 w komórce, piwnicy, na strychu
          • 131 w lesie
          • 54 na polu, łące
          • 8 na obszarze zbiornika wodnego, rzeki

          Pododawaj sobie gwalty w lasach, parkach, polach, strychach i ulicach, a nastepnie zastanow czy czy 400+ gwaltow w porownaniu z 900+ domatorskich nie zasluguje na uwage. I czy to azaliz na pewno napaleni malzonkowie i partnerzy wywoza kobiety do lasu albo rzucaja o glebe na ulicy aby je tam gwalcic. Niektorzy pewnie tak, ale cos mi sie zdaje ze maja lepsze miejsca.

          Jak tam, dalej uwazasz ze nie warto mowic ze lasy, parki i ciemne ulice sa niebezpieczne bo to taki margines wszystkich przestepstw jest?

          Lubię to

        • Wychodzi na to, że jest podział na 20 kontra 80. Czyli niekoniecznie 10, ale nadal przytłaczająco. Co nie zmienia mojej prywatnej opinii, że kultura nie namawia do gwałtu, ale przeciwnie – powstrzymuje większość mężczyzn od gwałcenia (vide tekst o tym , że trzeba syna wychować i nauczyć postępowania z kobietami, by ich odruchowo lub przypadkiem nie zgwałcił). Samiście się wkopali :) Po prostu Ci co nie gwałcą, zostali nauczeni w dzieciństwie, że ciało każdego człowieka to nienaruszalna świętość. Reszta nie została nauczona, to mamy to co mamy.

          Możecie sobie mnie linczować do woli, jestem przyzwczajona :)

          Lubię to

        • @lavinka
          Nie do końca tak jednak jest – to znaczy, generalnie masz rację, ale chciałabym też zwrócic uwagę, że to, że zostali nauczeni żeby jednak nie gwałcić, wynika między innymi z takich działań, jak autorki tego bloga, a poza tym, postrzegają gwałt jako zły chyba bardziej przez pryyzmat przemocy i agresji towarzyszącej mu, a nie samego gwałtu. Więc traktują to bardziej jako przekaz „nie bądź agresywny w stosunku do kobiet”. Jest jednak jeszcze drugi aspekt naszej kultury. Przede wszystkim środowisko naciska chłopców na to, że pod względem seksualnym powinni mieć nastawienie zdobywcze, a nie „dialogowo-relacyjne”. Teoretycznie wiedzą, że powinni nie gwałcić, niemniej jednak zwykle jeżeli już to zrobią, to zwykle nie poczuwają się do odpowiedzialności moralnej, jeżeli nie doszło z ich strony do kojarzących się z gwałtem aktów przemocy. Wielu z nich nie widzi lub nie chce widzieć możliwości postawienia siebie w roli ofiary gwałtu i wczucia się w jej sytuację, przez co nie myśli empatycznie. Do wykształcenia osobowości gwałciciciela skłania mężczyzn także między innymi wysokie wymagania odnośnie „prawdziwej męskości”: przynajmniej wśród tych osób które znałam, pojawiały się myśli, że skoro i tak nie są w stanie dać kobiecie tego, czego potrzebuje, tak, żeby poszła z nmi do łóżka dobrowolnie, to – połączeniu z wynikającą z tego poczucia frustracją i mizoginią – zaczynają fantazjować o zrobieniu tego na siłę. Wiem, upraszczam, tylko tak piszę

          Nie chcę sugerować, że kultura w ogólności sprzyja gwałtom i zachęca do nich osoby bez takich skłonności – bardziej to, że kultura daje mężczyznom sprzeczny przekaz, przez co osoby z takimi skłonnościami mogą jednak pójść w stronę akceptacji.

          Rozumienie jednak męskości jednowymiarowo przez pryzmat agresywnej seksualności idzie jednak za daleko jak dla mnie.

          Lubię to

  32. Nie tym tonem, bo polecisz.

    To właśnie napisałam: że na wiki jest link do raportu feminoteki. Jaka pl wiki jest taka jest, ale widać uznali źródło za wystarczająco ency. W którym to raporcie jest z kolei odnośnik do badań Izdebskiego dla OBOPu z 2005 (ale kto by tego poszukał, prawda? najlepiej przyjść do feministki i poprosić wszystko na tacy), niedostępnym w sieci. W zakładce „źródła” na moim blogu znajdziesz z kolei statystyki policyjne o portrecie przestępcy seksualnego, które, nie do wiary, potwierdzają te 80% (nie 90% – ten odsetek dotyczy raczej niestety przestępstw na nieletnich, ale tacy jak wy pewnie ich skierujecie i tak na krav magę).

    I nawet nie próbuj się odezwać w temacie wiarygodności opracowań policji, bo już rzygam dyskusją z tymi niby nie obwiniającymi ofiar, ale.

    Lubię to

  33. @Szprota

    Nie wiem na ile się zgadzasz z różnymi częściami linkowanego raportu i nie wiem czy każdy jego kawałek akurat przeczytałaś… ale jeśli czytałaś, to jestem ciekaw twojej opinii o chwaleniu przez raport inicjatywy uczenia kobiet samoobrony i asertywności. Myślę, że autorkom raportu trudno zarzucić bycie mizoginkami…

    Lubię to

    • Mam wrażenie, że w odróżnieniu od ostatnich komcionautów nie tworzą w raporcie złudzenia, że tylko samoobrona może pomóc w przypadku gwałtu. A asertywność przydaje się ogólnie w życiu. Niemniej – wolę się skupić na tych kobietach, bo jest ich większość, których nie stać ekonomicznie bądź czasowo na luksus kursów tego czy owego.

      Lubię to

  34. Gwałt jest czymś tak paskudnym, że nie rozumiem jak ktokolwiek może próbować go usprawiedliwiać. Jak trzeba mieć spaczony umysł, żeby uważać, ze kusa spódniczka i nadmiar alkoholu zrobi z porządnego faceta bestię, zboczeńca, oprawcę. Nie wierzę, po prostu nie wierzę. Trzeba mieć popapraną mentalność, żeby chcieć uprawiać seks z kimś, kto tego nie chce, waha się, lub nie wie, bo jest nieprzytomny. Ale równie mocno popapranym trzeba być, żeby kogoś takiego bronić, usprawiedliwiać, zrzucać winę na ofiarę. Temat niestety wciąż aktualny, mam nadzieję, że wreszcie doczekamy się momentu, w którym gwałciciel nie będzie miał prawa do obrony i nie będziemy musieli nikomu powtarzać „nie daj się zgwałcić” i żadni politycy nie będę mówili o prowokacyjnym zachowaniu dziewcząt (czyt. mój wpis http://izatyminska.blog.pl/2013/05/22/nie-gwalc-zamiast-nie-daj-sie-zgwalcic/ ) a hasło „nie gwałć” będzie obowiązywało niezależnie od okoliczności i nie strój będzie się liczył, a męska przyzwoitość (czyt. wpis http://izatyminska.blog.pl/2013/10/29/nieprzyzwoity-stroj-czy-nieprzyzwoite-zachowanie/ )

    Lubię to

  35. Gwałt zawsze jest gwałtem (ZŁO). Czy to będzie morderstwo, czy napad czy w końcu gwałt jako napad na tle seksualnym. Tylko nie mylmy dwóch systemów walutowych.
    Wszelkie teksty pt. „bo za krótka spódniczka”, „bo się tak patrzyła jakby mówiła – chcę”, „bo poszła tam gdzie gwałcą” czy inne tego typu są wyłącznie wypowiedziami post factum mającymi na celu pomóc w uniknięciu odpowiedzialności. A nie jest to w żadnym wypadku wskazaniem przyczyny gwałtu (takiego czy innego). Krytyka tego typu wypowiedzi, jako usprawiedliwianie się sprawcy jest nieskuteczna. Próba walki z gwałtami czy też z błędnymi opiniami co do ich przyczyn za pomocą wadliwych argumentów jest błędna, bo otwiera furtkę do interpretacji, w miejscu gdzie jej nie ma.

    Pozdrawiam

    Lubię to

    • Ok. Facet powiedzial ze „twierdzenie, ze jesli gwaltu nie da sie uniknac, to trzeba sie nim cieszyc” jest glupie/absurdalne itd. Co w tym zlego? Rozumiem ze dostaje mu sie za to, ze po prostu jest facetem?

      Lubię to

        • No…. facet wyraził się niezręcznie i jestem pewien że jest 100 innych powodów, żeby mieć do niego pretensje (np. o to, że jego podwładni regularnie olewają sprawę gwałtu). Ale z jego wypowiedzi wynika, że zakłada on, że gwałt jest czymś bezdyskusyjnie złym i jasne jest ze trzeba z nim walczyć. Cytuję z pamięci: (jego odpowiedź na sugestie, że skoro w Indiach mimo wysiłków nie udaje się zwalczyć hazardu, to może lepiej go zalegalizować i cieszyć się zyskami) „Mówić, że jeśli nie udaje się egzekwować zakazu hazardu, to powinniśmy go zalegalizować i czerpać z niego zyski, to tak jakby powiedzieć, że skoro nie da się uniknąć gwałtu, to trzeba z niego czerpać przyjemność”.

          Lubię to

        • Też uważam, że porównywanie gwałtu do hazardu jest niezręczne (choć tyle razy w dyskusji już wszyscy porównywali gwałt albo do kradzieży torebki, albo do kolacji przy świecach, ze się można było przyzwyczaić…). Tak czy siak – z całego zdania w kontekście wynika, że dla niego jasne jest, że gwałt jest zły i trzeba go ścigać (na tyle jasne, że może tego użyć jako przykładu). Choć jak napisałem, mam niejasne podejrzenie, ze gdyby jego koledzy z pracy nieco bardziej się starali, to jednak „dałoby się” uniknąć gwałtów.

          Natomiast reakcja komcionautów na „codzienniku” pod informacją o jego wypowiedzi była.. hmm… ciekawa :P Jak się okazało, że to kawałek zdania wyrwany z kontekstu i wcale facet nie pochwala gwałtów, to się ludzie zaczęli oburzać na to, że w ogóle w takim kontekście o gwałtach wspomina. Sprawia to troszkę wrażenie, jakby raz pobudzone oburzenie za wszelką cenę szukało pretekstu żeby znaleźć ujście :P

          Lubię to

  36. No, brzmi fatalnie. Tu cały wiadomość na TVN24 do której linkuje „codziennik”:

    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/jesli-nie-mozna-zapobiec-gwaltowi-trzeba-sie-nim-cieszyc,371223.html

    Bardzo możliwe, że w oryginalnym języku jego wypowiedź jest mniej jednoznaczna niż w języku Polskim, może to też było przyczyną zamieszania. A może faktycznie ktoś wyrwał połowę jego zdania z kontekstu i tak się zaczęło. Tak czy siak – warto przy okazji zdać sobie sprawę że wiele „śmiesznych” dowcipów o gwałcie które opowiadamy w Polsce mówi dokładnie to samo: że gwałt to strasznie fajna rzecz dla ofiary. Może to rozdmuchane zamieszanie z indyjskim policjantem uświadomi to Polskim kawalarzom, będzie chcociaż z zamieszania pożytek :/

    Lubię to

  37. A ja jestem przeciw wypadkom drogowym. Wypadki sa bardzo frustrujace. Oraz niebezpieczne.
    ……………
    Nawet nie wspomne ze na Yukonie jest za duzo sniegu, na Saharze za duzo piasku, a w dyskotece muzyka za glosna.

    Lubię to

    • Psychologowie zajmujący się rodziną mówią o deficycie przytulania dzieci, które potem…

      – Przepraszam, ale nie chcę tego słuchać. Którzy psychologowie? Oczywiście, już bardzo stare badania Harry’ego Harlowa pokazały, że noworodki małp wolą się przytulać do matek puchatych niż do matek drucianych, chociaż to te druciane je karmiły. Dzieci też lubią być przytulane, co nie znaczy, że deprywacja czy deficyt takiego kontaktu automatycznie czyni te dzieciaki podatnymi na różne pedofilskie gesto-głaski. To kolejna próba usprawiedliwiania sprawców i obwiniania ofiar.

      http://wyborcza.pl/magazyn/1,134729,14960204,Michalikow_jest_mnostwo__nie_tylko_w_sutannach.html

      Lubię to

  38. Najlepsze jest to, że spotkałam ostatnio gościa, dla którego nawet niewyzywający ubiór jest sygnałem, że może kobieta chce byc zgwałcona. A konkretnie stwierdził na mój temat, że skoro ubieram się jak się ubieram, tzn. ubieram się, gdy chodzę do pracy byle jak i po „męsku” (żadnych obcasów, dekoltów, spódniczek), tzn. że pewnie mnie nikt nie rucha (bo kto by wyruchał kogoś tak ubranego), więc na pewno brakuje mi seksu, ergo pewnie wcale nie miałabym nic przeciwko gwałtowi (dokładnie tak stwierdził).
    Jak widac, problem tkwi nie w prowokowaniu, tylko w tym, że dla niektórych facetów zawsze znajdzie się przyczyna, aby stwierdzic, że kobieta jest na TAK. Ubiera się wyzywająco? Chce seksu. Ubiera się jak wycieruch? Chce seksu.

    Lubię to

  39. @Szprota

    Jak już napisałem parę postów temu o poczuciu humoru, to chciałem spytać: co sądzisz o teledysku do „My Słowianie” Donatana? Bo Wyborcza właśnie napisała że to „inteligentna parodia, a jak ktoś bierze ją na poważnie – to jeszcze śmieszniej”. No i wychodzi na to że jednak brakuje mi poczucia humoru :/

    Lubię to

      • No ale ponoć klip jest „ironiczny”, więc nie można brać seksistowskiego przesłania na serio :/ I wujek Google mówi że w Polskim internecie nikt się na klip nie oburza, więc może to jednak zabawne… Więc obejrzyj! ^_^

        Lubię to

    • Mam podejrzenie, ze wiekszosc ogladajacych ten klip nie poznalaby ironi, nawet gdyby im naplula w twarz. I tez najpierw sobie pomyslalem tak jak Ty, ze Donatan tutaj ironicznie epatuje przegieta forma seksizmu. Ale dokladnie te same seksistowskie ujecia sa w jego wczesniejszym teledysku („Nie lubimy robic”). Jakos trudno mi uwierzyc ze tam tez ironicznie je dodal, zwlaszcza ze tam nie epatowano tym az tak wyraznie: ot, jedynie dorzucono troche cyckow i zachowan kobiety majacych sie koajrzyc ze stosunkiem seksualnym. Ale jak napisalem – moje poczucie humoru jest troche skrzywione jak chodzi o rozerotyzowane kobiety, wiec ciekaw bylem opini innych forumowiczow :) Wiec dzieki ze odpisalas!

      Lubię to

    • Mnie wydaje się, że różnicy nie ma, ale słowa „winna” używa się częściej w negatywnym kontekście, a „odpowiedzialna” w neutralnym. Na przykład „Janina jest winna przestępstwa” i „Janina odpowiada za przestępstwo” znaczą to samo ale już „Janina odpowiada za utrzymanie dziecka” ma sens a „Janina jest winna utrzymywać dziecko” bardzo rzadko się używa.

      Lubię to

  40. @ Julia
    Proponowalbym popracowac nad tym rozroznieniem. Znam angieskojezyczne forum, jak to nazywam „dla kobiet na skraju zalamania nerwowego”, gdzie jest wiele dziewczyn-ofiar gwaltu. Zauwazylem ze to rozroznienie jest dla nich bardzo wazne.

    Lubię to

    • Hola, hola. Według mojej wiedzy (i doświadczeń), primo – to dzięki demonicznym feministkom ten temat w ogóle zaczął docierać do masowej świadomości; secundo – to męska część komentatorów bryluje zazwyczaj w negowaniu tematu (czego jeden z przykładów mamy na linkowanej stronie), a z drugiej strony pretensjami, że wszyscy ignorują zjawisko.
      Skąd więc to „nawet”?

      Lubię to

      • To „nawet” stąd , że w powyższej dyskusji (ze strony – jak sądzę – osób poczuwających się do bycia feministkami/feministami) padły stwierdzenia, że gwałceni mężczyźni to nieistotny margines, coś, o czym feministki nie chcą dyskutować, odwracanie kota ogonem , a poza tym to przecież geje gwałcą innych gejów itd…

        Lubię to

        • Nie wydaje mi się, żeby którakolwiek z poważnych dyskutantek użyła słowa „nieistotny” (choć mogę się mylić, komentarzy jest, ile jest), natomiast nie sposób podważyć chyba stwierdzenia, że jest to nadal o wiele bardziej *marginalne* zjawisko, niż wobec płci żeńskiej. Nie umniejsza to oczywiście wagi problemu, ale kiedy pod artykułem o skali problemu przemocy seksualnej wobec kobiet widzę niefrasobliwe utyskiwania typu „tekst stronniczy, a co z cierpiącymi facetami”, coś wydaje się być ewidentnie nie na miejscu.

          Lubię to

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s