Dwadzieścia lat temu jest dziś

…w 1993 roku miałam szesnaście lat, milion pryszczy, tyleż kompleksów i nadwagę. Uznawszy, że nie zawojuję świata urodą, pogrążyłam się w otchłani ciężkiej muzyki rockowej i intensywnego śledzenia ówczesnej sceny politycznej. Z ojcem, wówczas borykającym się z paroksyzmami raczkującego polskiego kapitalizmu (i nie kryjącym szarpiących nim negatywnych emocji wobec konieczności rozwiązania spółdzielni, w której działał i miał się dobrze przez wiele lat) czytaliśmy więc Przeglądy, Nie, Politykę, wczesne Wprost i oczywiście Wyborczą. Był to wiek, w którym człowiekowi generalnie kształtują się poglądy. Moje, siłą rzeczy, były niechętne Balcerowiczowi, jeśli chodzi o kwestie ekonomiczne i racjonalistyczno-liberalne, jeśli chodzi o kwestie społeczne. W tym czasie utwierdziłam się w swoim ateizmie, sceptycyzmie wobec konieczności pozostawienia po sobie potomstwa i pewności, że kobiety w tym kraju mają dość silnie przesrane.

Dość więc dobrze pamiętam debatę towarzyszącą zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Powtórzę kilkukrotnie w różnych miejscach serwowaną już refleksję: na moich oczach fraza „życie poczęte” z cytowanej żartobliwie lub wręcz ironicznie stawała się przezroczysta. Kobiety z pokolenia mojej babci mówiły spokojnie „wpadłam, miałam skrobankę”; kobiety z mojego pokolenia mówiły „jestem przeciwna zabijaniu życia poczętego”.

Temat, jak wiemy – wraca, jakoś tak, nieprawdaż, cichutko, dyskretnie i tylnymi drzwiami. Nie było debaty – ot, zebrało się kilkunastu kolesi od prawa (w tym jedna kobieta; dwie, jeśli doliczyć sekretarz komisji kodyfikacyjnej) i uradziło, w dużym skrócie, że jeśli kobieta poroni w późnej ciąży, to poniesie karę, a jeśli zdecyduje się na aborcję we wczesnej, to wprawdzie nie, ale już my jej utrudnimy decyzję.

Pardon, nie w ciąży, tylko w stanie oczekiwania na narodziny dziecka poczętego. Gdyż ciąża nie jest już, według Zolla i jego koleżków, ciążą, lecz właśnie przechowywaniem dziecka poczętego. Furda, że nie ma czegoś takiego, jak moment poczęcia, furda, że z płodu może rozwinąć się kilka innych rzeczy niż ludzkie dziecko – co nam tu biologia będzie mieszać. Kobieta ma rodzić.

Skutkiem ubocznym wprowadzenia w życie tych propozycji będzie jeszcze mniejsza dostępność badań prenatalnych – z uwagi na ryzyko uszkodzenia płodu podczas tych badań lekarze będą ich odmawiać. Nie będzie można ustalić, czy ciąża stanowi zagrożenie dla życia matki. Tym samym więcej kobiet będzie rodzić dzieci martwe lub kalekie. Lub umierać przy porodzie.

Zaznaczam dla porządku, że zapis o dopuszczalności przerywania ciąży do 12 tygodnia, gdy jest ona wynikiem czynu zabronionego zostaje – ale przy tak przedefiniowanym zjawisku spodziewam się zwiększonej, a przecież i tak już niemałej, presji społecznej, by nie usuwać. Ostatecznie, tak jak dotychczas, odłożyć jakąś sumkę i wyjechać – o ile jest się w stanie odłożyć. Dziewczynie z małego miasteczka, której chłopak zwinął żagle na wieść o ciąży może nie być, delikatnie mówiąc, z tym najłatwiej.

Jakiekolwiek zaostrzanie ustawy godzi przede wszystkim w status kobiet niezamożnych. To one zostaną w małej społeczności, narażone na ostracyzm towarzyski, pogardę rodziny i marną pracę. To one najpierw będą się wstydziły pójść do ginekologa, a potem do apteki. To one nie odłożą pieniędzy, by wyjechać na zabieg. I jakkolwiek w dużych miastach też mamy samotne matki z marną pracą, przecież jednak mają o tę jedną rzecz więcej: anonimowość. Mogą przynajmniej pojechać do lekarza w innej dzielnicy, a sąsiedzi zainteresują się nimi raczej dopiero, gdy zaczną rażąco zaniedbywać dzieci.

Zauważam silną dychotomię, jaka pojawia się w debacie na temat praw reprodukcyjnych. Ilekroć mówi się o aborcji na żądanie, pojawiają się głosy, że przecież zamiast aborcji można edukować, skąd się biorą dzieci i zapewniać powszechną, łatwo dostępną antykoncepcję. Podkreślam z całą mocą: nigdy nie mówimy o aborcji zamiast antykoncepcji. Nie dlatego, że tak strasznie nam krzyczą usuwane blastocysty, lecz dlatego, że zależy nam, by decyzja o reprodukcji należała wyłącznie do bezpośrednio zainteresowanych, bez technicznych przeszkód jak: cena tabletki, dostępność nieprzeterminowanych prezerwatyw czy konieczność wyjęcia sobie kilkunastu godzin z życiorysu na zabieg. Ale w przypadku gdy antykoncepcja zawiedzie – lub zawiedzie ten, kto miał być ojcem – kobieta powinna móc rozstrzygnąć sama, zaś państwo powinno ją wesprzeć w każdej z jej decyzji.

Ostatecznie, nawet z największym wsparciem, to ona poniesie ich konsekwencje.

Advertisements

52 uwagi do wpisu “Dwadzieścia lat temu jest dziś

  1. „w dużym skrócie, że jeśli kobieta poroni w późnej ciąży, to poniesie karę,”

    Zakładam, że celowo przesadzasz, bo _jednak_ w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej będącej państwem prawa nie jest to możliwe. Celem akcji jest umożliwienie karanie kobiety za świadomą aborcję – w praktyce, strzelam, kilkuset (bliżej 200 niż 900) przypadków rocznie, a podstawą jest (piszę całkowicie bez sarkazmu) chęć zbawienia swej duszy przez Zolla i „kilku kolesi” przez symboliczny gest, jakim jest sama próba prowadzenia tej zmiany, która, jak zapewnił ktośtam z rządu, nie ma szans na wejście w życie. Jest to tylko masturbacja kilku katolików – nie ma sensu nad tym poważnie dyskutować.

    Cynicznie i obscenicznie, za co przepraszam, patrząc: ruszenie kompromisu aborcyjnego w pożądaną stronę wymaga (niestety), żeby przez przypadek i ku zaskoczeniu samych masturbujących się fanatycznych katolików przeszła i skutkowała kobietami umierającymi przy porodzie – tak jak ostatnio w Irlandii.

    W całej sprawie najciekawsze jest, że Zoll uchodził (przynajmniej takie mam mgliste wrażenie, jak jestem w błędzie to niech ktoś rzuci we mnie zimniokiem) za okolice złotego standardu „bezstronnego eksperta” i autorytetu. Merytokratę. Robi to idealnie jako krytyką na ideologii pozostawiania rządzenia eksportom.

    Lubię to

    • „W całej sprawie najciekawsze jest, że Zoll uchodził (przynajmniej takie mam mgliste wrażenie, jak jestem w błędzie to niech ktoś rzuci we mnie zimniokiem) za okolice złotego standardu “bezstronnego eksperta” i autorytetu. Merytokratę. Robi to idealnie jako krytyką na ideologii pozostawiania rządzenia eksportom.”

      Dla kogo uchodził, dla tego uchodził. On był w składzie Trybunału Konstytucyjnego, kiedy ten uwalał SLD-owską liberalizację ustawy (10 sędziów za uwaleniem w tym Zoll, 2 przeciw)

      Lubię to

  2. „Cynicznie i obscenicznie, za co przepraszam, patrząc: ruszenie kompromisu aborcyjnego w pożądaną stronę wymaga (niestety), żeby przez przypadek i ku zaskoczeniu samych masturbujących się fanatycznych katolików przeszła i skutkowała kobietami umierającymi przy porodzie – tak jak ostatnio w Irlandii.”

    Agata Lamczak nie żyje (o niej wiemy, pewnie jest parę innych) i nic. Za to nakręcono duszaszczypatielnyj film o tej koszykarce lub siatkarce.

    „Zakładam, że celowo przesadzasz, bo _jednak_ w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej będącej państwem prawa nie jest to możliwe. ”

    A kto prokuratorowi zabroni? Nie takie rzeczy im uchodzą na sucho. Za parę lat będzie jak tutaj
    „Przywożone do szpitala kobiety z objawami poronienia – jako potencjalne podejrzane – leżą przykute kajdanami do szpitalnych łóżek. W klinikach działają siatki antyaborcyjnych agentów: lekarze i pielęgniarki donoszą na pacjentki, a specjalne ekipy medycyny sądowej badają „macicę jako miejsce zbrodni”. http://swiat.newsweek.pl/latynoskie-pieklo-kobiet,11357,1,1.html

    Poczytaj http://wyborcza.pl/1,76842,15147723,Prof__Zoll__Nie_boje_sie_odgrzania_aborcyjnego_sporu.html

    Lubię to

  3. „Agata Lamczak nie żyje (o niej wiemy, pewnie jest parę innych) i nic. ”
    Łatwo można zepchnąć na zaniedbanie lekarzy i bronić obecnego kompromisu, gdzie czasami pojawiają się „błędy i wypaczenia” – sam system jest trudniej zaatakować.\

    „A kto prokuratorowi zabroni? ”
    Definicja przestępstwa? Tam chyba jest coś o zamiarze popełnienia.

    „Poczytaj (Zolla)”
    No właśnie trochę do tego zmierzam, żeby nie czytać, bo to jest granie w ich grę na ich podwórku.

    Lubię to

  4. 1. Nowa notka, yuppie! ^_^

    2. Robert Pyzel już zalinkował powyżej do wywiadu z prof. Zollem, w którym tłumaczy on jasno, że a) nie ma mowy o karaniu kobiet które ronią, a jedynie kobiet które umyślnie pozbawiły swoich dzieci życia i b) w projekcie chodzi zwiększenie odpowiedzialności prawnej lekarzy prowadzących ciąże i poród – a więc o poprawę sytuacji kobiet w ciąży i ich dzieci. NIEPOSŁANIE na badania prenatalne może być błędem sztuce i wtedy za nieposłanie będzie lekarz odpowiadał. Więc nowe prawo wcale nie oznacza automatycznie zmniejszonej częstotliwości badań prenatalnych.

    3. To jedynie projekt jakiejś grupki ludzi, jestem pewien że rząd nie zaryzykuje brania tego projektu na serio, bo to by było wbrew całej dotychczasowej linii rządu.

    Lubię to

  5. @Gronkowiec:

    Wszystkie tego typu projekty kończyły się tym, że kobiety u których zdarzyło się poronienie były traktowane jak podejrzane o zabójstwo.

    Dlaczego w tym wypadku miałoby być inaczej?

    Lubię to

    • Eeee… bo Polska to nie Nicaragua? Nie wyobrażasz sobie chyba ze na serio każdą ciężarną, która poroni, będą lekarze zakuwać w kajdanki? Przecież lekarze mają trochę rozsądku… To wszystko to tylko kwestia tego, jaką praktykę się dookoła prawa stworzy. Pomyśl choćby o tym, że nasze tak nielubiane przez lobby pro-choice prawo aborcyjne jest bardzo podobne do prawa w Wielkiej Brytanii, którą z kolei pro-choice’owcy sie zachwycają. Prawo podobne – tylko praktyka inna.

      Lubię to

      • ” Prawo podobne – tylko praktyka inna.”

        Sam sobie odpowiadasz, doświadczenie i historia pokazują, że Bolandzie bliżej Nikaragui czy Irlandii niż UK i poronienie skończy się przesłuchiwaniem przez prokuratora.

        ” Pomyśl choćby o tym, że nasze tak nielubiane przez lobby pro-choice prawo aborcyjne jest bardzo podobne do prawa w Wielkiej Brytanii,…..”

        It’s the little differences. I mean, they got the same shit over there that we got here, but it’s just…it’s just, there it’s a little different.
        Znajdź te różnice.

        Lubię to

        • Ale wiesz, że to dyskusja czysto akademicka, bo tego projektu nikt nie ma zamiaru wprowadzać w życie, a Tusk prędzej sobie rękę utnie niż coś takiego przepuści?

          Lubię to

        • Szprota, Robert –

          Tusk przecież regularnie podkreśla, że „kompromisu aborcyjnego nie wolno tykać”. Do tego PO ma już tak niskie poparcie, że na pewno nie potrzebuje on kolejnej akcji zniechęcania liberalnych wyborców. Zwłaszcza po tym jak ostanio się musiał użerać z konserwatywnym skrzydłem partii.

          BTW – na serio w tym projekcie wprowadza się termin „dziecko nienarodzone” / ‚dziecko poczęte” ?

          Lubię to

  6. Wewogle to jest postęp: półtora roku temu skandal był, gdy zaostrzenie trafiło do drugiego czytania (i tam przepadło); pół roku temu skandal był już przy pierwszym czytaniu (i w pierwszym odrzucono); teraz skandal bierze się z czegoś, co nawet nie jest projektem rządowym. Nie przesadzasz nieco z porównaniem do 1993, Szproto?

    Lubię to

  7. @cadaver
    „Definicja przestępstwa? Tam chyba jest coś o zamiarze popełnienia.”

    A jak to właściwie jest z „nieumyślnym spowodowaniem śmierci”? Jak mam szczery zamiar po pijaku odpalić fajerwerki, a tylko całkiem przypadkiem zabiję przechodnia, to chyba nadal mi grozi od 2 do 12 za kratkami. A zdaje się, że w takich kategoriach pan Zoll widzi wsiadanie na rower w zaawansowanej ciąży (a z kontekstu wnioskuję, że zapewne również: pójście na basen, wsiadanie za kierownicę samochodu, trzaśnięcie drzwiami przed nosem agresywnego partnera, czy „inne ryzykowne zachowania”, by zacytować pana profesora).

    Lubię to

  8. @JCW, IANAL, ale te nieumyślne spowodowania czy inne zamiary ewentualne, o ile wiem, wynikają ze specjalnych paragrafów, a nie z ogólnej zasady prawnej. Na przykład nie masz czegoś takiego jak nieumyślna kradzież. Jeśli nie masz oddzielnego paragrafu na zrobienie czegoś nieumyślnie, to zamiar jest zawsze niezbędnym elementem zaistnienia przestępstwa.

    Lubię to

    • @rudy013
      Też nie jestem prawnikiem, więc opieram się na cioci Wiki, która podaje, że NSŚ jest występkiem z art 155KK (od 3 m-cy do 5 lat), a dodatkowo że istnieje też art 156KK: „Kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu” (2 do 12 lat w przypadku spowodowania śmierci, choć pewnie brak zamiaru wpływa na złagodzenie). O tym, że zdroworozsądkowe czytanie przepisów nie zwodzi mnie na manowce (czyli że nie wymyślam „nieumyślnego śmignięcia landrynek”) przekonuje mnie prawnik z tytułem profesorskim mówiąc: „Podobnie z innymi ryzykownymi zachowaniami. Ale kobieta, by odpowiadać, musi nie tylko przewidywać skutki, ale też godzić się na nie. Jeśli się godzi, że zaszkodzi dziecku lub poroni – powinna odpowiadać jak za dzieciobójstwo.”
      Jak jeszcze do tego dołożę spostrzeżenie o praktyce, która jeszcze do niedawna sugerowała iż najgroźniejszymi przestępcami da drogach byli rowerzyści na rauszu, to Nikaragua zaczyna nad karkiem dyszeć.

      Lubię to

    • ” Jeśli nie masz oddzielnego paragrafu na zrobienie czegoś nieumyślnie, to zamiar jest zawsze niezbędnym elementem zaistnienia przestępstwa.”
      A zamiary dzielimy na bezpośrednie jak i ewentualne (gdy sprawca nie ma takiej intencji, ale może przewidzieć). Z tego to już łatwo ukręcić bat na ciężarne. (Gammon jak bredzę to popraw)

      Lubię to

  9. Ja bym bardzo chciała, żeby jakiś prawnik przeczytał ze zrozumieniem ten projekt oraz mądrzenie się Zolla i powiedział, jaka praktyka wypłynie z tej teorii.
    Ponieważ dotąd zdrowy rozsądek podpowiadał lekarzom, żeby w państwowych placówkach nie abortować, w szpitalach wyposażonych w kapliczki korzystać z klauzuli sumienia i ogólnie rekomendować bycie dobrą matką Polką chcącym i niechcącym ciąży kobietom (vide: przeciąganie badań i decyzji ponad ustawowy termin dopuszczalnego przerwania ciąży, spychologia, konsultacjomania etc); nie przypuszczam, żeby w świetle proponowanych zmian ten rozsądek miał nagle polegać na życzliwym traktowaniu sytuacji kobiet. Pytanie raczej, ile batów znad tych lekarzy z klauzulą sumienia zdejmie projekt.
    Również patrzyłabym na niego przez pryzmat innych akcji trwających równolegle: gdy pojawił się projekt wyjmujący uszkodzenia płodu z grupy wyjątków umożliwiających legalną aborcję, znamiennym staje się podejście ustawodawcy, lekarzy i NFZ do badań prenatalnych w kierunku diagnostyki wad nieuleczalnych (OIW już teraz bywają lekarze zniechęcający do badań z komentarzem: „a po co to pani, chce pani usuwać?” – tak wiem, anecdata).
    Przy okazji polecam wypowiedź pani posłanki Wróbel, awanturującej się, ze „płód” to termin dehumanizujący i trzeba mówić o „dziecku poczętym” oraz „błogosławionym stanie”.

    Lubię to

  10. czy inne zamiary ewentualne, o ile wiem, wynikają ze specjalnych paragrafów

    Jeśli nie masz (…) zamiar jest zawsze niezbędnym elementem zaistnienia przestępstwa

    Nie widzisz, hm, sprzeczności między tymi dwoma zdaniami?

    Lubię to

    • E… nie? Jeśli nie ma specjalnego paragrafu, to zamiar jest zawsze konieczny. Jeśli jest specjalny paragraf, to nie jest. Dla zabójstwa nie jest.

      BTW. I stand corrected, jeśli chodzi o ten projekt: ponieważ wg niego prawa płodu zdolnego do przeżycia poza organizmem kobiety mają być zrównane z prawami urodzonego dziecka, więc oczywiście wszystkie paragrafy o zamiarze ewentualnym czy nieumyślnym spowodowaniu śmierci będą stosowalne.

      W zasadzie… gdyby były w przepisach konkretne wyłączenia dotyczące ratowania matki oraz konkretna granica, od której płód uznaje się za zdolny i tak dalej – np. siódmy miesiąc – to wyglądałoby to nieco inaczej. Ale z wywiadu z Zollem wynika, że oni w ogóle nie mają bladego pojęcia ani o tym, jaki właściwie przepis chcą wprowadzić, ani wyobraźni, jakie będzie mieć konsekwencje społeczne.

      Lubię to

      • @rudy013
        Rzecz w tym, że zamiar ewentualny jest rodzajem zamiaru, a nie winy nieumyślnej, czy kombinowanej. Czyli nie wymaga obecności żadnej szczególnej klauzuli obok definicji typu przestępstwa. Co sam wiesz.
        A zarazem zamiar ewentualny da się wmówić nawet niewinnemu niemowlęciu. To już taka dziwaczna konstrukcja jest.
        Ja się ogólnie czepiam tylko tych zacytowanych dwóch zdań.

        jeśli chodzi o ten projekt: ponieważ wg niego prawa płodu zdolnego do przeżycia poza organizmem kobiety mają być zrównane z prawami urodzonego dziecka

        Hi hi, ależ mnóstwo ciekawych problemów tu widzę.
        Poczynając od pytania, czy płód niezdolny in concreto do przeżycia poza macicą będzie uznawany za zdolny in genere do przeżycia poza macicą („no bo wprawdzie nie miał mózgu, ale był w 23 tygodniu Stanu Błogosławionego, a w tym wieku wsadzamy Dziecięcia Poczęte do inkubatorów, gdzie mają się świetnie”).
        Kończąc na potrzebie uznania zdolności prawnej płoda od pewnego, niejasno określonego momentu. Ale którego właściwie?

        Lubię to

        • Rzeczywiście, z zamiarem ewentualnym jest gorzej. Nie można nieumyślnie popełnić kradzieży, ale można popełnić przestępstwo, kupując przedmiot, co do którego możemy z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że jest kradziony. Przy czym już przyznałem, że w tym przypadku i tak rozważanie tego nie ma sensu, bo wg propozycji chodziło by o zabójstwo/śmierć jak u urodzonego, a tu mamy wszystkie możliwe przepisy szczegółowe, w tym nieumyślne spowodowanie.

          Taa, problemów tu masa. Ale… przynajmniej ta jedna pobudka, którą Zoll wyraża – żeby tak zmienić KK, żeby lekarze mogli być karani za zaniedbania/błędy w sztuce prowadzące do śmierci późnego płodu – wydaje mi się całkiem sensowna. Tylko jak to zrobić, żeby, hmm, nie wylać matki z kąpielą?

          Moim zdaniem, po pierwsze trzeba by zażądać, żeby jednocześnie był spełniony warunek in concreto (czyli wykluczyć płody ze stwierdzoną wadą uniemożliwiającą przeżycie, dowodzić można w ramach obrony lekarza, oczywiście lekarz musiał o tym wiedzieć uprzednio) i in genero (czyli rozsądna granica wieku). Po drugie, co trudniejsze, jakoś rozsądnie i z góry ulokować prawa matki. W szczególności do zdrowia/życia – to chyba jasne, że skoro ustawa antyaborcyjna w tej chwili stawia te dobra matki wyżej, to i ten przepis musi być spójny. Ale powtarzam, prawnikiem nie jestem, tylko się tego i owego naczytałem, jest pewnie masa szczegółów, w których trudność tkwi głębiej.

          A poza tym uważam, że gruzów Kartaginy lepiej nie ruszać, bo i tak skończy się obrzucaniem gównem i niczym więcej. Że się tak poetycko wyrażę. Jeśli ten projekt rzeczywiście ma mieć na celu poprawienie ochrony dziecka prawie-że-urodzonego, to trzeba to tak sformułować, żeby chronił dokładnie to i nie pchał awantury w inne miejsce, z tym tematem dość luźno związane, takie jak pigułki dzień-po.

          Lubię to

  11. Mnie się wydaje, ale tylko na podstawie wywiadu z Zollem, że istotą tych zmian będzie zrównanie w prawach płodu i człowieka. Niezależnie do tego, czy (i jak) będzie się karać poronienie, w sytuacji zagrożenia zdrowia (życia) ciężarnej, lekarz nie będzie więc zupełnie kryty, jeśli usunie ciążę, ratując kobietę. Nie chodzi nawet o faktyczne ukaranie go, co raczej o konieczność tłumaczenia się przed komisjami, prokuraturą, przedstawiania dokumentacji etc. Więc nie będzie tego robił, zrzuci to na klauzulę sumienia, decyzję ordynatora, kolegę z kolejnego dyżuru. To potencjalnie mnóstwo niepotrzebnego cierpienia i ryzykowanie życiem kobiety.
    No i skoro już ustalimy, że płód jest człowiekiem i ma prawa człowieka, to kiedy zaczyna się płód? To na gruncie deontologicznym prowadzi do całkowitego zakazu aborcji, i oto chodzi katolom (posłanka Wróbel powiedziała to wyraźnie). Skoro na jednej szali mamy życie jednego pełnoprawnego podmiotu, a na drugiej skutki zgwałcenia drugiego pełnoprawnego podmiotu, to co wybierzemy?
    Oni będą nas tak ciągle szantażować. Jedyne wyjście widzę w rozpisaniu referendum, ale nie w sprawie zaostrzenia prawa aborcyjnego, tylko jego znaczącego złagodzenia (przesunięcie terminu legalnej aborcji i dopuszczenie jej z powodów społecznych). Społeczeństwo powinno się wiążąco wypowiedzieć. Tylko kto takie referendum rozpisze?

    Lubię to

    • „No i skoro już ustalimy, że płód jest człowiekiem i ma prawa człowieka, to kiedy zaczyna się płód?”

      -> dokładnie ten problem mamy teraz z noworodkiem. Ustaliliśmy że to człowiek i ma prawa człowieka, ale moment kiedy „zaczyna się” noworodek (przejście przez drogi rodne kobiety? całkowite wyjęcie z ciała kobiety?) jest dość arbitralnie wyznaczony – i właściwie ma wątpliwy sens, bo różnica między dzieckiem po jednej i drugiej stronie dróg rodnych, różnica kilku godzin czy minut, nie jest jakoś wyjątkowo uderzająca….

      Lubię to

  12. Już nie ciąża, nie stan oczekiwania na narodziny dziecka poczętego ale STAN BŁOGOSŁAWIONY. Naprawdę nie daliście się przekonać pani Wróbel, że nazwanie ciąży ciążą wskazuje na fakt, że dziecko ciąży kobiecie czyli jest czymś niepożądanym!? Wstyd…

    Lubię to

      • Toż to nawet w Biblii piszą o tym, że Maria była brzemienna, a nie wydaje mi się aby zamierzeniem autora było wskazanie na fakt, że Jezusek był brzemieniem dla Marii.

        Lubię to

        • Jestem pewien że żaden z piszących biblię (w Grece koine) nie użył słowa „brzemienna”, bo język Polski jeszcze wtedy nie istniał.

          Lubię to

  13. Ale nadal mówimy o terminologii medyczno-prawnej czy o tym, jak czyja koleżanka rozmawia o swojej macicy i jej zawartości? Bo prywatny słownik każdy może mieć jaki życzy, może mówić o brzuchu ciążowym „brzusio”, może i „tobół”, ale w ustawie to ja bym wolała precyzyjne nazewnictwo naukowe tam, gdzie mowa o terminach medycznych. Poezję rzewną można sobie w zakresie osobistym do wypęku, ale jeśli ustawa ma się wzorować językowo na forach e(mo)-mamy, to ja odpadam.

    Lubię to

    • Jasne, prawo powinno posługiwać się językiem prawa – a jeśli tyczy się medycyny, to językiem medycznym. Ale o tym, jaki chcemy by ten język medyczny był, możemy rozmawiać i próbować go przerabiać na naszą modłę. Do „ciąży” nic nie mam, ale np. „pierwiastka” mnie mierzi i nie płakałbym gdyby wyszła z użycia…

      Lubię to

  14. Dobra notka. Przyczepiłabym się tylko do jednego:
    „Ale w przypadku gdy antykoncepcja zawiedzie – lub zawiedzie ten, kto miał być ojcem – kobieta powinna móc rozstrzygnąć sama, zaś państwo powinno ją wesprzeć w każdej z jej decyzji”.
    Jak to asekuracyjnie brzmi. Imho nawet wtedy, jeśli mężczyzna „nie zawiedzie”, kobieta ma święte prawo zrobić z płodem, co zechce, bo to ona jest biologiczną żywicielką.

    Lubię to

    • @szelma, to jest bardzo kiepski, filozoficznie rzecz biorąc, powód. Nie masz pewnie nic przeciwko wtrącaniu się państwa do tego, co rodzice mogą zrobić z noworodkiem, mimo że jest od nich całkowicie zależny. Sens ma rozumowanie odwrotne: że kobieta ma (największe) prawo do decyzji, bo to ona jest zależna od płodu.
      (co swoją drogą prowadzi do wniosku, że 1. w chwili, kiedy wprowadzone zostaną powszechnie symulatory maciczne 2. w chwili, kiedy płód staje się zdolny do życia w inkubatorze cały problem istotnie zmienia swój charakter)

      Lubię to

      • Chyba nie rozumiesz, co znaczy słowo „biologicznie”. Jest duża różnica między biologiczną zależnością, a prawną, finansową i całą resztą. Czytaj ze zrozumieniem. Ten powód jest bardzo dobry.

        Lubię to

        • Ależ noworodek też jest od rodziców zależny biologicznie. Nieco mniej, i technicznie łatwiej jest przekazać go innym, ale zależność pozostaje. I w związku z tym rodzice mają tylko obowiązki, a nie prawa. Mają prawo pozbyć się tej zależności, oddając dziecko do adopcji, ale to jest znacznie mniej niż „robić co się chce”. Bo dobro noworodka jest wartością chronioną. Więc: z tego, że przeżycie dziecka zależne jest od rodziców żadne prawa rodziców nie wynikają, tylko właśnie obowiązki.

          Lubię to

        • (wybacz, że dopiero teraz odpowiadam, przyczyna jest prozaiczna – zapomniałam).
          „Ależ noworodek też jest od rodziców zależny biologicznie”.
          Tak jak sądziłam, nie rozumiesz pojęcia zależności biologicznej. Mam użyć słowa „pasożyt”, abyś w końcu zrozumiał? Noworodek może żywić się poza organizmem matki, oddychać poza organizmem matki – może być karmiony przez kogoś innego, może oddychać sam lub z pomocą maszyny, może się nim zajmować ktokolwiek, kto ma kwalifikacje i ten spokojnie przeżyje. Natomiast będąc wewnątrz ciała matki, MUSI pobierać jej własny tlen, jej własny pokarm itp. itd., ponieważ nie przeżyje bez jej ciała. Rozumiesz w końcu? Biologiczny żywiciel ma pełne prawo robić z pasożytem co zechce. Jeżeli nie ma ochoty dzielić z nim ciała, nikt nie ma prawa go do tego zmuszać. Tak samo jak ty (hipotetyczny przykład) nie miałbyś prawa zaszyć się w moim brzuchu, a gdybyś to zrobił, mogłabym z tobą zrobić co zechcę – mogłabym cię w każdej chwili stamtąd wyrzucić, nawet gdyby to oznaczało dla ciebie biologiczną śmierć. W przypadku płodu i tak trudno mówić o śmierć. Śmierć jest określona przez prawo jako „śmierć pnia mózgu”, a aborcje w większości przypadków są dokonywane na tyle wcześnie, że kora płodu nie jest nawet jeszcze rozwinięta – nie może więc obumrzeć, bo jej nie ma.

          Lubię to

  15. Ciekawe wydaje mi się, że w tej komisji zasiadają głównie, jeśli nie wyłącznie, specjaliści prawa karnego. Ani jednego bioetyka. Jeden z członków komisji kieruje Katedrą Bioetyki, ale też jest karnistą, tylko wymienia bioetykę jako jedno z zainteresowań.

    Lubię to

  16. Po co ja czytałam, po co sobie podnosiłam ciśnienie. Znaczy tekst – Bardzo dobrze, że czytałam. Tylko tradycyjnie – nie należy zaglądać do komentarzy.
    I się znowu nacięłam.

    Lubię to

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s