list pasterski na niedzielę

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy!

Każdego roku o tej porze roku przeżywamy refleksje podsumowujące. Kierujemy myśl ku naszym rodzinom i podejmujemy refleksję na temat sytuacji współczesnej rodziny. Dzisiejszą Ewangelię opowiadającą o tym, że Rodzina z Nazaretu w trudnych i niejasnych sytuacjach starała się odczytać i wypełnić wolę Bożą, dzięki czemu wychodziła z nich odnowiona, usłyszą miliony chrześcijan na całym świecie. Tym samym zostaną przekonani, że także dzisiaj posłuszeństwo bogu i jego niezrozumiałej czasem woli jest gwarantem szczęścia w rodzinie, również w przypadkach przemocy w rodzinie, alkoholizmu czy nadużyć seksualnych.

Błogosławiony Jan Paweł II, czyli jak wszyscy wiedzą jedyny papież, z którego zdaniem polscy biskupi zdają się liczyć, przypomina wbrew zapisom historycznym i zdrowemu rozsądkowi, że prawda o instytucji małżeństwa jest „ponad wolą jednostek, kaprysami poszczególnych małżeństw, decyzjami organizmów społecznych i rządowych” (23 II 1980). Pociska jeszcze sporo bełkotu na temat kobiecości i męskości danych od boga, nierozerwalności instytucji małżeństwa i podkreśleń, że jedynie taka rodzina jest odpowiednia do wychowywania dzieci, co szczególnie potwierdzają reportaże typu „Kato-tata”.

Ta chrześcijańska wizja jest arbitralnie narzuconą normą, o której klerycy opowiadają, iż wypływa z odczytania natury osoby ludzkiej, natury małżeństwa i rodziny. Wziąwszy pod uwagę stosunek przedstawicieli tej instytucji do nauk zarówno ścisłych, jak i społecznych, musimy zgodzić się, że o rodzinie wypowiada nam się tutaj istny panel ekspertów. Jak twierdzą, odrzucanie tej wizji prowadzi nieuchronnie do rozkładu rodzin i do klęski człowieka, bez cienia refleksji, jak bardzo definicja rodziny zmieniała się przez wieki i jak uniwersalną zdaje się być prawda, że dziecko powinno być wychowywane przez kochających je bliskich. Jak pokazuje historia ludzkości, ślepe zaufanie katolickiemu Stwórcy jest często niebezpieczne i zagraża szczęśliwej przyszłości człowieka i świata. Wspomnijmy krucjaty, polowania na czarownice i Inkwizycję. Muszą zatem budzić w biskupach najwyższy niepokój próby przedefiniowania pojęcia małżeństwa i rodziny sugerowane współcześnie, zwłaszcza przez, jak to oni określają, zwolenników ideologii gender i nagłaśniane przez niektóre media. Wobec nasilających się ataków na gender studies czy gender mainstreaming skierowanych na różne obszary życia rodzinnego i społecznego czuję się zobowiązana, by z jednej strony stanowczo i jednoznacznie przypomnieć o braku państwowych środków, które by dostatecznie wspierały życie rodzin niepełnych czy najuboższych, co razi zwłaszcza wobec ostentacyjnego bogactwa katolickich możnowładców, a z drugiej podkreślić całkowity brak zagrożeń płynących z propagowania nowego typu form życia rodzinnego, z uwagi na płynność i zmienność definicji rodziny poprzez wieki.

Ideologia gender, jak sobie fantazjują biskupi, stanowi efekt trwających od dziesięcioleci przemian ideowo-kulturowych, mocno zakorzenionych w marksizmie i neomarksizmie, promowanych przez niektóre ruchy feministyczne oraz rewolucję seksualną. Jest w tym ułamek prawdy: wszystkie wymienione ideologie są z gruntu rewolucyjne i stwierdzają konieczność przedefiniowania odpowiednio: klas społecznych, roli kobiety w społeczeństwie i seksualności ludzkiej, również w społecznym wymiarze. Jak wszyscy wiemy, gender nie ma jednak wymiaru ideologicznego, lecz czysto badawczy. Równie dobrze można by mówić o ideologii antropologicznej czy etnograficznej. Sprzeciw biskupów wobec tej postawy badawczej promuje zasady całkowicie sprzeczne z rzeczywistością i integralnym pojmowaniem roli człowieka. Sama myśl o tym, że płeć biologiczna ma znikome znaczenie społeczne, i że liczy się przede wszystkim płeć kulturowa, którą człowiek może swobodnie modelować i definiować, niezależnie od uwarunkowań biologicznych, napełnia ich dusze czystą trwogą. Według ideologii serwowanej przez episkopat fakt, że człowiek mógłby siebie w dobrowolny sposób określać: czy jest mężczyzną czy kobietą, może też dowolnie wybierać własną orientację seksualną, jest czymś nagannym. To dobrowolne samookreślenie, które nie musi być czymś jednorazowym, ma prowadzić do tego, by społeczeństwo zaakceptowało prawo do zakładania nowego typu rodzin, na przykład zbudowanych na związkach o charakterze homoseksualnym – trwożą się dalej klerycy. I ja byłabym strwożona stwierdziwszy u siebie aż takie oderwanie od rzeczywistości: pomijając fakt, że możliwość wyboru preferencji seksualnych czy płci jest etycznie obojętna, gender nie jest o tym. Gender jest o tym, że kobiety nie muszą do garów, a faceci za kółko. O tym, że mojemu partnerowi a.k.a konkubentowi nic nie odpadnie, gdy sięgnie po odkurzacz, ja zaś czuję się w pełni spójną kobietą mając nieogolone nogi.

Straszenie ideologią gender wynika w gruncie rzeczy z głęboko destrukcyjnego charakteru obecnej roli hierarchów Kościoła w Polsce; zarówno wobec pojedynczych, jak i relacji międzyludzkich, a więc całego życia społecznego. Zgodnie z najlepszymi wzorami historii Kościoła Katolickiego, jak zawsze uderzają w najsłabszych: kobiety nie podporządkowujące się roli matki i żony, mężczyzn rezygnujących z postawy macho. Czytamy w ich wynurzeniach kuriozalny tekst: „Człowiek o niepewnej tożsamości płciowej nie jest w stanie odkryć i wypełnić zadań stojących przed nim zarówno w życiu małżeńsko-rodzinnym, jak i społeczno-zawodowym”. Doprawdy, mocne słowa jak na mężczyzn w sukienkach, zadających się w zadziwiającej liczbie z chłopcami. Próba zrównania różnego typu związków jest de facto poważnym osłabieniem małżeństwa jako wspólnoty mężczyzny i kobiety oraz rodziny, na małżeństwie zbudowanej – zamiast tego nienaruszalnego w oczach kleryków wzoru proponuje się wspólnotę rodzinną, rodzinę patchworkową, grupę ludzi związanych bliskością, miłością i wzajemną troską. Wskażcie, co w tym nagannego, I dare you.

Spotykamy się z różnymi postawami wobec działań podejmowanych wobec zagadnienia gender. Zdecydowana większość nie wie, o co w ogóle chodzi, nie stwierdza więc żadnego zagrożenia. Inni, znużeni tematem przewijającym się ostatnio przez pierwsze strony gazet, odbijają się od niego bez chęci zagłębienia – i właściwie trudno ich za to winić. Wąskie grono osób – zwłaszcza nauczycieli i wychowawców – próbuje na własną rękę poszukiwać informacji o gender studies. Są wreszcie i tacy, którzy widząc absurdalność tej nagonki na tematykę ról społecznych uważają, że Polacy sami odrzucą roztaczane przed nimi apokaliptyczne wizje. Tymczasem gender mainstreaming, czyli równouprawnienie ról płciowych od wielu miesięcy wprowadzane jest w różne struktury życia społecznego: edukację, służbę zdrowia, działalność placówek kulturalno-oświatowych i organizacji pozarządowych. Warto tu wspomnieć, że i episkopat pełną garścią sięgnął po dotacje unijne w tym zakresie, zatem albo wbrew deklaracjom z ambony wypełnia je co do joty, albo też dopuszcza się poważnego nadużycia. Dodać należy, że w przekazach części mediów wspomniane gender mainstreaming jest ukazywane pozytywnie: jako przeciwdziałanie przemocy oraz dążenie do równouprawnienia.

Wspólnota Kościoła podobno w sposób integralny patrzy na człowieka i jego płeć, dostrzegając w niej wymiar cielesno-biologiczny, psychiczno-kulturowy oraz duchowy. Nie jest czymś niewłaściwym prowadzenie badań nad wpływem kultury na płeć, czytamy w liście pasterskim. Groźne jest natomiast ideologiczne twierdzenie, że płeć biologiczna nie ma żadnego istotnego znaczenia dla życia społecznego. Kościół jednoznacznie opowiada się przeciw dyskryminacji ze względu na płeć, ale równocześnie dostrzega niebezpieczeństwo niwelowania wartości płci, co dość dobrze wpisuje się w nielogiczność i niespójność postaw Kościoła i religii jako takiej. Przez chwilę zdaje się twierdzić z sensem: to nie fakt istnienia dwóch płci jest źródłem dyskryminacji, ale w chwilę później już odjeżdża z peronu duchowego odniesienia, ludzkiego egoizmu i pychy, z całkowitym pominięciem silnej internalizacji przemocy w męskiej roli płciowej i uległości – w żeńskiej. Kościół w żaden sposób nie zgadza się na poniżanie osób o skłonnościach homoseksualnych – żartuje episkopat, dodając w dalszej części, że aktywność homoseksualna jest głęboko nieuporządkowana oraz że nie można społecznie zrównywać małżeństwa będącego wspólnotą mężczyzny i kobiety ze związkiem homoseksualnym.

Pozwolę sobie nie parafrazować dalej – i tak przeciągam notkę ponad miarę. Z listu pasterskiego wynika wyraźnie, że KK, jak zawsze, stoi na straży tradycji tylko dlatego, że jest ona tradycją. W sposób najzupełniej przewidywalny upycha kobiety w role podrzędne mężczyźnie, dyskryminuje inne orientacje niż heteroseksualna i tworzy wizje jednego, niezmiennego wzoru rodziny na przestrzeni dziejów. Ich zacietrzewienie wobec gender studies i gender mainstreaming wynika z faktu, iż kulturowe role płciowe, poddane refleksji, mogą wydać się nie tak niezmienne i oczywiste – tym samym całe rzesze wiernych mogą po namyśle jednak wstać z klęczek lub zacząć zadawać niezręczne pytania, co się dzieje z ich dziećmi na zakrystii.

Czego życzę im w 2014.

Reklamy

38 uwag do wpisu “list pasterski na niedzielę

  1. Bardzo słusznie, pani redaktor.
    Obawiam się, że w pewnej mierze poplątanie gender studies z jakąś mroczną szkołą propagandy nie wynika tylko i wyłącznie z niedouczenia biskupów (choć, patrząc na tytanów myśli, np takich jak Ryczan jest to kusząca hipoteza), ale ze świadomego budowania chochoła. Łatwiej napieprzać w złowrogi gender dysponujący armią straszliwych dzieciożernych feministek z wąsami i brzytwami do urzynania penisów, niż rzetelnie powiedzieć, że gender studies są be, bo obnażają mechanizmy represji i podważają rzekomo naturalne podstawy dyskryminacji (na które to podstawy KrK się nieustająco powołuje w swoim nauczaniu). Chochoł jest tak pokraczny, że albo wzbudzi zgodną niechęć odbiorców (również niechęć do badania tak odrażającego zjawiska), albo zostanie zredukowany do karykatury i wyszydzony (por: figura feministki w większości dyskusji netowych). Oczywiście, biskupi nie pomagają sobie pisząc językiem jak zwykle mętnym i pełnym oderwanych metafor, co nieco utrudni słuchaczom przyswojenie całego komunikatu (lub wystarczająco odbiorców zmęczy, by przedrzemali całość po pierwszym akapicie). Przyznam, że żywię nadzieję, iż większość rodaków potraktuje ten list jak pozostałe – pokiwa głowami i pójdzie dalej.

    Polubienie

    • No, ale właśnie ujęłaś całą zasadę biskupiej maskirowki taką, jaka jest. Co tu dodać, czego ująć? Nie da się, napisano całą prawdę. A rodacy mają wyjebane, trochę niestety. Powinni zareagować większą agresją.

      Polubienie

  2. wręcz przeciwnie: biskupi pomagają sobie pisząc językiem mętnym i pełnym oderwanych metafor. Przypomnę, że naród polski od 25 lat (ok, literalnie 26 lat, a za dwa dni od 27 lat) nie złapał, że w sprzeciwie KrK wobec in vitro chodzi o brak poczęcia waginalnego i brak postawy oczekiwania na bycie obdarowanym. Cała reszta dotycząca morderstw, wad, zagrożenia cywilizacyjnego itd. sprzedaje się wystarczająco dobrze, aby nie musieć się wgłębiać w meritum.

    Polubienie

  3. KK, jak zawsze, stoi na straży tradycji tylko dlatego, że jest ona tradycją

    Stoją na straży tradycji tylko tak długo, jak na niej da się żerować, przy czym tradycją nazywają to, co w danym momencie mają ochotę nią nazywać.

    W ogóle mnie zabiło w ostatnich dniach, że „Franciszek zerwał z tradycją Dżejpitu”. Ale to już inna historia.

    Polubienie

  4. Jakieś cztery tysiące lat temu pewne kultury – w tym żydowska – skodyfikowały zasady: 1. Kobiety istnieją dla mężczyzn. 2. Zwierzęta też istnieją dla mężczyzn, a to w celu wyrzynania. Potem dorzucono jeszcze, że czarni są dla białych. Współcześnie świat tzw. cywilizowany podaje wszystkie te zasady w wątpliwość. A polski KRK jakoś nie może przekroczyć mentalnie tych kilku tysiącleci. Oni boją się nawet sformułować tezę, że wahadło już wychyliło się w drugą stronę – w momencie wprowadzenia środków antykoncepcyjnych; fakt, że to kobieta ma decydować, czyje dzieci urodzi i ile tych dzieci będzie, podważa fundamenty ich świata. Nasz nieszczęsny głupi kraj ma tego pecha, że jest rządzony przez oczywistych beneficjentów systemu opartego na tych dwóch pierwotnych założeniach. Stąd apele o neutralność światopoglądową państwa nie odnoszą skutku.

    Polubienie

  5. Wiem że mój komentarz przejdzie bez echa i nie jest zbytnio na temat notki ale muszę, MUSZĘ to napisać: Do szału doprowadza mnie wypowiadanie się w kwestii rodziny przez kogoś kto nie posiada podstawowej komórki społecznej, a już tym bardziej krytykowanie chrześcijańskiego modelu rodziny jeśli samemu się go nie przetestowało. Rodzinę należy budować, każdego dnia troszczyć się o jej dobro-wtedy jest większe prawdopodobieństwo uniknięcia patologii. Nawet największa patologia nad którą się pracuje i która pragnie zmiany jest lepsza niż rozbita rodzina. Podejście pt: „przewróciło się niech leży, nie przewróci się więcej” doprowadza właśnie do rozbitych rodzin i do cierpień po każdej stronie: matka, ojciec, dzieci. Świadome życie i świadome podejście do problemów które są w każdej rodzinie jest właściwe bez względu na to czy mamy do czynienia z chrześcijaństwem, buddyzmem, czy czym tam chcecie.

    Polubienie

    • ” Do szału doprowadza mnie wypowiadanie się w kwestii rodziny przez kogoś kto nie posiada podstawowej komórki społecznej”

      A skądżeś wytrzasną ten pierdolet o rodzinie (jeszcze praktykowanej po chrześcijańsku, hłe hłe) jako „podstawowej komórce społecznej”.

      Polubienie

    • @ krytykowanie chrześcijańskiego modelu rodziny

      A ten model to tradycyjne biblijne małżeństwo:
      mężczyzny z jego siostrą?
      mężczyzny z wdową po jego zmarłym bracie?
      mężczyzny z kobietą i jej służebnicami?
      mężczyzny ze swoją ofiarą gwałtu?
      mężczyzny z wieloma kobietami?
      mężczyzny z 700 kobietami i 300 konkubinami?
      mężczyzny z kobietą i jej niewolnicami?
      żołnierza z pojmanymi przez niego dziewicami ?

      Polubienie

  6. A ja tam poprę Paszczaka w pewnej mierze: biskupi, nie mający żadnej rodziny, poza rodziną pochodzenia, oraz nie spotykający się z problemami codziennymi życia w stałych związkach, powinni na temat rodzin milczeć lub udzielać porad tylko na wyraźne żądanie.

    Polubienie

      • Nie jest to uwaga do Ciebie, tylko do biskupów. Głównie dlatego, że w odróżnieniu od biskupów nie włazisz i nie pouczasz innych, twierdząc że masz jakiś patent na nieomylność i że rodziny mają być tylko takie jak to sobie wyobraziłaś. Więc moje poparcie dla przedmówcy dotyczy milczenia osób „bez doświadczenia”, które wiedzą lepiej i chcą swój wariant przepchnąć siłą, głosząc zarazem srogą pogardę dla wariantów innych.
        Oczywiście, jeśli uważasz, że jestem nieogarnięta i mimo tych disklajmerów nadal godzę w Ciebie swoją tezą, wiesz, co robić. Ja też wiem, więc z góry przepraszam za szkody i przykrości.

        Polubienie

        • Ja po prostu uważam, że argument z chodzenia w czyichś butach nie jest argumentem. Do biskupów mamy wszak to zastrzeżenie, że nawet nie, że rozkazują, ale mają realny wpływ na prawo w tym kraju; a ich niekompetencja nie wynika z braku doświadczenia, lecz wybitnie antynaukowej postawy. Chyba mamy w tym zgodność?

          Polubienie

        • No więc bardzo tak i odrobinę nie całkiem.
          To, że konwent bp wyciąga swoje tezy i nauczanie z książek fantasy i traktatów o niewidzialnych mocach, dyskwalifikuje ich z marszu na poziomie o którym mówisz – weryfikacji naukowej podstaw ich nauczania, które jest z definicji nienaukowe, a wręcz – anaukowe.
          OTOH mamy (zbyteczny, bo patrz wyżej, ale istniejący) powód pytać, na jakiej podstawie twierdzą, dowodzą (przez aklamację a nie wnioskowanie, ale to mniejsza) i domagają się w kwestiach, w których świadomie, celowo i ideologicznie wystrzegają się jakichkolwiek doświadczeń i sami postrzegają je (nominalnie) za powód do dyscyplinarki – ksiądz nie może się formalnie i oficjalnie związać z nikim ani oficjalnie hodować dzieci. TA sprzeczność jest IMO powodem do wykopania biskupów razem z ich nauczaniem – bo jeśli celowo, programowo i z niejakim wstrętem się od tego życia rodzinnego odżegnują, uznając swój tryb życia za duchowo wyższy, to won od pouczania innych, którym to pasuje. Co jest argumentem słabszym i z innej, hehe, parafii.

          Auch, jestem wielką fanką cytatu: „There are different kinds of families, Bones”. W przeciwieństwie do biskupów nie śmiem powiedzieć komuś, że nie ma rodziny, jeśli nie ma ślubu/kwitów z administracji/dziecka/dwójki dzieci/kominka ze zdjęciami. Ja tam uważam, że rodziny można mieć różne, niespokrewnione i niezalegalizowane, bo nie DNA i kwitach się rodzina opiera (co chyba sama napisałaś w notce, nie?) stąd odmówić kompetencji w tej kwestii mogę tylko komuś, kto się od rodziny nogą odżegnuje. Więc nadal twierdzę, że moja uwaga nie tyczyła się Ciebie i notki w najmniejszym stopniu.

          Polubienie

  7. Ja bym zwrócił uwagę na źródło tych, pożal się Latający Potworze Spaghetti, „myśli” biskupich na temat „ideologii gender”. Otóż przepisują oni spore kawałki z Niemki, niejakiej Gabriele Kuby, która jest – że tak prosto z mostu napiszę – walniętą aparatką z obsesjami seksualnymi. Niestety jedyne sensowne źródła w sieci o niej są po niemiecku – a ponieważ też mam po tym liście kaca to zamierzam jutro napisać o niej notkę, jak tylko chwilę odsapnę po powrocie z kraju.

    Polubienie

  8. Męczy mnie, że chrześcijaństwo jest w Polsce utożsamiane z katolicyzmem, a zarazem, wyciągając jego jaskrawe, negatywne przykłady, wszystkich chrześcijan (a najlepiej wszystkich wierzących) wrzuca się do jednego worka poglądowego, nazywając przy okazji skończonymi frajerami. Jak widać w jednym z powyższych komentarzy, nawet w KRK zdania są podzielone, a co dopiero mówić tu np u protestantach, których kościoły z założenia cały czas się reformują. Sama kształcę się na pastora (Kościół Ewangelicko-Reformowany) i jakoś nie odczuwam potrzeby narzucania komukolwiek jakiegoś modelu rodziny albo dołączania się do nagonki na gender.

    A jeżeli chodzi o, jak zauważyłaś, obronę tradycji w KRK – oni to mają w dogmatach: wiara stoi na równi z tradycją. Tylko w patriarchalnym układzie społeczeństwa mają jakąś władzę, a ich hierarchia wewnętrzna z niczym się nie kłóci (w tym odmawianie kobietom święceń, które w świecie opierającym się na równości płci jest niedopuszczalne). Nic dziwnego, że trzymają się kurczowo stołka. Pomyślałam sobie, że warto by było zaznajomić ich z bajką o dębie i trzcinie (http://www.poezja.org/utwor-6317.html).

    Polubienie

  9. @Winduru:
    No akurat KER w kwestiach feministyczno-genderowych od lat dziewięćdziesiątych dziarsko kroczy wstecz na pełnym silniku, więc to, że jeszcze nie doszedł tam, gdzie już stoi KrK, to nie jest kwestia specjalnych zasług, tylko tego, że zaczynał w dużo lepszym miejscu.

    Polubienie

  10. „Doprawdy, mocne słowa jak na mężczyzn w sukienkach, zadających się w zadziwiającej liczbie z chłopcami.”
    W sumie zaczęłam czytać z nadzieją na jakąś sensowną wypowiedź w temacie, ale po raz kolejny się rozczarowałam. Szkoda, że obie strony rozczarowują. Ja po prostu nie pojmuję jak można się porywać na notkę, rzekomo sensowną, za którą stoi cała nauka, czy tam zdecydowana jej większość, a jednocześnie serwować takie niskie zagrywki. Wrzucanie do jednego worka całego kleru jest bardzo sprawiedliwe. Oskarżanie wszystkich (księży) o pedofilię ma zapewne podstawy.. jakieś. (Ma?) Zauważyłam, że zawsze mogę liczyć na ciepłe „spierdalaj”, ale w sumie mam to w nosie. Po mnie spłynie, ale generalnie agresja rodzi agresję. No chyba, że w tym temacie też wszystko poszło do przodu, a ja się zatrzymałam gdzieś między krucjatami a Inkwizycją.
    (Wydaje mi się, że „swoich” przekonywać nie musisz, wrogów nie zamierzasz, ale co z tymi gdzieś tam pomiędzy? Mnie „ad personam” w żadnej formie nie przekonuje. Nawet, gdy chodzi o oponentów.)

    Polubienie

      • Hmmm… Akurat nie miałam na myśli w tym miejscu argumentacji w notce a raczej stosunek do czytelnika (jakikolwiek by nie był – to tak odnośnie tego „spierdalaj”.
        Ja rozumiem, że zarzucasz KK niekonsekwencję i obronę własnych posad (?), ale po prostu fragmenty z sukienkami i odwołania do Inkwizycji są poniżej poziomu. cały kontent, który w swoim wydźwięku jest sensowny, ale dający pole do ciekawych wymian zdań został – w moim odczuciu – przyćmiony przez te niepotrzebne „uszczypliwości”.
        I gwarantuję Ci – gdybym skomentowała wpis na temat gender autorstwa członka Stowarzyszenia Rodzin Katolickich to miałby takie samo wrażenie. Ja tam po horacjańsku chadzam środkiem. Poglądy swoje mam, ale przecież tylko krowy nie zmieniają zdania.

        Na koniec – musisz przyznać, że „spierdalaj” na tle „notki przeciągniętej ponad miarę” się nieco odznacza. Nawet więcej niż nieco.
        Pozdrawiam!

        Polubienie

  11. Cóż rodzina to jest siła! A na niedzielny list biskupi – nie ma mocnych, wyłącza się logikę, a włącza fanatyzm i podkręca gałką na maksa, aż łeb urywa. Polska zawsze katolicka, Polska niekatolicka to Nie-Polska, etc. Bo Tu jest Polska, a tam ZOMO. Taka… sytuacja…

    Polubienie

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s