Nikt im nie mówi

Nigdy nie cofnęłabym czasu, mam jednak wrażenie, że moje pokolenie miało trochę lepiej.

Pomimo braku internetu i pomimo dopiero pojawiających się, o wiele mniej dostępnych i dużo droższych telewizji satelitarnych. Gdy mieliśmy wczesne naście lat, czytaliśmy Filipinkę, Jestem, książeczki typu „O dziewczętach dla dziewcząt” i oglądaliśmy „Luz”. Rubryki typu „mój pierwszy raz” w Bravo były przez nas czytane dla beki, bo też i podejrzewaliśmy, że pisane były dla beki. Parcie na utratę dziewictwa złapałyśmy koło 16-17 roku życia, owszem, ale przynajmniej te dziewczyny, z którymi wówczas się trzymałam, były zgodne, że (in immortal words of Joanna Chmielewska), jest to sztuka na jeden raz i nie warto jej marnować byle gdzie z byle kim. Jeśli się to nie udawało, miało się raczej poczucie porażki niż ulgę, że kawałek błonki odhaczony.

Nie chcę popadać w narzekanie na dzisiejszą młodzież. Mam z nią nie za wiele kontaktu – trochę przez fora internetowe skupione wokół książek czy analizatorni, więc siłą rzeczy rozmawiam z osobami oczytanymi i ambitnymi. Nie różnią się one od nas w ich wieku. Chyba trochę więcej czytają i mają większe ogarnięcie w popkulturze, ale mogę tutaj mieć bias związany z tematyką forów.

Natomiast nie mają „Luzu”, nie mają „Filipinki”, a w całym zamieszaniu na rynku wydawniczym nie mają też kanonu lektur, który mógłby poprowadzić ich przez proces pozyskiwania wiedzy o swoim życiu seksualnym. Może i wiedzą, jak wygląda podwójna penetracja, ale nadal nie mają pewności, od czego zachodzi się w ciążę. Może i znają asortyment zabawek erotycznych, ale wciąż nie wiedzą, że mogą odmówić seksu po paru pocałunkach. Może czytają bez problemu opowiadania typu slash, ale w przypadku niechcianej ciąży nie wiedzą, co robić.

Bo nikt im nie mówi. My mieliśmy lekcje o wychowaniu seksualnym w ramach godzin wychowawczych, w ilościach homeopatycznych i – w przypadku mojej wychowawczyni – równie dobrze mogłaby je prowadzić katechetka. Co ja gadam! Więcej o swojej fizjologii i ciele dowiedziałam się na religii, wówczas jeszcze prowadzonej w kościołach, od sensownej siostry niż od swojej wychowawczyni, straszącej spiralką w główce płodu i bombą hormonalną w pigułkach. Teraz przynajmniej teoretycznie jest lepiej – młodzi ludzie mają tych zajęć po 14 godzin rocznie, ale i tak fundacje typu Ponton czy Spunk muszą jeździć po szkołach i naprawiać, co im nagadano w czasie tych fars. Pomijając wyjątki, zajęcia te nadają się bowiem bardziej do cyrku niż do placówek oświatowych. Wobec czego prywatne fundacje, siłami niezmordowanych wolontariuszy wykonują to, co należy do obowiązków szkoły. Nie mam tu pretensji do szkoły samej w sobie, już prędzej do MEN, które po 1989 położyło się pod krzyżem i nie ma co liczyć na to, że wstanie i otrzepie kolana.

Ponton sprawdza, jak te zajęcia przebiegają, by mieć twarde dane – jeśli wśród moich czytelników są ludzie w wieku 14-30 (a pewnie są), wypełnijcie im ankietę na http://www.jakaedukacja.pl.

Nawet i wspomniane fundacje nie powiedzą wszystkiego, bo, jak się pewnie domyślacie, możliwość kontaktu z młodocianymi okupiona jest kompromisem, by w żadnym wypadku w młode główki nie kłaść demoralizujących treści.

Nikt im nie mówi, co się dzieje po zajściu w niechcianą ciążę.

Zrobię dygresję, ale zapewniam Was, że mam ją przemyślaną. W ramach feminarium „Wspólny Pokój” (ukłony dla świetnie je prowadzącej Sylwii Głuszak!) miałam w ramach pracy domowej do przeczytania wydaną w 2012 roku „Niechcianą” Kosmowskiej. W powieści tej pojawia się wątek młodocianej ciąży – bohaterka ma zaledwie 15 lat i jest w swojej sytuacji na początku całkowicie osamotniona. Przypadek sprawia, że trafia do lekarza i sprawa wychodzi na jaw. Powieść przeplatają (mam podstawy przypuszczać, że autentyczne) wpisy z forów internetowych, z których jasno wynika, że młodziutkie dziewczyny nie bardzo wiedzą, że od pierwszego razu można zajść w ciążę, mają trudności z dyskretnym kupieniem testu ciążowego i równie dyskretną wizytą u ginekologa. Kasia ostatecznie zyskuje wsparcie w swojej ciotce – lekarce. Nie zdradzę zbyt wiele mówiąc, że aborcja nie wchodzi w jej przypadku w grę. Nie wchodziła w grę również w przypadku Magdy, bohaterki „Magda.doc” Marty Fox, którą zaczytywałam się z przyjaciółką 20 lat temu. Nie wchodzi – gdy dziewczyny dokonują coming outu, jest już za późno na legalną, farmakologiczną aborcję; ale też: ani przez chwilę nie rozważają pozbycia się „problemu” w ten sposób, raczej życzą sobie, by ciąża znikła sama z siebie lub naturalnie się poroniła.

W przypadku Kasi z „Niechcianej” przynajmniej nie ma wychwalania cudu tak wczesnego macierzyństwa, Magda z kolei jest omal dorosłą dziewczyną – rodzi tuż po maturze, już w dość komfortowych warunkach i bardzo pragnie dziecka.

Wracając do tematu notki: nie mamy zatem ani w edukacji, ani w literaturze dla młodzieży tematu aborcji. Niewiele przesadzę mówiąc, że ostatnią, która poruszała tę tematykę – marginalnie i raczej celem nadania rysu obyczajowego niż wprowadzenia dłuższej intrygi – była Halina Snopkiewicz w „Słonecznikach” i „Paladynach”. Tam aborcja po prostu jest jednym z rozwiązań w przypadku ciąży niechcianej czy z niewłaściwym partnerem (pamiętajmy też, że mówimy o latach 50., przed upowszechnieniem antykoncepcji hormonalnej). Nie jest obłożona tabu ani choćby dylematem moralnym.

Nikt im nie mówi. Nie wiedzą, że do niedawna mogły skorzystać z usług women on web, a i teraz zalogować się na tamtejsze forum i wymienić doświadczenia. Nie wiedzą, że na farmakologiczną aborcję trzeba przygotować sobie kilkanaście godzin i… sporo podpasek. I raczej nie przyglądać się temu, czym zanieczyszczają się owe podpaski. Nie wiedzą, że jeśli zdecydują się dość późno, organizm może naprodukować wystarczająco hormonów, by po wywołaniu poronienia przeżywać smutek i żałobę, i domagać się stanu ciążowego. Że to jednak nie musi być równie proste co usunięcie zęba. Że trzeba będzie jechać do szpitala na dodatkowe doskrobanie, bo tabletki nie usuwają wszystkiego. Że w każdym przypadku mają prawo domagać się opieki lekarskiej i że powinny uważać na siebie, by nie dostać krwotoku. I że robi to wiele kobiet i z różnych przyczyn, i że niektóre znoszą to lżej i dla nich to jest jak prosty zabieg, a inne mają traumę. Cokolwiek prawicowcy by nie mówili, traumy nie są powszechne, nie występują zawsze, ale mogą i mają prawo się pojawić.

Z całą pewnością brak powszechnego dostępu do przerwania ciąży na żądanie raczej te traumy wzmaga niż osłabia. Kobiety muszą mieć dostęp do tego zabiegu na żądanie, bezpłatnie i bezproblemowo. Muszą mieć możliwość porozmawiania z kimś, kto im powie, jak mogą się czuć po sztucznym poronieniu. To jest prawo wpisujące się w równość dostępu do wiedzy i do opieki medycznej. Każda partia odżegnująca się od tematyki aborcji jest z definicji antyrównościowa.

A przeciwnikom aborcji przypominam, że mogą, ostatecznie, tej aborcji sobie nie robić.

Advertisements

27 uwag do wpisu “Nikt im nie mówi

  1. Ankieta wypełniona. Ja tam nie czuję, że potrzebna mi edukacja seksualna, niejako mam ją zapewnioną w domu; ale słabo mi, kiedy patrzę na swoich rówieśników i rówieśniczki. Jeśli ktoś uważał na biologii, to o różnicach w budowie się dowie; ogólnie cała czysto techniczna wiedza dostępna jest gdzies tam, w internecie; ale edukacja to chyba nie tylko na tym polega. Przydało by się zmienic mentalność niektórych znanych mi ludzi (także tych inteligentnych i wykształconych). Niestety, kurs przedmałżeński na religii raczej nie pomoże.

    Lubię to

  2. Równie dobrze można by napisać, że każdy powinien mieć dostęp do fundowanych z podatków pistoletów. A czy zabije czy nie, to już tej osoby decyzja.

    Chcę też podkreślić, że wyrażam swoją opinię. Dla mnie takie rozwiązanie, o którym piszesz jest niedopuszczalne.

    Nie poruszam tutaj kwestii kto jest odpowiedzialny w sytuacji ciąży u osoby nieletniej. Czy sama dziewczyna czy jej rodzice. Niemniej jednak uważam, że każdy powinien ponosić konsekwencje swoich działań. I zgadzam się:edukacja powinna być dokładna. A także powinna dotyczyć szerokiego zakresu tematów – w tym aspektów psychologicznych i społecznych.

    Lubię to

  3. Anegdota z dawnych czasów.

    W liceum teoretycznie wychowanie seksualne miały być prowadzone przez nauczycielkę biologii. W III klasie.

    Pani że szkoda naszego czasu, przecież i tak wszyscy wiemy co trzeba, a potem dodała, że wytyczne ministerstwa sprowadzają się do: „straszyć młodzież niepożądaną ciążą”.

    Lubię to

  4. …Równie dobrze można by napisać, że każdy powinien mieć dostęp do fundowanych z podatków pistoletów. A czy zabije czy nie, to już tej osoby decyzja…

    Nie, nie można. Zarodek nie jest organizmem (nie jest autonomicznym systemem biologicznym i może skleić się z innym zarodkiem tworząc samodzielny organizm) ani osobą (nie ma mózgu i funkcji poznawczych, nie odczuwa bólu).

    …Chcę też podkreślić, że wyrażam swoją opinię. Dla mnie takie rozwiązanie, o którym piszesz jest niedopuszczalne…

    Prawo do wolności wypowiedzi pociąga za sobą obowiązek sensownej argumentacji. W przeciwnym wypadku staje się prawem do pieprzenia głupot których nikt nie musi słuchać.

    …Nie poruszam tutaj kwestii kto jest odpowiedzialny w sytuacji ciąży u osoby nieletniej…

    a może tak ochotniczy dawca spermy?

    ..Czy sama dziewczyna czy jej rodzice.

    No rodzice to chyba wtedy kiedy to tata będzie swoim własnym zięciem, co w konserwatywnych rodzinach może być dość popularna opcją (w końcu jedyny sprawiedliwy Lot częstował swoimi córkami, i sam je konsumował, czy raczej one jego, i było to mile Panu). Znam osobiście takie przypadki, ale ponieważ temat jest przykryty tabu, a próby zbadania są torpedowane przez nasze katoprawicowe Boko Haram, tak naprawdę sprawa zjawiska jest nieznana w podobnym stopniu co wyczyny sadystyczne i seksualne kleru.

    …Niemniej jednak uważam, że każdy powinien ponosić konsekwencje swoich działań.

    czyli jak nie zmieniasz skarpet to zasługujesz na grzyba?

    …I zgadzam się:edukacja powinna być dokładna. A także powinna dotyczyć szerokiego zakresu tematów – w tym aspektów psychologicznych i społecznych.

    a nie tylko warsztaty masturbacji dla przedszkolaków. Chochoł wielkości Świebodzińskiego Jezusa…

    Lubię to

  5. Kiedy byłam w podstawówce (niedawno, z 5 lat temu może) jedyne co pamiętam z zajęć WDŻ, to moje osobiste hity z tego przedmiotu:
    – pisanie historyjki na zasadzie, że każda osoba dopisuje jedno zdanie i zakrywa, a potem czytamy na głos w grupie (czyli to co wszyscy robili na zastępstwach i nudnych lekcjach)
    – pisanie listu z życzeniami do kolegi/koleżanki [to była trauma wręcz, byłam niezbyt (czyt. wcale) lubiana wśród innych dzieci i nie miałam do kogo zaadresować, więc musiałam na szybko wymyślić sobie przyjaciółkę…]
    – film „Jeśli mnie kochasz, udowodnij to” – byłam w piątej klasie i już wtedy uznałam, że to debilizm, jedyne co z niego wyniosłam to to, że seks przed ślubem to zło i koniec człowieczeństwa, a jak zajdę w ciążę, to żadne aborcje niepotrzebne, mieszkająca w lesie córka Czasu cofnie mnie do przeszłości żebym mogła wybronić swojego najcenniejszego daru i nie zaciążyć (??????? co trzeba brać żeby to wymyślić)
    W gimnazjum to już standardowa beznadzieja i bezsens – jedne zajęcia o anatomii, oczywiście nie zdążyliśmy ich przerobić całkiem w efekcie coś tam pouczyliśmy się o budowie męskich narządów, a o żeńskich wcale, jedne zajęcia, na których puszczono nam filmik o NPR i jedne zajęcia o typach osobowości (okazało się, że jestem cholerykiem, ta wiedza jest mi niezbędna do życia, naprawdę), reszty nie pamiętam, więc albo były niewarte wspominania albo nie było wcale. Aaaa no i w trzeciej klasie WDŻ służył nam jako zajęcia dodatkowe przygotowujące do egzaminu gimnazjalnego.
    Teraz WDŻ jest jedną wielką farsą, a cała moja klasa chodzi na niego tylko dlatego, że jest w środku zajęć, więc i tak musiałybyśmy (klasa z samymi dziewczynami) siedzieć godzinę w szkole. To jest jedno wielkie „Pani Dyrektor przedstawia” z ciągłym pitoleniem o niczym, zachwalaniem mojego liceum (nie ma czego zachwalać doprawdy), heteronormatywnością (ale to norma chyba w każdej szkole) i nieestetycznymi prezentacjami w PowerPoincie. Przyznam, że cieszę się z możliwości czytania ebooków na telefonie, przynajmniej mogę się wyłączyć i tego nie słuchać (reszta klasy także jest wdzięczna za choćby router przy sali, w której mamy WDŻ).
    Generalnie WDŻ nauczył mnie, że na świecie istnieją tylko osoby hetero, które uprawiają seks po ślubie i stosują NPR (inaczej są złymi ludźmi ewidentnie), leśne wróżki istnieją, jedyny istniejący rodzaj seksu to waginalny (wagina to z kolei niezbadany ląd, nikt o nim nie mówi, bo nikt go chyba nie poznał, w odróżnieniu od penisa), a seks uprawiać może chcieć tylko mężczyzna.
    Ale w sumie i tak miałam szczęście, koleżanka dowiedziała się np. że antykoncepcja sprawia, że kobieta staje się nieatrakcyjna i że uprawianie seksu podczas okresu jest złym złem, ale nie można facetowi zakomunikować werbalnie, że dziś nie, bo przeciekam (bo rozmawianie z mężczyznami o „kobiecych sprawach” typu okres to złoooooo i niedobro), tylko trzeba uciekać się do symboliki w stylu czerwonym kwiatek w wazonie na stoliku nocnym obok łóżka :D

    Lubię to

  6. Szproto, myślę, że jesteśmy w podobnym wieku i moje wspomnienia z edukakcji seksualnej lat 90. są nieco inne. „O dziewczętach dla dziewcząt” wraz z kilkoma rocznikami „Perspektyw” z lat 70., w których pisano może nie tyle o seksie co o relacjach damsko-męskich wygrzebałam na strychu u babci. Dało mi to jakiś ogląd, dowiedziałam się na przykład, że są pigułki antykoncepcyjne i prezerwatywy. Potem trochę Wisłockiej ściągniętej z półki w domu. Opowieści z Bravo też sobie czytałyśmy dla beki, ale coś czuję, że wiele z nas jeszcze długo myślało, że ten pierwszy raz będzie naprawdę czymś wyjątkowym. W szkole podstawowej były jakieś zajęcia z pielęgniarką, ale tylko dla dziewcząt i skupiały się raczej na tym, jak zachować higienę podczas menstruacji (podpaski były jeszcze dość pieluchowe, na noc podstawą była wata, always dopiero wchodziły, były drogie, nie każdą było stać – nie wspomnę, że zachowanie higieny w trakcie całego dni w szkole, gdzie toalety nie miały zasuwek w drzwiach, kubłów na śmieci, a po wf-ie nie było szans się umyć, było bardzo problematyczne). Na biologii owszem uczyliśmy się o układzie rozrodczym i tyle. Na religii ani słowa. W liceum raz przyszedł zaproszony ginekolog, ale nie bardzo chciałyśmy z nim rozmawiać tak publicznie.
    Niechcianych ciąż było w tamtych czasach naprawdę wiele. Piętnastolatki i szesnastolatki rodziły dzieci dość często, dostając nawet wsparcie od rodziców (chłopak się ulatniał), udawało im się potem zdać maturę, pójść na studia, poznać kogoś i założyć rodzinę. Starsze dziewczyny w pośpiechu wychodziły za mąż. Dwie moje bliskie koleżanki ślubowały na studiach pod presją brzucha. O aborcji nikt nie mówił jako o wyjściu z sytuacji, choć po latach mama mi zdradziła, że w szpitalu, gdzie pracowała lekarze zrobili potajemnie aborcję nastoletniej córce innej pielęgniarki, być może było więcej takich przypadków.

    Być może dzisiaj jest łatwiej, bo dziewczyna w kłopotach poszuka w google i może trafi na jakieś sensowne forum albo na stronę pontona. Fakt, że młodzi ludzie mimo dostępu do wszelkiego porno są strasznie bezradni w „tych sprawach”, ale myślę, że nie chodzi tylko o brak edukacji seksualnej, lecz także o to, że seks stał się towarem. Myśmy przynajmniej rozumieli, że seks ma swoje konsekwencje, nawet jeśli nie wiedzieliśmy jak im zapobiegać. Oni myślą, że to tylko zabawa, jak w filmach i grach komputerowych. Dzisiaj edukacja seksualna musi też skupić się na tym problemie.

    Lubię to

  7. „Niemniej jednak uważam, że każdy powinien ponosić konsekwencje swoich działań.”

    Tak. W świetlanej przyszłości widzę trójki sędziowskie w każdym oddziale NFZ które będą oceniać, czy dany obywatel zasługuje na leczenie, czy może jednak się przyczynił do swojej niedoli w jakiś sposób i wtedy zabraniamy. Ponieważ konsekwencje.

    Lubię to

  8. „Niemniej jednak uważam, że każdy powinien ponosić konsekwencje swoich działań.”

    W związku z tym dziecko ma ponosić konsekwencje działań rodziców?

    Lubię to

  9. W moim liceum dyr chyba brał do prowadzenia WdŻwR każdego, kto się pierwszy napatoczył, byle odhaczyć wykonanie zajęć. W pierwszej klasie były jakieś dwie dziewczyny niewiele starsze od nas, mówiły całkiem z sensem, o cyklach, narządach, antykoncepcji itp. O dziwo chyba nawet katoliczki, ale widać te z normalniejszych. Za to w trzeciej była katechetka, która na początek rozdała kwestionariusz, w którym jednym z pytań było „w jakim stopniu prezerwatywy zabezpieczają przed HIV i ciążą?”. Wszyscy wpisywali coś w okolicach 90-100%. Zebrała, rzuciła okiem, popatrzyła na nas z miną pt. „jakie naiwne dzieciaczki”, po czym za pomocą kartonowego plemnika i hula hoop zaczęła demonstrować wielkość dziur w prezerwatywach (tak się kończy oglądanie „WC kwadransu”, tylko że cejrowskiemu chciało się przebrać za plemnika, a ona poprzestała na modelu). Widzicie? Przelatuje! O, jeszcze raz rzucę, znowu przeleciał! Na pytanie skąd wie o tych dziurach odpowiedziała mniej więcej: producenci mówią, że są bezpieczne, a że na pewno kłamią, to dziury z pewnością są! Katolicka logika nie do obalenia.

    Lubię to

  10. jeśli chodzi o seksualność dzisiejszych nastolatków i młodych dorosłych, myślę, że warto tutaj zwrócić uwagę na kwestię łatwego dostępu do pornografii. zgadzam się, że wszystko jest dla ludzi, pornografia także. jednak przykro mi się robi, gdy po raz kolejny słyszę, że jedna z moich koleżanek myśli o waginoplastyce, druga boi się przy partnerze zdjąć biustonosz (bo rozmiar nie ten i się wstydzi), trzecia przeżywa ogromne rozczarowanie, bo ani „prawdziwa” długość stosunku, ani długość penisa nie pokrywa się z tą „pornograficzną”, a czwarta brzydzi się spojrzeć na nieogolone kobiece łono „bo to takie obrzydliwe”. wydaje mi się, że sama pornografia stanowiła i stanowi główne źródło wiedzy o seksie moich rówieśników (mamy po 20 lat) i nie wiem, czy był (i jest) to najlepszy nauczyciel.

    Lubię to

  11. To chyba zludzenie, ze dawniej mlodziez wiedziala wiecej o seksie. Dzis, jesli tylko ktos CHCE, moze dowiedziec sie wszystkiego z wiki. O ciazy, seksie, aborcji… Podejrzewam ze odsetek niechcianych ciazy jest dzis nizszy niz dawniej. A ze grupa idiotow nie wiedzacych nic o seksie jest dzis dobrze widoczna? W erze internet kazdy glupi rzuca sie w oczy…

    Lubię to

  12. zgodzę się tutaj z Tobą jak najbardziej, nie wiem jednak, kiedy stajemy się na tyle dorośli, by zrozumieć, że porno to taki film akcji. i nie wiem, w jakim wieku powinien mieć miejsce pierwszy kontakt z tym tworzywem – z jednej strony zakładanie blokad na takie strony przez rodziców wydaje mi się zrozumiałe, z drugiej zaś trochę walką z wiatrakami. i przeraża mnie, że sporo dzieci (i już nie dzieci) czerpie z pornografii „wiedzę” o szeroko pojętej seksualności i nikt z nimi na ten temat nie rozmawia; nie ma dorosłego/nauczyciela/kogokolwiek, to narysuje granicę między prawdziwym seksem a jego obrazem, aktorką/aktorem porno a prawdziwą kobietą/mężczyzną.
    i tak, trzeba o tym z młodymi ludźmi rozmawiać, nie wiem jednak, na ile to jest rola szkoły, a na ile rodziców. mimo iż sama własne dzieci chciałabym wychować w duchu otwartego dialogu o seksie, wydaje mi się, że powinniśmy uszanować także takich rodziców, których poglądy różnią się diametralnie od tych moich. i tak jak ja bym nie chciała, by ktoś nauczał moje dzieci o seksie poprzez pryzmat katolickiego światopoglądu, ktoś może nie życzyć sobie, by jego dziecko „dostawało” ze szkoły inny przekaz odnośnie seksu, niż ten wysyłany w domu.
    i tak, wiem, że wchodzę na grząski grunt, ale chyba staram się po prostu zrozumieć obawy drugiej strony. nie wiem, gdzie kończy się wolność wychowywania dziecka według własnych przekonań, ale sprawa na pewno nie jest czarno-biała.
    a jeśli chodzi o różnicę między porno a seksem, zawsze przychodzi mi do głowy ta strona http://makelovenotporn.com/myths/facial
    pozdrawiam ciepło :)

    Lubię to

    • Wydaje mi się, że kwestie wyjaśniania pornografii można powierzyć rodzicom czy bliskim, ale podstawy, czyli fizjologia, biologia, prawa (a więc podstawy wiedzy o molestowaniu także) powinny być w szkole niezależnie od światopoglądu rodziców.

      Zgodzę się z tym, że wychowywanie dziecka zgodnie z własnym światopoglądem jest dość grząskie.

      Lubię to

  13. @Barbara „Niemniej jednak uważam, że każdy powinien ponosić konsekwencje swoich działań”.
    Wait, wait, wait. Skoro tak, to czemu tym „ponoszeniem konsekwencji” ma być akurat poród? Imho to równie dobrze może być aborcja (skoro niesie jakieś-tam ryzyko traumy).

    Lubię to

  14. @Barbara
    ” Niemniej jednak uważam, że każdy powinien ponosić konsekwencje swoich działań. ”

    Ta idea w praktyce wygląda tak, że wysyłamy śmigłowiec TOPRu po idiotów co nie sprawdzili prognozy pogody, straż pożarną i pogotowie do debili co wsiedli za kierownicę po alkoholu, ale jak komuś pękła prezerwatywa to ma urodzić, bo mogła się nie puszczać.

    I specjalnie dla Szpro Niekryty Krytyk, nie jestem fanem (za stary jestem) ale wiem co oglądają moje dzieci i w tej sprawie facet trafia w punkt.

    Do tego jakieś durne filmy edukacyjne, totalnie oderwane od rzeczywistości, i ksiądz uczący przystosowania do życia w rodzinie. Seriously?

    Ten system był spartolony wtedy i z maili moich widzów wiem, że jest równie spartolony teraz, ale jedna rzecz się zmieniła. Wtedy na wyciągnięcie ręki była książka z rysunkowymi penisami, dziś na wyciągnięcie ręki jest gang bang w takiej jakości, że można policzyć poszczególne plemniki przyklejone do rzęs. Wtedy dostawaliśmy do ręki pistolety zrobione z patyków, dziś młodzież w tym wieku dostaje prawdziwą bazookę, kilo trotylu, dwanaście granatów żadnej instrukcji obsługi. Idźcie i bawcie się. Odcięcie ich od sieci oczywiście jest pomysłem z mezozoiku i należy wepchnąć go sobie w końcowy odcinek przewodu pokarmowego.

    Sposób edukowania i przekazywania wiedzy po prostu nie nadążył za nieskrępowanym rozwojem internetu – kurtyna poszła w górę i cycki wyszły na wierzch. W szkołach natomiast ksiądz dalej uczy przystosowania do życia w rodzinie, straszy ogniem piekielnym każdego, kto zastosuje środki antykoncepcyjne (bardzo mądrze, dzięki temu niektóre dzieciaki rżną się, za przeproszeniem, bez, a potem występują u Drzyzgi w odcinku pod tytułem: „Mam jutro klasówkę
    z mnożenia i dziecko”) albo – nie daj Boże! – zacznie uprawiać seks przed ślubem.Kolejna bzdura, swoją drogą.

    Naprawdę mam przysiąc przed Wszechmocnym, że do końca życia będę jeździł jednym i tym samym samochodem, jeśli dealer nawet nie pozwoli mi wejść do środka? Kto przy zdrowych zmysłach robi coś takiego? Po waszych wiadomościach w mojej skrzynce widzę, że niejeden tata i niejedna mama przejechali się na kupowaniu fury na podstawie wyglądu lamp i koloru karoserii, a przesrane mają oczywiście owoce ich wielce dojrzałej miłości, czyli wy.

    Lubię to

  15. Ja (urodzona we wczesnych latach 80tych), z „wychowania seksualnego/do życia w rodzinie” pamiętam głównie ten makabryczny film (Pierwszy krzyk? Niemy krzyk?), który puszczano nam z podziwu godną regularnością. W rezultacie nastoletnia Wiedźma była szaloną prolajferką, a kiedy przez chwilę obawiała się (pod koniec liceum), że może „nosić w sobie nowe życie”, to już zaczynała meblować pokój dziecięcy. W mojej wtedy głowie, aborcja była po pierwsze – złem bezwzględnym, po drugie – złem z gatunku tych, którego ludzie wokół nie popełniają, złem rodem z filmów o seryjnych mordercach, wycinającym ofiarom na plecach znaki zodiaku – czymś, co dzieje się w telewizji i wyłącznie w produkcjach nie opartych na faktach.
    Co jest – z dzisiejszej perspektywy – pocieszające; jasno bowiem pokazuje, że taki zestaw poglądów może, przy odrobinie szczęścia i pomyślunku, minąć i zostać zastąpiony lewackim ekstremizmem.

    Lubię to

  16. Może seks powinien być dozwolony od 18 lat? Nie mówię, żeby wsadzać do więzienia nieodpowiedzialnych 17latków, ale gdy jeden z drugim zobaczy że ”to” jest dla niego zabronione, może fakt ten wzbudzi u niego chwilę refleksji ”hej, to nie przelewki, a jeśli rzeczywiście jestem za młody i warto poczekać? ” Z drugiej strony nie jestem wielkim przeciwnikiem edukacji seksualnej, choć wyobrażam sobie, że dzieciaki słuchające o takich rzeczach, mogą być zażenowane.

    Sam o seksie dowiadywałem się ze starych numerów ”świata wiedzy” i jakiejś popularnonaukowej książki o biologii/anatomii, myślę więc że samokształcenie również występuje, choć dzisiaj być może rolę tę przejęła wikipedia

    Lubię to

    • No ale jak to sobie wyobrażasz, że będzie chodził żandarm po domach i sprawdzał dokumenty, czy sekszą się pełnoletni, czy też nie? Imho aktualna granica AoC w Polsce jest dość adekwatna. Szesnastolatki seksiły się, sekszą i będą to robić, lepiej im opowiedzieć, jak to robić, by nie skrzywdzić siebie czy tej drugiej osoby.

      Lubię to

  17. „Może seks powinien być dozwolony od 18 lat?”
    Alkohol jest dozwolony od lat 18. I wyroby tytoniowe też. Jakoś nie widzę, żeby to wywoływało jakieś refleksje w młodzieży. Najwyżej takie, jak przekonać starszego kolegę, żeby nie chciał doli za pójście po fajki/piwo.

    Lubię to

  18. Dokładnie, seks powinien być dozwolony od 18 lat (i to pod karą grzywny!), bo jest tak samo jak alkohol i tytoń szkodliwy (albo lepij panie rezyseze), powoduje raka, marskość i w konsekwencji zabija. Zabija: biedny płód, kobietę w kobiecie, poczucie przyzwoitości, rodzinę, wartości (przepraszam – Wartości!), wzrok (a nie to od masturbacji akurat), powonienie i smak (pozostawiając absmak)! Ludzie plizzzz!

    Lubię to

  19. „Płodowi jest wszystko jedno, serio.”
    Irony is wasted on some people. Im trzeba tłumaczyć (po sto razy, to może coś dotrze), że płodowi nie jest wszystko jedno, albowiem nie ma on zdolnosci myślenia ani samoświadomości, bo do pewnego etapu nawet nie posiada mózgu. W związku z czym, niestety, jego interes musi ustapić interesowi osoby, która ma mózg, zdolność odczuwania bólu, a nawet skomplikowanych emocji; osoby, od której nieraz są zależni inni świadomi i czujący ludzie.

    Lubię to

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s