First we take Chazan

Chazana odwołano!

Hanna Gronkiewicz-Waltz na widok badań fokusowych, jakie dostarczono do ratusza, zbladła i wydała z siebie zrazu krótkie oświadczenie:

Kontrola wykazała nieprawidłowości w funkcjonowaniu szpitala przy ul.Madalińskiego, które są podstawą do rozwiązania umowy z dyr. placówki.

Uhonorowałam to owsianką z cynamomem. First we take Chazan, then we take Wołomin!

HGW rozszerzyła potem komunikat o następujące wyjaśnienie:

„Niepoinformowanie Pacjentki o granicznym terminie dokonania wcześniejszego zakończenia ciąży stanowi ograniczenie prawa Pacjentki do informacji, zagwarantowanego w art. 9 ust. 2 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Wprawdzie powyższa sytuacja miała również miejsce wcześniej w Instytucie Matki i Dziecka, jednak w żaden sposób nie może stanowić usprawiedliwienia dla Szpitala Specjalistycznego im. Św. Rodziny. W obecnie obowiązującym stanie prawnym administrator szpitala nie mógł odmówić Pacjentce prawa do zabiegu przerwania ciąży. Może zrobić to jedynie lekarz prowadzący.”

Jak widzimy, jest w nim trochę „ale oni też się biją, pszepani”, ale jak na naszą konserwatywną prezydentkę wiadomość iście radykalna: uznaje ona bowiem prawo do aborcji pacjentce Chazana. Serdeczne dzięki!

Zatem: bardzo dobra wiadomość. Wprawdzie jestem przekonana, że Chazan wyląduje na jakiejś kolejnej ciepłej posadce, ale niewykluczone, że nie będzie miał już kontaktu z pacjentkami. Jego zachowanie wyraźnie bowiem dowodzi, że kompletnie się do tego nie nadaje.

Wojna się nie skończyła, to zaledwie jedna wygrana bitwa.

Tymczasem nieoceniona Dominika Wielowieyska poczuła się w obowiązku zareagować na tego newsa. Pochyla się po równo nad udręczonym sumieniem Chazana, co nad traumą jego pacjentki, tylko że nie: kobiecie poświęca dosłownie dwa zdania, bardziej troszcząc się o to, że grozi nam „wojna religijna”, a tego przecież nie chcemy.

Przypomnę w tym miejscu, że to właśnie Dominika Wielowieyska poczuła się zraniona i spoliczkowana, gdy Katarzyna Bratkowska podczas rozmowy z Żalkiem oświadczyła, że zrobi sobie aborcję w wigilię. Zachowajmy umiar, dziewczęta, ostatecznie możemy się skrobać w ramach istniejącego tak zwanego kompromisu, ale nie obnośmy się z tym, bo kogoś jeszcze urazimy.

No, chyba że trafiłyśmy na Chazana, to się wtedy nie wyskrobiemy, ale wiecie, musimy to zrozumieć, czymże są nasze ciała i nasza dalsza przyszłość wobec sumienia lekarza.

Można oczywiście ścigać Chazana, można go oskarżać o fanatyzm.

(pisze Wielowieyska)

Ja bym powiedziała, że wręcz trzeba.

Problem jednak w tym, że trudno odmówić logiki w jego rozumowaniu: wskazanie innego lekarza jest swego rodzaju uczestnictwem w aborcji.

ORLY, a mnie to przychodzi z łatwością – być może dlatego, że mam aborcję za zabieg wchodzący w pakiet praw do zdrowia i stanowienia o własnym ciele.

Dla niego sytuacja też jest trudna, bo to tak, jakby mówił: ja nie zabiję tej osoby, ale mogę wskazać kogoś innego, kto to zrobi.

W związku z powyższym woli powiedzieć: proszę pani, ja wolę, by pani przeszła bolesny poród, jak również już nigdy nie zaszła w ciążę i patrzyła na swoje zdeformowane, naszprycowane morfiną dziecko, jak powoli umiera.

Profesor złamał prawo, jednak wielu lekarzy uważa, że ograniczenie klauzuli sumienia jest niezgodne z konstytucją.

Pacjentka Chazana dociekała swoich praw, jednak wielu antyaborcjonistów uważa, że ponieważ jest kobietą, nie ma prawa decydować o swoim ciele. Prawo do świadczeń zdrowotnych jest prawem konstytucyjnym, pani Dominiko, i dla każdej osoby, która ma w sobie okruch humanitaryzmu, powinno stać wyżej niż skrzywione fundamentalizmem katolickim sumienie.

Za chwilę będziemy mieć kolejną „obronę Częstochowy” i kolejnego lekarza, który podniesie bunt.

Doskonałe porównanie: to istotnie jest syndrom oblężonej twierdzy z matką boską opromieniającą dzielnie dających słowiański odpór chrześcijan. Also: TEN CHAZAN TYP NIEPOKORNY (zwłaszcza gdy sobie przypomnimy, jak niepokorny był za PRLu, przed ustawą antyaborcyjną z 1993).

Bo problem aborcji i pytanie o ochronę życia jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych. I trudno to zbywać prostym stwierdzeniem, że ktoś jest talibem.

E, dlaczego, ja z przyjemnością zbędę to prostym stwierdzeniem, chociaż może odpuszczę sobie taliba.
Problem mamy nie z tym, że kobiety chcą mieć legalną aborcję na życzenie, a z tym, że się jej im odmawia.

Dlatego jedynym wyjściem jest zwolnienie lekarzy z obowiązku wysyłania kobiet do innego szpitala i stworzenie sprawnego, ogólnokrajowego systemu informacji, gdzie legalna aborcja jest możliwa. Bez tego będziemy mieć ciągle ideologiczną wojnę, w której nie bierze się jeńców.

Wojnę, pani Dominiko, to my już mamy od ponad dwudziestu lat – odkąd pani podobni padli na klęczki i nie widzą powodów, by się podnieść. Sposobem na to nie jest parada ustępstw, z których wynika wyłącznie coraz gorsza atmosfera wokół praw reprodukcyjnych, a radykalizacja postaw. Spis lekarzy, którzy dokonują aborcji nie przysłuży się nikomu poza bojówkami antyaborcyjnymi, które bardzo chętnie pójdą z widłami na klinikę. Zamiast tego: niech wszyscy ginekolodzy mają obowiązek bezpiecznego dla zdrowia pacjentki przerwania ciąży, jeśli tylko pacjentka o to poprosi.

Zawsze przecież pacjentka może nie poprosić, nie pomyślała pani o tym, prawda?