czasem chcę zaborów

żyję w kraju, gdzie artystą staje się człowiek od straszenia ludzi psem-pająkiem i macania cycków przechodzącym kobietom

żyję w kraju, gdzie na ulice wychodzą ludzie, by walczyć o prawo do masturbacji pod filmiki z torrentów

żyję w kraju, w którym wybory nie zostały sfałszowane, tylko nieliczne głosy liczono po taniości

żyję w kraju, gdzie torturuje się ludzi, a jego mieszkańcy mówią „dobrze im tak”

żyję w kraju, gdzie wspomożenie biednych to starannie wyselekcjonowana jałmużna dla tych, co odpowiednio schludnie proszą

żyję w kraju, gdzie największym grzechem jest bieda i posiadanie opinii; niemile widziana jest także wagina

żyję w kraju, gdzie kisi się zarodki w macicach i dzieci w beczkach. Gdzie w soboty barszcz z ziemniakami zwany zalewajką i chleb z margaryną, a prezesowie fundacji odruchowo kupują ajpady

żyję w kraju, gdzie troska o służbę zdrowia równa się sprzęt z serduszkiem żyję w kraju, gdzie wędka, nie ryba, za mało się starasz, by odrosły ci ręce do trzymania tej wędki, odrosły ci oczy do szukania przynęty, a rybę, wszyscy wiedzą, przepijesz

chyba że jesteś kobietą. Wtedy cichutko usmażysz naleśniki i któregoś dnia nie zakręcisz

gazu.

Uwaga na marginesie: notka mająca na celu typowy spust emocji. Nie chcę zaborów. Nie mam wszystkich internautów za piratów-onanistów (choć nie mam zbyt dobrego mniemania o pobudkach większości protestantów ws ACTA – ale bardziej mnie martwi, czemu akurat to był powód wylegnięcia na ulice, a nie np. rewelacje o Kiejkutach). 

Reklamy