Papież Franciszek (wisi mi pięć dyszek)

Są rzeczy, wobec których czuję się odklejona. Nie kumam, na przykład, święta zmarłych i w ogóle obrządku pochówku – ktoś umiera to ktoś umiera, ja będę pamiętać ze zdjęć czy notatek, zupełnie nie mam potrzeby dzielenia się smutkiem i tęsknotą ze społecznością, a już tym bardziej odbębniania ich w wybrany dzień w roku, do tego późną jesienią, kiedy to raczej chce się siedzieć w domu i zajadać pierniki. Czy też wznoszenia sztandaru z imieniem. Na wypadek, gdyby ktoś mi zarzucał, że nie wiem, o czym mówię: wiem od mniej więcej ósmego roku życia, kiedy to odeszła naprawdę bliska mi osoba. Jest na zdjęciach. Jest w moich wspomnieniach.

Inne rzeczy, które rzadko przenikają przez moją bańkę to ten pasywno-agresywny stosunek do obrzędowości religijnej, jaki mają tak zwani wyborcy PO (czyli młodzi, wykształceni, z wielkich miast, biurowa klasa średnia, liberalni światopoglądowo i ekonomicznie). Używam tu pewnej szufladki, ale może uda mi się opisać, o co mi chodzi – generalnie taka kategoria ludzi, którzy mają pewną (nikłą) stabilizację finansową, a często już i rodzinną, ufają raczej nauce niż wierze oraz bardzo często starannie zajmują stanowisko prawdy leżącej pośrodku, wychodząc z założenia, że dzięki temu będą obiektywni i racjonalni. Wychodzi różnie, bo są sprawy, w których nie ma symetrii. Więc podśmiewają się z cicha z obostrzeń religii rzymskokatolickiej dotyczącej strefy seksualności, bywa, że określają się jako ateiści, ale jednocześnie, zwłaszcza przy dyskusji o JP2 reagują w formie ALE PAPIEŻA TO TY SZANUJ.

No nie, bardzo mi przykro. Ja mogę uszanować to czy inne uczucie religijne osoby mi bliskiej i na słowa „to jest bowiem ciało moje” nie wykrzykiwać „no nie przy jedzeniu!” (dobra, ten jeden raz mi chyba wybaczycie?). W zamian oczywiście oczekuję, że i moje uczucia ateistyczne się uszanuje i nikt mi nie będzie robił wymówek, że się gdzieś nie przeżegnałam. Dopóki rzecz jest prywatna – nie ma problemu. Jedna osoba wierzy w bóstwo, inna w rock and roll, trzecia w eksperymentalny sygnał dobra (a ja chyba w to, że ludzie pragną być kochani i jak się ma to w pamięci, można wspólnie zdziałać sporo dobrych rzeczy). Gdy staje się publiczna czy polityczna – gdy nagle okazuje się, że czyjaś wiara nie pozwala mi decydować o sobie, gdy dowiaduję się, że jakiś ksiądz czy papież powiedział coś, co w ogóle nie powinno mnie interesować – przestaję mieć skrupuły.

No i tu wracamy do Franciszka, który ostatnio powiedział, że katolicy nie muszą być jak króliki.

Zrugałem kilka miesięcy temu w parafii kobietę, która była po raz ósmy w ciąży i była po siedmiu cesarskich cięciach, pytałem ją: Chce pani osierocić dzieci? Nie trzeba rzucać Bogu wyzwania – powiedział.

Dysponuję tylko polską wersją tekstu, więc opieram się na niej: nie wiem, czy ta kobieta jest samotną matką (ale siedmiorga dzieci? nie wydaje mi się), nie wiem też, czy do papieża przyszła sama, czy słowa te padły w trakcie rozmowy sam na sam. Wiem tylko, że papież zrugał za niepohamowane dziecioróbstwo.

No wiecie, dość mocne słowa jak na głowę instytucji, która tupie nóżką na antykoncepcję hormonalną, w tym awaryjną oraz wybitnie przyczyniła się do rozprzestrzenienia wirusa hiv bezrozumnym uporem w kwestii zakazu prezerwatyw (i nie, nie przekonacie mnie, że „naturalna kontrola urodzeń” ma porównywalną skuteczność z antykoncepcją hormonalną). Ja rozumiem: papa chce, żeby ludzie robili dzieci odpowiedzialnie. Chwali mu się, jest to jakaś nowość. Ale bez narzędzi kontroli urodzeń może sobie pogadać.

Poza wszystkim innym, jak ludzi stać i mają siłę, to niechże będą sobie wielodzietni. Póki kobieta ma wybór, czy zostać matką czy nie i decyduje o tym z pełnym wsparciem swoich praw reprodukcyjnych – bardzo proszę. Ci rodzice czworga dzieci, których znam, są fajni i ogarniają towarzystwo śpiewająco.

I też nie bardzo rozumiem, dlaczego miałabym do papieża przykładać jakąś inną, mniej nowoczesną miarę niż do innego polityka. Bo, słuchajcie – to jest polityk, to jest głowa państwa. Dlaczego mam go traktować inaczej? On żyje w XXI wieku, nie w XVIII. Ma pieniądze i wykształcenie. Ma dostęp do informacji naukowych. Ma władzę. Nie widzę powodów, by puszczać mu płazem rugania matki o jej ciąże, jakby je sobie sama robiła i nie widzę powodów, by nie pytać: no fajno, ale skoro tak, to dopuść-że jakąś nowocześniejszą kontrolę płodności niż mierzenie temperatury i obserwację śluzu.

To znaczy wiem, że papież się moją notką przejmie tak samo jak utyskiwaniem Terlikowskiego, bo żadne z nas nie ma takiej władzy jak Franciszek. No, Terlikowskich trochę częściej zapraszają do polskiej telewizji (a szkoda). Ale zaczęłam od tego, że jestem odklejona od pewnych rzeczy, no więc: jestem odklejona od tego zachwytu Franciszkiem, że jaki on liberalny i nowoczesny. No gdzie? Jest normalnym, homofobicznym, mizoginicznym i zafiksowanym na seksualności księdzem jak większość księży katolickich; nawet jak powie coś, co zaczyna mieć pozory racjonalności, to zaraz wraca w utarte wiekami uprzedzeń koleiny. I nawet jeśli widuję tak zwanych normalnych księży, to sami widzicie, co często się z nimi dzieje: są uciszani, przenoszeni na odległe parafie itp. Cóż, polski KRK ma wiele cech organizacji przestępczej i wstępuje się do niej jednak na własne ryzyko.

Papież nie jest świętością. Z jakiegoś powodu trafiło mu się najwyższe stanowisko i nie udawajmy, że nie było w tym takiej samej polityki, układów, koterii, przepijania na stole i kopert pod stołem jak w każdym innym układzie politycznym. Więc nie – żadnej taryfy ulgowej. Głupio zrugał kobietę, głupio mówił później – o kolonizacji ideologicznej przyrównując ją do kolonizacji, jakiej dokonał faszyzm. Zaiste, bardzo liberalny i postępowy ksiądz, no miejcie litość.

Reklamy

16 uwag do wpisu “Papież Franciszek (wisi mi pięć dyszek)

  1. Z serca Ci dziękuję za ten tekst. Od zachwytów liberalnym Franciszkiem, który nie chce chodzić w czerwonych bucikach, ruga matkę siedmiorga dzieci i można go wsadzić na mem z Terlikiem – a absolutnie wszystko, co jest naprawdę szkodliwe, złe i obrzydliwe popiera w całej rozciągłości coś mi się robi w wątrobę. Dzięki Tobie dziś boli troszkę mniej.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Dzięki, już myślałem, że to ze mną coś nie tak. Odkąd go wybrali ludzie się zachwycają, a ja czytam w jego wypowiedziach dokładnie to samo co czytałem u Ratzingera i Wojtyły. Przyznam tylko, że jest jakaś różnica stopnia, bo Bergoglio potrafi takie same świństewka w troszkę ładniejszy sposób wypowiedzieć.

    Polubione przez 1 osoba

  3. tylko dodam, że bardzo wiele kobiet nie ma żadnego wpływu na to czy są w ciąży czy nie, bo o tym kiedy i jak współżyją albo czy się zabezpieczają decyduje ich patriarchalny, przemocowy partner. jak ktoś jest w ósmej, zagrażającej życiu ciąży, to bardzo prawdopodobne, że jest właśnie w takiej sytuacji. wywieranie na nią nacisku z pozycji autorytetu, w dodatku przed całym światem, to jest szczyt okrucieństwa.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ale zajrzyj kiedyś (albo może nie, bo to jednak podnosi niezdrowo ciśnienie) na forum Wielodzietni, wątek o papieżu.
    Po słowach Franciszka (jak zrozumiałam słowa były inaczej podane, nie tak hm, brutalnie, a w przekładzie powtarzanym przez polskie media dużo straciły) zakotłowało się tam, a panie, które dosłownie licytowały się, która ma więcej dzieci, trochę przycichły skonfundowane. I moim zdaniem dobrze będzie, jeżeli się zaczną zastanawiać, czy następna (dziesiąta na przykład) ciąża jest bezpieczna dla nich czy dla dziecka. Zabraniać nikt im nie może zabronić, ale wskazać (podobno słowo „rugać” to wyjątkowo nieszczęśliwy wygibas tłumacza, nie wiem, nie znam włoskiego) inną możliwość- czemu nie?
    No. Tego…

    Polubienie

  5. Dzięki, Szprota. Od chwili wyboru Franciszka, czuję się nieco osamotniona. Co prawda z uwagi na poglądy zwykle stoję sobie jak goły na rogu stodoły, więc niby się przyzwyczaiłam, ale miło odkryć, że nie tylko mnie obcy jest hurraoptymizm.

    Polubienie

  6. Jego prawdziwe poglądy widoczne są też we fragmencie o „rzucaniu wyzwania”. Po angielsku było jeszcze dosadniej: „Don’t tempt God”.
    Takie szamanistyczne przekonanie o złośliwej istocie obdarzonej mocami, którą trzeba ubłagiwać i przekupywać, żeby nie zrobiła kuku. Bo tylko czeka na prowokację ze strony matki, żeby ją zabić podczas zabiegu. Oczywiście umiejętności lekarzy i stan zdrowia pacjentki nie mają tu nic do rzeczy, to bozia decyduje kiedy zdmuchnąć świeczkę.
    Ja tu też żadnego humanizmu i postępowości nie widzę…

    Polubienie

  7. Dla mnie to w pierwszej kolejności nie powinien nikomu się do łóżka wpychać. Tzn. jakby powiedział to samo obojgu rodzicom, to też się nie zgadzam. A po drugie to wezwanie do ograniczenia liczby dzieci w wykonaniu papieża, to trochę jak „nie mają chleba, niech jedzą ciastka”.

    Polubienie

  8. Na fejsie ktoś przytomnie zauważył, że Bergoglio pochodzi z takiego regionu świata, w którym wielodzietność = zagrożenie ubóstwem i może mieć jeszcze ten bias. No ale nawet jeśli: to trzeba dać ludziom a) edukację seksualną (a nie farmazonić o kolonizacji ideologii gender), b) skuteczną i powszechną antykoncepcję (a nie mgliście wspominać o „środkach” dopuszczonych przez KRK, czyli mało skutecznym NPR), c) z tą władzą: lobbować o zmniejszenie nierówności ekonomicznych (ponoć w tym zakresie nawet coś robi, ale nie wiem, czy walka o równość ekonomiczną bez koncentracji na prawach kobiet ma duży sens).

    Polubione przez 1 osoba

  9. A ja pamietam, ze mowi to nastepca czlowieka, ktory wyniosl na oltarze – czyli jako przyklad dla reszty wierzacych – kobiete, ktora poswiecila swoje zycie w imie rozmnazania. Dla mnie obecnosc Molli na oltarzach i stawiania jej jako wzorca rodzicielstwa jest pomylka. Te wszystkie zachwyty kobieta, ktora umarla, zeby dac czwarte zycie, dla mnie byly nie do zaakceptowania. I mam nadzieje, ze to jest zmiana kursu, ktora sie utrzyma: nie szarzuj swoim zyciem i zdrowiem, dzieci potrzebuja matki.

    Polubienie

    • I „dzieci potrzebują matki” i bardziej ogólnie „dbaj o siebie, nie ryzykuj życia dla wartości” – w porządku, ale przynajmniej w przypadku tej matki siedmiorga, pretensje zaadresowane cokolwiek niepełnie. Jak mówię: sama sobie tych dzieci nie robi.

      Polubione przez 1 osoba

  10. Chciałabym żyć w świecie w którym po setek lat kłamstwa, obłudy, zapędzania się w coraz dalsze zakątki psychozy w imię trzymania wartości wobec ksiązki napisanej w czasach gdy luksusem była lepianka a słowo edukacja opisywało fakt, że umiesz pismo obrazkowe; wystarczył jeden (no dobra troje patrząc po historii) człowiek by nagle przesjść na właściwie tory.
    Ale w takim nie żyję, Ty również i wszyscy inni którzy oczekują, że papież który co jakiś czas wyrazi pogląd bliższy czasom obecnym nie zaś średniowiecznym miał coś spektakularnie zmienić.
    Czy od mieszkańca Korei południowej mamy prawo oczekiwać, że jak rok pobędzie w Europie to nagle zmieni nawyki swoje, swojej rodziny i wszystkich wartości za jakimi stoi?
    Alb bliżej.. popatrzmy na swoje podwórko. Od zmiany systemu władzy mijają prawie trzy dekady. Trzy długie dekady zmian, wprowadzenia koślawego i niepełnosprawnego kapitalizmu i demokracji. A mimo to, nasze urzędy dalej są kwintesencją socjalizmu i głębokiego prlu. Mimo, że teraz nie układają pasjansa tylko sprawdzają czemu jest czerwona kropka w Ewuś. Mimo, że mamy numerki do kolejki, pełne póki w sklepach, nie grozi nam godzina policyjna i mamy wolnośc słowa. A mimo wszystko ponad połowa tego kraju tkwi w mentalnym prlu – patrz case górnicy czy rolnicy „dajcie nam bo nam się należy 0 rząd mówiący – naturalnie, zabierzemy tym durnym kapitalistom (wyższe podatki, zabieranie ulg dla przedsiębiorców, zwiększająnie składki ZUS) i dajmy siedzącym w socializmie trzem grupom społecznym.
    I patrząc na dwadzieścia kilka lat walk wewnętrzych naprawdę oczekuejmy, że taki pan Franicszek przyjdzie i nagle odmieni losy Koscioła?? U nas socializm trwał 30 lat. w Kościele te zasady panują od setek. Setek. Przynajmniej połowa tego czasu musi minąć nim Kościoł wejdzie na własciwie tory. A nie dwanaście miesięcy.

    I dla jasnosci. Nie jestem zagorzałą katoliczką. W ogóle. Nie jestem psychofanką Franciszka. Ale uważam, że należałoby spojrzeć trochę szerzej na kontekst zmian jaki się ma odbyć w tej instytucji. I owszem, każdy z tych panów jest przesiąknięty do szpiku kości wartościwami jakie są wpajane w murach seminariuów. Taki Franciszek poza uporządkowaniem całego Kościoła musi jeszcze uporządkować swoją głowę. A na jego nieszczescie przyszło mu to robić publicznie. jak długo? Zobaczymy.
    O ile nie zacznie przesadzać i „czegoś nie zje” jak Jan XXIII.

    Polubienie

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s