Bujać to my

Mam się za social media wymiataczkę. Poszukiwania pracy w tej branży nieco zweryfikowały to mniemanie o sobie, nadal jednak jestem zdania, że dobrze je czuję i jestem z nimi na bieżąco. Ostatecznie fanpage tego bloga jest traktowany przez wielu czytelników jako prowadzony przez zespół. Nie, to jestem tylko ja, próbująca osiągnąć równowagę między autopromocją a edukacją w zakresie feminizmu i walki o prawa wykluczonych. Nie kupuję lajków, nie robię konkursów i, jak czasem widzicie, niespecjalnie kokietuję społeczność, która do mnie zagląda.

Jednym z pomysłów social media django na popularność fanpagey jest ogłaszanie konkursów. Na taki pomysł wpadł też administrator fanpagea GK PGE, zachęcając swoich użytkowników do wykonania selfie podczas wiosennego spaceru i publikację zdjęcia pod postem konkursowym.

Grupa łodzian próbowała zasabotować konkurs, wklejając selfie zrobione pod kamienicą” przy ulicy Piotrkowskiej 58.

Zrzut ekranu 2015-04-30 o 12.03.05

Od 2007 roku łódzki oddział PGE interesował się kamienicą i czynił starania o przejęcie terenu. Ostatecznie zakład za budynek zapłacił mieszkaniami, do którego przeprowadzili się mieszkańcy budynku komunalnego, zaś sam budynek miał zostać zrewitalizowany.

Nie bez powodu określenie rewitalizacja po łódzkuzawiera taką dozę przekąsu i wizję kompletnej ruiny. Nowy właściciel terenu wyburzył kamienicę. Był zobowiązany do końca 2011 zastąpić ją nowym budynkiem. Mamy rok 2015 i przy Piotrkowskiej 58 nadal zieje dziura w zabudowie. Nowy właściciel nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań i nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji.

Akcja z selfie na tle ruiny przy Piotrkowskiej 58 miała przypomnieć PGE, że wiosenny spacer Piotrkowską to dla Łodzian świadomość, że ich miasto dostaje się w ręce firm, które jedyne, co potrafią dla tkanki miejskiej, to wyburzać kolejne kamienice. Administratorzy fanpagea jednak nie są zainteresowani dyskusją, ukrywają kolejne posty ze zdjęciami na tle ruiny i nie odpowiadają na komentarze. I nawet trudno im się dziwić – nie są wynajęci do tego typu dyskusji. Fakt jednak pozostaje faktem – mamy do czynienia z firmą nierzetelną, nastawioną wyłącznie na zyski i nieodpowiedzialną społecznie. Nie jest ona też, niestety, wyjątkiem.

Pierwszego maja  o godz.15.00 pod siedzibą Uniontexu zostaną złożone kwiaty i znicze w celu upamiętnienia kolejnej łódzkiej fabryki, która poszła w ruinę dostawszy się w prywatne ręce. Akcja trwa w kilku innych miastach. Przyjdźcie.

Dyscyplina billboardów

Zastanawiam się, jak to napisać, nie stając po drugiej stronie barykady co Sylwia Chutnik, którą bardzo lubię i podziwiam. Więc: to nie jest tekst przeciw Tobie, Sylwia. Wierzę, że to zrozumiesz.

Może tak: dyscyplinują nas nie tylko billboardy. Dyscyplinują nas okładki czasopism. Reklamy w tv i w kinach. Spojrzenia naszych matek i naszych przyjaciółek. Komentarze naszych ojców i naszych kolegów.

Generalnie żyjemy w świecie, w którym nie możemy być za szczupłe, bo jesteśmy wówczas szalonymi ofiarami mody, ale i za grube, bo wtedy z kolei jesteśmy leniwe i zaniedbane. Gdy ubieramy się zbyt skromnie, jesteśmy cnotkami niewydymkami, co wstydzą się własnego ciała. Gdy zbyt odważnie – same prosimy się o nieszczęście.

Chciałabym żyć w świecie, w którym absolutnie nikogo nie interesuje, ile ważę i czy wypada mi w wieku prawie czterdziestu lat wkładać gorset i mini. Staram się stwarzać taki świat wokół siebie. Z różnym powodzeniem, bo prócz chęci mam w sobie jednak i odłamki uprzedzeń, i pozostałości z dość patriarchalnego wychowania.

Faktem jest, że o to, co na siebie wkładam dość silnie się troszczę i chwilami nie mam zrozumienia dla abnegacji innych. Ale to, czego nauczył mnie Terry Pratchett – to druga i trzecia myśl, czyli: co z tym brakiem zrozumienia robię. Na przykład to, że uświadamiam sobie, że świat nie ma obowiązku wychodzić naprzeciw moim gustom. Ja naprzeciw gustom świata nie wychodzę, nie noszę rozmiaru zero, nie ubieram się stosownie do wieku, skąd więc oczekiwanie, że inni dostosują się do mnie.

Problem w wielkoformatowym billboardzie, jaki mierzi Sylwię (i mnie zresztą też) jest taki, że jest absolutnie banalny. Żaden cymes pokazać smukłe dziewczę gniecione erotycznie przez równie smukłego chłopca i opatrzyć to logotypem marki odzieżowej. To nie jest szczucie płaskim brzuchem, lecz szczucie banałem.

I dyscypliną.

W krytyce dyktatu smukłych piękności z okładek bardzo łatwo osunąć się w skinny shaming i postawę pogardy wobec kobiet, które mieszczą się w ramy współczesnych standardów piękności – puste, plastikowe lalki. Byłabym ostrożna z takimi ocenami. Oczywiście, systemowo wspierane są właśnie one – osoby wpasowujące się w ramy, nie doświadczają systemowej dyskryminacji, z jaką stykają się osoby otyłe – nie widzę jednak wyjścia z tej sytuacji poprzez branie odwetu. Co to da? Co tym zyskamy?

Pół roku temu facebooka zalał kretyński mem z Anją Rubik porównywaną do ofiar obozów koncentracyjnych. Trudno powiedzieć, co tkwiło w głowie osoby tworzącej obrazek, by użyć tego porównania jako inwektywy. Całą sprawę sprawnie i słusznie opisał Zombie Samuraj, a ja przywołuję ją po to, by wskazać, jak ekstremalne formy przybiera coś, co zaczyna się od nazywa szczupłych kobiet „wieszakami”.

Widok osób ponadnormatywnie szczupłych oskarża się o przyczynianie się do rozwoju chorób cywilizacyjnych jak anoreksja i bulimia – dokładnie tak samo, jak wizerunki osób otyłych są pomawiane o promocję otyłości. Tymczasem przyczyn zaburzeń odżywiania jest wiele i trudno wskazać jedną przyczynę (jeśli już by się chciało, to na pewno na wysokiej pozycji będzie przebywanie w środowisku, które przywiązuje wagę do wyglądu, ale także emocjonalna potrzeba kontroli i perfekcjonizm). Z podobnych przyczyn nie podoba mi się zakaz występu na wybiegach modelkom poniżej pewnej wagi. Nie tędy droga. Już prędzej w parytetach sylwetkowych na wybiegach i okładkach, póki żyjemy w kapitalistycznym świecie, a nasze ciała są własnością publiczną.

No i w tym, co przekazujemy młodszym od siebie dziewczynom. A tu najważniejsza jest miłość do własnego ciała – tego niesamowitego, działającego w tylu procesach naraz instrumentu – by czuć się pięknie.