Hejt stop, nienawiść start

Kochane i kochani, dziś opowiem Wam o nienawiści.

Nienawiść to coś innego niż hejt. Hejtem ostatnio nazywa się wszystko, co nie jest lajkiem. Każda krytyka i każdy niepozytywny komentarz to hejt. Hejtem jest zakopanie artykułu na wykopie, kciukas w dół na jutubie czy przesunięcie w lewo delikwenta na tinderze. Oczywiście, są komentarze paskudne i pełne pogardy, jak choćby ten Kukiza z powyższego obrazka. Mam w sobie  sprzeciw, by tego typu komunikaty sprowadzać do hejtu – w wypowiedzi Kukiza czai się już prawdziwa, złowroga nienawiść. Hejt odbiera jej moc. Słowa mogą ranić, mogą nakręcać spiralę przemocy, mogą sprawić, że komuś stanie się krzywda.

Uczyniwszy ten wstęp, zapraszam Was do lektury artykułu, jaki mną wstrząsnął we wtorkowy poranek. Słońce wschodziło, kot pukał mnie w ramię i pytał, czy mam może chwilę na rozmowę o zbawczej funkcji mruczenia, więc odbywszy tę rozmowę zerknęłam w internety, tamże pozyskałam nowy numer tygodnika, co do którego nieraz miewałam mieszane uczucia i sen mnie odszedł w parę chwil. Tygodnik zaserwował frapujący artykuł z superherosem, więc dałam się porwać wartkiej akcji, zwrotom fabularnym i delikatnemu rysowi hagiograficznemu.

Był zdruzgotany. Chodził na terapię, przyjmował leki.

Kiedy zobaczyłem, ze staje na nogi, to wiedziałem, ze ktoś będzie mial kłopoty, bo on tej sprawy tak nie zostawi. Znajdzie tego kogoś, kto mu zniszczył życie. Nie tylko zawodowe, ale także prywatne, jego żony i dziecka. Wiedziałem, ze tego nie odpuści.

Opis wydarzeń jak z dobrego czytadła sensacyjnego. Oto wokół bohatera zacieśnia się krąg pomówień, oskarżeń, złych spojrzeń tudzież języków. Zaszczuty, popada w stany psychiczne, wymagające opieki lekarza. Nie poddaje się jednak. Złamany, lecz nie pokonany, wzrasta na nowo niczym zmaltretowana wątroba Prometeusza w wersji tylko dla orłów. Świat wprawdzie się uwziął, bo to przecież właśnie świat robi bohaterom, ale nic to. Walczymy. Przetrwamy. Nie będzie oszczerca pluł nam w twarz.

W innym akapicie mamy podmuch serdeczności, ciepła i wsparcia dla swojaka-Ślązaka.

Tutaj nadal jest bohaterem, nadal jest bardzo popularny. To nasz człowiek, stąd. Warszawka może się zastanawiać, czy był winny, czy niewinny, ale tutaj nikt tak nie robi. Nikt go nie wytyka palcami, nie uśmiecha się za plecami. Afera  została wyparta.

Wiemy już, że winną jest szeroko rozumiana Warszawka, która zapewne w wolnych chwilach pomiędzy zapierdolem w Mordorze a siorbaniem sojowego latte zajmuje się życiorysami innych ludzi. Jak powszechnie wiadomo, w innych miejscach w Polsce ludzie nie pracują w korporacjach i nie pijają kaw. Wykazują też całkowity brak zainteresowania tym, co inni ludzie robią sobie i innym.

Tylko, że nie.

Jak również Hanysy majom anong, co jes molestowanie seksualne i żodyn niy popiero przemocy wobec frelek, dziołszek i bab.

O Durczokgate mówi już wtedy cala Polska. TVN powołuje wewnętrzną komisję, która ma sprawdzić, czy w redakcji „Faktów” rzeczywiście działo się coś złego. Po dwutygodniowym śledztwie komisja ustala, ze trzy osoby zatrudnione w firmie „mogły być przedmiotem mobbingu lub molestowania w miejscu pracy”. Nie wskazuje winnego. Jako zadosćuczynienie TVN proponuje ofiarom 6-krotność miesięcznego wynagrodzenia. Rozwiązuje tez umowę z Kamilem Durczokiem za porozumieniem stron.

Myślę, że część z Was domyśliła się wcześniej, że międlę Durczoka. Ostatecznie nie co dzień przejmuję się, co tygodniki wypisują o bohaterach. Wolę bohaterki, a ogólnie to komiksy.  Tu komiksu nie ma (może to i lepiej, po dojściu PiSu do władzy polityczne komiksy satyryczne stały się równie lotne co smsy widzów do Szkła Kontaktowego). Bohaterek też nie. A warto przypomnieć, że to one w tej historii są najważniejsze.

Przede wszystkim: kilka tygodni temu serwis kulisy24.pl ujawnił raport z komisji TVN. Czy serwis jest wiarygodny, nie mnie oceniać, prowadzony jest jednak przez dziennikarzy śledczych, a Latkowskiemu zdarzały się wcześniej petardy wyjątkowo trafnych śledztw (wyjątkowo nietrafnych też, dlatego podchodzę do niego z pewnym sceptycyzmem). Raport w każdym razie wygląda na autentyczny. Stoi w nim jak byk, że:

Zrzut ekranu 2016-02-09 o 22.54.55

Zrzut ekranu 2016-02-09 o 22.56.16

Jeśli to nie jest wskazanie sprawcy, to nie wiem, co to jest – kotek z gry neko atsume na zielonej poduszce? W raporcie jest również potwierdzenie, że prócz molestowania Durczok dopuszczał się mobbingu na pracownikach, a także – że niezalecana jest dyscyplinarka z uwagi na dobro osób poszkodowanych. Być może nie jest to autentyczny dokument, jest on jednak całkiem wiarygodny. O Durczoku krążyły więcej niż plotki. Był artykuł we Wprost, buntowniczy felieton Kasi Nowakowskiej na foch.pl, publikacje na Codzienniku Feministycznym, tuż przed detonacją bomby Latkowskiego feministyczno-dziennikarski światek aż wibrował od informacji przekazywanych przez byłe współpracownice tak zwanego znanego dziennikarza. Wyłaniał się z nich obraz mężczyzny, w sposób cyniczny i wyrachowany wykorzystującego swoją władzę, by znęcać się nad innymi i zaspokajać swoje przyjemności. Człowieka, który skrzywdził co najmniej trzy, a prawdopodobnie o wiele więcej kobiet, a którego z racji sprawowanej funkcji bardzo długo nie można było powstrzymać.

Wokół przemocy tworzy się zmowa milczenia. Gdy jesteś osobą wrażliwą (oczywiście, że jesteś, skoro mnie czytasz) i widzisz przemoc, zrazu nie wierzysz własnym oczom; nie chcesz zrozumieć, że ludzie świadomie i dobrowolnie robią sobie takie rzeczy. Potem, na przykład, słyszysz: „nie mów nikomu, bo pożałujesz”, a masz do stracenia pracę i dobre imię, które mężczyzna przy władzy może ugniatać jak kulkę plasteliny. Albo też inaczej, słyszysz: „nie mów nikomu, bo mi wstyd”. I myślisz sobie, że dokładać tej osobie, co właśnie ją skrzywdzono, to faktycznie będzie za wiele. Trzeba ją chronić. Bo jak rozpowiesz, otworzysz puszkę Pandory i pożałujesz nie tylko ty, pożałuje mnóstwo osób. Więc milczysz.

Aby przerwać ten zamknięty krąg, musi powstać masa krytyczna osób, które doświadczyły przemocy z ręki tego samego człowieka; masa, która porozumie się między sobą i pojmie, że nie jest w tym osamotniona. W moim środowisku był gość, który molestował – zaczęło się od obleśnych uwag i podszczypywanek, skończyło na upiciu dziewczyny i gwałcie. Dopiero wtedy jedna z dziewczyn zdecydowała się na nagłośnienie historii, dzięki czemu zaskakująca liczba naszych koleżanek wyszła z cienia i potwierdziła „tak, ja też miałam z tym typkiem przemocowe doświadczenie”. Koleś ostatecznie został całkowicie wybanowany ze środowiska, bo też i środowisko, zorientowawszy się w procederze, murem stanęło po stronie dziewczyn. Niemniej do przełamania zmowy milczenia trzeba odwagi i desperacji, której nie mamy prawa oczekiwać od osób doznających przemocy. Niezbędne jest także środowisko, które je wesprze, a z tym, co widać choćby po cytowanym przeze mnie artykule z Newsweeka, jest źle. Bezpieczniej się staje po stronie silniejszego.

Jako świadkowie przemocy możemy reagować – ucinać seksistowskie żarty kolegów, nie zgadzać się na nienawistny język wobec innych, powstrzymywać kumpla przed zaciągnięciem pijanej koleżanki do pustego pokoju w akademiku. Jesteśmy w stanie tworzyć środowisko, w którym te i ci, którzy doświadczają przemocy, będą mieć wsparcie. I tak, wiem, że w przypadku kogoś z władzą, np pracodawcy, jest to dodatkowo trudne, bo prócz świadomości tego, co słuszne, mamy zrozumiały lęk o swoją pracę i bezpieczeństwo. Ale innej drogi nie ma.

Zobaczmy przecież, co się dzieje, gdy środowisko wspiera sprawcę. Pojawiają się takie hiobowe fanfiki, jak ten w Newsweeku. Otwiera go opis, jak to Durczok prowadzi jakiś kongresik dla przedsiębiorców (kapitaliści mili). W środku rzewna wstawka o tym, że Durczok własnymi rękami barszcz bezdomnym nalewał. Na końcu – buńczuczne obietnice, że ci, co mu „zniszczyli życie” zapłacą za to. Nikt nie pyta, co się dzieje z kobietami, które molestował i kto zapłaci za ich krzywdę. W opowieści o przemocy mamy wyjątkową tendencję do stosowania strony biernej, co sprawia, że staje się ona wyłącznie problemem osób jej doświadczających. Tymczasem są sprawcy. Są świadkowie. Da się coś zrobić.

Tylko, żeby zacząć, trzeba rozpalić w sobie gniew. Poczuć w sobie nienawiść do przemocy i chronienia jej sprawców. Dlatego mówię: nienawiść start.

(A w niedzielę w różnych miejscach na całym świecie przekuwamy nienawiść w taniec i śpiew. Przyjdźcie koniecznie!)