Czubek nosa

W połowie kwietnia internet obiegło nagranie pani Piaseckiej, żony (byłego) radnego PiS, dokumentujące, jak wyżej wymieniony znęca się nad nią, bije i wyzywa. Nie zamierzam podawać go dalej, bo wśród znajomych i obserwujących mam osoby, które doświadczyły przemocy; którym nie udało się tych doświadczeń nagłośnić i które niekoniecznie chcą do nich wracać. Nie chcę im robić krzywdy pokazując coś, co budzi najgorsze wspomnienia.

Prawicowiec bijący swoich bliskich i jednocześnie protestujący przeciw konwencji antyprzemocowej to sytuacja tak typowa, że można by na niej otworzyć punkt ksero. Konserwatywny światopogląd, stawiający kobiety gdzieś pomiędzy zwierzętami domowymi a ruchomościami o średniej wartości, sprzyja temu stanowi rzeczy.

Staram się, z czystej ciekawości poznawczej, pojąć postawę tradycjonalistyczną i zmianom niechętną. Pojmuję, że zapewnia ona poczucie pewnej stałości i że w tym chaotycznym, niepojętym świecie warto mieć kilka wartości, których można się trzymać, takich jak rodzina, dom czy też wspólnota.

Problem polega na tym, że w momencie, gdy do domu wkracza przemoc, trudno już mówić o wspólnocie i rodzinie. O czyje wartości troszczy się Piasecki, zalewając się krokodylimi łzami w programach telewizyjnych? Przecież nie o poczucie bezpieczeństwa swoich bliskich, którzy słyszeli jego przekleństwa i czuli jego ciosy. Tylko o siebie się troszczy – i na tym zasadza się mój problem z konserwatystami. Nic poza czubkiem własnego nosa.

Tu sprawy przyjęły skrajnie niebezpieczny obrót (wrócę jeszcze do nich), ale nie dalej jak dziś naczelny Superaka, osobnik bardziej tradycyjny niż żur na Wielkanoc, narzekał, że nie ma gdzie zaparkować, BO TYLE TYCH MIEJSC DLA NIEPEŁNOSPRAWNYCH. No halo, panie Sławku, chyba pan się nie chce zamienić z nimi na zdrowie?

Jastrzębowskiemu sekunduje równie postępowy i lotny dziennikarz, Łukasz Warzecha, którego za dawnych czasów podglądaliśmy po różnych prawicowych szamba portalach, a teraz, zdaje się, bryluje w głównym nurcie, no bo w końcu do władzy dorwali się jego ziomkowie od medialnego torcika.

Nie ma żadnej teorii spiskowej tak spójnej jak konserwatywny światopogląd: niech się nic nie zmienia, bo MNIE ma być wygodnie, MNIE jest teraz dobrze, JA rządzę swoim mikroświatem, JA podnoszę rękę i uciszam żonę i NIKT mi się nie wpieprza. To ja zaparkuję rządową limuzyną na kopercie, by ogłosić zamknięcie klas dla dzieciaków z niepełnosprawnościami (I kid you not), to ja się będę oburzać, gdy ktoś mi przypomni, że jestem wykształcona, z wielkiego miasta i z oszczędnościami na koncie w banku, krótko mówiąc, że mam przywilej, jakiego inni nie mają – bo na przykład mieszkali w gorzej dofinansowanej miejscowości albo w rodzinie, w której nie czytało się książek. Każda zmiana wywołuje panikę, bo zagraża wygrzanemu w ciepełku dulszczyzny status quo.

I też nie o to chodzi, by każdy rzucał wszystko i zaczynał się angażować politycznie czy społecznie. Absolutnie nie. Bardzo chciałabym, by ludzie w Polsce po prostu żyli sobie spokojnie, bez potrzeby stawiania się co chwila w stan alarmowy – ale też i mieli w sobie minimalne odruchy uczynności i empatii. W rozwijaniu tych ostatnich pomaga otwartość na zmiany i ekspozycja na różnorodność, czyli rzeczy konserwatyście dość obce i wstrętne. Woli on przecież mentalne owinięcie się w becik z rytuałów i uprzedzeń. Indywidualistyczny (brzydkie słowo) paradygmat jeszcze podbija to przeświadczenie o samodzielnym stanowieniu spraw, własnoręcznym dochodzeniu do sukcesów i osobistym wyborze ścieżki życiowej.

Trudno się czuć bezpiecznie, żyjąc w przeświadczeniu, że społeczeństwo składa się z podobnych jednostek – zapatrzonych tylko w siebie i drżących przed jakąkolwiek zmianą. Nawet mnie to przeraża, chociaż wiem, że nie jest aż tak źle. Widuję i ataki rasistowskie, i czarne protesty, chujowych facetów i wspaniałych sojuszników, strażniczki patriarchatu i waleczne kobiety. Więc – przy postrzeganiu świata w sposób bardziej czarno-biały (a i tym się przecież różnimy od konserwatystów, że widzimy świat nieco bardziej relatywnie) – ja się dziwię, że oni nie wstają co rano z atakiem paniki. Może zresztą wstają, a że jest im trudniej niż nam pójść do specjalisty, to się z tym męczą i przerzucają te strachy na uchodźców, kobiety i osoby LGBT+, w mniej więcej tej kolejności. No i robią się z tego Piaseccy i przyklaskujący im Warzechowie.

Zapisy konwencji antyprzemocowej miały nadawać kobietom podmiotową pozycję oraz wspierać prawnie i policyjnie te, które są bite i gwałcone. Rzecz niesłychana, ozdoby domu miałyby zyskać autonomię i wyrwać się spod władzy tych, którzy wzrastali w przekonaniu, że kobiety służą ich przyjemności i powinny pozostać pod ich kontrolą. Oczywiście, że budzi to opór, skoro przez tyle lat nikogo nie obchodziło, co się dzieje za ścianą – ważne, co w MOICH ścianach i nikomu nic do tego.

Piaseckiego nagrano. Nie nagrano setek tysięcy innych zdarzeń, kończących się pobytem w szpitalu lub śmiercią – co tydzień w Polsce umierają trzy kobiety w wyniku tzw. nieporozumień domowych, czyli dokładnie takich rzeczy, jakie Piasecki robi swojej żonie. Konwencja nie sprawi, że ludzie przestaną stosować przemoc, ale jeśli połączymy ją z uczeniem dzieci, że nikt nie jest niczyją własnością, ułatwi życie części osób doświadczających przemocy i ich bliskich. Dlatego te zapisy są ważne i potrzebne, choć oczywiście nie wystarczą.

Ci, którzy macie uważność i wrażliwość – jeśli słyszycie awanturę sąsiedzką, dzwońcie na policję. Lepiej wezwać niepotrzebnie niż być współodpowiedzialnym za to, że sąsiadka będzie miała połamane żebra. Nie musicie być bohaterami. Strach przed szalejącym oprawcą to zrozumiała reakcja. Ale przełamcie chociaż opór przed dzwonieniem. Osoba rozważająca wyrwanie się z kręgu przemocy potrzebuje świadków i dowodów – pomóżcie jej w tym.

Advertisements

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s