Pani Streżyńska sroży się – uzupełnienie

Początkowo myślałam przeedytować poprzednią notkę, jak łacno ujrzeć, tworzoną na tak zwanej ostrej kurwie, w związku z czym rozmył się przekaz, jaki usiłowałam z siebie wydać. Na szczęście małe grono tych, którzy kliknęli, dało mi do zrozumienia, że nie bardzo wiadomo, o co mi szło, poza analizatorską, bezinteresowną upierdliwością. Nie przeczę, że upierdliwa byłam on purpose, ale jednak nie tylko tym chciałam poepatować.

Ponieważ jestem przeciwniczką edycji po publikacji, słowo poszło w świat, echo z przyzwyczajenia odparło, że mać, niech zatem zostanie, może kiedyś przyjdą tu jacyś ludzie się z tego pośmiać.

Natomiast, co unaoczniło mi się po wymianach zdań tu i tam w szeroko rozumianych internetsach: sytuacja, w której wysłanie bezpłatnego SMS-a powoduje uruchomienie płatnej subskrypcji, z której, żeby się wypisać, należy odesłać SMS-a, nie jest prawidłowa. Niezależnie od tego, ile odnośników do regulaminów i ile informacji o koszcie subskrypcji jest w SMS-ie zwrotnym – klient, wysyłając darmową wiadomość nie powinien być narażany na koszty. Rozumiem, że w tym miejscu w prawie telekomunikacyjnym i ustawie o ochronie niektórych praw konsumenta jest luka, a że w grę wchodzą pieniądze, i to niemałe, jest ona wykorzystywana.

Tym samym, z niechęcią, bo nie lubię nie mieć racji, zwłaszcza w temacie związanym z moim zawodem (którego ukryć się nie da), przyznaję, że wprowadzenie przepisu porządkującego kwestię uczestnictwa w konkursach jest niezbędne. Z trudem sobie wprawdzie wyobrażam sytuację wyrażania zgody na wzięcie udziału w konkursie w formie aneksu do umowy z podpisem klienta, z drugiej jednak strony, znajomość i akceptację cennika usług swojej taryfy klient najczęściej poświadcza podpisem na umowie bądź aneksie (piszę: najczęściej, bo przeważnie zmiana taryfy odbywa się z towarzyszeniem zawarcia aneksu do umowy). Uruchamiając płatne usługi dodatkowe, sprecyzowane cennikiem danej taryfy, zakładamy, że klient, poświadczywszy podpisem znajomość cennika, będzie się orientował w opłatach – a i tak dodatkowo informujemy go o kosztach. Nie widzę zatem powodu, by czynić wyjątek w przypadku konkursów czy quizów.

Co nie zmienia faktu, że nadal będę nawoływać do czytania tych wszystkich drobnych druczków, znajomość treści których się potem poświadcza podpisem na umowie. Ludziska, bądźcie ostrożni. Co nie jest zabronione, to jest dozwolone, a operatorów na rynku jest coraz więcej, więc i walka o pieniądze klienta ostrzejsza.  Aha, i jak zacznie Wam przychodzić spam SMS-owy, to dzwońcie do operatorów i żądajcie wyłączenia zgody na otrzymywanie takich informacji. To Wasze prawo, szkoda z niego nie skorzystać.

Z zupełnie innej beczki: wpis Gothmuchy przypomniał mi refleksje, jakie snuliśmy z Mężem na temat mentalności kierowców (było to dawno, dawno temu, w listopadzie). Oczywiście disklajmer, że nie wszystkich, blabla, you know this stuff.

Zastrzegę się od razu, że usilnie i twardo staram się nie należeć do frakcji Rowerzystów Walczących z Kierowcami. Nie jestem wprawdzie kierowcą i nie planuję nim być, zatem argument, że przesiadam się z siodełka za kierownicę odpada, niemniej (aż czuję się zubożona o pewne doświadczenia!) generalnie miałam mało przykrych przygód ze współużytkownikami szos. Być może dlatego, że poruszam się  raczej poprzez postindustrialne tereny rekreacyjne niż trasy szybkiego ruchu, więc okazji do scysji niewiele. Być może dlatego, że jeżdżę jednak cycle chicowo, a dziewczę z różowym rowerem i w sukience budzi odruchową sympatię. Jedno nie wyklucza drugiego.

Niemniej, obserwacja, jaką podzielił się Mąż i jaką uznałam za trafną, to poczucie, jakie mają kierowcy: w samochodzie jest moje terytorium i będę go bronić jak niepodległości! Co za tym idzie, kierowca w tym poczuciu terytorialności upcha się pierwszy na skrzyżowaniu, nawet jeśli pozmienia troszkę pasy; zepchnie rowerzystę do krawężnika, zaparkuje na ścieżce albo chodniku tak, by nikt nie mógł go minąć; nakrzyczy na tych, którzy stoją przed nim na światłach i nie ruszą w tej samej sekundzie, w której zapali się zielone itp itd. Jednym słowem uznaliśmy, że z tego wynika spora część drogowej bucerki, co ładnie połączył Gothmucha z poczuciem zagrożenia w chwili opuszczenia azylu blaszanego pudełka. Tymczasem rowerzysta, jako człowiek poruszający się bez dachu nad głową, wtapia się w miasto i dużo mu łatwiej poczuć się jego integralną częścią. Wyprowadzenie z tej tezy wniosku, że wśród cyklistów łatwiej o ludzi tkniętych patriotyzmem lokalnym o i chęcią przejawiania działań obywatelskich narzuca się samo, chociaż zatrąca już trochę o masturbację.

Reklamy

Pani Streżyńska sroży się

>

Komentarz do artykułu „SMS-owa pułapka, czyli jak brać udział w loterii i o tym nie wiedzieć” (oraz jak tworzyć megadługie tytuły bez poczucia obciachu, co dostarczają panowie Przemysław Poznański, Tomasz Grynkiewicz).

Chcę zakazać oszukańczych loterii i gier poprzez SMS-y organizowanych przez operatorów sieci komórkowych – mówi „Gazecie” Anna Streżyńska, prezes UKE.
– Nigdy nie wysyłałem żadnego SMS-a – denerwuje się Maciej Jankowski z Warszawy, abonent Ery. Rachunek dostał na przeszło 100 zł. To za 29 SMS-ów po 5 zł każdy. Co na to operator? Odpowiedź krótka: pan Maciej bierze udział w loterii „Czy stałeś się dziś milionerem”.
– Jakim cudem? Kiedy, gdzie? – pyta Jankowski.
Wystarczyłoby, że pan Jankowski napisałby pismo do swojego operatora i uzyskałby wyczerpujące informacje, kiedy i o jakiej treści. Gdzie – już niekoniecznie, ale zgódźmy się, że lokalizacja pana Macieja nie ma znaczenia w tym temacie.
Anna z forum Gazeta.pl: „Dostawałam codziennie SMS-a: Masz szczęście! Bierzesz udział w loterii. W ogóle się nie odzywałam i nie wiedziałam, że z konta schodzi mi dziennie prawie 5 zł. Dopiero rachunek z Ery przyprawił mnie o zawrót głowy, bo w ostatnich miesiącach nie używałam telefonu w tej sieci”.
 Gdyby Anna czytała SMS-a, którego dostawała, niechybnie doczytała się w nim również treści informującej o tym, że subskrypcja jest płatna 4,88 zł z VAT i znalazła w nim komendę „STOP MILION” wyłączającą subskrypcję.
Pani Janina z Radomia wysłała do „Gazety” list. Pocztą.
Ojej, pani Janina napisała ręcznie, jak zwierzę!
 „Nie wysyłam do nikogo żadnych SMS-ów, ponieważ nie umiem”. Rachunek za listopad – 221 zł, za grudzień – 125 zł.
Subskrypcja kosztuje 4,88 zł. Cykl rozliczeniowy trwa maksymalnie 31 dni. Zakładając, że „rachunek za listopad” to faktura wystawiona w grudniu za okres uwzględniający usługi telekomunikacyjne wyświadczone w listopadzie, musimy liczyć 30 dni. Po użyciu kalkulatora wychodzi nam, że za subskrypcję pani Janina mogła zapłacić maksymalnie 146,4 zł z VAT, pozostałych blisko 80 zł to inne koszty (abonament telefoniczny, usługi dodatkowe, dopłata do połączeń z tytułu wykorzystania minut wliczonych w opłatę abonamentową). To jedna nieścisłość, jaka wkrada się w tym akapicie, sugerująca wszak, że cała kwota ponad dwustu złotych to SMS-y z loterii.
Druga: zastanówmy się, tak na spokojnie, co jest bardziej prawdopodobne:
– że operator, mający ponad 10 mln abonentów stworzył wirusa/ buga, który sprawia, że karty SIM samoczynnie wysyłają SMS-y o określonej treści na określony numer i instaluje go zdalaczynnie w terminie trwania loterii
– że pani Janina ma latorośl, która rzeczone SMS-y umie wysyłać i wysłała reklamowanego SMS-a pod nieobecność mamy / babci
Nieprawdopodobne, jak wiele teorii spiskowych powstaje w ten sposób…
Jak to możliwe? Albo nabrały się na wysłanie bezpłatnego SMS-a, który zapisał ich do loterii, albo zadzwonił do nich automat i w trakcie rozmowy nacisnęli jeden z numerów na telefonie. Od tej chwili za każdy dzień musieli płacić. Niektórzy z czytelników twierdzą, że ani jednego, ani drugiego nie zrobili.
Sytuacja, w której numer klienta został włączony do loterii bez jego udziału zdarzała się sporadycznie i była błędem po stronie mechanizmu uruchamiającego subskrypcję, przygotowanego przez Mobile Formats.

– Znajomego taka loteria kosztowała miesięcznie 300 zł, bo dostawał nawet sześć płatnych SMS-ów dziennie – opowiada Streżyńska. Do „zabawy” wszedł, wysyłając SMS-a o treści „Odczepcie się!”. – Z trudem znalazłam w internecie regulamin, zasad wyjścia z konkursu już nie znalazłam, w końcu na jednym z forów udało mi się uzyskać radę, jak to przerwać. Koszmar – ocenia prezes UKE.
Ojojoj, prrr!  Zagalopował się nam albo pan dziennikarz, albo pani prezes. Rozbierzmy to:
Jeśli znajomy otrzymywał aż sześć płatnych SMS-ów, brał udział nie tylko w loterii z milionem i Erą, bo ta przysyłała tylko jednego SMS-a dziennie. To po pierwsze.
Po drugie, okres, w którym do loterii można było przystąpić wysyłając SMS o dowolnej treści, trwała zaledwie kilka dni. Tu, przyznaję, znajomy pani prezes mógł mieć pecha i akurat wtedy wysłać SMS-a o tej kuriozalnej treści.
Po trzecie, informacja na temat strony, na której jest regulamin, była w codziennym SMS-ie informującym o aktywności subskrypcji. Była w nim także podana informacja o treści komendy usuwającej uczestnictwo w loterii. Ale załóżmy, że pani prezes tego SMS-a nie czytała i musiała samodzielnie szukać regulaminu: po wygooglaniu „milion + era” pierwszy wynik, na jaki trafiamy, to właśnie ta loteria z podpiętym regulaminem. A w nim, w par.6., p.5. informacja: „W przypadku, gdy Uczestnik nie jest zainteresowany dalszym pobieraniem Usług Promocyjnych w ramach Zakupu Pakietu i chciałby wstrzymać płatności za nabyte Usługi Promocyjne, powinien wysłać na nieodpłatny numer 8007 wiadomość SMS o treści STOP MILION”.

Ale nie chodzi jej tylko o Erę.
 Oczywiście, że nie, bo silnik loterii jest opracowany przez Mobile Formats. Czyżby pani prezes jednak nie czytała regulaminu loterii? Być to nie może.
– Takie loterie pojawiają się dosłownie co chwilę. Robią je niemal wszyscy operatorzy sieci komórkowych. O większości z nich można powiedzieć jedno: wobec konsumenta są nie fair – mówi prezes UKE.
Mamy ogólnikowe stwierdzenie o byciu nie fair. Czy dowiemy się, na jakiej podstawie pani prezes tak uważa? Nie. Dalej nie mamy niestety cytatu z pani prezes, tylko retrospekcję na temat innej loterii.

W grudniu organizatorowi loterii „Pusty SMS”, spółce Internetq Poland, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wlepił pół miliona kary. Uznał, że spółka umyślnie i dla zysku „dopuszczała się wyjątkowo szkodliwych działań”. Bo pisali użytkownikom, że „pieniądze już zapakowane” i wystarczy wysłać tylko jeden SMS. Ale to nie była prawda – SMS-y przychodziły seriami, namawiając do dalszej gry.
– To była tylko forma komunikacji marketingowej – tłumaczył prezes spółki. Dodawał, że to konsumenci nie rozumieją „istoty zjawiska i zasad, jakimi rządzą się gry hazardowe”.
Mała uwaga stylistyczna: panowie, bez kolokwializmów! Skoro udajecie, że piszecie poważny artykuł, to ciągnijcie tego RPGa do końca i nie „wlepiajcie”, a „nakładajcie” karę (ja mogę sobie pozwolić na kolokwializmy jako prosta baba z maturą i blogaskiem z kilkunastoma wejściami dziennie, ale dziennikarzom opiniotwórczej gazety się jednak nie godzi)!

W kwestii merytorycznej – pełna zgoda. Czytałam SMS-y z loterii „Pusty SMS” (są zresztą w dalszej części artykułu, którą sobie tendencyjnie pominę, bo nic nie wnosi do tematu planów pani Streżyńskiej)  i  istotnie ich treść sugerowała, że wygrana jest na wyciągnięcie ręki. Po skargach klientów treści SMS zmieniono, zaś aktualny regulamin loterii wyraźnie precyzuje, w jaki sposób wziąć udział w konkursie i ile to kosztuje. 

Jednocześnie ogarniam stupor, bo skoro cały artykuł jest o loterii „Czy stałeś się dziś milionerem”, organizowanej przez Mobile Formats na zlecenie PTC, skąd nam nagle wyskakuje Internetq?

Streżyńska mówi: „Stop”. Na początek proponuje organizatorom loterii stół „bez kantów”. Na razie wysłała do nich propozycje zmian w regulaminach. Chce, by klient: •  mógł zablokować wszystkie numery o podwyższonej opłacie; •  mógł ustanowić maksymalną kwotę, jaką może zapłacić za usługi telekomunikacyjne albo tylko za usługi o podwyższonej opłacie; •  zawsze miał pełną informację o cenie SMS-a i konsekwencjach jego wysłania.
W chwili obecnej klient ma możliwość zablokowania połączeń głosowych na numery o podwyższonej płatności. W większości loterii ma również informację o cenie SMS i skutkach wysłania wiadomości rejestrującej jego udział w konkursie.  Limit wydatków jest dostępny w ofertach pre-paid i mix. Większość operatorów ustala także limit kredytowy, po przekroczeniu którego abonent jest informowany o niebezpiecznym wzroście wydatków. Nie wykluczam, że wprowadzenie usługi typu „limit wydatków” do cenników byłoby cennym posunięciem z punktu widzenia ochrony praw konsumenta, oznacza to jednak kolejną zmianę cenników, co jest długotrwałym procesem. 

Stół „bez kantów” mógłby się odbyć na początku marca. Ale to działanie doraźne. – Docelowo chcę wprowadzić zakaz organizowania loterii i konkursów SMS-owych – mówi Streżyńska. A jeśli nie zakaz, to nakaz uzyskania jednoznacznej zgody klienta na udział w konkursie. – Najlepiej w formie podpisu na aneksie do umowy – dodaje.
Zważywszy obostrzenia, jakie są wprowadzane do konkursów SMS-owych przy wydawaniu nagród, pomysł rozsądny. Cynizm jednak mi podpowiada, że operatorzy będą mocno lobbować, by takie rozwiązanie nie zostało wprowadzone. Oni kochają klientów, ale jednak najbardziej wtedy, gdy im płacą…

Co na to operatorzy?
– Pracujemy nad wspólnym stanowiskiem w gronie adresatów listu UKE – mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP (należący do spółki komórkowy Orange prowadził loterie o BMW, teraz oferuje samochody Audi).
Standardowa odpowiedź wymijająca. Innymi słowy „nie wiem, kolegów muszę zapytać”.
 – Mamy kodeks mówiący, jak organizować uczciwe konkursy i będziemy przekonywać organizatorów, by się z nim zapoznali – przekonuje Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. – Zawsze znajdzie się część osób, która chce próbować szczęścia. Trzeba edukować klientów, żeby wiedzieli, że po wysłaniu jednego SMS-a trudno wygrać milion czy samochód.
Zgadzam się. Jakkolwiek zachęcający SMS by nie był, warto mieć świadomość, że wysłanie wiadomości rejestrującej uczestnictwo w konkursie oznacza automatyczną zgodę na jego regulamin. Czytanie SMS-ów przychodzących nie naraża nikogo na opłaty. Nieodesłanie SMS-a zatrzymującego subskrypcję, którego treść znajdziemy w SMS-ach przychodzących na koszty jednak już może narazić. Nie od rzeczy też jest pamiętać, że zarówno firmy telekomunikacyjne, jak i firmy przygotowujące loterie nie są instytucjami charytatywnymi. W związku z powyższym, po wysłaniu jednej wiadomości SMS prawdopodobnie się nie wygra, bo darmo, to wiadomo, w co i od kogo można dostać.
Milionerem w loterii Ery nie został jeszcze nikt. Na liście zwycięzców na stronie loterii figuruje kilkadziesiąt osób, które wygrały po tysiąc złotych, choć mogły „wygrać MILION”.
Organizator przewidział trzy nagrody specjalne w wysokości miliona złotych i jedną nagrodę finałową w tejże wysokości. Przyznanie nagrody specjalnej polegało na wyłonieniu danego zwycięzcy w drodze losowania oraz skontaktowania się z nim drogą telefoniczną. Tak: nikt jeszcze nie wygrał miliona. W regulaminie jednak czytamy: 
„Wyłonienie Zwycięzców Nagród Dziennych i Nagród Specjalnych zostanie zakończone do dnia 11 lutego 2011 roku. Wyłonienie Zwycięzcy Nagrody Finałowej zostanie zakończone do dnia 9 marca 2011 roku.”
Oznacza to, że te cztery miliony mogą jeszcze do kogoś trafić.

(Drugą część artykułu sobie odpuszczamy, bo dziennikarzom zbiera się w niej na wspomnienia, jakie SMSy klienci dostawali w innych loteriach. Niewiele z tego wynika poza tym, że Pusty SMS faktycznie miał najbardziej nachalne i najbardziej wprowadzające w błąd treści wiadomości).

Małe podsumowanie: konkursów SMS prawdopodobnie zakazać się nie da. Jeśli to się jednak uda, firmy telekomunikacyjne pospołu z firmami przygotowującymi loterie prawdopodobnie znajdą inny sposób, by nasi drodzy abonenci, zmamieni łatwą gotówką w zasięgu ręki, jednak roztrwonili trochę pieniędzy. To, co jest istotne dla klienta operatora usług telekomunikacyjnych, to przede wszystkim świadomość, że każda usługa ma swój cennik, a każdy konkurs – regulamin precyzujący kwestie związane z opłatami, sposobem wygrywania nagród oraz zarządzaniem uczestnictwem w loterii. Zachęcam, by przed wysłaniem choćby pustego, bezpłatnego SMSa jednak sięgnąć do googli, poszperać za tymi dokumentami i upewnić się, czy warto. Albowiem akcje charytatywne, w jakich biorą udział operatorzy usług telekomunikacyjnych nie mają w nazwie „Gra”, „Konkurs” bądź „Loteria”.