z niespodziewanej strony

Najgorzej, jak cios przychodzi z niespodziewanej strony. Człowiek poukładała sobie świat, wie, czego się spodziewać po frondzie, czego po gazecie wyborczej, czego po newsweeku, a czego po Niesiołowskim.

Wracając jeszcze do sprawy Wojewódzkiego i Figurskiego: Polityka poprzestała na tych żałosnych pseudoprzeprosinach, Gazeta Wyborcza z uporem godnym naprawdę lepszej sprawy publikuje różne wypowiedzi, twardo zajmując stanowisko prawdy, co wisi pośrodku. Poza wypowiedziami people of Feminoteka w serwisie natemat.pl nie zauważyłam żadnej godnej uwagi wzmianki o tym, jak źle i głupio jest żartować z gwałtu.

Ironia jest przereklamowana, powtarzam; żeby pojąć ironię, trzeba mieć zaplecze, świadomość kontekstu, w jakim ironiczny koncept sobie wyrósł. Nie jest to możliwe ani tu, ani teraz; mamy braki w popkulturze, w wiedzy na temat mniejszości, w umiejętności budowania dowcipu w takiej, wybaczcie brzydkie słowo, konwencji.

A Przekrój pojechał po bandzie i zarzućcie mi naiwność, ale to był jednak cios z niespodziewanej strony. Nie chodzi o wulgarną formę czy ostry rysunek (chociaż mieszanie BDSM z systemem penitencjarnym też oceniam jako słabe); chodzi o nakręcenie spirali chamstwa i agresywnej treści. Więc o to chodzi w dyskursie między lewą a prawą stroną? By raz zarzucić Kasi Tusk, że wpędza swoje czytelniczki w prostytucję, a raz, by przy analizie chamskiego show przy okazji pojechać po rodzinie? Ten tekst jest przydatny jako elementarz, od strony intelektualnej: przez chwilę jest w nim wyjaśnione, co Wojewódzki i Figurski zrobili źle i dlaczego.

Nie jesteśmy pierwszymi, które pytają wprost: dlaczego ktoś, do chuja, ma nam mówić, co nam się podoba? Tym bardziej: dlaczego ma to robić ktoś, kogo cieszy mówienie o zmuszaniu do stosunku seksualnego osoby, nad którą ma się fizyczną lub ekonomiczną przewagę? Powtarzamy za Eve Ensler: „Mam dość ludzi, którzy nie rozumieją, że gwałt nie ma nic wspólnego z żartem; jak również tych, którzy twierdzą, że jestem pozbawiona poczucia humoru… Ba! Nie tylko ja, lecz wszystkie kobiety – gdy tymczasem większość znanych mi kobiet (a znam ich niemało) gwałtownie odbiega od tego stereotypu. Po prostu uważamy, że nieproszony fiut w naszym tyłku albo pochwie nie jest ani odrobinę zabawny”.

And that’s it. Na dwie strony tekstu jeden merytoryczny akapit, reszta to plucie po celebrytach (jest precedens pozwalający domniemywać, że Ilona Witkowska i Marta Karaś to lubią).

Plus, funkcja wulgaryzmu. Ględzący hiphopowcy robią to lepiej. Umęczeni upałem pijani bezdomni robią to lepiej. Małe dzieci, smakujące zakazanych słów robią to lepiej. Wykorzystują te funkcje wulgaryzmu, dla jakich jest on w użyciu: emocjonalnego wzmocnienia i przekroczenia tabu.

A tekst Witkowskiej i Karaś jeśli nie jest, to przynajmniej aspiruje do bycia intelektualnym; takiego zresztą spodziewałabym się po Przekroju. Tymczasem co, jest lekki hype na tekst, bo tabu przekleństwa w przestrzeni publicznej zostało przekroczone;  nakłada (przynajmniej pozornie) na akademicką togę robotniczą kufaję; bekaesie mają oburz i cofają lajka, a półniegrzeczni akademicy siusiają z radości, że ktoś ma kwit na publicznego fluga.

I z calej tej radochy większości czytelnikom umknie akapit, który zacytowałam.

Z jeszcze innej strony przyszedł cios na ścianie Anny Grodzkiej (dla korzystających z  fb, o tu): to taka ta nasza polska lewica, że nie ogarnia konieczności szczepień? Co to za korwinistyczny bełkot o zamachu na wolność osobistą?  Co to za spiskowe teorie o kabzach przemysłu farmaceutycznego?

I jeszcze ostatnia notka u Barta okazała się nieprawdziwa. Co robić, jak żyć.

No ręce opadają oraz smutek straszny. Bardzo duży smutek jest.

Advertisements

52 uwagi do wpisu “z niespodziewanej strony

  1. szkoda, że nie położyły nacisku na to, że przemocy nie można uzasadniać konwencją i o tym czemu służy język dominacji (przemoc symboliczna). chociaż chyba jest dużo racji, że tu chodziło głównie o zbieranie lajeczków i pokazanie własnego hejtu
    jak żyć? co czytać?

    Lubię

  2. Dla mnie ten przekrojowy tekst też był zdumiewająco żenujący, a jeszcze bardziej zdumiewał fakt, że tak wiele moich znajomych go chwaliło. Dobrze, że piszesz o tym, że bluzgi nie są kul, bo najwyraźniej wszyscy o tym zapomnieli :/

    Lubię

  3. Ok, pretensjonalne, ale still to jest jedyny wyraźny głos, który stara się przywrócić właściwą optykę całego zajścia. Forma pretensjonalna, no ale sorasy, takie życie. Grzeczna notka na blogu nie zmieni tonu dyskusji, a rzucający na ślepo kurwami tekst lajkują sobie ludzie na fejsie i dobrze. Trochę porechotają ale coś w głowie może zostanie. Poza tym akapit, który przytoczyłaś, to nie jedyny pozytyw z tekstu. Na plus, że słusznie wytknięto, że większym problem niż sama wypowiedź dwóch zidiociałych facetów była reakcja na te słowa (co ciekawe najpierw poszedł oddolny obuż przez społecznościówki, a potem „poważne” media i autorytety prawie jak jeden mąż zaczęły przekonywać, że obuż niesłuszny a koledzy W. i F. są w porządku). I na plus, że nie każdy głupi, krzywdzący „dowcip” można zbyć hasłem żart, konwencja i w ogóle wolność słowa. Ogólnie dużo więcej plusów niż minusów.

    Lubię

  4. @Kayteque

    Grzeczna notka na blogu nie zmieni tonu dyskusji, a rzucający na ślepo kurwami tekst lajkują sobie ludzie na fejsie i dobrze. Trochę porechotają ale coś w głowie może zostanie.

    No ja się jednak martwię, że to dość bezrefleksyjny rechot „ale im dowaliły!”. Plus komunikat, że hulamy, można dowalać z kurwami i chujami.
    Grzeczne notki na blogu miewają więcej czytelników niż prasa, to raz. Dwa: nie chodzi o grzeczność. Chodzi o brak agresji.

    Poza tym akapit, który przytoczyłaś, to nie jedyny pozytyw z tekstu. Na plus, że słusznie wytknięto, że większym problem niż sama wypowiedź dwóch zidiociałych facetów była reakcja na te słowa (co ciekawe najpierw poszedł oddolny obuż przez społecznościówki, a potem “poważne” media i autorytety prawie jak jeden mąż zaczęły przekonywać, że obuż niesłuszny a koledzy W. i F. są w porządku). I na plus, że nie każdy głupi, krzywdzący “dowcip” można zbyć hasłem żart, konwencja i w ogóle wolność słowa.

    A, tu racja. Musiało mi umknąć. See?

    Lubię

  5. z mojej głupoty wyjebało mi cały wywód wiec będę się streszczał.
    was liek wow, szprota, co za post zanim nie dostałem w ryj – przymusowe szczepienia.
    to czym się różni idea przymusowych szczepień od przymusowych badań piersi i prostaty?
    bo wirus groźny i zabija?
    ile tych wirusów okazało się tak groźnych, że całej ludzkości omal nie zabiło, a ile % ludzi umiera na raka?
    sorry ale nie ogarniam.

    Lubię

  6. ja rozumiem. zaszczepione społeczeństwo to bezpieczne społeczeństwo, gdyż epidemia nie ma szans. w takim razie nei widzę też problemu w przymusowym wysyłaniu kobiet i mężczyzn na badania onkologiczne.

    Lubię

  7. Szanowna Pani,
    Obrazek dokumentujący dyskusję na ścianie pani Grodzkiej jest w ogóle nie czytelny. Pozwoliłem sobie zrobić kopię tej dyskusji, czytelną dla osób wyposażonych tak jak ja, w kreci wzrok. Rzeczony obrazek umieściłem na tej stronie internetowej:

    Lubię

  8. Notka perswazyjna, emo-podszyta, nierzetelna (imo) w opisie tekstu 2pań. Zakres merytoryczny jest szerszy, niż sugeruje blogonota, do listy kayteque’a można dopisać diagnozę jakości całego tego „rynku” rozrywki śniadaniowych telewizji i quasi-satyry po radiach, zasadne pytanie, na jakiej podstawie przypisuje się seksistowskie, ksenofobiczne i pogardliwe traktowanie sprzątających cudzoziemek uogólnionemu „kołtunowi polskiemu”, gdy wiele może wskazywać na to, że to postawa głównie nowobogackiego (incl. celebryciego) chama (czyli samych siebie piętnują). Po obraniu tekstu z bluzgu & (personalnego) hejtu (czy wszakże sobie nie zasłużyli?) zostanie jeszcze parę drobiazgów ad meritum. Autorka nie zauważyła? A z troską pochyla się nad cudzym „bezrefleksyjnym rechotem”.

    A tego:

    tabu przekleństwa w przestrzeni publicznej zostało przekroczone; nakłada (przynajmniej pozornie) na akademicką togę robotniczą kufaję; bekaesie mają oburz i cofają lajka, a półniegrzeczni akademicy siusiają z radości, że ktoś ma kwit na publicznego fluga

    to po prawdzie nie rozumiem. Brzmi efektownie, ale co znaczy? Skąd „akademicka toga”, kogo adresuje „robotnicza kufajka”? Pełen bluzgów język, po który sięgnęły autorki, dokunując „wrogiego przejęcia” tej, hm, konwencji, którą próbują osłaniać się sami WiF oraz ich zdumiewająco liczni obrońcy, niczym nie różni się od języka na co dzień spotykanego na blipie, w rozmowach na G+, a nawet w blogonotach środowiska, które niewiele ma wspólnego ani z togą, ani z kufajką. Więc o co kaman?

    I z calej tej radochy większości czytelnikom umknie akapit, który zacytowałam.

    Ale masz, szproto, jakieś przesłanki do takiej oceny? Mnie nie umknął. Paru osobom, o których wiem, że tekst 2pań raczej oceniły na plus, chyba również nie. Więc podobne pytanie, jak to o lokalizację owego „wyśmiewanego” jakoby kołtuna, o którym wyżej.

    Lubię

  9. @nameste:

    Po obraniu tekstu z bluzgu & (personalnego) hejtu (czy wszakże sobie nie zasłużyli?) zostanie jeszcze parę drobiazgów ad meritum. Autorka nie zauważyła? A z troską pochyla się nad cudzym “bezrefleksyjnym rechotem”.

    Ta sama odpowiedź, co Kajtkowi. Umknęło w ścianie tekstu.
    Wiesz, co tak usiany hejtem tekst robi? (ja będę wiedzieć na przyszłość, nie odmawiam mu funkcjonalności) Że naprawdę czyta się go z taką podniesioną adrenalinką i radością, że wreszcie ktoś wygarnia, że nie spodziewasz się po nim więcej niż wygarnięcia.

    A tego:

    tabu przekleństwa w przestrzeni publicznej zostało przekroczone; nakłada (przynajmniej pozornie) na akademicką togę robotniczą kufaję; bekaesie mają oburz i cofają lajka, a półniegrzeczni akademicy siusiają z radości, że ktoś ma kwit na publicznego fluga

    to po prawdzie nie rozumiem. Brzmi efektownie, ale co znaczy? Skąd “akademicka toga”, kogo adresuje “robotnicza kufajka”? Pełen bluzgów język, po który sięgnęły autorki, dokunując “wrogiego przejęcia” tej, hm, konwencji, którą próbują osłaniać się sami WiF oraz ich zdumiewająco liczni obrońcy, niczym nie różni się od języka na co dzień spotykanego na blipie, w rozmowach na G+, a nawet w blogonotach środowiska, które niewiele ma wspólnego ani z togą, ani z kufajką. Więc o co kaman?

    O to, że wulgarny język w wykonaniu tych pań jest niezdarny, sztuczny, brzmi jak przebieranka, jak stary dziad, który próbuje naśladować młodzieżową gwarę. Sprawia, że tekst jest niespójny.

    Pisałam o emocjonalnej funkcji wulgaryzmu, nie podważasz tego, więc rozumiem, że jesteśmy w tym zgodni. No więc co z tym tekstem: on mial być hejterzącym emo czy tekstem edukacyjnym?

    I z calej tej radochy większości czytelnikom umknie akapit, który zacytowałam.

    Ale masz, szproto, jakieś przesłanki do takiej oceny? Mnie nie umknął. Paru osobom, o których wiem, że tekst 2pań raczej oceniły na plus, chyba również nie. Więc podobne pytanie, jak to o lokalizację owego “wyśmiewanego” jakoby kołtuna, o którym wyżej.

    Mam, ale do tego trzeba mieć konto na fejsie i kilkudziesięciu aktywnych znajomych.

    Lubię

  10. @szprota:

    Jest cień „niezdarności/sztuczności”, jak dla mnie, tylko cień, mam to za plus, bo potiwerdza to, że konwencja (wrogo przejęta) jest tu rzeczywiście konwencją, a nie „naturalnym codziennym środowiskiem” (językowym). Oglądając występ WiF odniosłem ponure wrażenie, że tam nawet minimalnego rozziewu nie ma, że ich rechot (jakoby „łagiewnicki”) jest rechotem szczerym i własnym, dokładnie wbrew temu, co twierdzą sami (i znowu, por. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12066682,Wojewodzki__Do_mojej_mamy_Ukrainka_nie_przyszla__Zadzwonie.html).

    Na argument z fejsbuka nie mam nic do powiedzenia (jak to czasem dobrze być wykluczonym ^).

    Lubię

  11. Co do językowego naturalnego środowiska: prawdopodobnie różnimy się w jego ocenie, dlatego inaczej oceniamy formę tekstu z Przekroju.

    A moja wątpliwość wynika z tego, czy da się połączyć taki czysty hejt z edukacją (tak, to pytanie o sens połowy mojej blogrolki też, wiem), czy nie wprowadza się tutaj dysonansu zamiast porządnie i schludnie schować emo, gdy przychodzi do nauczania.
    Nie rozstrzygam tego w kategoriach ogólnych, ale tę próbę mam za nieudaną.

    Lubię

  12. No dobrze, ostatnie słówko: tekst 2pań wspomaga jedną, imo, sprawę. Przewidywalna linia obrony, że to wyśmiany (jakoby) uogólniony polski kołtun, „prawdziwy Polak”, wąsate & sarmackie jestestwo kontratakuje po tym, jak go WiF obnażyli, ta linia leży i kwiczy. Równanie Hartmana nie sprawdza się. Dzięki temu tekstowi, a wcześniej dzięki dziewczynom z Feminoteki i okolic, również dzięki notce (poprzedniej) Twojej czy Sergia.

    BTW, Hartman teraz w tonie iście profesorskim ubolewa (podobnie jak Ty tutaj), że się na łamy przedostał „wulgarny język”:

    Aby sięgnąć po wulgarny język, autorki skorzystały z pretekstu. Rozumiem, że zachowaniem Wojewódzkiego i Figurskiego czują się usprawiedliwione, ale tak nie jest – mówi z kolei filozof i etyk, prof. Jan Hartman. – Prasa, a zwłaszcza tygodniki opinii, powinny ostrożnie sięgać po wulgaryzmy. Niestety, przestają je nawet wykropkowywać. Cała ta sprawa pokazuje, jak słaba jest nasza publicystyka – podsumowuje prof. Hartman.

    Ale mocna jest, wg psora, satyra WiF, której tylko d..bile nie zrozumieli (wykropkowuję, a jakże, JH walił otwartym tekstem), choć mam ochotę „filozofowi i etykowi” powiedzieć coś mocnego.

    Lubię

  13. Ja nie ubolewam nad wulgarnym językiem per se, ja ubolewam nad tym, że jest niezdarnie użyty. Tygodniki i czasopisma mogą sięgać po flugi, pod warunkiem, że będzie to porządny, emocjonalny flow, rzetelny szczery rzyg, a nie takie pierdu-pierdu.

    Lubię

  14. No wiem, dalej mi głupio. Jak przybiegnę teraz do Barta ze zdjęciem Yeti albo Rydzyka pomagającego ubogim, to mi każe iść pospierdalać.

    Lubię

  15. „niewiele wiesz o epidemiach, co”
    uh oh. na tyle wiele, że nie podobało mi się zagranie va banque Kopacz.
    ale skoro już troszczymy się o tych wszystkich co mogą się zarazić, to może zatroszczmy się też o dzieci kobiet, które umrą na raka piersi, bo nie zostały na czas zdiagnozowane.
    jest to też straszna trauma dla tych dzieci, o wiele większa, niż przymusowe zbadanie cyca.

    Lubię

  16. errata: „jest to też straszna trauma dla tych dzieci, o wiele większa, niż przymusowe zbadanie cyca.”
    być winno „jest to też straszna trauma dla tych dzieci, o wiele większa, niż przymusowe zbadanie cyca czy wsadzenie palca w dupę.”

    Lubię

  17. (pozwoliłam sobie usunąć jeden mój i jeden Blaise komentarz, bo trochę nam puściły nerwy)

    O ile mi wiadomo, w przypadku zachorowań na raka nie ma zjawiska odporności zbiorowej. W przypadku chorób, na które miałyby być wprowadzone przymusowe szczepienia – jak najbardziej jest. Tyle ode mnie w tym temacie.

    Lubię

  18. @Blaise
    to czym się różni idea przymusowych szczepień od przymusowych badań piersi i prostaty
    I cytologii.
    Czym się różni nieinwazyjna procedura medyczna którą rodzice mają obowiązek zapewnić swoim dzieciom tak samo jak pożywienie, od grzebania w cipie dorosłej kobiecie bez pytania jej o zgodę?
    No, rzeczywiście, trudno znaleźć różnicę.

    to może zatroszczmy się też o dzieci kobiet
    Doskonale, niech mężowie doprowadzą swoje żony, żeby miał im kto dzieci wychowywać i sprzątać w domu. Bo przecież ciało kobiety należy do jej rodziny, a jak którejś się wydawało inaczej to trzeba ją wyprowadzić z błędu.

    jest to też straszna trauma dla tych dzieci, o wiele większa, niż przymusowe zbadanie cyca
    Ciekawe jakie jeszcze cudze traumy Twoim zdaniem uzasadniają odebranie kobiecie autonomii cielesnej? Może trauma bezdzietności u męża jest większa niż jednego przymusowego dymanka u żony? Och nie, na pewno nic takiego nie przyszłoby do głowy, komuś kto ma tyyyle empatii wobec kobiet i totalnie nie mówi im co powinno a co nie być dla nich traumą.

    Lubię

  19. Z tymi szczypionkami przymusowymi i przemysle predatorowo-farmaceutycznym to czkawka po takim dzikim poscie ‚wah wah ustawe o epidemiach zmieniaja zeby zniewolic spoleczenstwo i kabze koncernom nabic’. O tu http://www.wykop.pl/ramka/1186159/obowiazkowe-szczepienia-dla-wszystkich-prezent-rzadu-dla-lobby-farmaceutycznego/ z linkiem do pedeefu z poprawkami do ustawy. Jak sie tylko te poprawki przeczyta, to faktycznie totalitaryzmem pachnie. Ale ja sobie zadalam straszny trud i wyguglalam wlasciwa ustawe i popatrzylam co zostalo zmienione a co nie i kto to sa ci ‚wszyscy’ zmuszani do badan, szczepien i leczenia i jakie to sa te ‚wszystkie’ choroby, i cycki mi opadly. Bo ze jakis anonim nie zadal sobie trudu poczytania i porownania to moge zrozumiec, ale ze pani posel tez nie, tylko bzdury podaje dalej? Eh… Never mind, ze dyskusja sie piorunem sturlala do ‚szczepionki dla dzieci sa be’ bo to juz chyba smutna norma :/

    Lubię

  20. @traumaticbunny
    Jak sie tylko te poprawki przeczyta, to faktycznie totalitaryzmem pachnie

    No.

    Ale ja sobie zadalam straszny trud i wyguglalam wlasciwa ustawe i popatrzylam co zostalo zmienione a co nie i kto to sa ci ‘wszyscy’ zmuszani do badan, szczepien i leczenia i jakie to sa te ‘wszystkie’ choroby, i cycki mi opadly.

    A zechcesz nieco oświecić głupiego anonima któremu nie chce się czytać więcej niż 45 stron nowelizacji?

    Lubię

  21. Szpro, zjada mi komcie :(
    @noname jeszcze raz sproboje – art6 pt1 wymienia osoby, ktore musza sie poddawac leczeniu/szczepieniu, m.in. noworodki, kobiety w ciazy, jesli plod jest narazony na zakarzenie od matki, osoby, ktore mialy kontakt z osoba zakarzona lub maja, ze wzgledu na prace, kontakt z materialem, ktory moze zakarzac – i poprawka tej listy nie zmienia. Na koncu obu dokumentow jest lista chorob podpadajacych pod ustawe. Nie czytalam calosci, nie chcialo mi sie tez, rzucalam okiem na kontrowersyjne poprawki i szukalam oryginalu, coby zobaczyc co tak naprawde zmieniono. Ale juz te dwa punkty wystarczyly mi, zeby zrobic pff na teorie spiskowa autora wah wah postu z wykopu.
    Nie doczytalam, ale jesli nowelizacja rzeczywiscie naklada na panstwo obowiazek finansowania leczenia/szczepien tam, gdzie kiedys mial to np robic zaklad pracy, to ja nie wiem czemu to ma byc zle :/

    Lubię

  22. @traumaticbunny

    Generalnie przydałoby się sprostowanie. Niestety, ja akurat jestem leniwe, więc skoro tyś to zrobiło, to przytocz co ci wyszło. Akurat z własnych doświadczeń wiem, jak bardzo wydźwiękiem może się różnić nowelizacja od tekstu ujednoliconego, więc zdziwione nie będę.

    Dla nie kumających i wierzących Wykopkom, to jest jak w tym dowcipie, że dziewczyna mówi długą tyradę o tym, że facet po sobie nie sprząta, zaraz będą obydwoje chyba chodzić bez ubrania, bo wszystkie brudy walają się po podłodze i musi zrobić z tym porządek natychmiast, a facet słyszy: „ty i ja… bez ubrań… na podłodze… natychmiast”.

    Lubię

  23. @Jiima no cie ubieglam :) Czytaj nad swoim komciem, jakby co to dopytuj – jak progenitura na dzemkie pojdzie to moge sie poswiecic i poczytac wiecej poprawka vs tekst wlasciwy.

    @Szpro spamolap jest w opozycji – nie lubi linkow do stron z rzadowymi dokumentami ;)

    Lubię

  24. @noname
    „A zechcesz nieco oświecić głupiego anonima któremu nie chce się czytać więcej niż 45 stron nowelizacji?”

    Nowelizacja ma 20 stron, wszystko inne to uzasadnienie, więc możesz zanurkować śmiało.

    Krótko mówiąc: nie widzę tam nic o rozszerzeniu obowiązku szczepień na wszystkich dorosłych, dokument w ogóle nie dotyczy szczepień, z wyjątkiem miejsc, gdzie odwołuje się do ustawy z 2008 r. („Osoby przebywające na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej są obowiązane na zasadach określonych w ustawie do: 1) poddawania się: a) zabiegom sanitarnym, b) szczepieniom ochronnym”), nie ma nic o „płatnym dostępie do danych epidemiologicznych”, „zmiany w zasadach stosowania przymusu bezpośredniego przy aplikowaniu procedur medycznych” oznacza dopisanie do Art. 36 ust. 2, że lekarz lub felczer ma „osobiście nadzorować jego wykonanie”. Przymus bezpośredni wg ustawy dotyczy jedynie osób, u których rozpoznano „chorobę szczególnie niebezpieczną i wysoce zakaźną, stanowiącą bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia innych”, więc nie wiem, gdzie otchłań chciałaby tu widzieć czas i miejsce na decyzję sądu.

    Nowelizacja rozszerza zakres danych zbieranych przez Państwowego Inspektora Sanitarnego w związku z dochodzeniem epidemiologicznym, oprócz danych standardowo rejestrowanych w zgłoszeniu przez szpitale i przekazywanych do PaInSan jest tam np. numer telefonu/adres email albo „trasa podróży krajowej lub międzynarodowej oraz wykorzystywane podczas niej przez osobę chorą lub zakażoną środki transportu;”, bo z założenia chodzi o zwiększenie prewencji w ruchu transgranicznym. Nowelizacja doprecyzowuje jednocześnie, jakie podmioty są „uprawnione do przetwarzania danych osobowych uzyskanych w celu sprawowania nadzoru epidemiologicznego”, być może stąd panika, że „utajniają dane”.

    Miejsca, które mogą wyglądać zapalnie to np. zmiana definicji choroby zakaźnej – „choroba, która została wywołana przez biologiczny czynnik chorobotwórczy” zamiast wersji „choroby, które zostały wywołane przez biologiczne czynniki chorobotwórcze, które ze względu na charakter i sposób szerzenia się stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego” i zniesienie refundacji zgłaszania odczynu poszczepiennego.

    Your call.

    Lubię

  25. „(pozwoliłam sobie usunąć jeden mój i jeden Blaise komentarz, bo trochę nam puściły nerwy)

    O ile mi wiadomo, w przypadku zachorowań na raka nie ma zjawiska odporności zbiorowej. W przypadku chorób, na które miałyby być wprowadzone przymusowe szczepienia – jak najbardziej jest. Tyle ode mnie w tym temacie.”

    ojej jakie to w klimacie p24 i astromarii.

    Nie. Oczywiście potraktowałaś mnie jak kolejnego wiejskiego głupka. Tu i na innych blożkach traktujesz siebie jako nieomylną wyrocznię w sprawach nierówności społecznych.
    Rozumiem, że szczepienie dzieci jest potrzebne, pewne choroby wirusowe przewijają się w kólko aż do znudzenia.
    Weźmy przykład – świńska grypa 2010 (chyba) – czemu panika? bo większośc ziemskiej populacji nie ma odporności. wirus groźny – mniej groźny niż zwykła grypa. czemu panika – bo może zmiksować się z innymi genami innej grypy, innych wirusów, innych bakterii etc.
    I co ci da szczepionka przeciwko tej odmianie wirusa? Łagodniejszy przebieg choroby czy co?

    Lubię

  26. Właściwie to nie rozumiem, dlaczego badania cytologiczne, mammografia i regularny sprawdzian prostaty są tak przerażające (Peter z Family Guy’a automatycznie przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o strachu przed badaniem prostaty). Ja wiem, że okolice intymne, że niespecjalnie to przyjemne, ale jeśli potrafimy uzasadnić ważność przeprowadzania takich badań (uniknięcie ryzyka powikłań, rozwoju choroby czy uniknięcie kosztów leczenia tychże), to dlaczego ich nie przeprowadzać? Rozumiem, że spora część kobiet unika ginekologa jak diabła a – przypuszczam – podobna ilość mężczyzn boi się wsadzenia palca w tyłek bardziej niż nagłej i gwałtownej śmierci, ale może czas to zacząć zmieniać? I uznać, że dbałość o zdrowie społeczeństwa to nie tylko zmniejszanie ryzyka chorób zakaźnych przez szczepienia.

    Lubię

  27. Flejm o cytologię był póltora roku temu. W skrócie: nie tu, nie teraz. Za dużo jest rozporządzania ciałem i rozrodczością kobiet i bez tego, a same badania, w takiej formie, w jakiej przygotowała je Kopacz, cechowałyby się minimalną skutecznością.

    Lubię

  28. @szprota: Thx – nie śledziłem, poszukam; to w sumie uwaga ogólna bardziej niż flejm. Co do badań przesiewowych prostaty sytuacja się zmieniła ostatnio, więc moje osobiste poparcie wobec nich spadło na łeb, na szyję. Jeśli forma badań zakładanych przez Kopacz podobnie nie przynosiłaby oczekiwanych po takich badaniach efektów, to w takim razie pełna zgoda. Chociaż sam sprzeciw wobec badań, motywowany wyłącznie tym, że primo: kierowany do kobiet, secundo: przymusowe, to dla mnie słabe po prostu. Podobnie jak z dylematami o uszanowaniu uczuć religijnych przy transfuzji u nieletnich. Ale eot, nie chce bałaganu robić.
    Wracając do samego art. w Przekroju – w zasadzie jedyne do czego sie można przyczepić, to forma, która uniemożliwia czytanie. Cztery podejścia; tekst jest pokraką.

    Lubię

  29. „Nie tu, nie teraz” to jedno. Ważniejsze jest to, że profilaktyka w postaci np. cytologii jest profilaktyką wtórną, a szczepienia – pierwotną. Innymi słowy, szczepienia zapobiegają chorobie, dosłownie. Natomiast cytologia służy temu, że wykrywa już istniejące zagrożenie, a co więcej – trzeba z nim coś wówczas zrobić (leczyć, usunąć). Przyznając więc, że cytologia i inne badania są, owszem, ważne, nie wolno zapominać o tym, że to nie są równorzędne metody profilaktyczne i nie można ich stosować zastępczo.

    Lubię

  30. Mnie ten tekst z Przekroju zaspokoił prymitywną potrzebę bluzgohejtu i tyle. Arcydzieło to to nie było, ale przynajmniej coś. Chociaż nie wczytywałam się jakoś analitycznie, a i wracać do tekstu teraz nie mam ochoty.

    Nawiasem – argument o sztuczności wulgaryzmów, w moim przypadku pojawiły się mniej więcej tam, gdzie ja bym je naturalnie wstawiała w wypowiedzi swobodnej, było może jedno-dwa miejsca, gdzie redaktorki chciały po większej bandzie, a wtedy faktycznie zazgrzytało. Może to kwestia innego języka, jakim się posługujemy na co dzień? Also, to samo miałam z „Testosteronem” – tam też wypowiedzi bohaterek były całkiem całkiem podobne do tego, jak czasem rozmawiamy ze sobą ze znajomymi, a mnóstwo osób stwierdzało, że dialogi są sztuczne.

    Lubię

  31. Zgadzam się z postem w 100% – dokładnie to samo przyszło mi do głowy tzn. że ludziom podoba się przede wszystkim bluzg i hejt a to co właściwie jest słuszne umyka. Co więcej po takiej ilości bluzgu (wylanego na wszystkich celebrytów po równo) ludzie cieszą się bo widzą słowo „chuj” w tygodniku a nie dlatego, że zgadzają się z bardzo słuszną miejscami krytyką. Z resztą takie teksty nic nie zmieniają poza obniżaniem poziomem debaty publicznej.

    Lubię

  32. 1. Zaczynamy spostrzegać życie w kategoriach przymusu, a nie przyjemności.Coraz częściej mówimy „muszę”, „powinienem”, „trzeba”. Każde nasze działanie zaczynamy spostrzegać jako ciężki, obowiązek. W końcu mamy dość ale… nadal pracujemy po 12, 15 godzin dziennie. Dlaczego?No bo przecież „musimy zdobyć kolejne stanowisko ”, „powinniśmy zarabiać więcej” itd.2. Pracoholizm i wypalenie zawodowePracoholizm i wypalenie zawodowe to częsta przypadłość wyższej kadry menadżerskiej. Zwłaszcza tych, zdawać by się mogło, najlepiej rokujących: przebojowych, otwartych, pracowitych. Biorą na siebie coraz więcej i więcej, nie delegują zadań i odpowiedzialności na innych, nad wszystkim muszą czuwać sami. W skrajnych, choć wcale nierzadkich, przypadkach potrafią spędzać w pracy 24 godziny na dobę! Z czasem ich efektywność maleje, przestają czerpać satysfakcję z tego co robią, mają wszystko, a nie czują się spełnieni.3. Wpadamy w nerwowy pośpiech.Nie możemy rozszerzyć doby, więc nadajemy więc swoim planom, działaniom zawrotne tempo. Tak goniąc nie tylko nadwerężamy zdrowie, ale często nie widzimy już nic poza praca i umyka nam to co w najistotniejsze. Modny tryb życia „fast” zaczyna ,w wielu krajach Europy, słabnąc. Coraz popularniejsze stają się treningi antystresowe, nauka oddechu, yoga itd.4. Narażamy się na frustracje.Przy długiej liście wymagań wobec siebie łatwiej o porażki. Im więcej zadań, celów sobie wyznaczymy tym częściej może spotkać nas niepowodzenie. A częste poczucie porażki nie wpływa korzystnie na nasze samopoczucie. Czujemy się więc nie tylko przytłoczeni nadmiarem obowiązków, ale także coraz gorzej radzimy sobie z kolejnymi porażkami.

    Lubię

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s