Ufam, więc ślę

Zabrzmię za chwilę jak dinozaur, ale: gdy byłam nastolatką, nie było komórek ani fejsa. Mnie samej trudno w to uwierzyć, bo z wielką radością przywitałam nadejście nowych technologii, pozwalających nie czekać kilku dni na list i skontaktować się z drugą osobą bez uwiązania do przewodu telefonicznego. O ile zresztą dzwoniłam (i nadal dzwonię) mało, o tyle miałam w tym czasie kilkoro „korespondencyjnych przyjaciół”. Nie było tygodnia bez listu! Nie wydawałam na znaczki i koperty fortuny tylko dlatego, że kosztowały grosze, a pisząc apetycznie grube listy zamiast papeterii od zawsze używałam kartek do segregatora. Pisałam dokładnie tak, jak dziś postuję na fejsie. Że spotkałam w podwórku na Mokotowskiej gości, których się zrazu przestraszyłam, ale gdy posłyszałam, że rozmawiają o filmach dubbingowanych, to się odprężyłam. Że mama mnie nie rozumie. Że mam na głowie sporo spraw, bo koordynuję Manifę. Że była impreza. Że obejrzałam „Pride” po raz drugi i się znów spłakałam.

Prawdopodobnie nawet wysyłaliśmy sobie zdjęcia kotów.

Spośród korespondentów w pewnym okresie jeden z nich odmeldował się jako mój chłopak i kultywowaliśmy związek na odległość. Przyjeżdżał, zostawiał mnie w pąsach i rozmarzeniu – i odjeżdżał (o ile wiem, jest szczęśliwym mężem dziewczyny, z której leczył się w moich ramionach). Za dzisiejszych czasów pewnie siedzielibyśmy po nocach na skypie czy czacie fejsbukowym, wysyłając sobie własne zaróżowione genitalia na dobranoc. Wtedy komórek z aparatami nie było, samodzielne wywołanie zdjęć wymaga wiedzy i umiejętności, więc świntuszyliśmy w listach. Fantazjowaliśmy. Wspominaliśmy. Szczegółowo omawialiśmy, co i jak lubimy. Czy tak wiele się zatem zmieniło od dzisiejszych erotycznych rozmów na czatach?

Jestem przekonana, że nie. Zasięg był mniejszy, trudniej było o trafienie z erotyczną zawartością w niepowołane ręce, ale ludzie uwodzili się, podniecali i uprawiali seks na odległość od wieków.

Dziś faktycznie wysłanie nagich fotek do konkretnego odbiorcy czy ich publikacja w erotycznym serwisie, nawet z restrykcyjnymi ustawieniami prywatności, to daleko większe ryzyko, że wyciekną. Mnie samej to się przytrafiło kilka lat temu.Ktoś wynorał fotę z portalu erotycznego i wrzucił publicznie. Szczęśliwie zdjęcie nie było zbyt odważne, a serwis, na którym nastąpiła publikacja, już nie istnieje.

Do czego zmierzam: czy to przesyłając zdjęcie do konkretnej osoby, czy też wrzucając je do wspomnianego serwisu z dostępnością tylko dla kilkorga znajomych – mam prawo ufać, że zobaczą je tylko adresaci. Nic nie usprawiedliwia rozpowszechnienia zdjęcia dalej.

Dlatego spot fundacji Dzieci Niczyje uważam za mocno chybiony:

Filmik skierowany jest do dziewczyny, która wysyła roznegliżowane zdjęcie swojemu chłopakowi. Chłopak zdjęcie upublicznia, dziewczyna staje się ofiarą slut shamingu, szyderstw i przeróbek. Hasło kampanii to: „Myślę, więc nie ślę”.

Nie. Myśleć ma ta osoba, która ode mnie dostała fotkę. Ma myśleć o mnie i o moim bezpieczeństwie.

To, że wysłałam jej tę fotkę, nie oznacza, że nie myślę, tylko, że jej ufam, podoba mi się i chcę ją trochę pouwodzić. Co w tym złego?

To nie jest tak, że mój odbiorca jest jakiś niespełna rozumu czy serca i jak tylko zobaczy kawałek mojego ciała, to natychmiast go wyszeruje. No po prostu powstrzymać się nie może, odruch ma taki, jedni robią znak krzyża przy kościele, inni siadają przed podróżą, a on akurat ma tak, że co mu wpadnie do skrzynki odbiorczej, to przesyła dalej (piszę: on, bo zaczęłam z rzeczownikiem w takim rodzaju, ale to oczywiście równie dobrze może być ona). Dlaczego niby mam to zakładać? Mówimy tu o osobie, do której mam zaufanie. Przecież to problem tej osoby, by tego zaufania nie zawieść!

Więc dlaczego kampania nie jest skierowana do odbiorcy, tylko do dziewczyny wysyłającej zdjęcie? Czy ona jest sama sobie winna? Tak, ja wiem: nastolatki mają pstro w głowach. Ale jak świat światem zawsze próbowały rzeczy dla dorosłych: piły, narkotyzowały się i i wykazywały aktywność seksualną. Nie zakażemy im tego i nie chciałabym, prawdę powiedziawszy, wzmacniać w nich przekonania, że flirt czy erotyzm – także za pomocą zdjęć – jest czymś złym. Nie jest. Złem jest rozpowszechnienie zdjęcia, czego spot już nie podkreślił. Nie zwrócił się do chłopaka: nie szeruj, ta dziewczyna ci zaufała.  Naruszasz tajemnicę korespondencji? Rozsyłasz intymne informacje? Skąd koledzy mają wiedzieć, że za chwilę nie roześlesz czegoś pikantnego na ich temat? Skąd nauczyciele mają wiedzieć, że nie filmujesz ich ukradkiem i nie wrzucasz na youtube? Skąd za kilka lat twój pracodawca ma mieć pewność, że nie naruszysz tajemnicy firmy lub instytucji?

Chciałabym spot, w którym chłopak otrzymując zdjęcie zerka dyskretnie na ekranik, pilnuje, by nikt mu nie patrzył przez ramię, nie zostawia komórki bez opieki lub wręcz powstrzymuje kogoś innego przed rozpowszechnieniem gorącej fotki. Tak, by przekaz brzmiał nie: „jestem durną panienką, wysłałam nagą fotę”, a „dostałem od niej nagą fotę, wiem, że ona jest przeznaczona tylko dla mnie”.

Ale aby to osiągnąć musimy pamiętać, że nie obwinia się ofiary, a do tego mamy jeszcze daleko.

Reklamy

42 uwagi do wpisu “Ufam, więc ślę

  1. Jakim prawem mogę ufać osobie, której bardzo często w zasadzie nie znam? Przykład z chłopakiem jest niedostateczny, bo przecież przygłupie nastolatki wysyłają zdjęcia także obcym – lub prawie obcym – internautom (wiem to nie tylko z teorii, ale i doświadczenia bliskich mi osób). Tak więc przedstawiona w tym tekście argumentacja jest zbyt wąska.

    Lubię to

    • Kobiety wychodząc z domu w mini pokazują swoje ciało nie tylko mężowi ale również obcym ludziom, a wszyscy wiemy, że obcy może być gwałcicielem

      Sorry, ale to dokładnie ta sama argumentacja. Dowcip polega na tym, że nie powinno mieć znaczenia czy dana osoba (kobieta lub mężczyzna) wysyła swoje foty do osoby obcej czy nie obcej (jej foty, jej sprawa), a piętnować należy buców, którzy po otrzymaniu fotek z wywalonym ozorem wrzucaja je na 4chana i wszędzie gdzie się da. Ta kampania powinna mieć tytuł: Nie jestem złamanym chujkiem, nie rozsyłam cudzych fotek.

      Polubione przez 3 ludzi

      • Najgorsze, że ta kampania może sprawić, że ludzie, którzy normalnie zastanowiliby się przed takim rozsyłaniem, teraz będą czuli się moralnie usprawiedliwieni. Way to go, Dzieci Niczyje.

        Lubię to

  2. Nie. Po prostu powinny być dwie kampanie. Jedna skierowana do ludzi płci obojga i uświadamiająca, że wrzucanie gołych fotek gdzie popadnie i komu popadnie to błąd. Nie ważne, czy na forum, czy ukochanej osobie znanej od trzech dni. Wystarczy wejść na czata erotycznego, chociażby na interię, pogadać z dziesięć minut praktycznie z kimkolwiek, po czym opędzać się od propozycji otrzymania czyichś gołych cycków czy fiuta, że nie wspomnę o zdjęciach par w trakcie ulubionej czynności. Mam zdjęcie długiego organu pewnego pana, pan bardzo prosił, bym zechciała to zdjęcie otrzymać. Organ z towarzyszeniem linijki. Zdjęcie rozbawiło mnie do łez, ale nie przyszłoby mi do głowy pokazywać go komukolwiek i rozpowszechniać gdziekolwiek.
    Druga kampania do osób, również płci obojga. Przypominająca, że to, że otrzymałaś czy też otrzymałeś gołe zdjęcie, nie oznacza, że ma je otrzymać reszta populacji.
    Swoją drogą to przerażające jest, że trzeba ludziom takie rzeczy uświadamiać kampaniami.

    Polubione przez 1 osoba

  3. „Ufam więc ślę”
    O jak słodko…
    Kierowcom też ufasz jak przez ulicę przechodzisz? Tutaj jest jeszcze lepiej, bo chroni cię nie tylko przyzwoitość ale i przepisy.
    A może jednak czekasz z przejściem aż się zatrzymają?

    Nowe technologie dają nam nowe możliwości, ale i stwarzają nowe zagrożenia bądź zwiększają szkody wywoływane przez zagrożenia istniejące.
    A skoro tak to kalkulacja zysk:ryzyko wygląda inaczej, więc nasze działania musimy modyfikować.

    W tym przypadku sprawa jest prosta – ewentualne szkody są ZNACZNIE większe niż kiedyś, wniosek – ZNACZNIE później zaczynam UFAĆ drugiej osobie na tyle, aby zdjęcia wysłać.

    A przy okazji – WŁAŚCIWY filmik promujący niedzielenie się zdjeciami.

    Lubię to

    • Michale, jasne że zasada ograniczonego zaufania obowiązuje zawsze i wszędzie. Nie odwracajmy jednak ról: jeśli kierowca przepuszcza mnie na pasach a w trakcie zmieni zdanie i potrąci to będzie moja wina czy jego? Wyobrażasz sobie kampanię społeczną apelującą do pieszych: najlepiej nigdy nie przechodźcie przez jezdnię bo sygnalizacja i przepisy nie gwarantują Wam bezpieczeństwa, a w razie wypadku jesteście sami sobie winni? Brzmi absurdalnie ale do tego się to właśnie sprowadza:/ A pamiętaj że często to nie jest nawet kwestia zaufania ale np. wykradzenia danych z chmury – i dalej to ofiara spotyka się z ostracyzmem a nie sprawca, o nim się często wgl nie wspomina. Nie zapominajmy że konta Google nie hakują się same, prywatne foty same się nie wrzucają na 4chana itd.

      Lubię to

      • Kontynuując samochodową analogię.
        Czasy się zmieniły. Z brukowanej uliczki gdzie jeździły maluszki, zrobiła się 6 pasmowa autostrada gdzie auta jadą 150kmh.
        Och, nadal możesz przejść, nadal kierowcom nie wolno pieszego przejechać, i nadal będzie to jego wina. Ale zdrowy rozsądek podpowiada aby przed przejściem upewnić się ZNACZNIE sumienniej czy przejście jest bezpieczne.

        Co do kampanii społecznych – te niemal ZAWSZE kieruje się do potencjalnych ofiar/poszkodowanych. Nie widziałem akcji społecznej „nie kradnij”, a są akcje „nie daj się okraść” – victim blaming? czy zdrowy rozsądek, który bierze pod uwagę że jedyne co możesz kontrolować to WŁASNE zachowanie?.

        Kwestia wykradzionych zdjęć osób publicznych ma zaś ZUPEŁNIE innych charakter. Tak diametralnie inny, że nie warto go rozpatrywać w kontekście wysyłania zdjęć osobom bliskim.

        Lubię to

        • „Z brukowanej uliczki gdzie jeździły maluszki, zrobiła się 6 pasmowa autostrada gdzie auta jadą 150kmh. Och, nadal możesz przejść,”
          Nie możesz, albo inaczej, żeby to zrobić, musisz nie tylko zignorować znaki, ale też sforsować parumetrowy płot.

          No ale wracając do meritum. Usilnie pomijasz fakt, że kampania nie jest skierowana do dorosłych, tylko do młodszego odbiorcy, gdzie zazwyczaj w innych sytuacjach zakłada się, że:
          1. Nie jest jeszcze dorosły, w związku z czym np. nie może posiadać prawa jazdy, czy też praw wyborczych.
          2. Jego postrzeganie dobra i zła jeszcze nie jest do końca uformowane.

          I mówiąc szczerze, ta kampania wygląda trochę, jak próba zrzucenia odpowiedzialności z dorosłych w nadziei, że z problemem poradzi sobie dzieciarnia. A to niestety nie wróży dobrze.

          Aha z ich strony:
          „Kampania Fundacja Dzieci Niczyje pod hasłem „Myślę więc nie ślę” ma na celu edukowanie na temat niebezpieczeństw związanych z sekstingiem oraz podniesienie świadomości społecznej wokół tego zjawiska. ”
          No jak widać, rzeczywiście im się udało podnieść społeczną świadomość, że gówniary są same sobie winne, bo wysłały swoją focię. Teraz już tylko czekam ze zniecierpliwieniem, aż fundacja raczy porozwieszać na mieście ten szczujący cycem plakat, z którego wyczytałem tylko tyle, że cycki powinny kojarzyć mi się z „panna puszczalska”, „ale szmata”, „bezwstydna suka”, „ohydna” i „brałbym”. Na szczęście do pionu i poziomu przywróciło mnie ostatnie wielkie hasło z tego plakatu, tj. „żenada”.

          Lubię to

        • Aha i dodam jeszcze, że za moich szkolnych czasów, też młodzież takie teksty pisała. Zazwyczaj były to ludki, które za wiele nie potrafiły (soraski, ale bluzgać każdy umi), ale bardzo koniecznie chciały się wykazać. Reakcja dorosłych zazwyczaj była taka, że to zamalowywali i co jakiś czas przypominali o tym, że delikatnie mówiąc takie teksty nie są ani doniosłe, ani chwały nie przynoszą.

          Teraz widzę, że młodzież się za wiele nie zmieniła i ciągle stara się zaimponować innym własną głupotą, ale za to dorośli postanowili te toaleciane wykwity twórczości docenić i porozwieszać w eksponowanych częściach miast.

          Good job & well done Fundacjo Dzieci Niczyje. Zawstydziliście nawet turbodymomana.

          Lubię to

    • @”Kierowcom też ufasz jak przez ulicę przechodzisz?”
      Ufam. W przeciwieństwie do innych uczestników ruchu, kierowcy przeszli przez sito szkoleń, badań i egzaminów. Wbrew obowiązującej w tym smutnym kraju modzie powiem, że oczekiwanie, by kierowca myślał także za takiego dajmy na to pieszego czterolatka jest bardziej uzasadnione, niż oczekiwanie, by ten czterolatek nie ufał kierowcom.

      @”A skoro tak to kalkulacja zysk:ryzyko wygląda inaczej, więc nasze działania musimy modyfikować.”
      A teraz proszę weź zauważ i zaaplikuj do swojej prostoty, że w zasadzie można sypać przykładami, gdzie działania nadzorowane przez rzesze najlepszych ekspertów kończyły się niepowodzeniami. Dajmy na to politykę inwestycyjną Lehman Brothers, czy też szacowanie kosztów opery w Sydney. Nawet najlepszym zdarza się mylić o te tysiąc czterysta procent.

      Lubię to

  4. Zaraz, to znaczy, że kwestionujesz potrzebę edukacji internetowej mającej na celu zapoznanie niedoświadczonych userów z podstawami bezpieczeństwa w sieci? Nie no, spoko. Lepiej uczyć wyimaginowanych „złych” i mieć nadzieję, że nie potraktują materiału jak instrukcji obsługi.

    Jeśli ktoś chce korzystać ze swojej wolności w sposób skrajnie nieodpowiedzialny, zawsze znajdzie się ktoś, kto go wykorzysta. Pomyśl zanim napiszesz/udostępnisz – kto nie rozumie, tego w najlepszym razie obśmieją, w trochę gorszym – np. nie dadzą mu pracy, ponieważ nie przejdzie screeningu…

    Lubię to

  5. Z tym, że przekaz powinien brzmieć przede wszystkim „nie udostępniaj”, to masz 100 procent racji. Jednak rzeczywiście coś się zmieniło od czasów analogowych, i tym czymś jest dokładnie to, jak powszechnie ludzie wpadają na pomysł, który kiedyś też oczywiście można było realizować, ale jednak było to i rzadsze, i trudniejsze i wydawało się bardziej absurdalne: wysyłania swoich nagich fotek komuś, kogo zna się bardzo słabo lub wcale. Więc do przekazu „nie udostępniaj” chyba trzeba też dołożyć, bo tego nigdy dość i nigdy nie dociera, kolejne przypomnienie, że nie ma anonimowości, więc przesłanie wirtualnych fotek w serwisie to takie samo ryzyko, co kiedyś włożenie ich w podpisaną kopertę.

    Lubię to

    • Zgadzam się w 100% — i tylko dodam, że „szerowanie” czegokolwiek poufnego/intymnego/etc. za pomocą nieszyfrowanej poczty elektronicznej czy „serwisów społecznościowych” jest porównywalne z przesyłaniem poufnych informacji za pomocą kartki pocztowej (z tą różnicą, że łatwość rozpowszechnienia raz zdobytej poufnej informacji przez kogoś działającego w złej wierze jest 1000 x wyższa). Jedno to walka z przemocą polegającą na nieuprawnionym przechwytywaniu i/lub przekazywaniu intymnych/poufnych informacji/zdjęć/filów/etc., a drugie (nie mniej ważne), to uświadamianie potencjalny ofiarom (płci obojga, i to w różnych kontekstach — również np. zawodowych) technicznej łatwości takowych nadużyć. Świadomość podstaw „higieny informacyjnej” jest tragicznie niska i nigdy dość edukacji w tym zakresie.

      Lubię to

  6. Dzięki za notkę, trafia w punkt.
    Co do komcionautów, którzy twierdzą, że głupie nastolatki są głupie: tak, ludzie są głupi. Raz wysłana do sieci fotka po kwadransie może mieć tysiące kopii, na stronach i na twardych dyskach, i nie da się jej z internetu wycofać. Stąd kampania powinna mieć raczej przekaz – nie wrzucaj swoich fotek na fora/strony internetowe/społecznościówki z ustawieniem szerokiego dostępu, dopóki nie jesteś pewny/pewna, że oglądający je szef/dziadek/siostra/nauczycielka nie przyprawi cię o dyskomfort.
    Wypuszczanie fotek w świat bez ograniczeń dostępu jest niemądre i może się zemścić: fotka leżąca publicznie leży publicznie. Tu analogią byłoby rozrzucanie polaroidów z cyckami po ulicach – to że ktoś je weźmie, pokseruje i pokaże dalej jest ryzykiem prawdopodobnym i do przewidzenia.
    Inaczej ma się rzecz z fotkami wysyłanymi do jednego odbiorcy, z ustawionymi jasnymi regułami: to tylko dla ciebie. Tu kwestia sprowadza się wyłącznie do tego, co napisała Szpro: do haniebnego nadużycia zaufania nadawcy.
    I jeszcze jedna rzecz, którą chciałabym podkreślić, a które w notce nie było – to, że najpierw myślimy o ofierze, a nie o zbóju, który zdjęcia upowszechnił, wynika z samego charakteru tego świństwa. W sieć wycieka wizerunek ofiary udostępnień. Przedmiotem debaty staje się ciało, jego zalety i niedoskonałości, seksualność tego ciała (zawsze świetny temat do debat) i jego wyeksponowanie. W tym samym czasie zdrajca (czy zdrajczyni) zaufania pozostaje w cieniu, w komfortowej anonimowości, jego/jej ciało nie podlega żartom czy krytyce. O sprawcy wycieku łatwo zapomnieć, jak się ma przed oczami czyjeś intymne fragmenty. I ekscytację, że się przyłapało kogoś bez majtek czy stanika. Szkoda tylko, że cycki przesłoniły kwestię sprawstwa również tym rzekomo dojrzałym autorom kampanii.

    (A swoją drogą, czemu tylko dziewczęta są przestrzegane przed wysyłaniem cycków? Głupie pytanie, wiadomo dlaczego: to kobiety są rozliczane z tego, jakie mają ciała i komu je udostępniają. To nad rozebraną kobietą.jpg zbierze się konsylium ekspertów od urody, diety, fitness i seksuologii mniemanej. Nad męskim torsem takich emocji nie będzie, więc żaden dobry wujek się nie zatroszczy, żeby nastoletni chłopiec nie rozsyłał swoich nagości.)

    Polubione przez 2 ludzi

    • No więc mnie lekko dziwi zaobserwowane u niektórych komcionautów „nie wysyłaj, gdzie popadnie” – cały czas pisałam o podzieleniu się fotką z osobą zaufaną lub bardzo ograniczonym gronem odbiorców. Najwidoczniej z takim chochołem łatwiej winić ofiarę.

      Lubię to

      • Bida w tym, że mało kto potrafi w bezpieczny sposób ograniczyć owo grono odbiorców, choć wielu się wydaje że potrafi (a osoby, które rzeczywiście potrafią nadal niewiele poradzą, jeżeli owi zaufani odbiorcy nie potrafią otrzymanych materiałów chronić) — po prostu świadomość zagrożeń dla prywatności/poufności informacji przesyłanych i przechowywanych z użyciem technologii cyfrowych jest w społeczeństwie prawie zerowa (podobnie, jak wiedza i umiejętności dotyczące korzystania z narzędzi ochrony — jak najbardziej dostępnych, ale niestety wymagających pewnej dozy kompetencji i odrobiny wysiłku).

        A możliwości nieuprawnionego przechwytywania takowych informacji są bardzo szerokie. Dlatego konieczne jest uświadamianie (młodych i starych, obojga płci, oczywiście), że poziom bezpieczeństwa takich typowych aktów komunikacji jak przesłanie czegoś e-mailem czy za pomocą takiego bądź innego „serwisu społecznościowego” jest porównywalny (w najlepszym wypadku) z przesyłaniem czegoś na (niewłożonej do koperty) pocztówce.

        Co oczywiście nie zmienia tego, że konieczna jest edukacja dotycząca postaw moralnych: nie udostępniam osobom niepowołanym poufnych/intymnych materiałów, bo to po prostu podłe. I że, w związku z tym, przekaz komentowanej kampanii jest faktycznie godny krytyki.

        Polubione przez 1 osoba

        • „Bida w tym, że mało kto potrafi w bezpieczny sposób ograniczyć owo grono odbiorców,”
          Bida w tym, że mało kto potrafi . No sorry, internet spowszedniał, coraz częściej jest wręcz wymagany do codziennego funkcjonowania. Oczekiwanie, że ludzie będą masowo rano do kawy czytać sobie biuletyny bezpieczeństwa ma tyle samo sensu, co to że ludzie będą codziennie także zapoznawać się z . Szybko okaże się, że kawa już jest wypita, zanim oni na dobre zaczęli proces zapoznawania się z tym wszystkim, z czym mieliby się zapoznać.

          Próba przerzucania winy na ofiarę w zasadzie nie przyniesie innego efektu, jak tylko poszerzanie pola do działania wszelkiej maści oszustom i innym zwyrodnialcom.

          Lubię to

        • Zauważ proszę, że nie usprawiedliwiam przerzucania winy na ofiarę — w tym punkcie całkowicie się z Tobą zgadzam.

          Chodzi mi jedynie o to, że (jak napisałem gdzieś niżej) ta kampania w zły sposób dotyka jednak istotnego problemu — braku sensownej edukacji dot. „higieny informacyjnej”. I nie, nie chodzi o to, żeby zwykli użytkownicy czytali biuletyny bezpieczeństwa, tylko żeby mieli podstawową świadomość, jakie są słabości narzędzi, których używają — a najlepiej, by również potrafili użyć narzędzi, które przy przesyłaniu intymnych czy poufnych materiałów zapewniają minimum bezpieczeństwa (i oczywiście, by nadal zdawali sobie sprawę, że ryzyko — choć znacznie mniejsze — nadal istnieje; słowem, by posiadali kompetencje pozwalające we w miarę racjonalny sposób samodzielnie podejmować decyzje).

          Upowszechnienie mycia rąk (czy też kanalizacji, koszy na śmieci), czy też świadomość źródeł zakażeń pokarmowych, nie zlikwidowało w Europie wszelkich chorób, ale jednak istotnie przyczyniło się do wyrugowania pewnych rodzajów zagrożeń.

          Lubię to

    • Przeczytałam komentarz, pomyślałam, o rany, jaki celny, patrzę – oczywiście to Naima :) Taki pomysł, żeby tak dla zasady to troszkę w końcu od… się od ciał kobiet, i takie pytanie, dlaczego właściwie to musi być takie niebezpieczeństwo, jak już nawet takie zdjęcie z gołymi cyckami ktoś puści w obieg, to już nie wiem, jakim trzeba być radykalnym, najstraszliwsze feministki chyba nie śmią tak myśleć… A szkoda.

      Lubię to

    • Ad „Inaczej ma się rzecz z fotkami wysyłanymi do jednego odbiorcy, z ustawionymi jasnymi regułami: to tylko dla ciebie. Tu kwestia sprowadza się wyłącznie do tego, co napisała Szpro: do haniebnego nadużycia zaufania nadawcy.” — tylko przy założeniu, że: 1) ufamy kanałowi/narzędziu przesyłania informacji (nie chodzi tylko o przysłowiowego złego pracownika korpo, choć to też realne zagrożenie, ale i o nieogarnięcie kryptograficzne usługodawcy, luki bezpieczeństwa, czy po prostu charakter używanej technologii [vide nieszyfrowany e-mail, którego poufność można porównać do osławionej kartki pocztowej] etc.), 2) wiemy, że odbiorca jest ogarnięty jeśli chodzi o bezpieczeństwo otrzymywanych i przesyłąnych informacji; 3) sami jesteśmy ogarnięci pod tym względem.

      Niestety w praktyce wszystkie trzy elementy leżą i kwiczą. Bardzo mało osób (może 1 promil użytkowników urządzeń cyfrowych?) potrafi używać narzędzi do bezpiecznego przechowywania i przesyłania informacji. Ich zastosowanie również nie zabezpiecza nikogo w 100% (zawsze możliwy jest włam, wirus, luka bezpieczeństwa w oprogramowaniu…), ale przynajmniej ma szansę zmiejszyć ryzyko do akceptowalnego poziomu — choć to zawsze powinna być kwestia świadomego osądu zainteresowanej osoby.

      Dlatego też — przy całym moim poparciu dla zastrzeżeń autorki wpisu dot. nieszczęsnej kampanii DN — nie zmienia to wszystko tego, że istnieje paląca potrzeba edukacji w dziedzinie „higieny informacyjnej”. (Nie tylko wśród nastolatków i nastolatek. Ogół użytkowników netu, smarkfonów i całego tego ustrojstwa — z naprawdę nielicznymi wyjątkami [głównie — ludzi z branży bezpieczeństwa IT] — jest w tych kwestiach ciemny jak tabaka w rogu, niestety).

      Lubię to

      • …W tym sensie ta nieszczęsna kampania dotyka istotnego problemu (choć dotyka go powierzchownie i od złej strony).

        Ad „ciemni jak tabaka w rogu” — dość powiedzieć, że dziennikarz, z którym kontaktował się Edward Snowden, miał poważne problemy (będąc osobą zajmującą się tą tematyką!) z poprawnym skonfigurowaniem bezpiecznego kanału komunikacji (z użyciem ogólnie dostępnych narzędzi + dysponując podpowiedziami Snowdena).

        Można w tym momencie oczywiście podnieść problem łatwości (trudności) używania tych narzędzi [do bezpiecznej komunikacji], ale IMHO, jeżeli szary człowiek jest w stanie nauczyć się prowadzić samochód, to jest też w stanie nauczyć się korzystać z tych narzędzi. Problemem jest brak świadomości i wiążący się z nim brak motywacji. Co z kolei w 90% wynika z braku sensownej edukacji.

        Lubię to

    • I jeszcze: trafny (nawet jeśli przesadzony, to naprawdę tylko troszeczkę) komentarz mojego znajomego ad „Inaczej ma się rzecz z fotkami wysyłanymi do jednego odbiorcy, z ustawionymi jasnymi regułami: to tylko dla ciebie.”:

      „””
      Nie, nie „inaczej ma się rzecz” i nie ma „tylko dla ciebie” jak coś
      leży w chmurze. Jak w chmurze to trzeba założyć, że będzie publiczne,
      prędzej czy później. To jest podstawowy problem […]
      „””

      Jedyny wyjątek, to sytuacja gdy dane przechowywane w chmurze są sensownie szyfrowane po stronie klienta (nie po stronie „chmury”). To nie jest bardzo trudne, ale potrafi to może 1 promil (optymista ze mnie…) użytkowników (z grubsza ten sam promil, który w ogóle zdaje sobie sprawę z zagadnienia i z tego, że takowe rozwiązanie istnieje).

      Lubię to

  7. http://wyborcza.pl/1,75478,17389797,Nastolatki_coraz_chetniej_przesylaja_sobie_nagie_zdjecia_.html
    …nie wszystkim podoba się najnowsza kampania FDN. Przedstawiciele polskiego oddziału fundacji Hollaback, walczącej z przemocą wobec kobiet na Facebooku oceniają: „Zupełnie jakby mało nam było jeszcze przekazów pouczających kobiety i dziewczynki co muszą robić lub czego nie, żeby mężczyźni/chłopcy nie stosowali wobec nich przemocy. Może niedługo kampania – „myślę, więc nie chodzę w spódniczce”?”

    Ich zdaniem w 30 sekundowym spocie zabrakło informacji o tym, że rozsyłanie cudzych, intymnych zdjęć jest przemocą i należy na takie działania reagować. „Jest tylko informacja do dziewcząt, że mają wziąć odpowiedzialność za to, żeby nie stać się ofiarami przemocy”.

    Srsly.

    Lubię to

  8. Brak mi słów. Wysyłasz nagie foty? – sama się prosisz o publikowanie ich, chodzisz w krótkiej spódniczce? – prosisz się o gwałt, sypiasz z facetem? – nie dziw się jak cię nazwą puszczalską. To może zamiast w tramwaju ostrzeżenia „uważaj na kieszonkowców”, powinni mówić „nie noś ze sobą portfela”? Nie powinniśmy też przebywać z osobami, które gotują, bo mają ostre noże, przecież mogą nas dźgnąć. I to będzie nasza wina, bo widzieliśmy, że ta osoba ma nóż.
    Jeśli ja wysyłam danej osobie cokolwiek – czy to zdjęcie (nagie czy w ubraniu), czy piszę do niej, albo mówię coś w tajemnicy, to ta osoba nie powinna się tym dzielić z kimkolwiek, chyba, że jej na to pozwolę.

    Lubię to

  9. Fotkę można wysłać e-mailem z konta do którego może dostać się jakiś „haker” bo komuś nie chciało się wymyślić długiego hasła. A fotka taka leży na koncie nawet kilka lat bo wszyscy słuchają wujka Google’a i nie usuwają starych wiadomości ze skrzynki. Później taka dziewczyna jest szantażowana zdjęciami, które wysłała do chłopaka, o którym zapomniała już dawno. Takich przykładów są dziesiątki w sieci (ujawnionych) a ile osób dogadało się z szantażystą? Na to jest tylko jedna rada. NIE WYSYŁAJ!!!

    Lubię to

  10. @naima
    „Co do komcionautów, którzy twierdzą, że głupie nastolatki są głupie:”
    to brakuje kampanii uświadamiającej „Nie szeruj się swoją głupotą” przypominającej bucom, jak bardzo są sami sobie winni i że najlepiej by było, gdyby siedzieli cicho ;-p

    Lubię to

  11. Dla mnie to jest trochę bardziej skomplikowane. Myślę, że takie kampanie społeczne są potrzebne, ponieważ ludzie powinni być świadomi niebezpieczeństwa jakie niesie za sobą rozwój technologiczny. Właśnie tego powinni być świadomi, że kiedyś Twój chłopak Waszym świntuszeniem nie mógł się nigdzie pochwalić (choć nadal nie wiesz, czy np. on tego nie pokazywał swoim kolegom, to tak jakby na fejsa wrzucał), a teraz jeden ruch i cały świat wie jaki masz rozmiar stanika. Tyle, że i tak większość młodych osób będzie wierzyło, że ich książę/księżniczka z czatu ma na pewno 16 lat i ich ciało dla człowieka po drugiej stronie monitora jest świątynią. Oczywiście, tacy udostępniacze bez zahamowań powinni być karani, bo często przesadzają. Sama pamiętam jak moi koledzy nagrali chorego psychicznie człowieka i wrzucili ten filmik do neta… Tylko, że ten człowiek nie był tego świadomy, że oni go nagrywają… a powiedzmy ta dziewczyna jest świadoma tego, że wysyła swoje nagie zdjęcie. To jest chyba ta podstawowa różnica, że ona to wie, on tego nie wiedział. No i jeszcze powstaje potrzeba postawienia granic przyzwoitości w udostępnianiu. Czy tylko udostępnianie nagich zdjęć jest złe? Czy np. jeśli ta dziewczyna wysłałaby temu chłopakowi swoje selfie i on by je udostępnił to też powinno się go ukarać? Dla ułatwienia przyjmijmy, że byłoby to udostępnienie bez żadnego opisu.
    Ja człowieka, który udostępnia nagie zdjęcia kogokolwiek nie bronię i uważam, że powinien zostać ukarany. Ale myślę, że można wtedy karać również tych, którzy udostępniają selfie innych albo zdjęcie czyjegoś psa, samochodu…. cały internet do kosza.

    Lubię to

  12. Zapominacie wszyscy o jednym: prawdziwym winowajcą za takie wycieki nie jest ani lekkomyślna dziewczyna ani bucowaty chłopak (bądź na odwrót) tylko szare masy biernych „oglądaczy” – gdyby nikt nie oglądał to nikt by nie szerował. Taki buc nie tyle rozmyślnie krzywdzi „modela/kę” co po prostu nabija sobie popularność i nie da się go uświadomić bo z założenia ma obniżony poziom IQ i empatii, jak to buc:P To samo z lekkomyślnymi nadawcami – znają możliwe konsekwencje ale na dany monent o nich nie myślą i o rzeczonym spocie też nie będą. Problem będzie istniał dopóki nie zmieni się społeczne postrzeganie takich zachowań, trzeba uświadomiać użytkowników, że oglądając i szerując „wycieki” krzywdzą realnych ludzi, że powszechność takiego zachowania nie zdejmuje z nich odpowiedzialności a osoba publikujaca czy repostująca czyjeś prywatne foty nie jest spoko. Oczywiście jest to długa droga, ale jedyna skuteczna bo zauważcie smutną prawdę: wiekszość ludzi nie myśli samodzielnie i nie postępuje odpowiedzialnie a jedynie powiela zachowania społecznie akceptowane. Dopiero kiedy takie zachowanie zostanie napietnowane, ośmieszone, strollowane itd itp, sytuacja się zmieni – bynajmniej nie dlatego że buc zrozumie własną bucowatość, ale dlatego że jego wizerunek ucierpi zamiast zyskać. Zamiast więc spotów j.w. proponuję inne, skierowane do szerszego grona i promujące pewien kanon zachowań w sieci dokładnie tak jak promuje się Nowe trendy w modzie – nie każdy zrozumie sens przesłania, ale każdy lubi się poczuć „tym lepszym”.

    Lubię to

  13. Ja to odebrałem ten spot, jako przekaz pt. zastanów się czy ufasz osobie, do której wysyłasz, bo teraz są takie możliwości że konsekwencje są naprawdę przykre. Może lepiej nie wysyłać a zamiast pokazać co masz ochotę w rzeczywistości? :) tego raczej nikt nie udostępni dalej :)

    Polubione przez 1 osoba

    • „Może lepiej nie wysyłać a zamiast pokazać co masz ochotę w rzeczywistości? :) tego raczej nikt nie udostępni dalej :)”
      Chyba, że schował w szafie włączoną minikamerę. Dlatego najlepiej nie pokazuj wcale. Przy okazji nie korzystaj też z telefonu, poczty i banku ;-).

      Lubię to

  14. Winna jest lekkomyślna dziewczyna, która nie zdaje sobie sprawy, że w internecie nie ma prywatności i trzeba uważać co się do niego wrzuca. Chłopak zaś to totalny debil, buc, cham, idiota, który nie zasługuje na akceptację społeczną i powinien być za publikację takiego zdjęcia oblężony i wyzywany na facebooku zamiast tej dziewczyny. Ale niestety poziom wyedukowania i poczucia moralnych wartości jest bardzo ograniczony, a znaczna część osób, które serfują bo necie szukają tylko okazji by się pobawić. Ale przecież nie wszystkie i to nie jest ich wina. Prawda nie wielu znajdzie się takich by stanąć w obronie dziewczyny pod takim zdjęciem, ale większość nie daje laików, ale brak im pewności by wygłosić swoją opinię. A ci którzy dają pod tym laiki niewiele się różnią od tego buca który to udostępnił.

    Lecz nie mogę się zgodzić, że ten spot powinien być adresowany do kogoś innego niż dziewczyn, które publikują takie zdjęcia. Ale tylko dlatego, że przeciwko innym winowajcom nie przyniesie to korzyści. jeden z przedmówców porównywał to do kradzieży w tramwaju więc ja też skorzystam z tego porównania. Kampania musi być skierowana do osoby kasującej bilet by nie ufała ludziom dookoła i trzymała bilet oddzielnie z portfelem, czy pilnowała torebki. Bo kampania o treści nie kradnij portfelów w tramwaju, jest absurdalna

    Zaś przyrównanie do listów jest piękne i takie stosowanie facebooka w romantycznych stosunkach jest jak najbardziej właściwe. Nie powiecie chyba, że ktokolwiek przesyłał kiedyś swoje osobiste roznegliżowane zdjęcia listem? Bo tu ryzyko zbłądzenia informacji jest podobne a skutki rozprzestrzeniają się błyskawicznie. Jeśli odczuwacie potrzebę namiętności na odległość zabawcie sie w wyobraźnie i poopisujcie sobie co wam się tylko podoba.

    Lubię to

    • Porównanie gnojków publikujących prywatną korespondencję do kieszonkowców jest nietrafione, bo kompletnie inny jest odbiór społeczny tych dwóch przewinień i w tym w dużym stopniu leży problem. Złodziej to ten kto zawinił – nikt nie ma wątpliwości, łapać, gonić, obciąć ręce. To że kradzież jest zła jest dla ludzi zrozumiałe. Natomiast świadomość że publikowanie cudzych nagich zdjęć to zwykłe gnojstwo ewidentnie raczkuje. Nagie zdjęcia laski, kto jest winny wg szkoły/forum/sąsiadów? Dziewczyna, o tym jest ta kampania. Jakieś konsekwencje dla tego kto te zdjęcia wrzucił? A skąd. Nikt nie wpadnie na to by piętnować samo upublicznienie. Kieszonkowiec w zbiorowej mentalności nie równa się osobie rozpowszechniającej cudze zdjęcia, stąd imho porównanie kompletnie od czapy.

      Lubię to

      • „Natomiast świadomość że publikowanie cudzych nagich zdjęć to zwykłe gnojstwo ewidentnie raczkuje.”
        Ale tylko w przypadku zdjęć osobników płci żeńskiej. W pozostałych przypadkach jest to już starawy i dość dobrze znany wszystkim zainteresowanym cyberbullying. No chyba, że coś przeoczyłem i fundacja ku uciesze trolli spod znaku #samjestsobiewinien szykuje kolejną kampanię pt. „Myślę, więc nie choruję” kierowaną do chorych na mukowiscydozę chłopców „leczonych” przez rówieśników wkładaniem głowy w kibel. W końcu wiadomo, sami sprowokowali ;-p

        Lubię to

  15. To musi być chyba jakaś skaza kulturowa. Ewentualnie efekt wychowania w rodzinie katolickiej. Czemu zawsze takie rzeczy są rozpatrywane w kwestii winy? Może i spot jest średni, ale przynajmniej jest. Jakoś nie widziałem, żeby ktokolwiek inny jakimkolwiek innym spotem temat poruszał. Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach grozi nam wiele niebezpieczeństw i to z każdej strony. Dlatego robiąc coś powinniśmy myśleć o konsekwencjach. Nie ważne czy jesteśmy kierowcami, pieszymi, nastolatkami czy pilotami Dreamliner’a. Jeżeli wysyłamy komuś nasze prywatne czy intymne treści, powinniśmy się zastanowić czy ta osoba potraktuje je tak ja my je traktujemy. Powinniśmy się też upewnić, że daną treść wysyłamy dokładnie do tych osób które mają ją odebrać. Przykład z moich własnych doświadczeń. Kilka lat temu dostałem taką „sexi fotkę” MMSem. Z numeru, którego nie znałem. Nie zastanawiając się wiele uznałem to za pomyłkę i wiadomość skasowałem. Po 15 minutach dostałem ją ponownie. Napisałem na numer nadawcy krótką wiadomość „Chyba pomyliła pani numery”.

    W kwestii spotu mi przychodzi do głowy tylko jedno: Nie myśl o tym kto jest winny. Myśl o konsekwencjach! Nie ważne czy wysyłasz czy udostępniasz. Rozpowszechnianie prywatnych i intymnych treści może zniszczyć komuś życie.

    BTW: W radiu wczoraj słyszałem statystyki dotyczące problemu. 20% dziewczyn rozsyła takie fotki. 6% chłopców je udostępnia. Może dlatego spot ma taki target.

    Lubię to

  16. ” Wyobrażasz sobie kampanię społeczną apelującą do pieszych: najlepiej nigdy nie przechodźcie przez jezdnię bo sygnalizacja i przepisy nie gwarantują Wam bezpieczeństwa, a w razie wypadku jesteście sami sobie winni?”

    Tu sobie nie trzeba wyobrażać. https://www.youtube.com/watch?v=0sZdryLHJkU

    A uwagi odnośnie edukacji społeczeństwa w temacie bezpieczeństwa i higieny internetu są zasadniczo słuszne, ale jakby nie do końca na temat. Bo to i tak trzeba robić, a można bez slutshamingu i znikania sprawców bucery.

    Lubię to

  17. Witam. Poczułam się w obowiązku wobec samej siebie by to skomentować, bo spotkało mnie to samo. Nie jestem głupią nastolatką ani wtedy nią nie byłam, facet nie był obcy, był moim chłopakiem przez 3 lata ale studiowałam w innym mieście. Zdjęć wysyłać nie chciałam ale mnie przekonał, obecnie śmiem twierdzić, ze wręcz zmanipulował (nie ufasz mi? Nie kochasz mnie? Przecież Cie nie skrzywdzę! Myślę, ze masz innego skoro nie chcesz mi tego wysłać). Związek był toksyczny i w końcu miałam go dość, zerwałam. Filmik wylądował w internecie. Nie ma tam mojej twarzy ale są dane osobowe, imię i nazwisko. Wciąż nie byłam na policji bo ciężko mi się zdobyć na to,boję się też, ze oni nic nie zrobią a sprawa się pogorszy. Ale chcę wrócić do sedna. Nie życzę sobie insynuowania, ze nie myślę, że nie mam mózgu, że nie potrafię przewidywać, że jestem po prostu głupia. Owszem, po własnych doświadczeniach uważam, ze powinno się przestrzegać dziewczyny przed wysyłaniem zdjęć, bo nie warto ufać aż tak mężczyźnie. Może jestem przewrażliwiona bo złamano moje zaufanie, ale nikomu nie życzę takiego upokorzenia i rwania włosów z głowy. Ale to przede wszystkim młodych chłopców powinno się edukować, że dziewczyna jeśli to robi to dlatego, że im ufa, ze kocha i, że nie wolno tego wykorzystywać przeciw niej- nie ważne jak zakończył się związek. No ale żyjemy w takim społeczeństwie, ze to dziewczyna musi uważać co ubiera, co mówi, co robi, co wysyła, jakie zdjęcia cyka i przed kim rozkłada nogi- bo dla społeczeństwa ona jest winna a facet to bezwolna istota bez mózgu, która nie potrafi zapanować nad popędem.

    Lubię to

  18. Co za naiwny tekst. Przecież zdjęcia przesłane przez net są na serwerze a nie wyłącznie w dwóch skrzynkach e- mail. A serwer obsługują obcy ludzie. O oglądają, czasem wykradaja. Także trzeba myśleć.

    Lubię to

  19. Moze przydalyby sie firmy wsypecjalizowane w sluzbie erotyki domowej, ktore chronilyby powierzone informacje, tak jak banki? Wyobrazam sobie taka rozmowe „owszem,kochany ale jesli mnie naprawde kochasz to rozumiesz ze skorzystamy z serwisu xyz, ktory drogo zaplacilby za jakikolwiek wyciek.

    Lubię to

  20. Co prawda moje przemyślenia nie będą zbyt oryginalne, bo podobnie napisało już kilka osób, ale co tam.
    Moim zdaniem, edukacja w tym temacie powinna być częścią większej całości dotyczącej bezpieczeństwa i poufności danych w internecie. Bo trzeba pamiętać, że nawet jeżeli odbiorca bucem nie będzie, to może nim zostać haker. I dlatego nie wystarczy tylko nie pokazywać zdjęcia innym, najlepiej je usunąć po wysłaniu, albo przekazać jakąś bezpieczniejszą drogą. Dodatkowo powinniśmy uczyć o tym, że dane raz rozpowszechnione w sieci zostają tam na zawsze i nigdy nie wiemy, ile osób zdążyło ściągnąć foteczkę, czy ważne dokumenty przez przypadek udostępnione na dropie. Dlatego uważam takie kampanie za chybione, bo nie w nastolatkach i ich zdjęciach leży problem, tylko w braku zrozumienia tego, jak wiele znaczy prywatności i jak bardzo powinniśmy ją chronić w czasach, kiedy tak łatwo ją sprzedać głupiej aplikacji na fejsbuku. Zwłaszcza, że musimy pamiętać o tym, że nie ma idealnych zabezpieczeń i ktoś zawsze może się dostać do tych danych inną metodą (przed chwilą Kaspersky wrzucił do sieci raport dotyczący internetowej kradzieży pieniędzy z kilkunastu banków na kwotę ponad 3000 mln$). Także ta kampania (jak i zapewne podobne o pokrewnym wydźwięku) można uznać za łatanie ran na martwym od dawna pacjencie.

    Lubię to

  21. O, akurat tez moge sie wypowiedziec.

    Mialam za soba faze sextingu. Nieco wymuszona, do tego za granica, libido bylo bardzo nie do powstrzymania, a panowie z serwisu randkowego nie chcieli nic procz fotek i filmikow. Potrafili spamowac o nie caly czas, polki nie usunelam ich z listy. Doslownie tylko dwoch delikwentow w ciagu niemal calego roku NIE poprosilo o fotki czy filmiki. To, ze takie zachowanie to niestety norma, udowadnia:

    http://straightwhiteboystexting.tumblr.com/

    Prawo w przypadku foci, przynajmniej tam, gdzie mieszkam, mowi, ze prawa do fotek naleza do owa fotke wykonujacych. Jestem raczej pewna, ze juz gdzies tam na jakims serwisie jestem, ale mam to gdzies. Bylam juz wtedy pelnoletnia, mieszkalam w metropolii i to za granica. Wiedzialam, ze fotki moga byc rozeslane dalej, ale mialam to gdzies i mam do dzisiaj. Nie wstydze sie swojego ciala i seksualnosci i nawet, gdyby grono internautow wyzywaloby mnie od szmat, mialabym to gdzies. Jezeli dowiem sie o jakiejkolwiek fotce czy filmiku ze mna, mam to gdzies, ale jednak chetnie skasuje za prawa autorskie, kogo skasowac moge. Jezeli ktos zechce uzyc fotki do szantazu, mam to gdzies. Nie maja kogo szantazowac. Moi rodzice byliby zli, ale na szantarzyste. Pracodawca mnie zwolni, bo obejrzal moj goly tylek w necie? Dobrze, ze zwolni, bo z idiota zwalniajacym pracownice z takiego powodu nie chcialoby mi sie pracowac. Niech sie lepiej nie przyznaje, ze fapal do moich foci, bo wstyd panie. Chlopak? Wali mnie to, z monogamii zrezygnowalam juz dawno temu.

    Ogolnie, nie mam najmniejszego problemu z tym, ze inni widza moje nagie cyce czy co tam jeszcze. Widza na wlasne zyczenie, ja nie zmuszalam. Jestem dziwka? Nie oceniaj, nie wychodzi ci to. Lepiej juz sobie pofap.

    Ciesze sie tylko, ze nie bylam w tym czasie zaplatana w struktury szkolne. Mlodziez znalazla doskonale medium do mobbingu. Zapewne wtedy by mnie to ruszylo. Mlody czlowiek jest bardziej zalezny od swojej grupy i bardziej na nia zdany.

    Lubię to

skomciaj mię

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s