[tytuł by Fabulitas, kudosy]
Przeglądałam Wyborczą w sieci w nadziei na zassanie e-wydania z pełnym tekstem Kya i rzuciły się na mnie zajawki ze “Wstydu”.
Już w czwartek w DF był spory art na temat filmu z bonusem pod postacią wywiadu z niejakim Piotrem N., psychoterapeutą (“Jestem psychoterapeutą i chcę, żeby pacjenci odnosili się do tego, jaki jestem tu i teraz. A nie do mojej historii”, wyjaśnia niechęć do ujawnienia nazwiska).
Lojalnie uprzedzam, że teraz jest kawałek z dużą ilością cytatów i niektórym może być przykro oraz źle. Trzymam was za ręce. Ja to czytałam na papierze, w pociągu Interregio relacji Łódź – Warszawa, po bardzo intensywnym dniu. Feel my pain, nawet nie mogłam zbyt głośno krzyczeć.
Wywiad prowadził Tomasz Kwaśniewski, co wiele wyjaśnia i nic nie usprawiedliwia.
Myślę , że kobietom jest łatwiej niż mężczyznom być tu i teraz.
Dlaczego?
- Mężczyzna, mówię o sobie, do tego, żeby czuć, że żyje, potrzebuje ryzykować.
Wzorzec męski, ten niedawno jeszcze obowiązujący, to był obraz maksymalnego ryzykanta. Jeździłeś konno, polowałeś, walczyłeś, a jak ci się spodobała jakaś kobieta, to ją zdobywałeś. Co nie oznacza, że zdobyłeś ją od razu. Generalnie było jednak tak, że miałeś poczucie, że funkcjonujesz z tą swoją męską agresywnością wobec świata, i to jest w porządku. Natomiast dzisiaj wszystko jest w zasadzie takim jednym wielkim hipermarketem, w którym o nic nie trzeba walczyć. No, może poza jedną rzeczą: kasą. Ale to jest nudne.
Prześladowanie mężczyzn, którzy nie mogą wrócić na sawannę; zdobywana kobieta nie miała nic do gadania. A teraz, panie, przychodzi taka kobieta i wybrzydza. Albo, co gorsza, zdobywa! Le trwoga. Zwróćmy też uwagę na przypisanie agresywności wyłącznie mężczyznom. Kobietom przystoi w milczeniu się stroić.
Bohaterem filmu jest mężczyzna, który ma trudności z wyrażaniem uczuć; żyje samotnie, rzucony w wielkomiejską dżunglę niczym świętokrzyski rolnik, kontakty ogranicza do przeglądania porno, masturbacji i korzystania z usług prostytutek. Pan terapeuta ma na to prostą diagnozę:
W filmie nie ma żadnej informacji o rodzicach.
- Ale tego typu osobowość bierze się między innymi z wczesnego niezaspokojenia przez matkę potrzeb dziecka. Niedawania mu miłości. To jest takie ”Nie widzę cię, nie istniejesz”. Wtedy dziecko ogarnia lęk i zaczyna się z niego wycinać.
Złe matki. Kochajcie swoje dzieci, bo w przeciwnym razie sięgną po porno i nie pobudują zdrowych relacji.
(oczywiście, że relacje z rodzicami mają wpływ na nasze dalsze życie uczuciowe, ale etap zamrożenia uczuć zdarza się także, surprise, w sytuacji rozczarowania bliskością z innymi; mam teorię, że jest to normalna dynamika emocji u człowieka przechodzącego przez różne związki, relacje, układy: potrzeba bycia osobno z potrzebą bliskości są w stałym konflikcie i układają się w elegancką sinusoidę)
Nasz bohater spotyka kobietę, do której zaczyna coś czuć i…
Nie staje mu.
- Gdybym miał użyć metafory, tobym powiedział, że ta krew z penisa zatrzymuje się w jego sercu. Sam mam takie doświadczenie, że jak była kobieta, do której coś silnie czułem, to łóżko dopiero tak za czwartym razem się pojawiło. (…) Zresztą jest też tak, że w wychowaniu, w dorastaniu mężczyzn chodzi o to, by zintegrować serce i penisa.
Nie zamierzam naśmiewać się z (tymczasowej) impotencji, bo rozsądni ludzie wiedzą, że nasze ciała nie muszą nas słuchać, zwłaszcza w sytuacjach mocno emocjonujących (a pierwszy seks z kimś kochanym jest wysoko na skali stresu). Jednym nie staje, inne doznają suchości czy pochwicy, innym ciała uciekają w migreny bądź sensacje żołądkowe. Normalna rzecz, proszę się rozejść. I co ma znaczyć ta fraza o dopływie krwi z penisa do serca i czy jest na sali lekarz?
- Poczuł (ciągnie dalej Piotr N.) i żeby przestać czuć, musiał się znieczulić. Czyli jakąś straszna krzywdę sobie zrobić. No to robi: najpierw prostytutka, potem wpierdol, a w końcu ten klub gejowski. To jest wręcz stopniowanie autowpierdolu.
OH NOES TYLKO NIE KLUB GEJOWSKI, NAD KAŻDYM Z NICH WISI NAPIS “WELCOME TO WPIERDOL CITY”
Dalej mamy opowieść z cyklu “jak dwa male Jasie wyobrażają sobie gejów”. Brakuje tylko dark-roomów i mrocznych parków na schadzki.
- Zacząłem się zastanawiać, czy w homoseksualizmie nie jest jakoś fajniej, bezpieczniej. Ale się okazało, że opór mam na maksa. Całe ciało zamyka mi się na samą myśl, że mógłbym to zrobić.
Też o tym myślałem (wyznaje odważnie Tomasz Kwaśniewski) i jako taki główny argument za homoseksualizmem było to, że z kobietami to trzeba te wszystkie ceregiele…
No, nie to, co z gejami, zgłaszasz kradzież portfela i od razu pyta, czy pójdziemy do mnie. Do niego. Na Futuramę. A za dawnych czasów można było babę za włosy i do jaskini, ech.
Ale na szczęście, są takie, z którymi nie trzeba ceregieli, niemniej bohater naszego wywiadu z takimi to niechętnie:
- Zdarzało się, że czasem im odmawiałem. ”No proszę! Otwórz! Weź mnie!”.
Żenada.
Dlaczego?
- Dla mnie taka laska to już był koniec.
Zrozumiałe, zdobywanie jest domeną mężczyzn, a nie, że przyjdzie taka i podkradnie kompetencje. Przecież powinno być tak:
- …że atrakcyjnych kobiet jest powiedzmy 20 proc., a wygłodniałych samczyków od zarąbania, a tu przychodzi gość, który jest inny, i do tego nie zwraca na nie uwagi, no to w tych samicach alfa rodzi się potrzeba: o!
Uważam, że za mało uwagi poświęca się memowi samca bzdeta, a terapeuta wyjątkowo zasługuje na taką etykietkę. Jakie samice alfa?! On naprawdę myśli, że nadal żyjemy w stadach? Ja rozumiem takie myślenie u człowieka z kręgu kultury pierwotnej, ale w Europie, w XXI wieku?
Z dalszej części tekstu wynika, że nasz specjalista nie słyszał także o kinksterach i relacje zahaczające o BDSM wprawiają go w nerwowy dygot:
Jak pierwszy raz usłyszałem od kobiety “zerżnij mnie”, to byłem zszokowany.
Z mojego doświadczenia wynika, że kobieta, która się tak do ciebie zwraca, prosi cię nie o to, żebyś był z nią w miłosnym związku, ale przemocowym. Nie zależy mi już na tym, żeby mieć kochankę. Tęsknię za relacją równą. Czyli dorosła kobieta, dorosły mężczyzna.
Nie wiem, co ma piernik do wiatraka, może przyjdzie tu ktoś mądry i mnie oświeci.
Znaczy, OK, rozumiem troskę o to, by nie popaść w związek przemocowy, o jakim pisałam kilka notek temu; zwracam jednak uwagę, że aby mógł powstać, musiały być spełnione pewne warunki u partnerów. W kontekście, w jakim opisuje to Piotr N. nie brzmi to inaczej niż jako zaproszenie do zabawy erotycznej. I nie musi mu się ona podobać, tylko po co wikłać w nią dużo poważniejszy problem? Jednocześnie banalizuje tym kwestię związków przemocowych i tłucze w BDSMowców. W dużym skrócie: nie, w odpowiedzialnym związku BDSM nie chodzi o przemoc domową, tylko role playing w konkretnych sytuacjach. Za zgodą obojga (lub większej ilości) partnerów.
Z drugiej strony fragmentarycznie zdaje się pan Piotr już łapać:
…ja już nie mam problemu, żeby powiedzieć swojej dziewczynie: na kolana i do buzi.
Mówisz tak?
- Nauczyłem się.
Ona ci powiedziała, że tak chce?
- Myślę, że zaczęła pierwsza. No i na początku byłem zaskoczony, że ona chce tak jak ja, ale się odważyłem i potem…
Dość duże spectrum było tego naszego spotkania seksualnego. Od takich czułych rzeczy, po takie nawet, wiesz, za włosy i o podłogę.
To jest kawałek, który, z tego, co zauważyłam, wywołał niepokój u znajomych feministek, bo w kontekście wcześniejszych opowieści o agresywnej naturze mężczyzn brzmi naprawdę jak opowieść macho. Mnie on nie zatrważa, ale tak jak wspomniałam: widzę go w konkretnym kontekście gry erotycznej, za przyzwoleniem obojga. Consensual sex, drodzy państwo. Nie ma powodu do obaw.
Tymczasem Tomasz Kwaśniewski ma wrażenie:
Mam wrażenie, że kobiety częściej używają seksualności do manipulacji.
- Bo tu jest im bardzo łatwo zbudować przewagę nad mężczyzną. Zwłaszcza takim, który nie jest pewny swojej męskości.
Znów narracja o biednych, przywalonych kobiecą przewagą mężczyznach. Panowie, serio: czasy są takie, że to żaden wstyd powiedzieć “jestem heteroseksualny, boję się relacji z kobietami, bo nie bardzo je rozumiem”. Wyjaśniajcie, czego nie rozumiecie. Nie jesteśmy (wbrew durnym poradnikom) z innych planet, jedyne, czym się (statystycznie) różnimy to takie głupie kulturowe nakładki, które dość łatwo się zdejmuje, gdy się chce.
Korzystasz ze stron pornograficznych?
- Kiedyś zdarzało mi się to znacznie częściej, a to dlatego, że zwyczajnie zmądrzałem. Słuchaj, gwiazdy porno to nie są laski, które mają jakiś słaby biust, pozapadane czy niezgrabne tyłki. No i potem wiesz, spotykasz się z Kowalską, do której nawet coś czujesz, rozbierasz ją i… o kurwa!
Oglądanie porno jest krzywdzeniem siebie.
Dzwoniło do panów zjawisko amatorskie porno i serdecznie poleciło się na przyszłość.
A w przypadku porno przemysłowego, szczególnie w polskim wydaniu, dużo sensowniej zadać sobie pytanie, kto jest krzywdzony.
I pamiętajcie, drogie dzieci, że:

Cokolwiek to oznacza.
A w Gazecie Świątecznej lament, bo nie będzie Oskara i wtem dziennikarze odkrywają, że w Akademii siedzą same dziadki, a Ameryka ma schizę na punkcie nagości (ohai, Zuckerberg, ohai, google, U HATE MANGA TITS) i tak sobie czytam i mam ochotę spytać “no ok, and the news is?”; i myślę, czy film deprecjonujący prostą zmysłowość i radość z erotyki wyabstrahowanej od emocji będzie miał moc zmian w zakresie filmowego postrzegania tych zjawisk. Jakoś wątpię.
Jakoś mi się wydaje, że to będzie taki egotrip faceta, który tęskni do podbierania świerszczyków tatulkowi i żałuje, że dziś ma porno w dwóch kliknięciach.
Sugeruje pan, że w XXI wieku staliśmy się słabi i bezwolni? (pyta Steve’a McQueena Krzysztof Kwiatkowski)
Uczymy się tak funkcjonować. Bohater ”Wstydu” zaczyna coś czuć, kiedy trafia na koncert siostry. Dopiero wtedy przełamuje rutynę. Emocje wytrącają go z kolein rutyny i codziennych rytuałów pozbawionych Boga, z gotowych recept na wszystko – zaczynając od tańca porannej toalety, mycia zębów, przygotowywania śniadania, na sposobie kochania kończąc. Nie możemy dopuścić do tego, żeby nasze życie zaczęło przypominać taśmę produkcyjną. Czy naprawdę z rozwojem technologicznym straciliśmy ikrę?
To nie jest kwestia rozwoju technologicznego. Technologia, jaką znamy: internet w kieszeni, searching by image, GPS, zakupy jednym klikiem: to wszystko nam pomaga. Ułatwia nawiązywanie relacji i podtrzymywanie kontaktów; wyszukiwanie informacji, poruszanie się po mieście i oszczędza czas. Zamrożenie uczuć to nie jest efekt rozwoju jakichkolwiek technologii; to tylko konkretne okoliczności, w jakich znalazł się bohater i o jakich aktualnie lubi się opowiadać. To ciekawe historie i warto je poznać. Nie warto jednak, moim zdaniem, przypinać do nich etykiety strasznych dzisiejszych czasów zagubionych mężczyzn, bo są one, te historie, doświadczeniem pozaczasowym i pozapłciowym.
Najnowsze komentarze